Kazania o Męce Pańskiej.

 

 

Kazanie IV.

 

 

Źródło: Ks. Tomasz Dąbrowski – Kazania o Męce Pańskiej na trzy posty 1907r.

 

 

Którego chcecie, a wypuszczę wam, Barabasza czyli Jezusa, którego zowią Chrystusem? (Mat. 27. 17)

 

Najmilsi! Wszystkie Cierpienia, które wam dotąd opisałem , tj. krwawe pocenie się w Ogrójcu i pojmanie, i policzek, i wyrok śmierci, i naigrawanie ponosił Pan Jezus w nocy z czwartku na piątek. Wreszcie zeszła jutrzenka dnia wielkopiątkowego, — dnia, w którym cała przyroda miała patrzeć i opłakiwać śmierć swego Stworzyciela, w którym miało się dokonać dzieło zbawienia naszego. Krwawym blaskiem oblało wschodzące słońce złocony dach kościoła Jerozolimskiego, ze smutkiem też spoczęło na bladej Twarzy Zbawiciela, okolonego dzikim żołnierstwem. Światłość dzienna położyła w prawdzie koniec strasznej i szatańskiej swawoli tegoż żołnierstwa, ale dała początek katuszom nowym. Staraniem Faryzeuszów i przewodników ludu zbiegł się w podwórzu Kajfasza mnogi tłum widzów, choć to był wczesny jeszcze ranek. Na czele tłum u stanęła cała rada żydowska, w środku pod strażą żołdactwa znajdował się Pan Jezus, związany i omdlały od czuwania i cierpienia, dokoła zaś rosła coraz to więcej liczba ciekawych. Na dany znak ruszył tłum w miasto, do pałacu rzymskiego starosty Piłata. I po cóż oni Pana wiodą do Piłata?

Mówiłem wam już zeszłej niedzieli, że rada żydowska, mogła dekrety śmierci wydawać, ale nie miała prawa tych dekretów wykonać. Aby kogoś stracić, na to trzeba było koniecznie potwierdzenia i zezwolenia starosty, czyli namiestnika cesarza rzymskiego. Otóż ten tysięczny tłum szedł do Piłata, aby wydany u Kajfasza dekret śmierci zatwierdził, aby Pana Jezusa jeszcze tego samego dnia stracić pozwolił.

Zgiełk i hałas tłumu, który się zatrzymał przed pałacem starosty, obudził śpiącego jeszcze i wypłoszył z łóżka. I ubrał się szybko i wyszedł na ganek i zapytał: Co za skargę przynosicie przeciw człowiekowi temu? (Jan 18. 29). Oni zawołali: Gdyby Ten nie był złoczyńcą, nie podalibyśmy Go tobie. Piłat odrzekł: Weźmijcie Go, a wedle zakonu waszego tj. (wedle prawa mojżeszowego) osądźcie. A oni odrzekli: Nam się nie godzi nikogo zabijać. I poczęli skarżyć: Tegośmy znaleźli buntującego naród nasz i zakazującego dawać daninę cesarzowi i mówiącego, ze On jest Chrystusem królem (Łuk. 23. 2). I badał Go Piłat, a dowiedziawszy się, że Królestwo Pana Jezusa nie jest z tego świata, wyszedł do żydów i rzekł: Nie znajduję w in y w tym człowieku (Łuk. 23. 4). Lecz żydzi nastawali coraz natarczywiej wołając: Wzrusza lud, ucząc po wszystkiej ziemi judzkiej, począwszy od Galilei aż dotąd (Łuk. 23. 5). Piłat usłyszawszy, że Pan Jezus jest z Galilei, a więc że jest poddanym Heroda, odesłał go do Heroda, który naówczas znajdował się w Jerozolimie.

Jak król Herod z Panem Jezusem postąpił, to wam Najmilsi wiadomo. On pragnął widzieć cuda i zabawić się, a ponieważ Zbawiciel nie tylko cudu nie czynił, ale nawet jednego słowa doń nie wyrzekł, kazał Herod Pana na pośmiewiska ubrać w białą szatę i odesłać na powrót do Piłata.

Co zaś Pan Jezus wycierpiał przed tym wtórym sądem u Piłata, to będzie właśnie przedmiotem dzisiejszego rozmyślania naszego.

O najmiłosierniejszy Zbawicielu! Przez to uniżenie Twoje, któremuś się poddał, stając przed sądem poganina, prosimy Ciebie, zasłoń nas od hańby i potępienia wtedy, kiedy przed Tobą do sądu staniemy. Poprzyj prośbę naszą o Maryo, — Ucieczko grzesznych. Ciebie pozdrawiamy słowy Św. Bonawentury.

Zdrowaś Marya, Boleści pełna, Ukrzyżowany z Tobą etc.

 

Część pierwsza.

 

 

Najmilsi! Starosta rzymski Piłat miał wprawdzie poczucie sprawiedliwości, on widział jasno nienawiść żydów, a niewinność Pana Jezusa, przy tym wszystkim był on jednak bojaźliwy i chwiejny, pełen względu na interes własny. Gdy Zbawiciel znowu stanął przed jego trybunałem, starał się Piłat wprawdzie, aby Go uwolnić, ale patrzył także i na to, aby się żydom nie narazić. W tej chwiejności swojej chwycił on się wybiegu.

W piątek wieczorem zachodziły żydowskie święta Wielkanocne. Rok rocznie zachowywano w czasie tych świąt obyczaj starodawny, że na pamiątkę wyjścia z niewoli egipskiej, na pamiątkę, że Anioł śmierci pobił wszystkich pierworodnych synów egipskich, a nie tknął ani jednego domu żydowskiego, naznaczonego krwią baranka, puszczano jednego więźnia na wolność. Otóź tego starego zwyczaju postanowił Piłat użyć na ratunek Pana Jezusa.

W tym czasie właśnie znajdował się we więzieniu słynny zbójca, imieniem Barabasz. Długi czas uwijał się on po krainie żydowskiej, napadał, obdzierał, mordował ludzi tak, że się stał postrachem całego narodu. Wreszcie schwytany i osadzony we więzieniu, miał śmiercią przypłacić okrucieństwa popełnione. Piłat znał zbrodnie Barabasza, znał postrach żydów przed tym zbójcą, sądził tedy, gdy go postawi obok Pana Jezusa, a zgromadzonych zapyta, którego z obydwóch ma puścić na wolność: czy tego, który tylu zbrodni się dopuścił, czy też Jezusa, który tyle chorych uzdrowił — lud ani chwili się nie zawaha, i bez wątpienia Jezusa uwolni. Jak umyślił, tak też uczynił. Na ganku przed pałacem stanął rzeczywiście Pan Jezus, blady na twarzy i zniewagą oszpecony, ale pełen spokojności, łagodności i powagi. Oczy jego spoglądają na lud, a dusza zwrócona w niebo; — usta milczą, a serce się modli. Obok Pana stanął zbójca i morderca Barabasz. Ręce jego splamione krwią, dusza czarna jak noc, serce skamieniałe w złości!

O duszo chrześcijańska! rozważ jak bolesnym, jak poniżającym jest to zestawienie Pana z Barabaszem, Najświętszego z ostatnim zbrodniarzem, sprawcy życia ze sprawcą śmierci — księcia pokoju i miłości, z hersztem siejącym postrach i bojaźń!

I wyszedł Piłat na ganek, a zwróciwszy się do ludu zawołał: Którego chcecie, a wypuszczę wam, Barabasza, czyli Jezusa, którego zowią Chrystusem? (Mat. 27. 17.). A przedniejsi kapłani i starsi namówili pospólstwo, które zawołało: Wypuść Barabasza! I rzekł Piłat. Cóż tedy uczynię z Jezusem, którego zowią Chrystusem? Rzekli wszyscy: Niech będzie ukrzyżowan! (Mat. 27. 22.). O niewdzięczny narodzie! Odrzuciłeś twego Mesjasza, odrzuciłeś Tego, którego Ojcowie twoi z tęsknotą oczekiwali, odrzuciłeś dobroczyńcę, a obrałeś łotra!

Najmilsi! Ojcowie Kościoła widzą w zdarzeniu tym wielką i głęboką tajemnicę. Barabasz, mówią oni, przedstawia grzeszny rodzaj ludzki, skazany na potępienie; — niewinny i święty musi umierać, aby grzeszny był wolnym.

Kiedy zaś ten pierwszy pomysł Piłata nie odniósł oczekiwanego skutku, — chwycił się starosta środka drugiego, jeszcze okrutniejszego, aby Pana Jezusa z rąk żydów wyrwać. On tak myślał w sercu swoim: Każę Go srogo ukarać, a potem wywieść na publiczny widok. Może tedy lud tą karą się zadowolni, może się ulituje i śmierci Jezusa domagać się nie będzie. Jak umyślił tak też uczynił. Na rozkaz starosty wprowadzili żołnierze Pana w dziedziniec pałacu, aby Go ubiczować. Okropna to była kara, bo pełna hańby i nad wszelki wyraz bolesna. Hańbiąca dlatego, gdyż żadnego wolnego obywatela nie biczowano tylko niewolników i najdostojniejszych zbrodniarzy; — a bolesną, bo srogością swoją przechodziła wszelkie kary. Posłuchajcie, proszę, jak ją opisują ludzie wiarygodni.

Do słupa kamiennego przywiązano Pana Jezusa, aby wśród bólu nie padł na ziemię, a ciało obnażono po pas. Ośmiu co najdzikszych żołnierzy wybierano do wymierzania uderzeń. Każdy z żołnierzy miał w ręku już to rózgę, już to dyscyplinę z rzemieni, zaopatrzoną na końcu kulkami z ołowiu, albo haczykami. Po dwóch żołnierzy przystępowało do Zbawiciela i uderzali po nagim grzbiecie z całej siły. Najpierw zaczerwieniło się ciało, potem trysła tu i ówdzie krew. Gdy się dwaj piersi katowie umęczyli, przystąpili dwaj inni i siekli dalej. Całe plecy stały się jedną wielką raną. Potem pełnili tę krwawą robotę dalsi dwaj, a po znużeniu tychże żołnierz 7 i 8-my. Krew najświętsza bryzgała na wsze strony, ciało posiekane odpadało, z pod krwi i ciała wyjrzały tu i ówdzie białe kości. Zaiste! aż straszny słuchać opisu biczowania, a cóż dopiero widzieć tę okropną, tę barbarzyńską karę! Kto opowie, kto opisze, co Pan Jezus w czasie biczowania wycierpiał? Przez usta Proroków żali się on tymi słowy: Na grzbiecie Moim budowali grzesznicy, przedłużali nieprawości swoje (Ps. 128. 3.); posiekli Mnie raną na ranę (Job. 16. 15.). Przypatrzcie się — czy jest boleść, jako boleść Moja (Jer. treny 1. 12.)?

Wreszcie skończyło się biczowanie. Katowie odrzuciwszy rózgi i rzemienie, krwią przenajświętszą napojone, odwiązali Pana od słupa. Upływem krwi i okrutnym bólem złamany, padł Zbawiciel na ziemię, nie mając obok siebie ani jednej litościwej duszy, która by Mu choć małą ulgę przynieść chciała. Przeciwnie, miasto ulgi wymyśliły wnet twarde a dzikie dusze żołnierzy nowy rodzaj katuszy. Piłat nie udzielił im ani rozkazu, ani pozwolenia, oni sami na własną rękę, z własnej woli, zdobyli się na ten szatański pomysł.

Wciągnęli bowiem Pana Jezusa do ratusza i tam ku wyśmianiu niepojętej dla siebie godności Jego królewskiej, urządzili sobie     takie igrzysko. Posadzili Go na miejscu podwyższonym, niby to na tronie, z piekielną radością wiją Mu straszną, niesłychaną dotychczas koronę z cierni, i tę nielitościwie na skronie wkładają. A ponieważ korona sama na głowie trzymać się nie chce, przytłaczają ją żelaznymi rękawicami z taką siłą, że za każdym uderzeniem nowa, bolesna zakrwawia się rana, że długie i ostre kolce, jakby igły z ognia, przenikają skórę i wciskają się w czaszkę. Krew zewsząd się sączy, naprzód powolnie, a potem coraz obficiej. Następnie rzucają brudną, podartą, czerwoną płachtę, niby to płaszcz królewski, a w ręce wciskają kawał trzciny i podchodzą do Pana z urąganiem i szyderstwem, otaczają Go kołem jakoby dworaków i przyklękając oddają niby to hołd, wołając głosem pełnym wyśmiewiska: Bądź pozdrowiony, królu żydowski! (Mat. 27. 29.). O chwilo okropna i pełna zgrozy! O Majestacie Syna Bożego tak zhańbiony! A Zbawiciel nasz cichy i spokojny, choć cały skrwawiony i drżący. O niechże uczczona i pochwalona będzie ta święta cierniowa korona, co nam Gniew Boży w Łaskę, klątwę w błogosławieństwo zamienia! Niech będzie pochwalona ta cierniowa korona, co rani głowę Syna Bożego, aby nas uleczyć. Zaiste! żadne perły, żadne diamenty nie mogą jej zastąpić.

Z tą koroną cierniową na głowie, zastał już Piłat Pana Jezusa, gdy wszedł do izby żołnierskiej. I zadrżało serce starosty na ten okropny widok, i kazał Go wywieść na ganek i okazał ludowi i sam zawołał: Oto człowiek! (Jan 19. 59.). Tymi słowy chciał on lud do litości poruszyć, tymi słowy chciał niejako powiedzieć: Patrz narodzie! twój dobrodziej, który ci tyle dobrego wyświadczył, tak srodze jest ukarany, — dość będzie tej kary. Ale lud podbechtany przez przywódców swoich znowu zawołał: Ukrzyżuj, ukrzyżuj Go! Jeżeli ty Go wypuścisz, nie jesteś przyjaciel cesarski. Każdy bowiem, co się czyni królem, sprzeciwia się cesarzowi. (Jan 19. 12.). I uląkł się Piłat tej groźby, a widząc, że się dział większy rozruch, umył ręce przed pospólstwem, mówiąc: Niewinien ja Krwi Tego Sprawiedliwego, wy się patrzcie. A lud wszystek zawołał: Krew Jego na nas i na nasze syny! (Mat. 27. 24). I wydal im Pana Jezusa, aby był ukrzyżowany. Tak się zakończyła sprawa u Piłata, — dekret śmierci został zatwierdzony.

 

Część druga.

 

Najmilsi! Kiedy św. Remigiusz, arcybiskup z Rheims,
Klodwiga, króla francuskiego, przygotowywał do chrztu i opowiadać
mu zaczął sąd Pana Jezusa przed P iłatem ; — gdy opisał
tę czarną niewdzięczność narodu żydowskiego, który n a jwiększego
dobroczyńcę swego odrzucił, a największego zbrodniarza
uwolnił, Klodwig oburzony tym wyborem zaw ołał
z uniesieniem : Szkoda, żem tam z moimi żołnierzam i nie był.
Jabym był Pana Jezusa uwolnił, a tych niewdzięczników na
kawałki posiekał. I rzekł mu na to św. Remigiusz ze świętym
spokojem: Nie unoś się królu! Zbawiciel nie potrzebow ał twej
pomocy. Raczej gniew ten zwróć przeciw sobie i patrz, abyś
ty kiedy nie wzgardził Rogiem, obierając B arabasza to jest
grzech.
Te piękne słowa św. biskupa dotyczą także i nas. I nas
oburza to w7 duszy, że lud odrzucił niewinnego Jezusa, a obrał
zbójcę Barabasza — a my sam i? my bardzo często dopuszczamy
się niestety podobnej zbrodni. Choć Bóg nas stwoi
z \ ł i krw ią swoją odkupił i łaską poświęcił i tyloma daram i
duszy i ciała hojnie wyposażył, a z drugiej strony, choć
grzech okrywa nas wstydem i hańbą, choć szkodę przynosi
zdrowiu, choć obdziera duszę ze zasług, choć ją niby zbójca
zabija na wieki, a przecież ileż to razy my Boga i nakaz
Jego święty odrzucamy, obierając Barabasza, t. j. przeklęty
grzech ?
Przypatrz się człowiekowi oddanem u zmysłowości, cóż
on czyni? Sumienie powiada mu: porzuć zmysłowość, rozpustę,
rozkosze cielesne, a bądź czystym, skromnym, powściągliwym.
A cóż na to odpowiada rozpustnik? Precz z niewinnością, precz
z Jezusem, ja wolę rozkosz, wolę Barabasza! Przypatrz się
człowiekowi oddanem u trunkom , jak on postępuje? Religia mówi mu: Unikaj tej namiętności, z której nie masz korzyści,
a umiłuj wstrzemięźliwość. A on co na to ? Precz z morałami,
precz z Jezusem, ja obieram trunek, wolę Barabasza!
Zapytaj człowieka chciwego, co wolisz? czy skarby i nagrodę
niebieską, czy marny grosz ziemski, którego ze sobą nie zabierzesz,
a on podobnie jak lud żydowski zaw oła: Co mi tam
niebo, ja wolę pieniądz, — wolę Barabasza! Namawiaj obojętnego
katolika, aby się wstrzymał od potraw mięsnych,
a zachował przykazanie kościelne o poście, — a on bez wszelkiego
wahania się zadecyduje! Precz z przykazaniem kościelnem,
wolę potrawę smaczniejszą! Połóż przed kimś książkę
dobrą, budującą, ale poważną, a przynieś książkę drugą lekką,
schlebiającą zmysłom, którą obierze? Precz ze zbudowaniem,
powie, precz z Jezusem, wolę książkę zabawną, wolę Barabasza
! Jak wołali niegdyś żydzi, tak za przykładem żydów postępują
i dziś jeszcze chrześcijanie. Obierają zabawę, a opuszczają
nabożeństwa; wolą rzeczy doczesne, a gardzą wiecznymi;
miłują grzech, a porzucają Boga. I na to właśnie
żali się Bóg u Proroka mówiąc: Wychowałem syny i w ywyższyłem
je , a oni Mną wzgardzili (Iz. 1. 2.).’ Czyż mało
jeszcze, pyta św. Bernard, mało Pan dla ciebie wycierpiał?
Czemuż miłość Jego odpłacasz niewdzięcznością? Mało Pan dla
ciebie wycierpiał? Czemuż tedy przenosisz rzecz znikomą nad
Boga? O duszo chrześcijańska! otwórz raz przecie namiętnością
omglone oczy i powiedz sobie: Mamże nadal obierać
Barabasza, a gardzić Jezusem? Nie! Panie mój i Zbawicielu!
Tyś skarbem moim, Tyś celem życia mego, Ciebie obieram
nadewszystko. Tak sobie powiedz, tak postanów, i tak
zawsze czyń!
2) Najmilsi! Że wybór Barabasza smutkiem i boleścią
napełnił serce Zbawiciela, to rzecz aż nadto jasna, ale niezawodnie
boleśniejszą i haniebniejszą była kara biczowania,
którą wam przed chwilą w przybliżeniu tylko opisałem.
Św. Bernard zastanawiając się w pobożnem rozmyślaniu
nad biczowaniem Zbawiciela zadaje sobie pytanie: O Synu
Boży! cóżeś to uczynił, że tak okrutną karę, tak wielką hańbę ponosisz? O mój najdroższy Odkupicielu! za co Cię tak posieczono
i ranami okryto ? I na to odpowiada sam temi słow y:
Aby twoją winę grzeszniku spłacić, dał się przywiązać Syn
Boży do słupa; aby ciebie od biczów gniewu Bożego zasłonić,
pozwolił Siebie ubiczować, a mianowicie, aby za sprosność
i grzeszne wybryki ciała twego Bogu zadość uczynić,
pozwolił posiec najświętsze ciało swoje. Owe to więc lubieżne
myśli, sprośne pożądania, bezwstydne mowy, grzeszne spojrzenia,
owe ubiory nieprzystojne, miłostki i schadzki niebezpieczne,
owa gorsząca swawola, życie rozwiązłe i sprośne
były właściwą przyczyną srogiego biczowania. Pan Jezus wiedział,
jako wszechwiedzący, że grzech nieczystości i bezwstydu
jako potop rozleje się po ziemi; że z niego wypłynie najwięcej
obrazy Bożej; że niezliczoną ilość dusz potrąci do piekła,
dał się więc siec niemiłosiernie, aby zmazać ten brud
nieczysty z dusz i ciał naszych, aby widokiem tych nieznośnych
katuszy poruszyć serca nasze i do obrzydzenia wszelkiej
niewstydliwości pobudzić. Więc nie odwracaj duszo chrześcijańska
uwagi twej od tego słupa, do którego nie żołnierze,
ale sprosność twoja Pana przywiązała; nie odwracaj
oczu twoich od posieczonego ciała, które nie ręka żołnierza,
ale niewstydliwość twoja posiekla. Dziękuj raczej, a szczerze
i serdecznie Panu twojemu, że tyle męki podjął się dla ratunku
twego i zważ wedle wskazówki św. Augustyna, ileś ty
wart i ileś Panu winien. A ile razy przypadnie na cię pokusa,
czy to do myśli sprośnej, czy to do pożądliwości nieczystej,
czy to do mowy, czy do uczynku niewstydliwego,
staw przed oczyma duszy twej Pana Jezusa do słupa przywiązanego
i plecy Jego poranione i te bicze ze świstem
padające na ciało Jego — i powiedz sobie: Ja, uczeń Chrystusowy,
ja chrześcijanin mam na nowo smagać biczami Pana
i Mistrza mego? Ja rozpustą moją mam na nowo krajać
ciało Jego? Słuchaj, co mówi św. Jan Złotousty: Jeśli się
grzechów twoich nie wstydzisz, wstydź się przynajmniej tej
hańby i zelźywości, jaka stąd spada na twego Zbawiciela.
Jeśli nie masz litości nad duszą twą, którą życiem nieczystem w zgubę wtrącasz, lituj się przynajmniej nad P. Jezusem.
Dla Niego porzuć wszelką rozwiązłość, wyruguj ją z myśli,
z serca, z ust, z uczynku, bo błogosławieni czystego serca,
albowiem oni Boga oglądają (Mat. 5. 8.).
3) Nakoniec powiem wam Najmilsi, że cierniem ukoronowanie,
ze wszystkimi szczegółami swymi także głębokie zawiera
znaczenie i naukę. Pan pozwolił ostrymi kolcami ranić
głowę swą za tych, którzy zaliczając siebie do głów mądrych,
z pychy i zarozumienia, rezonują przeciwko tajemnicom wiary;
którzy ciągle powtarzają: Czego rozumieć nie mogę, w to też
nie wierzę. Co mi tam nauka Pisma św. i Kościoła, rozum
mój, to powaga najlepsza. I za tych nosił Pan koronę cierniową,
którzy podnoszą zarzuty przeciw rządom Bożym na
ziemi, którzy z zarozumiałości często mawiają! Źle Pan Bóg
pokierował ludźmi, — jabym to lepiej i mądrzej urządzić potrafił.
I za tych nosił Pan ciernie na głowie swej, którzy
z zarozumiałości i wyniosłości głowy swe wysoko noszą
i braćmi gardzą, już to z powodu zdolności otrzymanych od
Boga: albo z powodu wyższego stanowiska, jakie w świecie
zajmują; albo z powodu majątku, który im również z łaski
nieba dostał się w udziale. Do tych wszystkich dusz hardych
i dumnych woła Zbawiciel cierniem ukoronowany: Patrz!
prochu ziemski, Ja król ziemski i niebieski, Ja Pan wszystkich
mocarzów, uniżyłem się tak głęboko. 0 rzuć dumę i pychę
swoją i ucz się odemnie, żem jest cichy i pokornego
serca (Mat. 11. 29.).
4) A cóż oznacza, dalej, to berło z trzciny wątłej i kruchej,
tkwiące w ręku Zbawiciela? Trzcina, którą lada wiatr
kołysze, to obraz chwiejności i niestałości naszej. Jak trzcina
bowiem, tak i my chwiejni w dobrem. Dziś służymy Bogu,
a jutro o Nim zapominamy: dziś przysięgamy Jemu wierność,
a jutro słodkie jarzmo Pańskie ze siebie zrzucamy; dziś ożywieni
jesteśmy zapałem pobożności i miłości, a jutro ostygli,
obojętni i zimni. Jako zaś owi żołnierze tą trzciną podaną zamiast
berła, ubliżyli godności królewskiej Pana Jezusa, podobnie
i my chwiejnością i niestałością naszą okazujemy, że nie pewne i chwilowe tylko jest panowanie Jego nad nami. 0 duszo
niestała, ty trzcino chwiejna, czemuż się łączysz z owymi
żołnierzami? Czemu niewiernością swoją pomnażasz smutek
Zbawiciela? Złącz się z Bogiem, upomina Ekklezyastyk Pański,
(Ekk. 2. 3.), a trwaj, albowiem biada, tym , którzy u tra cili
cierpliwość, a którzy opuścili drogi proste i u d a li się
krzyw em i drogam i (Ekk. 2. 16.).
5) Nakoniec cóż znaczą owe hołdy obłudne, te pokłony
szydercze, te klękania i głosy: B ą d ź pozdrowion królu ży dow
ski? (Mat. 26. 29.). One żywo przypominają owych chrześcijan,
którzy idą do kościoła, aby nibyto uczcić Pana Jezusa,
aby Mu pokłon oddać, a gdy tu przyjdą i ciałem i duszą
zniewagę Mu zadają. Oni czasem klękają i wargami modlitwę
szepcą, ale równocześnie przeglądają twarze i stroje obecnych.
Ich serce nie jest czcią Boską przejęte, jeno pełne myśli próżnych
i płochych. Takie nabożeństwo powierzchowne i pozorne
nie jest nabożeństwem, ono jest raczej lekceważeniem
i wyśmiewiskiem; taki czciciel nie czci Boga, ale odnawia ową
zniewagę, jakiej Pan doznał od onych przyklękających, ale
równocześnie szydzących żołnierzy Piłatowych.
O najsłodszy Zbawicielu! Truchleję cały, kiedy wspomnę
na to wszystko, coś wycierpiał u Piłata; — kiedy wspomnę
na zrównanie Twoje z łotrem Barabaszem, na okrutne ubiczowanie,
na cierniową koronę i płaszcz i trzcinę i owe szydercze
pokłony. Truchleję, gdy zważę, że do tych wszystkich
katuszy jam się też przyczynił. Jedno mnie tylko pociesza
podtrzymuje, t. j. Twoje miłosierdzie nieprzebrane. O przebacz,
przebacz nam grzesznym. Odkupiłeś nas tak drogo,
niechże ta męka Twoja nie będzie daremna; niech do żalu
pobudzi, niech do poprawy nakłoni, niech nam zbawienie
wyjedna. Amen.

 

 

© salveregina.pl 2023