Św. Eugeniusz z Kartaginy

3 Sierpnia.

Męczeństwo Św. Eugeniusza, biskupa kartagińskiego i innych.

(żyli około roku 485)

 

 

 

Źródło: Żywoty Świętych Pańskich Starego i Nowego Testamentu z dzieła Ks. Piotra Skargi, T. IV, 1880r.

 

 

Genseryk, król Wandalski w Afryce, ariańskim heretyctwem zarażony tak srodze Kościół Boży prześladował, iż przedniejsze tamtejsze miasto Kartaga, przez lat 24 biskupa katolickiego nie miało. Aż gdy po śmierci tego monarchy syn jego Huneryk na królestwo nastąpił, jakkolwiek i on w arianiźmie wychowany, w początku jednak łaskawym się Katolikom stawił, cały jad swój obracając na Manichejczyków, których się mnóstwo było namnożyło w Afryce; jak to zwykle bywa, że z jednej herezji wyrastają inne, sobie przeciwne.

Dowiedziawszy się Zeno cesarz carogrodzki o takim usposobieniu Huneryka, wraz z małżonką swą Placydą wyprawił do niego poselstwo, prosząc, ażeby Katolików w państwie swoim zachował w pokoju, i dopuścił im obrać sobie w Kartaginie biskupa. Zezwolił na to król z zastrzeżeniem, iż dopóty Katolików u siebie znosić będzie, dopóki cesarz w swych państwach swobodę bytu arianom zostawi. Zadrżeli wierni słysząc ową pogróżkę, i pod tą smutną wróżbą obrali biskupem Eugeniusza, wielkiej świętobliwości i nauki męża, z wielką radością ludu, młodzieży i tych wszystkich, którzy dotąd na swej stolicy nie widzieli jeszcze duchownego pasterza.

Eugeniusz postępowaniem swoim nie tylko u Katolików, ale i u wandalów najwyższą sobie zjednał miłość. Żadnych kościelnych dochodów nie mając, dziwnie wielkie czynił jałmużny; nigdy się o dzień jutrzejszy nie troszczył, a zewsząd Pan Bóg coraz więcej pieniędzy mu zsyłał. Pokora zaś jego, miłość i łaskawość, miary nie miały. Zajrzeli mu arianie tak wielkiej między ludźmi sławy, i spotwarzywszy go przed Hunerykiem, wyjednali u niego, iż wzbronił biskupowi zasiadać na swej stolicy, kazań do ludu czynić, i wpuszczać do kościoła osoby ubiór wandalski noszące. Eugeniusz odpowiedział mu na to: – Dom Boży otwarty jest dla wszystkich, nikogo wyganiać się z niego nie godzi, zwłaszcza że tu wiele Katolików ubiór wandalski nosi. Usłyszawszy to okrutnik, postawił u drzwi kościelnych żołnierzy, którym dał rozkaz: wchodzącym do kościoła w ubiorze wandalskim, osękami żelaznymi włosy i skórę z głowy zdzierać. Wiele ich zaraz oczy traciło, inni umierali, a białogłowy tak oszpecone, po rynku na postrach i wzgardę wodzono. Żaden jednak z Katolików nie zaparł się Wiary, a niewiasty kochały się dla Chrystusa Pana w swojej boleści.

Wszystkich wreszcie Katolików, odebrawszy im dochody i urzędy, posłał król do Utyki, skazując ich na ciężkie niewolnicze roboty w wielkie słoneczne upały. Ludzie miękko wychowani, zacne, a słabe niewiasty, wszyscy ochoczo pracowali, w weselu ducha cierpiąc.

Takie były początki prześladowania tam Katolików, nim sroższe jeszcze nastąpiły. Kazał Huneryk obwołać, iż ani w wojsku ani na dworze swoim żadnego innego jak arianina mieć nie chce. Nikt jednak Pana Boga Prawdy dla powodzenia światowego nie odstąpił. Pozbawiono ich przeto majętności i domów, a do Sycylii i do Sardynii wygnano. Nad mniszkami pastwiono się z okrucieństwem strasznym. I gdy 4966 osób między którymi znaczną liczbę biskupów, kapłanów i diakonów na puste miejsce pędzono, wielu było między nimi starych, niedołężnych i ślepych, jak na przykład ów Felix Abderatyński biskup, który już lat 44 urząd swój piastował, a którego teraz, powietrzem rażonego, jak słupa na ośle przywiązano, i wraz z innymi pędzono.

Przyprowadzeni na miejsce skąd ich Maurowie na pustynię wieść mieli, zastali tam dwóch panów od króla przysłanych z zaleceniem, aby ich obietnicami dostojeństw i dostatków, do arianizmu skłonili. A oni wszyscy krzyknęli: Chrześcijanie Katolicy jesteśmy! Trójcę Jedyną, Boga prawdziwego wyznajemy! Zamknięto ich przeto w odosobnieniu, gdzie wierni nawiedzać ich jeszcze, a oni Mszę Świętą dla nich odprawiać mogli. Gdy jednak wszelkie namowy do odstępstwa ich nie przywiodły, osadzono ich w tak ciasnym więzieniu, iż jeden na drugim, jak stado szarańczy, leżeć musieli, znosząc ma się rozumieć, najstraszliwsze powietrze. A ci którzy się do nich dostać niekiedy zdołali, po kolana w odrażającym błocie brodzili. Wypuszczono ich wreszcie stamtąd, aby ich dalej prowadzić. Oni z radością śpiewali owe słowa: „Tać jest sława Świętych Twoich, Panie!” i zachęcali się wspólnie do cierpliwości i do męczeństwa. A wiele ludzi zbiegało się do nich, wołając: – Wy po koronę idziecie, a nas komu zostawicie? Kto nas chrzcić, grzebać i z grzechów naszych rozwiązywać będzie? Bo wam rzeczono: „Kogo na ziemi rozwiążecie, będzie rozwiązany w Niebie”. -Ustawali starzy w tej ciężkiej podróży, młodych kamieniami bito i popychano, i uwiązanych do osłów, jak psów po ziemi wleczono, aż dopóki nie dostali się na pustynię przepełnioną niedźwiadkami i wszelkimi jadowitymi gadami, od których jednak za Łaską Pana Chrystusową żaden z wiernych nie zginął. Tam to ciężkimi obarczano ich robotami, nędznym tylko posiłkiem utrzymując im życie.

Tymczasem dla pozostałych w kraju, Huneryk nowe udręczenia wymyślał. Posłał do Eugeniusza i do innych biskupów pismo, w którym przypominał im: jako mieli zakazane odprawianie Mszy Świętej i nauczanie Chrześcijańskiej Wiary, a ponieważ prawdziwą Ją być mienili, nakazywał im, aby się wszyscy zjechali do Kartageny, dla przeprowadzenia walnej z arianami dysputy, w której by Pismem Świętym czystość Nauki swej udowodnili. I po wielu trudnościach zjechało się owo liczne duchowieństwo obydwóch stron w Kartagenie. A gdy się pomiędzy nim znalazło wielu uczonych i znakomitych bardzo katolickich biskupów, chcąc takich odsunąć król wandalski, jednych zniewagami okrytych wygnał z ziemi, innych starał się wygubić, a Letusa, uczonego bardzo człowieka spotwarzywszy, spalić kazał, chcąc tym pozostałych zastraszyć. Pomimo takie środki ostrożności, biskupi ariańscy nie odważając się na przeprowadzenie z Katolikami religijnej dysputy, w rozmowę nawet wdać się z nimi nie chcieli, ale skarżąc i czerniąc ich przed królem, jako niepokoje czyniących, wymogli na nim, iż obrawszy ich ze wszystkiego co posiadali i odarłszy z odzienia, za mury miasta wypchnąć ich kazał, zabraniając surowo, aby nikt w dom swój przyjąć się ich nie ważył. Pozbawieni żywności, odzieży i schronienia, leżeli tak Święci Słudzy Pańscy pod murami na wietrze i gołej ziemi. I trafiło się, że król tamtędy przejeżdżał; zabiegli mu wtedy ci Męczennicy drogę, o wzgląd i sprawiedliwość prosząc. Ale bezbożny poganin jezdnym swym na nich natrzeć kazał, i wiele ich, zwłaszcza starych, zdeptanych końmi, bez duszy tam zostało.

Nie było podejść i okrucieństwa jakich by nie użył ów srogi prześladowca, ku wytępieniu wyznawców Chrystusa Pana. Nikomu nie przepuszczano; w każdym domu rozlegały się krzyki i jęki; wieszano, palono, mordowano, odzierano ze skóry, albo niektórych dopóty z góry na ostre kamienie rzucano, dopóki nie skonali. Niewiasta jedna Dionizja obnażona i bita okrutnie, krzepiła męstwo innych, a ujrzawszy młodziutkiego jedynego syna swego Majoryka, iż się bicia boi, ostro fukała na niego, mówiąc: Pomnij synu mój, iż w Imię Trójcy Świętej w Kościele Katolickim ochrzczeni jesteśmy; nie traćmy zbawiennej szaty, aby nam nie rzeczono: „Nie masz sukni godowej,” tej się bój męki, która się nigdy nie skończy.. A wtem czcigodny młodzieniec w katuszy skonał. Matka zabrawszy tę wdzięczną Panu Bogu ofiarę, pogrzebała go w swym domu, nie przestając utwierdzać w Wierze współbraci, i do męczeństwa ich sposobić.

Inna niewiasta imieniem Wiktoria, zawieszona w górę i srodze sieczona wytrzymała najboleśniejszą katuszę, gdy mąż jej arianin, chcąc ją zmiękczyć, ukazał jej kilkoro drobnych jej dziatek, usiłując tkliwymi słowy dla ich miłości, do odstępstwa ją nakłonić. A ona niewzruszona, nie obejrzała się nawet na nich; a gdy po niejakim czasie złożono ją na ziemi jakby już umarłą, ona jak to później powiadała, ujrzała jakąś panienkę, która dotykając się ran jej zadanych, wszystkie od razu zleczyła.

Wiktorian, najbogatszy pan w Afryce, starosta kartagieński, niezliczone męki aż do śmierci przecierpiał, mówiąc: Dam świadectwo, iżem nie na próżno w Kościele Katolickim ochrzczony. – W Typezie, mieście maurytańskim, gdy rozkazano po ariańsku wierzyć, jedni pouciekali, drudzy zostali, śmiejąc się, gdy ich z pochlebstwem namawiano. Kiedy wtedy w domu jednym jawnie Mszę Świętą odprawiali, król wszystkim języki pourzynać kazał. Pomimo to, każdy z nich doskonale mówił; dowodem tego był Reparatus, poddiakon, zostający czas długi na dworze cesarza Zenona w Konstantynopolu. Niepodobna zresztą wymienić mnogości okrucieństw, jakich Kościół Pana Chrystusowy w owym czasie doznał. Żywe świadectwo dawali temu pozostali przy życiu w Kartagenie Katolicy bez uszu, bez nosa, bez ręki lub nogi; słowem, wszelakim dotknięci kalectwem.

Eugeniusz Święty na głęboką jak wiemy pustynię posłany, i zlecony straży Antoniusza arianina, ostrego bardzo człowieka, ciężkie wytrzymał katusze. Srogi dozorca wszelkimi sposobami starał się go uśmiercić, i nikomu nie dawał do niego przystępu. A święty biskup opłakując nędzę Kościoła Świętego, a stare ciało swoje ciężkością więzienia, włosiennicą, sypianiem na gołej ziemi, modlitwą i tęsknotą trudząc, paraliżem zarażony został. Chcąc go Antoniusz dobić, mocny mu ocet pić kazał; pił Święty, ale z Łaski Bożej, szkody na zdrowiu nie odniósł, aż dopóki później Pan Bóg kresu cierpieniom jego nie położył.

Niedługie bo siedmioletnie tylko panowanie Huneryka, straszne piętno prześladowcy na pamięci jego wyryło. On zaś zapadłszy w zjadliwą chorobę tak przez robactwo stoczony został, że do pogrzebu nie ciało, ale resztki jego tylko niesiono. Kościołowi Świętemu zaś cierpliwością ukoronowanemu i krwią Męczenników posilonemu, Chrystus Pan dał zwycięstwo, jako Sam Pan Mocny, Który z Ojcem i z Duchem Świętym w Jedności Trójcy Świętej żyje i panuje na wieki wieków. Amen.

 

 

 

 

 

 

 

© salveregina.pl 2023