Św. Alfons Liguori

 

 

Źródło: Nowenna ku czci Św. Alfonsa Liguorego, biskupa, Doktora Kościoła i Założyciela Zakonu OO. Redemptorystów wraz z krótkim życiorysem ułożył O. Franciszek Świątek C.SS.R., Kraków, Nakładem OO. Redemptorystów, 1928r. i  1938r.

 

 

 

 

Jak gwiazda różni się od gwiazdy wielkością, siłą i zabarwieniem światła, tak w Królestwie Bożym Święci różnią się od Świętych usposobieniem, darami natury i Łaski, zbliżeniem większym lub mniejszym do wzoru wszelkiej doskonałości i świętości, którym jest Bóg Wcielony, Jezus Chrystus.

Lecz między Świętymi są tacy, których by można nazwać chlubą i rozkoszą rodzaju ludzkiego. Pominąwszy Najświętszą Bogarodzicę Maryę, Św. Józefa i Apostołów, — taki Św. Augustyn, Św. Franciszek z Asyżu i Salezy, Św. Teresa, Św. Stanisław Kostka, a ostatnio Św. Teresa od Dzieciątka Jezus, pociągali zawsze i do końca wieków pociągać będą miliony serc jakby potężnym magnesem, budząc w nich miłość, uwielbienie i zachwyt, oraz pragnienie naśladowania ich cnót bohaterskich. Tajemnica zaś tego nieprzepartego uroku, jaki wywierają na ludzkość, to wyzucie się z tego wszystkiego, co w ich osobistości jest niedobre, zbyt ziemskie, na rzecz doskonałej Miłości Bożej — i odzwierciedlenie w sobie, że tak się wyrazimy, ludzkich cech i Cnót Boskiego Zbawiciela. On taki Święty, tak Nieskończenie Wyższy nad ludzi, jednym słowem, Boski, a przy tym taki ludzki, tak nam bliski, że każdy z nas coś ze siebie w Nim spostrzega, i wiele z Niego w sobie widzi. Nie było w Jego Życiu nic odstraszającego.

On taki zniżający się do ludzi, których chce podnieść do wyżyn Bóstwa. A jak się stosował do słabości, do charakteru tych biednych ludzi, jaka przedziwna pobłażliwość i wyrozumiałość dla ich wad, grzechów i zbrodni — taka, jak się wyraża o Nim Św. Paweł, „humanitas et benignitas ludzkość i Łaskawość”, a posługując się dzisiejszym językiem, sympatyczne i miłe obejście się z ludźmi, których przyszedł uszlachetnić i uświęcić. „Rozlał się wdzięk na ustach Twoich” (Ps. 44, 3).

Otóż ci Święci, którzy najdoskonalej wyzuli się z siebie, by przyoblec się w Jezusa Chrystusa, i najdoskonalej odzwierciedlili w sobie Jego ludzkie rysy, Jego prostotę, pokorę, słodycz i Dobroć, ci właśnie stanowią chlubę i rozkosz rodzaju ludzkiego.

Do tych Świętych należy Alfons Maria Liguori, Założyciel Zgromadzenia OO. Redemptorystów, Biskup i Doktor Kościoła.

Ojczyzną jego są południowe Włochy, przepiękna okolica Neapolu. Urodził się 27 sierpnia 1696 r. Ojciec jego Józef Liguori, potomek szlachetnego i bardzo zasłużonego rodu, piastował urząd kapitana marynarki królewskiej; był Chrześcijaninem prawym, pobożnym, praktykującym, lecz podzielał wszystkie przesądy i wady sfer arystokratycznych, uprzywilejowanych; a więc był despotyczny, gwałtowny, zamiłowany w świecie i godnościach, przy tym próżny i bardzo czuły na wielkość i świetność swojego rodu. 

Matka Alfonsa, Anna z rodu Cavalieri, odznaczała się cichością i słodyczą charakteru, oraz niezwykłą świętością życia. Alfons oddziedziczył prawie w równej mierze zalety przyrodzone charakteru ojca i matki. Całe swe wyrobienie wewnętrzne, zamiłowanie w pobożności, niewinności i cnocie, niemal wyłącznie przypisywał swej świętej matce, którą kochał i uwielbiał czcią niemal religijną… Jakże często później dziękował nasz Święty, że mu Bóg dał tak dobrą matkę: „Jej to zawdzięczam zachowanie niewinności w chłopięcych latach, a posiadanie takiej matki uważam, jako jedną z największych Łask od Boga mi udzielonych”. 

I zaprawdę, wielka jest godność, potęga i zadanie matki w i Królestwie Bożym. Matka to głównie społeczeństwie darzy Niebo Świętymi, Ojczyznę bohaterami, lub osobnikami zwyrodniałymi, które są plagą społeczeństwa, a źródłem smutku i łez dla Kościoła.

Pod okiem swej czułej i świątobliwej matki, w pośród licznego rodzeństwa, spędził mały Alfons lata dziecięce, zaprawiał się do cnoty i Służby Bożej. Rodzice, spostrzegłszy w pierworodnym swym synku niepospolitą żywość i bystrość umysłu, nie szczędzili ni trudów ni kosztu, by mu dać jak najlepsze i wszechstronne wykształcenie. 

Ojciec zaś z lubością snuł wielkie plany na przyszłość i marzył, że — rokujący wielkie nadzieje — jego pierworodny syn podniesie ród Liguorych do niebywałej świetności. Po wstępnych więc i elementarnych wiadomościach, które malec z nadzwyczajną łatwością sobie przyswoił, zabrał się do nauki języka łacińskiego, greckiego, hiszpańskiego, francuskiego, obok oczywiście języka i literatury ojczystej. Równocześnie uczył się geografii, chemii, astronomii, muzyki, śpiewu, szczególnie gry na fortepianie. 

Ukończywszy chlubnie nauki średnie, zabrał się do studiów wyższych, mianowicie prawa świeckiego i kościelnego, a to z tak nadzwyczajnym powodzeniem, że już w 16-tym roku życia otrzymał doktorat obojga praw i został adwokatem, czyli obrońcą sądowym prawa. 

Wiadomości naukowe, jakie Alfons zdobył przy swoich niepospolitych zdolnościach i wielkiej pilności, były istotnie zdumiewające. Mówił płynnie kilkoma językami, w muzyce był prawdziwym mistrzem, malował nieźle, pisał wiersze pełne polotu i wdzięku, przede wszystkim był pierwszorzędnym mówcą i adwokatem tak, że w ciągu dziesięciu lat nie przegrał ani jednego procesu sądowego, wyjąwszy ostatni. Lecz ciągłe ślęczenie nad książkami i sprawami sądowymi, odbiło się źle na jego zdrowiu. Siły jego ciała, a zwłaszcza piersi, w braku ruchu rozwinęły się słabo — stąd późniejsze jego częste choroby. 

Przy nauce Alfons nie zapominał o Bogu i Jego Służbie. Nigdy w życiu Boga ciężkim grzechem nie obraził. Nabożeństwo do Najświętszej Maryi Panny od dziecka miał serdeczne. Rekolekcje odprawiał co roku. Często nawiedzał Pana Jezusa w Najświętszym Sakramencie. Należał do pobożnych stowarzyszeń i chętnie usługiwał chorym po szpitalach. Nigdy jako adwokat nie bronił niesprawiedliwej sprawy. Ale około 25 roku życia ciągle pochwały, jakie mu oddawano za jego powodzenia w sądownictwie, uczęszczanie do teatrów i na zabawy z rozkazu ojca, propozycje, by się ożenił przed czym z natchnienia Bożego zawsze się bronił — sprawiły, że Alfons zaczął stygnąć w pobożności. I kto wie, jaką koleją potoczyłoby się jego dalsze życie. O tych latach tak sam później mawiał: „Gdybym był długo pozostał w tym stanie oziębłości, niezawodnie byłbym popadł w najcięższe grzechy”. 

Miłosierne zrządzenie Boże uchroniło go przed tym nieszczęściem i skierowało go na zupełnie inną drogę. Tym zrządzeniem Bożym był jego ostatni proces, który przegrał. Alfons w przekonaniu, że broni sprawiedliwej sprawy, wypowiedział świetną mowę, burzliwie oklaskiwaną — pewny był, że wygra. — Tymczasem przeciwnik jego podał mu dokument, którym wszystkie dowody jego obalił. Alfons zbladł i wyjąknął: „masz słuszność!”

A płonąc ze wstydu, opuścił salę sądową, wołając: „Znam cię teraz, świecie! Już mnie więcej nie zobaczysz!” Z bólu, wstydu, żalu oraz zranionej miłości własnej, zamknął się na klucz w pokoju i mimo energicznego dobijania się ojca, płaczu i próśb matki, Alfons 3 dni tam pozostał bez jedzenia i picia. Tam też niezłomnie postanowił opuścić niebezpieczny zawód adwokata.

Zdarzenie to jasno maluje nam stan duszy i charakter Alfonsa w owym czasie. Był to pobożny młodzieniec, szlachetny, ale daleki jeszcze od świętości i doskonałości. Pod względem charakteru był typowym neapolitańczykiem. średniego wzrostu, postawa szlachetna, włos czarny, rysy piękne, głos dźwięczny, usposobienie miał choleryczne, tj. gwałtowne i namiętne, lecz skłonne zarazem do tkliwości oraz pewnej miękkości. Dary ducha posiadał niepospolite. Rozum bystry, pojęcie łatwe i jasne, — pamięć nadzwyczajną, wolę silną i sprężystą, wytrwałość w pracy podziwu godną, obok ducha przedsiębiorczości. 

Niedługo po owym bolesnym procesie objawił Bóg Alfonsowi w sposób niezwyczajny przyszłe powołanie. 

Pewnego dnia, gdy według swego zwyczaju usługiwał chorym w szpitalu, ujrzał się nagle otoczony światłem niebiańskim; równocześnie zatrząsł się cały szpital, jakby skutkiem trzęsienia ziemi, a w głębi duszy usłyszał głos: „Opuść świat, a poświęć się całkowicie Służbie Mojej”. A kiedy przy wyjściu ze szpitala powtórzyło się to po raz drugi Alfons ze łzami zawołał: „Oto jestem, Panie, czyń ze mną, co zechcesz”. Następnie udał się do kościoła Najświętszej Maryi Panny i na znak oddania się Jej i Bogu na służbę, zawiesił u Jej Ołtarza szpadę, oznakę swego szlachectwa. Odtąd otrzymał Alfons od Boga, który go do wielkich rzeczy w Kościele przeznaczał — „ducha łaski i próśb”. Pan zalewał sługę Swego, światłem swoim, pociągał ku sobie pociechami duchownymi i darem wyższej modlitwy, wzniecił w nim nienasycone pragnienie postępu w Miłości Bożej i w doskonałości chrześcijańskiej, — a równocześnie, by wyniszczyć miłość własną, hartować jego cnotę, nie szczędził mu krzyżów i upokorzeń… Alfons „rozweselił się jako olbrzym na bieżenie w drogę” i rzeczywiście, krokami olbrzyma posuwał się szybko po drodze świętości chrześcijańskiego bohaterstwa.

Posłuszny głosowi Boga, zwalczył z niezłomnym hartem woli wszystkie przeszkody ze strony ojca, wstąpił do seminarium duchownego w Neapolu, a po trzech latach modlitwy, skupienia i niezmordowanej nauki teologii został wyświęcony na kapłana 21 grudnia 1726 r. Liczył wtedy 30 lat. 

Prace apostolskie młodego, ale świątobliwego i żarliwego kapłana tak opisuje Papież Grzegorz XVI w bulli kanonizacyjnej: „Odebrawszy wyższe święcenia i podniesiony do godności kapłańskiej, Alfons wszystkich sił swoich użył ku rozszerzeniu Chwały Bożej, zaszczepianiu cnoty w sercach ludzkich i wyrywaniu grzechu z korzeniem”. 

Przekonany, że apostolskie trudy nie mogą wydać obfitego owocu, jeżeli się nie naucza równocześnie słowem i przykładem, dokładał starań, by przez spełnianie cnót okazać się sługą Bożym i tajemnic Jego uczestnikiem. Czystości od dawna Bogu ślubowanej strzegł bardzo pilnie, aby żadną zmazą nie splamić duszy ani ciała. Dla ubezpieczenia się w tej mierze oddał tę cnotę pod Opiekę Najświętszej Maryi Panny. Miłość Boża tak potężnie opanowała jego duszę, że uwaga Alfonsa wciąż była zatopiona w Bogu i nic go nie cieszyło oprócz myśli i rozmowy o Bogu. Kiedy Miłość Boża tak bardzo go rozpaliła, łatwo się domyśleć jak gorąco kochał bliźniego. Nie żałował trudu, ani wytężonej pracy, aby ludzi zepsutych nawrócić do Boga. Nieustannym zajęciem jego było odwiedzanie szpitali… Z wielką cierpliwością słuchał spowiedzi, poświęcając na to nie tylko dnie całe, ale i większą część nocy. Stąd też zwykł przemawiać z kazalnicy w tak gorących słowach, iż pokonywał upór najzatwardzialszych grzeszników. Wykrywał im wstrętną nikczemność grzechu, zatwardzającego ich serca i budził w nich tak żywy smutek, iż wybuchali płaczem, napełniając świątynię odgłosami skarg i jęków. 

Przez kilka lat pracował tak Św. Alfons w Neapolu i okolicy, dając misje i rekolekcje jako członek Propagandy Wiary. Gorąco również pragnął udać się na misje zagraniczne wśród pogan, ale jego spowiednik nie pozwolił mu na to. W r. 1732, otrzymawszy wyraźną wskazówkę z Nieba, założył w Scali pod Neapolem nowe Zgromadzenie zakonne Redemptorystów według wskazówek świątobliwego biskupa Falcoi. Cel nowego Zgromadzenia był podwójny: uświęcenie członków przez naśladowanie Życia i Cnót Pana Jezusa i praca nad zbawieniem dusz najbardziej opuszczonych i zaniedbanych przez misje i rekolekcje. 

Trudno w tym maleńkim szkicu opowiedzieć, co Św. Alfons zdziałał dla Chwały Bożej, zbawienia dusz i dobra Kościoła w owych smutnych dla niego czasach. Narzekamy często na nasze czasy pełne bezbożności i wszelakich występków, lecz wiek XVIII, w którym żył i działał Św. Alfons, był daleko gorszy. Albowiem w naszym wieku, obok szatańskiej iście bezbożności, zapamiętałej nienawiści do Religii i wielkiego wyuzdania, jest nadzwyczajna gorliwość u dobrych i wierzących Katolików, mamy dzielnych obrońców Wiary w duchowieństwie, zwłaszcza wyższym, stojącym bardzo wysoko pod względem moralno-umysłowym, oraz w inteligencji szczerze katolickiej. Tymczasem w wieku XVIII bezbożność i niewiara była nie mniejsza jak dziś, zepsucie obyczajów bodaj czy nie większe, a natomiast panowała powszechna prawie obojętność i nieświadomość w rzeczach Religii u wiernych tak, że nawet pobożne dusze raz na rok, a nawet rzadziej przystępowały do Sakramentów Świętych, — a to pod wpływem różnych herezji. Na domiar nieszczęścia, Kościół był bardzo skrępowany przez despotyczne ówczesne rządy, które wymusiły nawet na Papieżu zniesienie Zakonu Jezuitów.

Alfons swym bystrym i szerokie widnokręgi ogarniającym umysłem odgadł wielkie niebezpieczeństwo, grożące Kościołowi. Z dziwną więc szlachetnością i z zupełnym zaparciem się siebie użył wszystkich sił i zdolności, jakimi go Bóg obdarzył, do walki z niewiarą i bezbożnością.

W trzech kierunkach głównie zdążały jego wysiłki: prace misyjne i rekolekcyjne, zakładanie domów swego Zgromadzenia i zarząd nimi, pisanie uczonych dzieł w obronie Wiary i dla rozbudzenia zastygłej w sercach wiernych pobożności, w końcu zarząd diecezją Sant’ Agata.

By zyskać Pomoc Bożą w swych pracach i by zadośćuczynić Bogu za grzechy ludu, Alfons oddał się bardzo surowej pokucie i umartwieniu. Sam już widok umartwionego męża Bożego cudowne nieraz sprawiał skutki w duszach.

Wytężoną pracą misjonarską, porywającą, a pełną prostoty szlachetnej wymową, nieustanną pracą w konfesjonale odnawiał wiernych na duchu, uświęcał wioski, miasta, owszem całe prowincje. W ogóle w sprawie prowadzenia misji był Św. Alfons wodzem i mistrzem niezrównanym. Wpływ jego z dnia na dzień rósł, owoce jego pracy się mnożyły, gdyż sam Bóg opromieniał świętość jego blaskiem Łask nadzwyczajnych, darem cudów, proroctw, rozpoznawania skrytości serc itd.

W zarządzie Zgromadzenia zajaśniała w Alfonsie wielka jego roztropność, umiarkowanie, sprężystość, nieugiętość obok iście macierzyńskiej dobroci i miłości dla swych synów duchownych, którzy czcili w swym Założycielu Świętego oraz najlepszego ojca, równym sercem wszystkich ogarniającego. Przede wszystkim prowadził on swych współbraci po nader trudnej drodze doskonałości zakonnej przykładem całkowitego zaparcia się siebie, cnót bohaterskich, oraz łagodnością w rządzeniu. W dziele „Prawdziwa Oblubienica Chrystusowa” mówi o sobie, że długo próbował w życiu swoim rozmaitych sposobów rządzenia i nie znalazł lepszego nad łagodność w obchodzeniu się z podwładnymi! Lecz na innym miejscu z przyciskiem dodaje: „łagodność nie słabość”.

A ile krzyżów, cierpień, upokorzeń, prześladowań, wzgardy kosztowało go założenie i utrzymanie Zgromadzenia, świadczą słowa tego wielkiego miłośnika i naśladowcy Ukrzyżowanego Jezusa, że mu życie nieraz wśród tych utrapień zupełnie brzydło, tracił sen i apetyt. 

Pomimo tylu prac apostolskich i zakonnych znalazł czas, by napisać kilkadziesiąt dzieł. W jednych wyjaśnia i uzasadnia Prawdy Wiary św. w innych podaje zasady życia chrześcijańskiego, poucza o cnotach i doskonałości, w innych jeszcze zachęca w płomiennych słowach do Miłości Pana Jezusa i Matki Najświętszej. 

Alfons, pisząc swe dzieła, nie ubiegał się o sławę literacką. Szukał jedynie Chwały Bożej i zbawienia dusz, dlatego pisał dzieła, zwłaszcza ascetyczne, o pobożności traktujące, tak przystępnie i tak po prostu, aby, jak mawiał, każda babka mogła go zrozumieć. W nagrodę za tę pokorę i zupełne zapomnienie o sobie dał mu Bóg tę Łaskę, że jego dzieła tak są lubiane przez uczonych i prostaczków, że zostały przetłumaczone prawie na wszystkie języki i w milionach egzemplarzy rozchodzą się po świecie.

Pod brzemieniem tylu prac i trudów Alfons nieraz zdawał się upadać, jego siły się wyczerpały i kilka razy w życiu w ciężkie i przewlekłe choroby zapadał. Bóg jednak cudownie wracał i podtrzymywał siły Swego sługi. Nic nie potrafiło złamać tego bohatera świętości, ani krzyże, ani choroby chroniczne, ani wszelkiego rodzaju utrapienia; złożony chorobą, w łóżku załatwiał sprawy Zakonu, a nawet układał swe dzieła. 

Sterany wiekiem i pracą, 67 roku życia na rozkaz wyraźny Papieża Klemensa XIII zostaje biskupem Sant’ Agata. Ile świątobliwego a pokornego starca kosztowała ta nominacja na biskupa, najlepiej świadczy to, że gdy Papież prośby jego o zwolnienie z biskupstwa nie przyjął, Alfons rozchorował się obłożnie. Poddał się więc pokornie woli Namiestnika Chrystusowego i z młodzieńczym zapałem, wytrwałością nieznużoną rządził kilkanaście lat diecezją — dając z siebie wzór gorliwego i świętego biskupa. W roku 1775, całkowicie już złamany i podupadły na siłach, poprosił Piusa VI o zwolnienie z biskupstwa, a otrzymawszy je, wraca z radością do swojego Zgromadzenia w Pagani. Ostatnie jego lata Bóg naznaczył najcięższymi krzyżami, aby dać wszystkim wzór cierpliwości i pokory. Umarł dnia 1 sierpnia 1787 roku, pocieszony Obecnością Najświętszej Maryi Panny, do Której gorące żywił nabożeństwo, — 91 roku swego życia.

Zaraz po śmierci Alfonsa zaczął Bóg wsławiać jego świętość licznymi cudami. Papież Grzegorz XVI policzył go w poczet Świętych w r. 1839, a Pius IX, na prośbę przeszło 700 biskupów całego świata, nadal mu chlubny tytuł Doktora Kościoła. Uroczystość jego obchodzi Kościół dnia 2 sierpnia.

Zgromadzenie zaś OO. Redemptorystów założone przez Św. Alfonsa przetrwało wszystkie, niekiedy bardzo ciężkie próby, rozwinęło się wspaniale i rozszerzyło na cały świat. Dziś liczy przeszło 5000 członków, a synowie Św. Doktora pracują we wszystkich częściach świata w pośród wiernych i pogan. Ze wszystkich krajów najpierw w Polsce zaszczepione zostało Zgromadzenie Św. Alfonsa i to za jego życia. Św. Klemens Hofbauer w r. 1787 założył pierwszy poza Włochami klasztor Redemptorystów — w Warszawie i tam pracował z nadzwyczajną gorliwością przez lat 20 stąd otrzymał miano Apostoła Warszawy. Dekretem Napoleona został razem ze swoimi współbraćmi wypędzony z Warszawy. W roku 1883 synowie Św. Alfonsa wrócili na ziemię polską i założyli swe klasztory w Mościskach, w Tuchowie i w Krakowie, a z powstaniem wolnej Ojczyzny, otworzyli nowe domy w Warszawie, w Kościanie, gimnazjum i wielki zakład wychowawczy dla chłopców w Toruniu. Misjonarze Św. Alfonsa w ciągu tych 45 lat przeorali swymi misjami i rekolekcjami całą Polskę wzdłuż i wszerz, owszem, dotarli nawet na Kaukaz i na Syberię, a dziś zakładają swe domy w dalekiej Argentynie, by roztoczyć opiekę nad polskimi emigrantami.

Tak więc słusznie można zastosować do Świętego Alfonsa pochwałę Pisma Świętego (Ks. Syr. 39, 13 nast.). „Pamięć jego nie zaginie, a imię jego będzie sławne od pokolenia do pokolenia. Narody nie przestaną wysławiać jego mądrości, a Kościół głosić jego Chwały”.

 

 

 

 

 

 

© salveregina.pl 2023