Kalendarz liturgiczny

26 Listopada.

XXIV I OSTATNIA NIEDZIELA PO ZESŁANIU DUCHA ŚWIĘTEGO; Św. Sylwestra, Opata; Św. Piotra, Biskupa Aleksandryjskiego i Męczennika; Św. Leonarda a Porto Maurizio, Wyznawcy.

Ryt półzdwojony. Szaty zielone.

 

 

Źródło: Pius Parsch „Rok Liturgiczny”, Poznań 1956, t. 3.

 

I. 24 I OSTATNIA NIEDZIELA PO ZESŁANIU DUCHA ŚWIĘTEGO

Syn Człowieczy przyjdzie z Mocą wielką i Majestatem

Czyż nie jest to genialna myśl Kościoła, że w ostatnią niedzielę roku liturgicznego rozwija przed naszymi oczyma ostatni akt dramatu Odkupienia, a mianowicie powrót Chrystusa?

1. Charakter Mszy.

Dlaczego ten formularz nie ma własnych śpiewów, tego nie wiemy z całą pewnością. Pierwotnie, jak się zdaje, nie była to ostatnia Msza z liczby niedziel po Zesłaniu Ducha Świętego, lecz formularz zastępczy na Adwent. W dawnych bowiem czasach nie było jeszcze pojęcia roku kościelnego, który by się kończył w ostatnią niedzielę po Zesłaniu Ducha Świętego, a rozpoczynał w Pierwszą Niedzielę Adwentu. W niektórych miejscowościach, jak się zdaje, obchodzono pięć niedziel adwentowych; nasz więc formularz opiera się na formularzu pierwszej Niedzieli Adwentowej: obie Ewangelie mówią o końcu świata; obie kolekty zaczynają się od słów „Excita, quaesumus, Domine”; brak własnych śpiewów na tę niedzielę wskazuje również, że formularz 24 Niedzieli nie jest samoistny.

Poznaj dalsze rozważanie

2. Msza (Dicit Dominus).

Wzruszająca i wzniosła jest w każdej Mszy Świętej chwila tuż po konsekracji, gdy Kościół wyznaje Swą Wiarę w wielką Tajemnicę Odkupienia: „Pomni przeto, Panie… na tegoż Chrystusa Syna Twego, Pana naszego, zarówno Błogosławioną Mękę, jak i Zmartwychwstanie i Chwalebne Wniebowstąpienie…” Kościół pragnie wyrazić, że w tej chwili Chrystus jest obecny z całym Swym Dziełem Odkupienia. Toteż wymienia główne jego momenty: Mękę, Zmartwychwstanie, Wniebowstąpienie. W dawnych czasach, a i dziś jeszcze w greckim obrządku wymienia się na ostatku także powrót Chrystusa. Ukryty więc w Tajemnicy  Eucharystycznej Pan jest tym samym Chrystusem, który powróci „z Mocą wielką i Majestatem”. Dlatego Msza Święta jest niejako uprzedzeniem, „przedurzeczywistnieniem” powrotu Pana. Jeżeli tak jest z każdą Mszą Świętą, to w szczególny sposób z Mszą Świętej dzisiejszą, gdy Kościół obchodzi liturgicznie powtórne Przyjście Chrystusa. Dziś w Świętym Misterium Liturgii spełnia się to, cośmy od tygodni przygotowywali, na cośmy czekali, do czegośmy tęsknili. Dziś mamy zakończenie dramatu roku kościelnego.

Oto dusza zbliża się nieśmiało do Domu Bożego, który jest dzisiaj sceną Sądu Ostatecznego. Toteż już na progu przyjmuje nas Ojciec Niebieski słowami pociechy: „Ja żywię myśli pokoju, a nie udręczenia”. Stąd nasze nieśmiałe podchodzenie do kościoła zamienia się w radosny powrót do niebieskiego Jeruzalem (psalm 85/84/ jest hymnem wybawienia bardzo dobrze dobranym do tego miejsca). Confiteor odpowiada szczególnie nastrojowi dzisiejszej niedzieli, zawiera, bowiem scenę sądu, stawiając nas przed Obliczem Wiecznego Sędziego. Święci są wprawdzie naszymi oskarżycielami, lecz jednocześnie i orędownikami. Kyrie jest pieśnią wygnania, w przeciwstawieniu do Alleluja, które brzmi jak pieśń dzieci Bożych w Ojczyźnie Niebieskiej. Kolekta ma już charakter adwentowy (Excita), jako właściwa prośba u schyłku roku, by Łaski roku następnego użyć gorliwiej niż dotąd. Teraz występuje Kościół, matka nasza, i przemawia do nas słowami uwięzionego Pawła Apostoła (Epistoła). Kościół nie jest fantastą i nie wodzi nas po obłokach; przeciwnie, on prosi błaga, abyśmy przygotowali się do godnego wyjścia naprzeciw powracającego Pana. Jak troskliwa matka przemawia do nas i zaklina nas. Chrześcijanin ma być podobny do obficie rodzącego drzewa; powinien uzbroić się w cierpliwość i wytrwałość, z weselem i z wdzięcznością ma czekać na powrót Pana. Mimo całej powagi tej chwili, myśl o Sądzie Bożym nie powinna nas przerażać. Mamy przecież być wdzięczni Bogu, „że nas uczynił godnymi, abyśmy się stali uczestnikami dziedzictwa Świętych w światłości… i przeniósł [nas] do królestwa Syna umiłowania Swego”. Z radością zwycięstwa śpiewamy Graduał, z tęsknotą zaś Alleluja, które niezadługo śpiewać będziemy w szczęściu niebiańskiego Syjonu. W Ewangelii Sam Pan stawia nam przed oczy Swój Dzień. Lecz i On nie chce nas przerażać, gdyż wybranych Swoich pragnie przecież „zgromadzić” – „aby się stali uczestnikami dziedzictwa Świętych”. – Dochodzimy do ofiarowania. Co będzie darem ofiarnym? Człowiek może żywić dwa pożądania: pożądanie rozkoszy ziemskiej lub tęsknotę za Niebem. Tęsknotę składamy dzisiaj na patenie i wyrażamy ją w Psalmie „De profundis”. W Najświętszej Ofierze pojawia się Chrystus, Król Chwały, jeszcze jest okryty płaszczem postaci eucharystycznych, ale to ten Sam Chrystus, Który przyjdzie z Mocą wielką i Majestatem. W uczcie ofiarnej pochyla się On nad każdą duszą. Od Tronu Ojca przemawia pocieszająco: jestem wywyższony, proście więc wierzącym sercem, a otrzymacie. Zadatkiem tej zbawczej obietnicy jest Eucharystia.

3. Brewiarz.

Św. Bazyli podaje przejmujący opis Sądu Ostatecznego (opis ten stanowi niewątpliwie kontrast ze Mszą): „Gdy ci przyjdzie ochota do grzechu, pomyśl o strasznym Sądzie Chrystusa; zasiądzie On jako Sędzia na Tronie wysokim i wyniosłym. Przed Nim stanie wówczas całe stworzenie drżąc na Jego widok pełen Chwały. My zaś pojawimy się przed Nim osobiście, aby zdać liczbę z tego, cośmy w życiu uczynili. Wkrótce też przed tymi, którzy wiele zła popełnili w swym życiu, zjawią się potworne i przerażające duchy o płomienistych obliczach i ognistym tchnieniu, pełne zaciętości w swej woli – duchy ciemniejsze od czarnej nocy z powodu swego upadku i nienawiści do rodzaju ludzkiego. Następnie wyobraź sobie głęboką przepaść, nieprzeniknioną ciemność, ogień bez blasku, mogący palić, lecz pozbawiony światła! Pomyśl o jadowitym robactwie, które nieprzerwanie pożera ciało, a nigdy się nie czuje zaspokojone, i ukąszeniem sprawia ból nieznośny; pomyśl w końcu o tym, co jest męką ze wszystkich najcięższą o wiecznym wstydzie i poniżeniu. Lękaj się tych rzeczy, a tą zbawienną obawą niby wędzidłem powstrzymuj swą duszę od tych pożądliwości…”

4. Rozważania niedzielne.

A. Powrót Chrystusa.

Jak się mamy zachować wobec tego wstrząsającego wydarzenia, które musi obchodzić nas wszystkich, ponieważ wszyscy weźmiemy w nim udział? Co mówi historia? Możemy podzielić ją na trzy okresy: za życia Chrystusa, w starożytności od złych pożądliwości…”

a) Chrystus nieraz mówi o Swoim powrocie, najobszerniej jednak w Swej wielkiej mowie eschatologicznej, z której wzięta jest także dzisiejsza Ewangelia. Chrześcijanin współżyjący z Kościołem powinien znać przynajmniej jej główne myśli. Chrystus nie głosi tej Nauki po to, by jedynie zaspokoić naszą ciekawość; jej celem jest nadanie życiu chrześcijańskiemu wielkiego napięcia; niepewność bowiem końca jest jej szczytową myślą (stosuje się to również do śmierci, gdyż śmierć dla każdego poszczególnego człowieka jest powrotem Chrystusa). Najważniejszy wniosek z tej nauki: zawsze powinniśmy być gotowi. Aby zaś ten wniosek mocniej podkreślić, opowiada Chrystus cztery przypowieści: o złodzieju, włodarzu, pannach mądrych i głupich, wreszcie o talentach.

b) Jaką postawę zajmuje starożytność chrześcijańska wobec Paruzji? O tym już wiemy: z ogromną tęsknotą wygląda ona powracającego Pana. Z wieńcem dziewictwa, z palmą męczeństwa w ręku idzie radośnie na Jego spotkanie. Wezwanie „Maran atha”, tj. „Przyjdź, Panie!” było powtarzającym się stale wersetem wszystkich modlitw.

c) Zupełnie inaczej rzecz się miała w średniowieczu. Zbawienny lęk przejmował wiernych na wspomnienie Sądu Ostatecznego. „Dies irae” śpiewane we Mszach żałobnych świadczy o wielkim wstrząsie średnich wieków w obliczu tej myśli: „Cóż, nieszczęsny, wówczas zrobię? Gdzie obrońcę znajdę sobie, gdy i święty drży w tej dobie… Jęczę, widząc grzechów morze, wstydem winy twarz ma gorze…”

d) A my? Starożytność Chrześcijańska tęskniła, średniowiecze było pod wrażeniem obawy i lęku; my nie doświadczamy ani jednego, ani drugiego: tęsknoty wzbudzić nie umiemy, lęk naszych serc się nie ima. Nie posiadamy już entuzjazmu pierwotnego Kościoła ani też prostoty Wiary średniowiecza. Cóż więc mamy czynić? Powróćmy do Nauki Zbawiciela o Sądzie: bądźcie zawsze gotowi! Patrzmy na życie w świetle powrotu Pana. Ukoronujmy tym rozpiętym łukiem Bożą budowę naszej Wiary. Taka jest również myśl Kościoła w Liturgii. Jakże on nas upomina, byśmy czekając na powrót Pana, bogacili się owocami dobrych uczynków oraz umacniali naszą cierpliwość i wytrwałość (Epistoła). Nie powinniśmy zapominać, że Kościół chce, aby po słowie następował czyn. Tego się domagała od nas wstępna część Mszy Świętej. Ofiara zaś święta przybliża właśnie w sposób mistyczny powrót Pana, ona bowiem sama jest Jego powrotem, aczkolwiek innym, a mianowicie powrotem w Łasce: „Ja żywię myśli pokoju, a nie udręczenia”. Ale jest ona także sądem. Wymierzoną przez sąd karę On już przyjął na Siebie w swej śmierci, którą teraz uobecnia. Dla Siebie ma Chrystus wyrok ukrzyżowania; dla nas wezwanie: „Pójdźcie, błogosławieni Ojca Mego…”

B. Zakończenie roku.

Jakie ogarnia nas uczucie, gdy wieczorem 31 grudnia, tj. w tzw. „wieczór sylwestrowy” odzywają się dzwony kościelne, zwołujące wiernych na nabożeństwo zakończenia roku. Tłumnie schodzą się wierni do kościoła, tacy nawet, którzy jak rok długi unikali Domu Bożego. W duszach panuje szczególny nastrój, zlewają się w jedno uczucia wdzięczności i smutku, żalu i niepewności… A gdy proboszcz, jako pasterz i ojciec duchowny, przypomni, że trzeba spojrzeć w przeszłość i przyszłość, wówczas niejedne oczy napełnią się łzami, a podniosły hymn „Te Deum laudamus” wzbije się w Niebo. Rzadko kiedy w ciągu roku tak głęboko wzrusza się serce, jak właśnie w tym dniu. Żegna się stary rok jak przyjaciela, a wita nowy jak przybysza, którego zaklinamy, by nie był zwiastunem nieszczęścia.

Takie zakończenie roku jest piękne i powinniśmy je gorliwie podtrzymywać i rozpowszechniać. Jednakże nasuwa się smutna myśl, że człowiek dzisiejszy żyje tylko i jedynie rokiem cywilnym, gdy tymczasem Rok Kościelny nie czyni na nim najmniejszego wrażenia. Milcząco i bez śpiewu zapada w przeszłość stary rok kościelny, a równie cicho pojawia się nowy z pierwszą Niedzielą Adwentu. My zaś, Chrześcijanie, wcale o tym nie myślimy. Kościół wprawdzie nie pragnie, abyśmy koniec roku kościelnego obchodzili odrębnym nabożeństwem. Dlaczego? Gdyż Kościół już tu na ziemi żyje wiecznością. Dzień następuje po dniu niby ogniwa łańcucha. Koniec roku kościelnego przechodzi w początek nowego, jak koło nie mające końca ni początku. Święta i okresy kościelne nie mają końca, lecz oddźwiękiem swym wpadają w wieczność. Toteż Kościół nie obchodzi specjalnego pożegnania starego roku liturgicznego.

Każdy z nas powinien by osobiście wyzyskać ostatni tydzień Roku Kościelnego na to, by spojrzeć za siebie i przed siebie. Wybierzmy sobie w tym tygodniu trzy dni spokojniejsze: pierwszy niech będzie dniem żalu i pokuty „za niezliczone grzechy, przekroczenia i zaniedbania” w ubiegłym Roku Kościelnym (modlitwa przy ofiarowaniu hostii we Mszy Świętej); drugi niech będzie dniem dziękczynienia za wszystkie Dobrodziejstwa, trzeci zaś dniem spojrzenia w rok nowy, dniem prośby.

Pierwszy dzień. Otwórzmy „księgę naszego życia”, zwłaszcza zaś stronice Roku Liturgicznego. Co z nich wyczytamy? Zobaczymy z pewnością niejedną plamę, niejeden ciemny punkt. Byliśmy tak niedbali w Służbie Bożej! Ileż to razy Boski Siewca rzucał pszeniczne ziarno Łaski w serca nasze, lecz ziarno padało często na udeptaną ziemię, na drogę, na rolę kamienistą lub też między ciernie, i nie wschodziło. Jak ołów obciążały naszą duszę namiętności, hamując jej moc i wzlot ku Niebu. Nie dotrzymaliśmy wiernie przyrzeczeń Chrztu Świętego: Czy wyrzekasz się szatana i wszystkich spraw jego, i wszystkiej pychy jego? Niezupełnie wprowadziliśmy to w czyn; wahaliśmy się na obie strony; chcieliśmy trochę z szatanem pożartować, trochę z Chrystusem się radować, nie przeprowadzając wyraźnej granicy między Królestwem Bożym a światem. Czy biała szata Chrztu Świętego pozostała czysta i niesplamiona przez ten cały rok? Czy zapalona o świecę wielkanocną lampa nigdy nie zgasła? Czy mieliśmy zawsze w pogotowiu olej Miłości Bożej, aby ją dopełniać? Jakże się marnymi czuć musimy teraz w Obliczu Pana! Znowu w tym roku dał nam pięć talentów, a dziś przychodzi żądając od nas zdania rachunku. Czy mogę odpowiedzieć z wiernym sługą, że pięć nowych talentów zarobiłem? Jakże niewiele dobrego zdziałałem, ileż natomiast popełniłem złego! Obecnie stoję w duchu przed swym Sędzią wiecznym; jest to jak gdyby „Confiteor”. Wszyscy Święci stoją przede mną i są oskarżycielami moimi. Modlili się za mnie, zasługami swoimi ochraniali mnie, całe ich życie było dla mnie nauką; a jednakże tak mało przyniosłem owocu! Byłem drzewem w ogrodzie Bożym! Moja wina, moja wina, moja bardzo wielka wina! Powtarzajmy często w ciągu dnia dzisiejszego: „Odpuść nam nasze winy”. Obyśmy mogli bez winy wejść w nowy rok kościelny!

Drugi dzień. Czym był miniony Rok Kościelny? Był to rok życia Bożego, życia Łaski, życia Chrystusa w nas. Czy wiesz, co to znaczy? Przyjrzyj się na wiosnę drzewom; jakże nabrzmiewają ich pąki! Soki nie pozostają już tylko w pniu i korzeniach, rozchodzą się dalej i jakże szybko rozwijają się liście i kwiaty. Podobnie w duszy tętniło życie Łaski. O gdybyśmy mogli ujrzeć wszystkie Łaski udzielone nam w tym Roku Kościelnym! Przyznajmy otwarcie, że jesteśmy prawdziwymi dziećmi szczęścia. Właśnie my, a nie ci, co chodzą w jedwabiach i aksamitach, co opływają w złoto; właśnie my, nawet wtedy gdy nosimy odzież zniszczoną, gdy troska zagląda do naszych okien bo posiadamy Wiarę i Łaskę. Jesteśmy więc dziećmi królewskimi, Bożymi, dziećmi Nieba. Z tego powinniśmy dziś dobrze zdać sobie sprawę. A jeżeli Bóg w tym roku wyciosał nam twardy i ciężki Krzyż i na barki go nam włożył, było to Znakiem Jego Miłości; było to jak gdyby odznaczeniem nadanym Jego mężnym rycerzom.

Bóg jest Sprawiedliwy w nagradzaniu. Żaden dobry uczynek nie przechodzi nie dostrzeżony. Aniołowie zebrali każde nasze westchnienie, każdą modlitwę, dobrą myśl i dobrą wolę i w złocistej kadzielnicy niosą je przed Oblicze Boże. I właśnie te niepozorne uczynki, których nikt może nie docenia i nie wychwala, cenne są w oczach Pana. O wy, ludzie zacni i prawi, wasze łzy i trudy błyszczeć będą kiedyś w Niebie jak brylanty i kosztowne kamienie! Za to wszystko dzisiaj gorącym sercem dziękujmy. Śpiewajmy z pełnego serca: „Ciebie, Boże, chwalimy! „Dzięki Ci składamy dla wielkiej Chwały Twojej”. – „Prawdziwie godną i sprawiedliwą… jest rzeczą, abyśmy Tobie zawsze i wszędzie dzięki czynili”.

Trzeci dzień. A teraz spojrzyjmy w nowy Rok Kościelny. Co on przyniesie? W łonie takiego roku spoczywa wszystko: życie i śmierć, Niebo i piekło, grzech cnota, szczęście i nieszczęście. Co on przyniesie? Nie idziemy jednak ku ślepemu i złośliwemu przeznaczeniu. My Chrześcijanie mamy przed sobą widok bardziej pocieszający: w Ręku Boga spoczywa nasza dola. Dobry Ojciec czuwa nad nami i strzeże nas jak źrenicy Oka Swego; jak kokosz pisklęta osłania nas skrzydłami Swej Opieki. Jednorodzonego Syna Swego posłał na śmierć za nas; czyż nie jest to dostatecznym dowodem Jego Ojcowskiej Miłości? Tak, w Ręce Twoje, Boże, powierzam duszę i ciało na rok nadchodzący. Tylko działaj we mnie i nadal, abym stał się dojrzały i doskonały na dzień Chrystusa, gdy powróci, żeby zabrać mnie ze sobą. Zachowaj mi tylko Łaskę Swoją i nie daj odłączyć się od Ciebie. Wszystko inne jest mi obojętne. Chcesz, abym w tym roku umarł niech się dzieje Wola Twoja! Doświadczysz mnie cierpieniem, ubóstwem, nieszczęściem bądź Wola Twoja! Tylko racz mi udzielić Łaski do ich znoszenia. Dasz mi ziemskie szczęście i powodzenie bądź Wola Twoja; ale wówczas daj mi podwójnie hojną Łaskę, abym umiał wytrwać w dobrym. Czyń ze mną, co chcesz, o jedno tylko proszę: bym w Miłości Twojej zawsze pozostawał. W ten sposób, pełen ufności wkraczam w nowy rok kościelny.

C. Ewangelia.

Było to w ostatnich dniach Życia Chrystusa, we wtorek lub środę Wielkiego Tygodnia. Zbawiciel cały dzień spędził w świątyni; faryzeusze otaczali Go rojem jak osy, zadając Mu podstępne pytania (np. pytanie o monetę czynszową zob. Ewangelię z 22 Niedzieli po Zesłaniu Ducha Świętego). Zbawiciel czynił ostatnie wysiłki by żydów doprowadzić do opamiętania i odwieść ich od zatwardziałości. Wszystko na próżno. Jeszcze raz więc przemawia do faryzeuszów i przywódców ludu rzucając im w twarz ośmiokrotne: Biada! Potem opuszcza świątynię, by nigdy już więcej do niej nie powrócić. Z tą chwilą świątynia przestaje być domem Jego Ojca. Gdy więc z Apostołami wychodzi ze świątyni, jeden z nich rzecze: Mistrzu, patrz, jak wspaniałe są te kolumny A Jezus do głębi poruszony odpowiada: „Powiadam wam, nie zostanie tu kamień na kamieniu”. Słowa te jak ostrze miecza przeniknęły serca Apostołów, żydzi bowiem bardzo miłowali swą świątynię. Cicho i w zamyśleniu schodziła mała gromadka w dolinę Cedronu, a potem wspinała się na Górę Oliwną. Słońce zachodziło, oświetlając czerwono ostatnimi promieniami niewierne miasto Jeruzalem. Zbawiciel usiadł na Górze Oliwnej i patrzył na miasto. Nieśmiało nadeszło kilku uczniów. Słowo Pana, wypowiedziane w chwili opuszczenia świątyni, nie schodziło im z myśli. Mistrz mówił o zburzeniu miasta i świątyni, co w ich przekonaniu było jednoznaczne z końcem świata. Toteż zapytali: „Powiedz nam, kiedy to będzie i co za znak przyjścia twego i końca świata?” Uczniowie więc myśleli: powrót Chrystusa, koniec świata i zburzenie Jerozolimy oraz świątyni nastąpią jednocześnie. Zbawiciel zwołał wtedy wszystkich Apostołów i mówił do nich długo i poważnie o zburzeniu Jerozolimy i o końcu świata – co nam częściowo podaje dzisiejsza Ewangelia. A oto myślowy wątek tej mowy. Składa się ona w czterech części. Przede wszystkim przeprowadza w niej Pan Jezus ścisłe rozgraniczenie między zburzeniem Jerozolimy a końcem świata. W części pierwszej mówi Zbawiciel o zburzeniu Jerozolimy; podaje wyraźne znaki, które tę klęskę poprzedzą, zwłaszcza te z przepowiedni Proroka Daniela, mówiące o brzydkości spustoszenia na miejscu świętym. Znaki podaje dlatego, aby Chrześcijanie mieszkający w Judei mogli jak najspieszniej uciekać. Na koniec oznajmia, że upadek miasta i świątyni nastąpi jeszcze za życia tego pokolenia. W części drugiej poucza nas Zbawiciel o końcu świata, co do którego nie będzie znaków bezpośrednich. Z biegiem wieków nastąpią wielkie wydarzenia, jak wojny, trzęsienia ziemi, mory, głody; Chrześcijanie będą prześladowani i zabijani; Kościół tymczasem będzie się rozszerzał; wszystko to jednak nie zapowiada najbliższego końca. Jezus kończy stwierdzeniem: żadnych znaków bezpośrednio wskazujących na koniec świata nie będzie; przyjdzie on niespodzianie. W trzeciej części Chrystus przedstawia ów koniec w krótkich, lecz przejmujących zarysach; dowodem, że koniec ten niechybnie nadejdzie, niech będzie zburzenie Jerozolimy. W części czwartej wyprowadza Chrystus ważną dla nas naukę. Wobec tego, że koniec jest niewiadomy co do czasu i że nagle nastąpi – powinniśmy być nań zawsze gotowi. Myśl tę rozwija Chrystus w czterech przypowieściach, które jedno głoszą: Pan przyjdzie w godzinie, w której się tego nie spodziewamy. Zakończeniem tej mowy jest wspaniały obraz Sądu Ostatecznego; zarysowują się w nim trzy wstrząsające sceny: Chrystus wobec wszystkich narodów zasiada „na Stolicy Majestatu Swego”, ostateczne odłączenie owiec od kozłów, tj. dobrych od złych, w końcu Wyrok Sędziowski. Zbawiciel nie mógł zakończyć Swej mowy w sposób wspanialszy.

Lepiej będziemy teraz rozumieć Ewangelię, która jest tylko wyjątkiem z tego długiego przemówienia Chrystusa. Nie wszystko, co zawiera ten urywek, odnosi się do końca świata; pierwsza i ostatnia część mówią o zburzeniu Jerozolimy. Zbawiciel napomina uczniów, by uważali na te zapowiadające je znaki. Gdy ujrzą nieprzyjaciół (Rzymian) otaczających Jerozolimę, mają spiesznie uchodzić w góry, aby chrześcijanie nie byli ogarnięci wraz z żydami. W tym też czasie pojawią się fałszywi chrystusowie, lecz Chrześcijanie nie powinni dać się oszukać. Pod koniec zaś dzisiejszej Ewangelii Pan znowu mówi o upadku narodu żydowskiego: jak po drzewie figowym widać bliskość lata (u nas powiedziałoby się: jak fiołek jest zwiastunem wiosny), tak Chrześcijanie powinni zwracać baczną uwagę na to, że wspomniane znaki zwiastują upadek. Co więcej: jeszcze za tego pokolenia Jerozolima będzie zburzona. To, co Zbawiciel zapowiedział, wypełniło się dosłownie: w roku 70, a więc w niecałe 40 lat po Jego śmierci, wkroczyli Rzymianie pod dowództwem Tytusa, zdobyli i zburzyli miasto i świątynię, urządzili straszną rzeź żydów, a pozostałych przy życiu uprowadzili w niewolę. Z tą chwilą naród żydowski przestał istnieć jako naród jednolity. To wstrząsające wydarzenie jest także wstępem i figurą Sądu Ostatecznego; stąd ma dla nas wielkie znaczenie.

Najważniejsza jest jednak środkowa część Ewangelii, gdyż Zbawiciel opisuje w niej koniec świata. Mówi więc najpierw, posługując się dwoma porównaniami, że ten koniec będzie nagły, ale dla wszystkich widoczny: jak błyskawica w mgnieniu oka oblewa jaskrawym światłem pogrążony w ciemnościach krajobraz – tak również nagle zajaśnieje na ziemi oczom wszystkich widoczny Pan, powracający z Mocą wielką i Majestatem. I jak w górach do martwego zwierzęcia ze wszystkich stron zbiegają się sępy i ptaki drapieżne – chociaż nie wiadomo, jak je mogły spostrzec – podobnie szybko zbiorą się wszystkie ludy wokół swego Sędziego. Sąd Ostateczny nadejdzie nagle.

Opisuje to Chrystus w trzech scenach:

1. Runie cały system słoneczny: „Słońce się zaćmi, księżyc nie da światłości swojej, a gwiazdy spadać będą z Nieba i Moce Niebieskie poruszone będą”.

2. Syn Człowieczy, Jezus Chrystus przyjdzie „w obłokach niebieskich z Mocą wielką i Majestatem”. A więc nie tak, jak przy pierwszym przybyciu, w postaci Dzieciątka lub Ukrzyżowanego, lecz jako Król pełen Chwały. „Wówczas ukaże się na Niebiosach Znak Syna Człowieczego”. Co to znaczy? Otóż na Niebie ukaże się wielki Krzyż „i wtedy płakać będą wszystkie pokolenia ziemi”.

3. Wreszcie pośle Chrystus na ziemię. „Aniołów swoich z trąbą i głosem wielkim” i wywołają umarłych z grobów. Pan mówi tu zwłaszcza o wybranych, których zgromadzi wokół siebie, aby mogli uczestniczyć w Jego Chwale. W ten sposób mamy pojmować Ewangelię dzisiejszą.

Jestem tym, czym tamten był; będę tym, czym tamten jest

II. Św. Sylwester, opat.

Dzień śmierci 26 listopada 1267 r.; kanonizowany w roku 1598. Grób w założonym przez niego klasztorze Monte Fano (Włochy).

— Życie.

Sylwester Guzzolini, urodzony około r. 1177, był założycielem (1231) i opatem zakonu Sylwestrynów (zreformowanego odłamu Benedyktynów). Gdy pewnego razu Sylwester, będąc jeszcze jako kanonik kapituły w Osimo na pogrzebie jednego ze swych krewnych, ujrzał w otwartej trumnie zwłoki pięknego ongi człowieka, zawołał: „Jestem tym, czym tamten był; będę tym, czym tamten jest!” Bezpośrednio po pogrzebie zastanowił się również nad słowami Pana Jezusa: „Jeśli kto chce za Mną iść, niech się zaprze samego siebie i weźmie krzyż swój i naśladuje Mnie” (Mat. 16, 24), po czym udał się w r. 1227 na pustelnię (Grotta fucile pod Osimo), żeby tu dążyć do doskonałości. Poświęcił się modlitwie i nauce połączonej z pracą duszpasterską. Zmarł w r. 1267, w dziewięćdziesiątym roku życia. Członkowie jego Zakonu noszą habit benedyktyński, ale w kolorze niebieskim. Obecnie pozostało już tylko siedem domów tego Zakonu we Włoszech i stacje misyjne na Cejlonie.

Msza (Os justi) wspólna na uroczystość opata. Kolekta podkreśla myśl, że Św. Sylwester rozmyślając nad otwartym grobem poznał nicość tego świata i usunął się na miejsce samotne. Myśl o śmierci łączy się ściśle z końcem roku kościelnego. Dziś więc, w dniu „Sylwestra” kościelnego, powinniśmy się zastanowić nad całym ubiegłym rokiem: jakąż nicością wyda nam się ten świat z całym swoim przepychem.

III. Św. Piotr, biskup z Aleksandrii, Męczennik.

Był biskupem aleksandryjskim; poniósł śmierć męczeńską w 311 r. Niektórzy kapłani, odwiedzający go w więzieniu, wstawili się u niego za potępionym heretykiem, Ariuszem, założycielem jednej z najszkodliwszych w dziejach Kościoła sekt. Piotr zaś odpowiedział im, że tejże nocy ukazał mu się Pan Jezus w rozdartej szacie, a na pytanie, kto to uczynił, rzekł mu: „Ariusz rozdarł moją szatę, tj. mój Kościół”. Szczególną cnotą Św. Piotra była wytrwałość. Skoro powziął jakieś postanowienie, wykonywał je pomimo wszelkich przeszkód. Jest „ostatnim męczennikiem” w prześladowaniu za Dioklecjana. Zginął w r. 311.

Zastosowanie. Słowa Pana Jezusa możemy odnieść i do siebie: jeżeli Kościół jest szatą Chrystusową, to my jesteśmy częściami tej szaty; heretyk ją rozdziera, grzesznik kala; my natomiast żyjąc cnotliwie ozdabiajmy ją perłami i drogimi kamieniami.

† † †

Mszał Rzymski 1931r.; Mszał Rzymski 1949r.

I. DWUDZIESTA CZWARTA NIEDZIELA PO ZESŁANIU DUCHA ŚWIĘTEGO.

Tydzień ten jest zakończeniem Roku Liturgicznego, oraz przypomnieniem końca świata, którego historię odtwarzają okresy liturgiczne, począwszy od czasu adwentowego, a skończywszy na dzisiejszej 24-ej niedzieli po Zielonych Świątkach. — Msza dzisiejsza ma istotnie znamię prorocze. Stawia nam przed oczy przewroty mające wstrząsnąć całą ziemią, gdy ukaże się Sędzia, Który odda każdemu według uczynków jego. Zarówno modlitwa jak i Epistoła mówi o tych dobrych uczynkach jakie mamy przynieść Bogu w Dniu Sądu. Dlatego Kościół zachęca nas, wraz z Apostołem, byśmy prowadzili życie, godne Pana, i abyśmy obfitowali w dobre uczynki (Epistoła).

Przy końcu roku Liturgia Katolicka raz jeszcze nawołuje do czynu zrodzonego z Czynu Bożego – Opus Divinum – który stanie się wyrazem naszej miłości i uwielbienia Tego, Który jest Ojcem i Panem.

Ewangelia dzisiejsza jest bardzo zbliżona do tej, co czytamy na początku roku w Adwencie; tak że od pierwszej niedzieli aż do ostatniej Kościół nie spuszcza z oczu wielkiego celu, do którego dążymy. Zbawiciel w tej mowie eschatologicznej (o rzeczach ostatecznych) maluje przed oczyma uczniów dwa zdarzenia o niezwykłej doniosłości wyłaniające się mniej lub więcej wyraźnie z tajników przyszłości. Jednym jest zburzenie Jerozolimy, drugim koniec świata. Te dwa zdarzenia, aczkolwiek oddzielone od siebie Bogu wiadomą przestrzenią czasów, w myśli Chrystusa są ściśle zespolone: spełnienie dosłowne pierwszego tekstu w niespełna 40 lat po proroctwie jest dla nas dowodem, że i Przyjście Chrystusa jest niezawodne. Trwajmy więc mocno w wierze Chrystusa, Boga prawdziwego i wszystkowiedzącego, bo ziemia i niebo przeminą, ale słowa Jego nie przeminą. Krzyż i Ewangelia, które co dzień w Tajemnicy Eucharystii wspominamy, będą stały zawsze, nawet wtedy, gdy świat w proch się rozsypie.

II. Św. Sylwestra, Opata.

Jako kanonik w Osimo brał udział w pogrzebie pewnego wielkiego dostojnika. Tak się przejął znikomością świata, że porzucił wszystko i pędził żywot pustelniczy: potem założył Zakon Sylwestrynów. Umarł w r. 1267.

III. Św. Piotra, Biskupa i Męczennika

„W Aleksandrii, powiada Martyrologium Rzymskie, narodziny dla Nieba Św. Piotra, biskupa tego miasta, który, jaśniejąc blaskiem wszystkich cnót, został ścięty z rozkazu Galeriusza Maksymina”  w r. 311.

† † †

Pójdź za Mną – modlitewnik zakonny ks. Piotr Turbak 1957r.

IV. Św. Leonarda a Porto Maurizio, Wyznawcy.

Ur. 20 grudnia 1676 r. Kształcił się w Rzymie w jezuickim Collegium Romanum, a nadto studiował medycynę. W r. 1697 wstąpił do Braci Mniejszych Reformatów. Naznaczono go na profesora filozofii, lecz dla krwotoków musiał się leczyć. Cudownie uzdrowiony oddał się pracy apostolskiej. Odbył 326 wielkich misji, w których uczestniczyło nieraz do 30 000 wiernych. Jego nauk z zachwytem słuchali i ludzie prości i wykształceni, kapłani i kardynałowie. Stąd też zyskał sobie przydomek apostoła Italii. Jako misjonarz gorliwie szerzył nabożeństwo do Serca Jezusa, oraz skutecznie zachęcał do odprawiania Drogi krzyżowej. Sam założył i poświęcił Drogę krzyżową w 570 kościołach kaplicach. Jako pisarz wydał kazania i różne książki ascetyczne. Jego Droga krzyżowa znana jest do dzisiaj w całym świecie. Po 40 latach niezmordowanej pracy zamieszkał w klasztorze Św. Bonawentury w Rzymie, gdzie też wkrótce umarł 26 stycznia 1751 r. Kanonizowany 29 czerwca 1867 r. Pius XI ogłosił go Patronem wszystkich misjonarzy ludowych.

 

 

 

† † †

 

 

 

 

Z MARTYROLOGIUM RZYMSKIEGO (1956R.)

 

 

Dnia 26-go listopada oprócz tego obchodzi Kościół Święty pamiątkę następujących Świętych Pańskich, zamieszczonych w Rzymskim Martyrologium:

 

Pod Fabiano w Marchiach uroczystość Św. Sylwestra, Opata, założyciela Zakonu Sylwestrianów.

W Aleksandrii męczeństwo Św. Piotra, Biskupa, zdobnego we wszelkie cnoty. Na rozkaz Galeriusza Maksymiana został ścięty.

W tymże mieście i w tym samym prześladowaniu ponieśli śmierć męczeńską Święci: Faustus, Kapłan, Didus i Ammoniusz, potem egipscy Biskupi Fileasz, Hezychiusz, Pachomiusz i Teodor z 660 towarzyszami, którym miecz prześladowczy dopomógł do osiągnięcia szczęśliwości wiecznej.

W Nikomedii śmierć męczeńska Św. Marcella, Kapłana, który za czasów cesarza Konstantyna strącony został przez arian ze skały.

W Padwie pamiątka Św. Bellinusa, Biskupa i Męczennika.

W Rzymie uroczystość Św. Syrykiusza, Papieża i Wyznawcy, odznaczonego wiedzą, pobożnością i gorliwością w Wierze, który potępił rozliczne herezje i wznowił karność kościelną zbawiennymi rozporządzeniami.

W Autunie uroczystość Św. Amatora, Biskupa.

W Konstancji uroczystość Św. Konrada, Biskupa.

W obwodzie Reims dzień zgonu Św. Bazolusa, Wyznawcy.

W Adrianopolu w Paflagonii pamiątka Św. Styliana, Pustelnika, słynnego dla cudów swoich.

W Armenii pamiątka Św. Nikona, Mnicha.

W Rzymie uroczystość Św. Leonarda à Porto Mauritio, Wyznawcy Zakonu ścisłej Reguły Św. Franciszka; był sławnym dalece z gorliwości duszpasterskiej i wielu misji odprawionych we Włoszech; Papież Pius IX policzył go w poczet Świętych.

 

 

 

 

A gdzie indziej wielu innych Świętych Męczenników i Wyznawców oraz Świętych Dziewic.

R. Deo gratias.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

© salveregina.pl 2023