Męczeństwo Świętych Abdona, Senessa

30 Lipca.

Męczeństwo Świętych Abdona, Senessa i innych Persów.

(żyli około roku 239.)

 

 

 

 

Źródło: Żywoty Świętych Pańskich Starego i Nowego Testamentu z dzieła Ks. Piotra Skargi, T. IV, 1880r.

 

 

Po zwycięstwie jakie Decjusz cesarz rzymski nad Persami otrzymał, przypisując takowe swym bożkom, i chcąc ich uczcić, wzniósł najpierw w Babilonii saturnowi świątynię, a następnie tak srogie nad Chrześcijanami zarządził prześladowanie, jakby zamierzył w barbarzyńskim zaślepieniu swoim, w całym ich państwie wytępić.

Kiedy na wszystkie strony chwytano ich i więziono, w Babilonii pojmany został Polichroniusz, biskup wraz z kapłanami: Parmeniuszem, Elimą, Chryzotelem, i diakonami: Łukaszem i Mako. Cesarz przed sobą stawić ich kazał, i ostro wyrzucał biskupowi świętokradztwo jego w pogardzaniu cesarskimi bogami. Milczał biskup, nie mówiąc ani słowa; a Decjusz rzekł do jego towarzyszy: – Przełożony wasz zaniemiał. Nie zaniemiał, powie Parmeniusz, ale Pan nasz Jezus Chrystus nie kazał pereł przed wieprze miotać, aby ich nie podeptały. – Także ja sprośny u was jestem? zawoła rozgniewany cesarz. I kazał Parmeniuszowi język urżnąć. A Męczennik przemówił czysto i wdzięcznie do biskupa: Módl się za mną błogosławiony ojcze Polichronie, bo widzę w tobie Moc Ducha Świętego, który usta twe pieczętuje, a w moje miód kładzie. – I znowu Decjusz odezwał się do biskupa: Ofiaruj, a będziesz mym przyjacielem. Ale on milczał. Tłuczono go wtedy w usta; wśród czego Polichroniusz podniósłszy oczy w Niebo, skonał. Porzucone ciało jego leżało przy kościele, gdy cesarz do Korduby perskiej pojechał. Poprowadzono za nim pozostałych księży; tam Decjusz wszelkich dołożył starań, aby ich do złożenia czci bogom skłonić. A kiedy wszystko nic nie pomogło, kazał ich rozciągnąć na torturach, drzeć żelaznymi hakami i rozpalonymi przypiekać blachami. I głos był słyszany: „Pójdźcie do Mnie, wy pokornego serca”. Czym uderzony Decjusz i czarom to przypisując, pościnać ich i ciała wyrzucić kazał. Ale książęta Abdon i Sennes, tajemni, a bardzo żarliwi Chrześcijanie, jak poprzednio Polichroniusza, tak teraz pięciu towarzyszy jego ciała skrycie zabrali, i w majętności swej pochowali.

Rozpoczęte nad wyznawcami Chrystusa Pana okrucieństwa, coraz szersze przybierały rozmiary; po całej Persjii wyszukiwano ich na ofiary lub na śmierć, a dwaj bogaci i znakomitszych tego kraju rodzin panowie Abdon i Sennes, przodując zarówno swym ziomkom cnotą i gorliwością w Wierze Świętej i głównie przyczyniając się do jej krzewienia; w tak ciężkich teraz okolicznościach zdwajając poświęcenia, na największe narażali się niebezpieczeństwa, byleby tylko nieść pomoc swym wiernym współwyznawcom. Odwiedzali ich po ubogich mieszkaniach i więzieniach; obecnymi często bywali przy torturach jakie im zadawano, a wszędzie ręką i słowem dawali potrzebne wsparcie, opatrując, pocieszając i krzepiąc męstwo tych świętych, a tak okrutnie trapionych sług Pana Chrystusowych. Dowiedział się o nich Decjusz, i pojmać, a przyprowadzić ich sobie kazał. Mniemając zaś, iż przywiódłszy do odstępstwa ludzi takiego znaczenia i poważania w kraju, łatwo już z innymi poradzi, łagodnie najpierw rozmawiał z nimi, a w końcu oznajmił im, iż wie, że są Chrześcijanami, i zagroził im swym gniewem, jeśli ofiary bogom nie złożą. Jesteśmy Chrześcijanami, odpowiedzieli Abdon i Sennes, wszystko oddamy co posiadamy i wszystko uczynimy, by ci dobre chęci nasze pokazać. Ale nam się nie godzi człowieka nad Pana Boga przekładać, i wolimy popaść raczej w niełaskę twoją cesarzu, niżeli sprzeniewierzyć się Stwórcy Wszechrzeczy, Który Sam Jeden jest Bogiem prawdziwym, a twoim i naszym Panem. Nie wiecie, iż jesteście w mocy naszej? rzecze Decjusz. – Jesteśmy w Mocy Pana naszego Jezusa Chrystusa, i uniżamy się przed Tym, Który się dla nas poniżył i na ziemię zstąpił, odpowiedzieli Święci. Uniesiony gniewem cesarz, kazał ich okuć w kajdany, i ścisłej polecił straży. A oni mówili: Tej to chluby i tej pociechy zawsześmy od Chrystusa Pana czekali.

Tegoż dnia stawiono przed strasznym sądem Olimpiusza i Maxyma, wysokiego rodu i bardzo zacnych Chrześcijan, i nie słuchając ich wcale, okrutnie bito ich kijmi. A Decjusz mówił: Niegodni słuchania, którzy umarłego chwalą. – Dobrześ rzekł, powie Maxym, umarłego zaiste, ale i Zmartwychwstałego dołożyć powinieneś. Powiedzcie, gdzie skarby i pieniądze macie? rzecze Decyusz. Złoto, srebro i perły nasze są: Chrystus Jezus, odrzekli. Ciała i zdrowia naszego dla Niego nie żałujemy, a pieniądze mielibyśmy miłować? Bito ich wtedy znowu kulami ołowianymi, a w końcu siekierą głowy im rąbiąc, pomordowano Świętych. Ciała ich pięć dni leżały na ulicy, ale się ich pies żaden nie dotknął; aż zacni ludzie, krewni Abdona i Sennesa pogrzebali ich tajemnie w swym domu. Wkrótce potem cesarz Decjusz puścił się do Rzymu, a za nim prowadzono książąt wywleczonych z więzienia, którzy tryumfalny wjazd jego do tego miasta najświetniej ozdobić mieli. Czym była dla nich długa podróż ich z Persji do Rzymu, wyobrazimy sobie, gdy pomyślimy, iż będąc w ręku barbarzyńskich i bałwochwalstwem zaślepionych pogan, znosić musieli od nich wszelkie obelgi i prześladowania, jakie tylko okrucieństwo grubiańskiego żołdactwa wymyśleć zdołało. Wszakże nie zachwiała się cierpliwość Świętych, których wspierało pragnienie i nadzieja męczeństwa dla Zbawiciela.

Kiedy przybyli do Rzymu, Decjusz rozkazawszy Abdonowi i Sennesowi książęce ich bardzo kosztowne, łańcuchami i kamieniami drogimi ozdobne przywdziać szaty, stawił ich przed radą i senatem, jako wspaniałą zdobycz królewską, a najzaciętszych nieprzyjaciół cesarskich bogów. Pełne wdzięcznej powagi i pokory postacie Świętych, powszechną im zjednały życzliwość. Starano się wtedy, obiecując im wielkie bogactwa i dostojeństwa, skłonić ich do złożenia czci bożkom. A oni mówili: Aczkolwiek grzeszni jesteśmy, Chrystusowi Panu na ofiaręśmy się oddali, i to sobie za najwyższą poczytujemy dostojność. – Nie umiejąc im poradzić, skazał ich Decjusz na pożarcie przez dzikie zwierzęta, zdając ich Walerianowi staroście, aby jeszcze namowy z nimi pierwej spróbował.

Przywiedziono ich wtedy na plac męczeństwa, i postawiwszy posąg jowisza usiłowano zmusić ich, aby mu ofiarowali. Gdy jednak sprawić tego nie potrafiono, namawiał ich starosta, aby przynajmniej pozorną cześć mu oddali. Ale Święci oburzyli się tym, mówiąc: iż ani sami takim lekceważeniem czci jaka się Stwórcy tylko należy, zniewagi Panu Bogu Prawemu czynić nie mogą; ani też przykładem swoim nie chcą pociągać innych do najohydniejszej zbrodni, ulatwiając im drogę do bałwochwalstwa, i ucząc ich niecnej obłudy. I plunąwszy na bałwana, rzekli staroście: Czyń teraz co masz czynić. Poznawszy dobrze Walerian, że do żadnego nie nakłoni ich ustępstwa, kazał na nowo bić ich okrutnie dyscyplinami z ołowianymi kulami, a gdy już ciało od kości odpadało, wypuszczono na nich dwóch lwów i czterech niedźwiedzi, w przekonaniu, że widok krwi świeżej podraźni wrodzoną tych zwierząt zajadłość, i że ich w jednej chwili rozszarpią. Tymczasem inaczej się stało; Święci upadli krzyżem na ziemię, a bestie z wściekłością na plac wypadłszy, zbliżyły się do nich, i jakby opamiętane, stróżując ich niejako, u nóg im się pokładły. Patrząc na to lud zgromadzony, krzyknął: Bóg Chrześcijański tylko takie cuda czyni! – Walerian zaś przerażony tym uniesieniem ludu, i wszystko co się działo przypisując czarom, kazał natychmiast Męczenników Świętych mieczami rozsiekać, a ciała ich przed bałwanem słońca bez pogrzebania porzucić.

Leżały tam przez trzy dni, aż Kwiryn subdiakon zebrał je tajemnie, i w trumnę ołowianą złożywszy, w domu swym pochował. Odkryto je za Konstantyna Wielkiego, i na cmentarzu poncjańskim pogrzebiono. Następnie w 828 roku Papież Grzegorz IV posłał je wraz z innymi relikwiami na żądanie króla francuskiego do Francji, gdzie złożone w kościele Św. Medarda pod Lozanną, w XIV wieku przez wojska Hugonotów spalone wraz z kościołem zostały. Zawsze i we wszystkim Panu Bogu naszemu pokłon i uniżenie na wieki wieków. Amen.

 

 

Uwaga.

 

 

Wiara żywa i gorąca miłość Pana Boga, dwojakie wydają owoce; najpierw: wszelkiego rodzaju dobrych uczynków. To też widzimy jak ci pierwsi wyznawcy Pana Chrystusowi wraz ze chrztem przyjmowali najwyższe chrześcijańskie cnoty, od których ani męczarnie, ani obietnice czci i rozkoszy ziemskich, odwieść ich nie umiały. Po wtóre: owoce męstwa i siły niezłomnej w opieraniu się grzechom i najgwałtowniejszym pokusom. Jak bowiem owe dzikie zwierzęta nie poważyły się tknąć nawet ciał Świętych, tak i one też nie obrażą swym jadem duszy, w której pełna wiary, prawdziwa miłość Boża panuje.

A nas, którzyśmy tę Wiarę Świętą z mlekiem już wyssali, czy zawsze znajduje ona tak skorymi do dobrego, a tak bacznymi i mężnymi w opieraniu się temu, co złem być znamy?

 

 

 

 

 

 

 

 

© salveregina.pl 2023