Zachęta Św. Alfonsa Marii Liguori’ego o nabożeństwie do Matki Boskiej Bolesnej.

Źródło: Arka pociechy 1880

Kto pragnie żywe w sercu swoim przechowywać do Przenajświętszej Panny nabożeństwo, powinien często Jej Boleści rozpamiętywać. Nimi to bowiem pozyskała Ona te niezmierzone zasługi swoje przed Bogiem, które po Zasługach Męki Pańskiej są największym Skarbem Kościoła; przez nie stała się najpodobniejsza do Boskiego Syna Swojego i przez nie dostąpiła tytułu Współodkupicielki rodu ludzkiego, jak ją Ojcowie Święci nazywają.

Czytaj więcej

Święty Alfons Liguori, zachęcając dusze pobożne do nabożeństwa do Matki Bolesnej, przytacza dwa następujące objawienia. Jedno, w którym Pan Jezus tak przemówił do pewnej duszy Błogosławionej: „Drogimi są w oczach moich łzy wylane nad rozmyślaniem Męki Mojej; lecz tak kocham Matkę Moją, że gdy kto rzewnie rozpamiętywa Jej Boleści, jeszcze Mnie to więcej ujmuje“.

Drugie objawienie przytoczone przez tegoż Świętego jest następujące, a wyjęte z najpoważniejszych podań pierwszych wieków Chrześcijaństwa: Wkrótce po Wniebowzięciu Przenajświętszej Panny Święty Jan Ewangelista ujrzał Pana Jezusa i Matkę Bożą, proszącą Go o szczególne Łaski dla wszystkich mających nabożeństwo do Jej Siedmiu Boleści. Chrystus Pan zadość czyniąc Jej prośbie przyrzekł:

  1. Że ktokolwiek uciekać się będzie do Zasług Boleści Matki Bożej i przez nie prosić będzie o potrzebne Łaski, może być pewnym, iż nie umrze bez szczerej pokuty za grzechy.
  2. Że uwolnionym będzie od przerażenia i ucisków wewnętrznych, ostatniej godzinie życia zwykle towarzyszących.
  3. Że będzie miał Łaskę serdecznego nabożeństwa i do Męki Pańskiej i za to szczególną nagrodę otrzyma w niebie.
  4. Na koniec, że wszyscy pobożną cześć oddający boleściom Matki Przenajświętszej mieć Ją będą za swoją szczególną Panią i Władczynią, i że Marya nimi rozporządzać będzie według Najmiłościwszej Woli Swojej w sposób szczególniejszy.

Wyżej przytoczony Św. Alfons dodaje w końcu, że różne poważne dzieła liczne przytaczają przykłady i wypadki na stwierdzenie tego podania.

Duszo pobożna weź to do serca twego.

 

 

Uwaga o odpustach.

Źródło: Głos duszy 1881;

Odpusty. Podręcznik dla duchowieństwa i wiernych opr. X. Augustyn Arndt 1890r. 

Benedykt XIV, sławny i uczony papież, polecał Brewem d. 16 grudnia 1746r., bardzo gorąco rozmyślanie, i bardzo słusznie, mało bowiem jest ćwiczeń pobożnych, z których by Chrześcijanie mogli czerpać skuteczniejsze środki do zapewnienia sobie wytrwania i postępu w cnotach.

Czytaj więcej

„Dajcie mi kogoś, który co dzień choć kwadrans poświęca rozmyślaniu powiedziała Św. Teresa, a ja mu obiecuję Niebo“.

Odpusty:

1) Zupełny raz na miesiąc w dzień dowolnie obrany, jeśli kto przez miesiąc co dzień rozmyśla przez pół godziny lub przynajmniej przez kwadrans. Warunki: Spowiedź, Komunia Święta i modlitwa pobożna na zwyczajne intencje.

2) 7 lat i 7 kwadragen za każdy raz, gdy kto w kościele lub gdzieindziej, publicznie lub prywatnie, naucza innych o sposobie rozmyślania, albo gdy kto tej nauki słucha. Warunek: Spowiedź, Komunia Święta za każdym razem.

3) Odpust zupełny raz na miesiąc w dniu dowolnie obranym, gdy kto pilnie naucza, albo się dał pouczyć. Warunki: Spowiedź, ilekroć z sercem skruszonym przyjmą Komunię Świętą i modlitwa na zwyczajne intencje. (Benedykt XIV. Brew. dn. 16 grudnia 1746r.)

Wszystkie te odpusty można ofiarować za dusze wiernych zmarłych.

 

 

Pobożne ćwiczenie na cześć Matki Boskiej Bolesnej w Wielki Piątek i inne piątki roku.

Odpusty: 1) Odpust zupełny dla tych, którzy we Wielki Piątek w czasie od (około) godziny trzeciej po południu aż do godziny 11. rano w Wielką Sobotę zajmują się publicznie lub prywatnie przez godzinę albo przynajmniej przez pół godziny rozmyślaniem lub pobożnymi modlitwami, współbolejąc nad boleściami Najświętszej Panny po śmierci Zbawiciela. Odpust ten zyska się w dniu, w którym czyni się zadość obowiązkowi wielkanocnemu.

Czytaj więcej

2) Odpust 300 dni w każdym tygodniu, gdy kto podobne ćwiczenia odprawia przez godzinę lub pól godziny w czasie od 3. godziny po południu w piątek aż do rana niedzieli.

3) Odpust zupełny co miesiąc w jednym z ostatecznych dni dla tych, którzy w tydzień nabożeństwo to odprawiali.

Warunki: Spowiedź i Komunia Święta.

(Pius VII Reskr. Sekret. Memoryał. 24 25 lut. i 21 marca 1815, najprzód na 10 lat, potem Reskr. Św. Kongr. z 18 czerwca 1812 na zawsze).

 

 

WEZWANIE DO DUCHA ŚWIĘTEGO

V. Racz przyjść Duchu Święty i napełnić serca wiernych Twoich.

R. A ogień Miłości Twojej racz w nich zapalić.

V. Ześlij Ducha Twego, a będą stworzone.

R. A cała ziemia będzie odnowiona.

V. Módlmy się: Boże! Światłem Ducha Świętego serca wiernych nauczający, daj nam w Tymże Duchu poznawać co jest dobrem, i zawsze obfitować w pociechy Jego. Przez Pana naszego Jezusa Chrystusa, Który z Tobą i z Duchem Świętym żyje i króluje, Bóg w Trójcy Świętej Jedyny na wieki wieków.

R. Amen.

 

 

DZIEŃ 24.

 

 

CYKL I.

 

Ks. Józefa Raba TJ – Matka Bolesna

 

ROZWAŻANIE. MATKA BOLESNA MATKĄ POCIESZENIA.

 

 

 

 

Pan Jezus ukrzyżowany uczy nas różnych pocieszających prawd. Pierwsza z nich mówi, że cierpienie nie jest bynajmniej znakiem opuszczenia przez Pana Boga. Tak sądzili wprawdzie ludzie Starego Testamentu, ale oni nie patrzyli przecież na Ukrzyżowanego, który jest summą chrześcijańskiej mądrości. Chrystus Pan przemienił cierpienie – i to nie przez jakąś deklarację, ale przez czyn, przez swoją ofiarę na krzyżu. On jest Synem Umiłowanym, Który został ukrzyżowany i to samo odnosić się będzie zawsze do nas, bo my jesteśmy przecież Jego członkami. Jego Mistycznym Ciałem – Kościołem Świętym.

Gdyby zabrakło nam Chrystusa Pana pocieszającego, do kogóż byśmy poszli? Cóż mogą pomóc ludzie nawet i najlepsi? Sami mają dość własnego krzyża i nie starczy im sił, by pomóc innym ich krzyż dźwigać. Cyrenejczyk bardziej potrzebował Pana Jezusa, nie Pan Jezus Cyrenejczyka. Niewiasty jerozolimskie chciały pocieszyć Chrystusa Pana, ale to nie one Jego, tylko On je pocieszył.

Poznaj dalszą część rozważania

Kiedy Michał Anioł rozmyślał nad tymi sprawami w rozkwicie swego geniuszu, po tylu dziełach nieporównanych, po tylu triumfach, ale i zawodach, i gdy patrzył na swoje życie i drugich, tak napisał, a był to ostatni testament jego wielkiej duszy: „Teraz wiem, że wszystko jest próżne. Wiem, że sława jest próżna, próżnymi są pochwały ludzkie, a wszystko razem, co może dać ziemia, nie warte jest jednej łzy, która na mnie spadła z oczu Ukrzyżowanego”.

Bernard Shaw, znakomity kpiarz, dla którego nie było nienaruszonej powagi napisał kiedyś takie przedziwne słowa: „Nie jestem lepszym Chrześcijaninem od Piłata albo od Ciebie, Czytelniku; lecz podobnie jak Piłat wolę Chrystusa od Annasza i Kajfasza, a po sześćdziesięciu latach przyglądania się sprawom tego świata i naturze człowieka gotów jestem przyznać, że nie widzę żadnej innej drogi, która by mogła wyprowadzić świat z jego cierpień, poza tą, którą wskazał Chrystus”.

Pan Jezus jest najwyższym Pocieszycielem naszym. Droga Maryi, Jego i naszej Matki była drogą Pana Jezusa, drogą cierpienia, drogą krzyża. Nie darmo przepowiedział Jej Symeon: „A Serce Twoje przeszyje miecz boleści”. Wie zatem Matka Bolesna z własnego życiowego doświadczenia, co to cierń i nędza. Dlatego właśnie tak dobrze rozumie nasze łzy i jęki. A ponieważ po Panu Jezusie ma najlitościwsze Serce, przeto po Nim najwięcej z nami współczuje i pragnie nas pocieszać. Nikt przecież nie jest tak czuły na łzy dziecka jak matka. A Marya to najlepsza Matka nasza, Która nas zrodziła w niewysłowionych Boleściach pod krzyżem.

Jak długo Ona stoi pod naszym skromnym krzyżykiem, czujemy się jak dziecko na rękach matki, któremu podają przykre lekarstwo czy bolesny stosują zabieg chirurgiczny. Ufajmy Jej i łzy nasze przed Nią wylewajmy. Ona, albo oddali od nas ból, osuszy łzy, albo przyniesie ulgę, uprosi hart ducha.

Nie tylko dogłębna pociecha, ale i ratunek, wybawienie z kleszczy bólu bywa udziałem dziecka, szukającego w cierpieniu obecności swej Matki, Pocieszycielki. Ile ciężkich nieuleczalnych chorób opuściło swe nieszczęsne ofiary wskutek starań Matki Pocieszenia. Świadczą o tym dokumenty pisane i wota okrywające grotę w Lourdes, ściany Jasnogórskiej kaplicy, czy innych Maryjnych miejsc kultowych, z których każde na swój sposób głosi Dobroć, Potęgę i Miłosierdzie Maryi. Tysiące ludzi napływających poprzez wieki przed Cudowny Wizerunek Królowej Polski zostawiło tu góry swych trosk, dotkliwych cierpień ducha i ciała, odchodząc do domu z jasnym obliczem, na którym spoczął pocałunek Matki Pocieszycielki.

W Einsiedeln, słynnym Cudownym Wizerunkiem Matki Boskiej, jest olbrzymia sala, czy raczej kaplica, a nad nią napis: Bibliotheca Beatae Mariae Virginis, to znaczy na polskie: „Biblioteka Najświętszej Maryi Panny”.

Czytając te słowa zastanawiasz się, co to być może? Zapewne zbiór ksiąg, które od czasów pierwszych wieków Chrześcijaństwa, poprzez okres Ojców i Doktorów Kościoła Świętego, uczeni autorzy napisali o Bożej Matce, we wszystkich wiekach i narodach, i we wszystkich językach, prozą i poezją. O, jaki wspaniały byłby to zbiór! Jakże dobrze byłoby tam zamknąć się i martwym kartom wyrywać te perły, jakie w niepoliczonych księgach zostawił geniusz ludzki o Maryi!

Lecz, gdy podwoje tajemniczej komnaty otworzą się przed tobą, zdumienie cię ogarnie. Ani jednej nie znajdziesz tam księgi, ale niepoliczone mnóstwo wotów, świadczące o uzdrowieniach oczu, uszu, rąk, nóg, a prócz tego podpory przeróżnego kalectwa, proste kule i szczudła, czy wyszukane wiedzą lekarską protezy. Gdybyś chciał wynaleźć słowa do opisania tego arsenału nędzy człowieczej, to sądzę, że najstosowniejszymi były słowa: nie jakiegoś Świętego, nie nawet poety czy pisarza katolickiego, ale z żydostwa nawróconego poety protestanckiego Hainego:

„Tyle, o Maryo, przy Twoim Wizerunku widzę oczu, rąk i nóg, któreś uleczyła, ale najwięcej serc, serc i jeszcze raz serc! Snać one cierpią najboleśniej i Ty pocieszasz najskuteczniej?”

Na Wzór Matki Najświętszej Pocieszycielki pocieszajmy innych. Jakaż to śliczna rola podnosić drugich na duchu, wlewać w serca otuchę, dodawać sił do wytrwania w cierpieniu i poddania się nieznanym Wyrokom Bożym. Przy wszystkich cierpiących zatrzymajmy się z serdecznością i wielką miłością. Pokrzepiajmy ich przynajmniej jednym ciepłym życzliwym słowem i serdecznym uśmiechem. To są przecież żywe krzyże Chrystusowe. To są krzyże z Chrystusem Panem cierpiącym. Ukrzyżowanemu Panu Jezusowi nie możemy już dzisiaj bezpośrednio okazać serca i miłości. Dlatego według życzenia Chrystusa Pana przekazujemy Panu Bogu naszą wdzięczność poprzez uczynne, bezinteresowne miłosierdzie względem bliźnich. „Cokolwiek uczyniliście jednemu z tych najmniejszych, Mieście uczynili”.

Mamy zwyczaj uzewnętrzniania wdzięczności za Chrystusowe i Maryjne łaskawe spojrzenia w specjalnie ciężkich chwilach życia naszego. Niektórzy zawieszają wtedy przy ich Wizerunkach metalowe wota. Owe wota, jakie by one nie były, są zniszczalne. Najmilsze i najcenniejsze wotum dla Pana Boga stanowią nasze czyny ofiarne i wyrzeczenia na drodze krzyżowej bliźnich, we współżyciu rodzinnym i poza domowym. Nie ma wśród nas tak biednego duchem, który by nie miał co dać drugim. Każdego stać na dobre słowo i życzliwy uśmiech dla zmęczonych, smutnych i cierpiących. „A jako chcecie, aby wam ludzie czynili, tak i wy czyńcie” (Łuk. 6, 31). „Dałem wam Przykład, abyście jakom Ja uczynił, tak i wy czynili”. Amen.

 

 

CYKL II.

 

Źródło: Matka Bolesna wzór dla cierpiących wolne tłumaczenie dzieła O. Fabera Oratorianina pod tytułem: „U Stóp Krzyża” przez O. Prokopa Kapucyna, 1895r.

 

 

ROZWAŻANIE. Szósta Boleść. ZDJĘCIE Z KRZYŻA.

§. I. Szczegóły tej tajemnicy.

 

 

 

 

Zaćmienie słońca przeminęło już było, i dzień miał się ku schyłkowi. Krzyż zarysowywał się na tle widnokręgu coraz słabiej oświeconego zachodzącym słońcem. Wiekopomne wypadki zaszłe w dniu tym już się dokonały; tłum ludu rozszedł się, i na szczycie Kalwarii wielka zapanowała cisza. Widać już tam było tylko te kilka osób, które zajęły się były zdjęciem Pana Jezusa z krzyża, albo które przyniosły z miasta aromaty do namaszczania Jego Boskiego Ciała. Marya siedziała pod krzyżem, trzymając na kolanach nieżyjącego już Syna.

Matko Najdroższa! Czy Betlejem i dziecinne lata Pana Jezusa, kiedyś Go piastowała na Dziewiczym Łonie, nie przyszły Ci wtedy na myśl?… W boleściach ludzkich wielka zachodzi rozmaitość. Trudno porównywać je pomiędzy sobą, gdyż każda ma właściwe sobie cechy, a każda z tych cech swój właściwy nadmiar cierpienia, nie znajdujący się w innych. Stąd łatwo przydarzyć się może, że cierpienie wydające się samo w sobie lżejszym od innego, może w rzeczywistości być cięższym z powodu chwili, w której przypada, okoliczności mu towarzyszących, albo miejsca jakie zajmuje w kolei innych cierpień. I to właśnie zachodzi w szóstej Boleści Matki Przenajświętszej. Jest ona cierpieniem od ciosu już odebranego, już przeszłego i pod tym względem różni się od bolesnego wrażenia doznawanego, gdy przed jego nadejściem przewidujemy jakie nieszczęście, równie jak i od ucisku przygniatającego nas, gdy już się na nas zwaliło.

Poznaj dalszą część rozważania

Z własnego zaś doświadczenia, o tego rodzaju różnicy wątpić nie możemy. W samej już tej chwili, w której cierpimy, nie zdajemy sobie dostatecznie sprawy z wysileń, które wtedy czynimy. Cała istota nasza rozżywia się, dla stawienia czoła temu, co przetrwać nam przychodzi. Zdolności cierpienia, których dotąd aniśmy się w sobie domyślali, odkrywają się w nas nagle, a być nawet może, że wtedy otrzymujemy większy zasób pomocy nadprzyrodzonych, więcej Łaski, aniżeli otrzymamy to później. To też gdy ucisk zwolniał i gdy walka ukończona, czujemy wyniszczenie sił duchowych spowodowane boleścią. Umęczenie się, utrudzenie ducha, jak i wielkie utrudzenie ciała, nadchodzi, gdy już wszystko się skończyło i gdy walka ustała. W prawdzie wpadamy wówczas w rodzaj odrętwienia moralnego, lecz pomimo tego serce dotkliwiej zaczyna odczuwać zaszłe nieszczęście, wśród pozornej ciszy jaka po nim nastaje. Oddziaływanie zaś takowe objawia się w wielkim upadku sił moralnych, ledwie że nie trudniejszym do zniesienia jak samo nieszczęście, gdy się go doznało, a to nie tyle dlatego, żeby miało być samo w sobie większym od tamtego cierpieniem, jak raczej dlatego, że po nim następując natrafia na większe już wyczerpanie w nas zdolności cierpienia. Wreszcie przydarza się i to także, że z Miłosiernego Zrządzenia Opatrzności, nasze zwykłe obowiązki, albo nowo powstałe z doznanego ciosu, wymagają zwrócenia na nie najpilniejszej uwagi i wzięcia się do nich z całym zapałem. Lecz i to bywa trudnym do zniesienia, chociaż niekiedy nie dopuszcza naszemu cierpieniu dojścia do stopnia zbyt wielkiego. Rzadko też kiedy bardziej potrzebne jest wsparcie Łaski, jak w chwili, gdy powrócić nam wypada do zwykłych naszych obowiązków, po przerwie jaką w tym spowodowała boleść niezwykła. Wydaje się wtedy, że przychodzi nam jakby żyć na nowo, ale z utratą krzepkości duchowej, której w pewnej mierze, pozbawiło nas doznane nieszczęście. A nawet być może, że przybywa nam więcej pracy, gdy tymczasem mniej jak dotąd czujemy się zdolnymi do czynnego życia. Wyczerpały się w nas zdolności znoszenia cierpień, a w tejże chwili, w której gwałtowność ich przytłumiła się, nowe nastręczają się obowiązki, które już to dla ich różnicy z dawnymi, już że są z nimi w związku, na nowo roztwierają zaledwie gojące się rany. Jakże podołamy temu nowemu cierpieniu?

Prócz tego nadzwyczajne strapienie, chociażby nawet nie długo trwało, posiada, zdaje się szczególną moc zniszczenia wszelkich w nas nawykłości, przyzwyczajeń, oswojeń się. A wiemy, że rzeczy najtrudniejsze, stają się łatwymi, gdy w nich nabywamy wprawy. Po wielkim zaś zmartwieniu, wszystko wydaje się nam nowym i dziwnym. Dawną rzutkość postradaliśmy, i to, co przedtem przychodziło nam z łatwością, teraz utrudza nas bardzo. Tymczasem życie nasze w biegu swoim nie zatrzymuje się, i przywiązane do niego obowiązki domagają się ich dopełniania, jak w jakiej machinie martwej, lecz w nich puszczonej, w której każde kółko swoje obroty odbywać musi. Wystawieni też wtedy bywamy, na kto wie, czy nie cięższą jeszcze próbę jak w chwilach samego nieszczęścia.

I to było główną cechą tej szóstej Boleści Przenajświętszej Maryi Panny; taką to posiada ona właściwą sobie odrębność pomiędzy Jej innymi Boleściami. — Przypomnijmy sobie czym było dla Niej Ukrzyżowanie, jaką otchłań najsroższych dla Jej Serca Cierpień zawierało w sobie — i miarkujmy, co się z tym Jej Sercem dziać musiało, gdy to Jej nieszczęście nad nieszczęściami przeszło, i gdy Jej Przenajświętsza Dusza doznała tych wrażeń, jakie według powyższych uwag doznaje się po wielkiej boleści. Jakkolwiek szczytną stała się Jej Świętość, po przejściu przez tak ciężkie próby, to jednakże znajdzie w Niej jeszcze i tu nowa Boleść pole dla siebie, na którym ta Jej niezrównana Świętość, jeszcze się wyżej wzniesie, jeszcze większego nabędzie blasku.

Dusza Pana Jezusa rozłączając się z Jego Przenajświętszym Ciałem, przeszyła powłokę ziemi i zeszła do Otchłani. Przez czas ten Marya pozostawała pod krzyżem. Pojmowała w całej jej rozciągłości niedościgłą dla innych umysłów Tajemnicę Śmierci Boga-Człowieka. Dusza więc Pana Jezusa oddaliła się była od Maryi, lecz zostawało przy Niej Jego Przenajświętsze Ciało. W następującej siódmej Swojej Boleści i z Przenajświętszym Ciałem Syna będzie musiała się rozstać i wtedy dopiero rzeczywiście pozostanie Samą. Zwykle bowiem Pan Bóg nie od razu oddala się od duszy, gdy to czyni nie za karę, lecz dla jej ostatecznej próby. Żeby ją do tego przygotować, po szczególnych Łaskach i ściślejszym z Nią uczuciowym zjednoczeniu się, opuszcza ją jakby nieznacznie, powoli, jak woń z naczynia napełnionego pachnącym przedmiotem, która pozostaje w nim przez czas pewien, po wyjęciu z niego onego przedmiotu.

Marya modli się ciągle, i chociaż pozbawioną jest już Obecności przy Niej Duszy Pana Jezusa, Przenajświętszemu Ciału Jego, z Którym Bóstwo rozłączone nie było, oddaje cześć najgłębszą, połączoną z niewymowną boleścią matki, trzymającej na Swym Łonie martwe Przenajświętsze Ciało Syna.

Ukrzyżowanych nie sama męka rozpięcia na krzyżu spotykała. Był prócz tego barbarzyński zwyczaj łamania im kości, co dokonywano już to, żeby im więcej bólów zadać, już żeby ich śmierć przyspieszyć, gdyby za długo żywymi na krzyżu pozostawali. W tym więc celu, wraca na szczyt Kalwarii kilku katów, żeby ten okrutny przepis wykonać. Przychodzą z grubymi, żelaznymi maczugami, tak ciężkimi, żeby przez uderzenie nimi od razu połamać kości winowajców.

Marya była wtedy świadkiem jak domordowywano obu nieszczęsnych zbrodniarzy ukrzyżowanych obok Pana Jezusa. Słyszała łoskot gruchotanych ich kości i przejmujące jęki ich konania, a jeden z nich był pierworodnym synem Jej nowego dla ludzi Macierzyństwa, był pierworodnym dzieckiem Jej modlitw za grzesznikami. Lecz nie ma słów na wyrażenie, co się z Nią działo, gdy ujrzała oprawców, po załatwieniu się z łotrami, zbliżających się do krzyża Pana Jezusowego. W prawdzie zawieszone na nim Ciało, było już martwe, lecz pomimo tego nierozdzielnie z Bóstwem złączone, a przeto godne czci najgłębszej: a jaka się Panu Bogu tylko oddaje. Dotknąć Je bez uszanowania, byłoby już świętokradztwem wielkim; lecz gruchotać Jego członki, było zniewagą tak straszną, że myśl nad tym zatrzymać nie podobna. Jakiejże Boleści doznała Marya, gdy widziała, że się na to zanosi? Bo chociaż Życie z Ciała Jej Najdroższego Syna ustąpiło już było, lecz czy dla Matki martwe Ciało Dziecięcia mniej jest drogim jak nim było, gdy je życie krwią swoją ożywiało? Niech na to odpowie każde serce, które płakało nad zwłokami ukochanej istoty. Dla miłości, oczy śmiercią zawarte, mają smutny powab jakiego nie miały, gdy jaśniały życiem. Dla oka kochającego, bladość zamarłej ukochanej twarzy ma swoją właściwą piękność: dopatruje ono na tym obliczu zmarmurowanym ślady wszystkich dawnych lat krasy. Najwyższy spokój rozlany na tym Obliczu, ma dla niego urok szczególny. Te usta ściśnione, przemawiają w sposób im tylko właściwy i tylko sercem kochającego słyszany.

Otóż, jeśli takie wrażenie robią martwe zwłoki ukochanej istoty, w powszechności na każdym zgon jej opłakującym, czymże to być musiało dla Maryi, gdy patrzała na martwe Przenajświętsze Ciało Syna, a Syna, Który był i Jej Bogiem, i gdy sądzić mogła, że zbliżający się do Niego kaci, pastwić się nad Nim będą!

Nie wyrzekła do nich ani słowa, lecz to Jej milczenie głośno przemówiło w Niebie. Oprawcy przekonali się, że Pan Jezus nie żyje i nie podnieśli na Niego ręki. A to się stało, mówi Ewangelia Święta, żeby spełniło się Pismo mówiące: „Nie złamiecie ani jednej kości Jego”. Lecz było jeszcze inne zapowiedzenie Pisma Bożego, które spełnić się miało; powiedziano tam bowiem: „Ujrzą Tego, Którego przebodli”. I stanie się to, lecz z jakąż nową dla Matki Przenajświętszej Boleścią! Będzie to jednym z najostrzejszych meczów przepowiedzianych Jej przez Symeona.

Czy to dlatego, że wątpiono, aby Zbawiciel rzeczywiście już nie żył, czy też dla dogodzenia dzikiemu jakiemuś barbarzyństwu rozkiełzanego żołdactwa, jeden z nich przystąpił do krzyża i zatopił włócznię w prawym Boku Pana Jezusowym. Pchnięcie to przeszyło Ciało Pańskie tak głęboko, że aż po lewej stronie dosięgło Przenajsłodsze Serce. Z Rany tej wytrysnęła niezwłocznie Krew i Woda, której (jak niesie stare podanie), kilka kropel padło na Dobrego Łotra, jakby zewnętrzny znak Łask Chrztu i rozgrzeszenia, których już wpierw Łaską wewnętrzną był dostąpił.

Za długo byłoby mówić jakiej to Miłości Zbawiciela, ta Rana zadana Sercu Jego była symbolem i obrazem. Wielu Świętych wpadało w zachwycenie rozważając ten szczegół, będący jakby właściwym zakończeniem Męki Pańskiej. Włócznia Longinowa otworzyła w przeszytym Sercu Pana Jezusowym przytułek, ucieczkę, schronienie, dla wszystkich dusz zranionych, czy to Łaską szczerej skruchy po najcięższych grzechach, czy z jakichkolwiek powodów zaniepokojonych i strapionych. Tam znajdowały one i znajdują, pociechę w największych smutkach; tam wsparcie w nieszczęściach i wszelkich próbach, przez które spodoba się Panu Bogu przeprowadzać swoich wybranych. I tak było zawsze od onej chwili, w której to Serce Boskie dało przeszyć się z Miłości ku ludziom, a w tych, kto wie, czy nie ostatecznych czasach, w których żyjemy, ta to Tajemnica przeszycia Boku Pana Jezusowego, dała początek dwom nabożeństwom, bo i do Przenajdroższej Krwi Jego i do Najsłodszego Jego Serca. Wtedy bowiem okazało się, że Syn Boży do ostatniej kropli Krew Swoją za nas przelał i dopuścił przebicie Serca Swego na to, żeby nam wszystkie skarby w Nim zawarte tym lepiej objawić. — Lecz nam wypada tu zapatrywać się na to głównie jako na źródło nowej, a ciężkiej Boleści naszej Przenajdroższej Matki.

Przenieśmy się więc myślą na Kalwarię, na tę chwilę, gdy na Jej szczycie wznosił się krzyż Pana Jezusowy z Jego Przenajświętszym Ciałem już nieżyjącym. Przenajświętsze to Ciało rozpięte okrutnie na drzewcu krzyżowym, zziębnięte i zsiniałe, pokryte było plamami ciemnej krwi zaskrzepłej na ranach bez liczby prawie, pozadawanych Mu przy biczowaniu. Nie było wtedy na całej ziemi świętszego przedmiotu, godniejszego czci najgłębszej. — To też wokoło krzyża niezliczona liczba Aniołów cześć Mu oddawała.

Lecz podczas gdy Boskie to Ciało od niewidzialnych Duchów Niebieskich odbierało cześć Mu należną, było bezsilne, było pozbawione uroku życia, było to coś podobnego jak gdyby Przenajświętszy Sakrament Ołtarza wystawiony był w miejscu publicznym, bez tych obrzędów i uroczystości, które się dopełnia, gdy wiernym Bóg Utajony do czci się przedstawia. Ale co większa i wtedy Przenajświętsze Ciało Pana Jezusowe najrzeczywistszą Obecność Bóstwa w Sobie posiadające, było własnością tych nieszczęsnych bezbożników, którzy Go tylko co zamordowali, a więc wystawione na największe z ich strony zniewagi. W prawdzie kaci, którzy przed chwilą pogruchotali kości ukrzyżowanych obok Pana Jezusa, odeszli nie tykając Przenajświętszego Ciała, lecz jakąż zgrozą, jaką boleścią przeszyte zostało Serce Maryi, gdy w Jej Oczach włócznią okrutnego żołdaka przebity został Bok Pana Jezusowy.

Czytamy w objawieniach Świętej Brygidy, że Anioł powiedział jej, iż Boleść doznana wtedy przez Przenajświętszą Maryę Pannę była tak wielka, że gdyby nie Cudem zachowana została przy życiu, byłaby od niej umarła.

Ale otóż znowu jakieś grono z kilku osób złożone, widzi Marya wstępujące na Kalwarię i zbliżające się do krzyża. Czyż i ci przychodzą dla zadania jeszcze zniewagi Boskiemu Ciału? Nie; w prawdzie spowodują oni, mimo chęci, nową Jej Macierzyńskiego Serca Boleść, lecz nowej zniewagi nie wyrządzą Jej Najdroższemu Synowi. Byli to Józef z Arymatei i Nikodem z kilku swoimi sługami. Obaj byli uczniami Pana Jezusa, lecz ukrytymi, nie mając dotąd dość odwagi do wyznawania Go jawnie. Józef był jednym ze znakomitszych panów i człowiekiem sprawiedliwym jak go nazywa Ewangelia, gdyż i on oczekiwał Królestwa Bożego. Nikodem zaś, był mężem bardzo uczonym, i on to razu pewnego, a z obawy żydów w nocy, przyszedł był do Zbawiciela i objaśniony został o wielu Tajemnicach Świętej naszej Wiary. Józef udał się był do Piłata, do którego łatwy miał wstęp, jako jeden z najznakomitszych obywateli tego kraju i domagał się, aby mu dozwolono zabrać Przenajświętsze Ciało Pana Jezusowe, na co wielkorządca się zgodził. Wziął więc, jak się o tym dowiadujemy z Ewangelii Św. Mateusza, białe prześcieradło dla owinięcia w nie Przenajświętsze Ciało i zawezwał Nikodema, żeby razem z nim poszedł na Kalwarię. Nikodem zaś jak znowu o tym pisze Ewangelia Św. Jana, przyniósł około stu funtów maści, złożonej z mirry i aloesu.

Mając wtedy przy sobie kilku służących do pomocy, zbliżyli się oni do Przenajświętszej Maryi Panny z największym uszanowaniem; powiedzieli po co przybywają i poprosili o pozwolenie zdjęcia Przenajświętszego Ciała z krzyża. Marya odmówić im tego nie mogła; owszem jak najmilej tę ich usługę przyjęła, a oni, chociaż wiedzieli, że nowej Boleści dla Niej będzie powodem ten smutny obrzęd, przystąpili do Krzyża zabierając się do tego. Oparli o krzyż drabinę. Na nią wszedł najpierw Józef, a po nim Nikodem. Marya, mając obok Siebie Jana i Magdalenę, stała tuż przy krzyżu, pod nimi. Milczenie zapanowało najgłębsze, a znać było, że jakieś nadzwyczajne Łaski spływały z Boskiego Ciała na oddających Mu tę ostatnią usługę. Przejęci zostali rzewnym nabożeństwem, a stąd każde ich poruszenie odznaczało się przedziwnym namaszczeniem Ducha Świętego. Widać było po nich, że dokonywali czynność najwznioślejszą do jakiej dopuszczony być może człowiek, bo dotykać się mieli i poruszać ten najprawdziwszy Sakrament Obecności Boga w zmarłym Przenajświętszym Ciele Pana Jezusowym.

A tymczasem, gdy Marya na to patrzała, przypomniały się Jej dawne lata, a w nich i ten Józef, który miał także przywilej dotykania się Przenajświętszego Ciała Syna Bożego Wcielonego. I jemu to przynależałoby się najwłaściwiej i teraz zdejmować te Przenajświętsze Ciało z krzyża. Lecz on zażywał już wiecznego spoczynku. Dla Maryi było to i miło, że Boleści wtedy doznawanej nie podziela z Nią Przeczysty Jej Oblubieniec, lecz także i smuciło Ją, że nie On, na też ręce, które piastowały Pana Jezusa Dziecięciem zdejmuje Go z krzyża, zamęczonego na nim. Lecz postanowiono było w Wyrokach Boskich, że jeden Józef miał Go przytulać na swych rękach Dzieciątkiem, a inny Józef miał dać przytułek Jego Przenajświętszemu Ciału we własnym grobowcu; z rąk zaś i jednego i drugiego miał przechodzić Pan Jezus przez Ręce Maryi.

Lecz zwróćmy tu uwagę i na to, jak Łaska przemienia ludzi. Oto ci dwaj Uczniowie Pańscy, nie śmieli wyznawać Go otwarcie, kiedy żył i wśród nich przebywał; teraz zaś odważnie oddają Mu cześć jawną publicznie, podczas gdy wszyscy inni Uczniowie, a nawet, prócz Jana i Apostołowie zestrachani, pokryli się po różnych miejscach. Podanie niesie, że zawdzięczali oni tę Łaskę, swojemu szczególnemu zawsze przywiązaniu do Matki Przenajświętszej, i wielkiej czci jaką ku Niej byli przejęci, odkąd Ją bliżej poznali. Szczęśliwi! o! jakże to im tę oddaną Mu wtedy usługę i to przyjście niejako w pomoc strapionej Przenajświętszej Matce, sowicie płaci teraz Pan Jezus w Niebie.

Z największym uszanowaniem, ze świętym drżeniem, Józef, stanąwszy na najwyższym szczeblu drabiny, bierze w ręce koronę cierniową i jak najostrożniej podnosi z głowy, w którą wpiła się była. Wydobywają z włosów, w które była wplątana i nie śmiejąc ucałować, z oczami łez pełnymi, oddaje Nikodemowi. Ten, wręcza ją Janowi, a od niego dostaje ją Marya, Która wziąwszy w ręce te święte relikwie upadła na kolana, wpatrując się w nie z uczuciami, których żaden język ludzki wyrazić nie potrafi. Każdy z tych cierni krwią zbroczony, przemawiał jakby istota ożywiona do Serca Przenajświętszej Maryi Panny i zamieniał się jakby na miecz boleści w to Serce się wtłaczający. Katusze cierniowego koronowania Syna, powtórzyły się wtedy na Duszy Matki!

Następnie Józef zaczął wydobywać gwoździe, usiłując tak tego dopełnić, żeby ile możności nie rozdzierać Ran Rąk i Nóg przytwierdzonych nimi do ramion krzyża. Przychodziło mu to z taką trudnością, że jak to mieli sobie objawionym niektórzy Święci, Aniołowie mu w tym dopomagali. Każdy gwóźdź, w miarę jak go wydobywano, oddawano Maryi; a Ona go skrapiała łzami i w milczeniu oddawała cześć najgłębszą Krwi Przenajświętszej, którą każdy z tych narzędzi Męki Jej Syna był zbroczony. A jaka Boleść towarzyszyła tym Jej aktom uwielbienia, tego nigdy pojąć nie będziemy w możności.

Ale nadchodziła jeszcze uroczystsza chwila, a więc i jeszcze cięższa Boleść dla naszej Matki najdroższej.

Odjęto nareszcie Przenajświętsze Ciało od krzyża. Tłumy Aniołów skupiły się tam wtedy, i w świętym zachwyceniu otaczając Boskie Ciało zamęczone za ludzi, niewidzialnie dopomagały złożyć Je powoli, ostrożnie i z pobożnym drżeniem na to samo Dziewicze Łono, z którego na świat wyszło. Marya klęczy pod samym krzyżem, a już Jej Ręce mają na sobie Krew, którą zafarbowały je gwoździe. Rozpościera białe prześcieradło przyniesione przez Józefa i unosi je w rękach w górę, żeby na nie przyjąć Swego Syna marnotrawnego, który wraca do Niej ale jakimże wraca? Bo czyż nie był On dla Niej jakby synem marnotrawnym? Czyż nie opuścił z własnej woli dom macierzyński? Czyż nie rozłączył się z Matką, żeby udać się w najdzikszą krainę jaka kiedy była na świecie, bo pomiędzy ludzi, którzy najokrutniej zamordować Go mieli? Czyż nie roztrwonił On wszystkich dóbr Swoich, żeby nimi wzbogacić świat cały? Czyż nie roztrwonił wszystkiej Krwi Swojej do ostatniej kropli, a Życia do ostatniego tchnienia oddanego na krzyżu? I nie dość na tym, czyż nie roztrwonił niejako i Bóstwa Swego, wydając Je na najcięższe obelgi, zniewagi i bluźnienia? A po tym wszystkim, a za to wszystko, jakimże wraca do Matki? Jakim oddają Go Jej ciż ludzie, za których się na to wszystko poświęcił? W jakim stanie przyjmują Go teraz Jej Ręce, jak przyjmowały ręce ojca Ewangelicznego syna marnotrawnego wracającego do niego.

Spuszczają wtedy Przenajświętsze Ciało; lecz czy Marya ciężar ten będzie mogła utrzymać, a ciężar podwójny, bo i Przenajświętsze Ciało martwe Syna i strasznej Boleści zalewającej Serce Matki w takiej chwili i przy takim dźwiganiu? Wytrzyma Ona to wszystko, bo jak granic niejako nie ma to, co Jej wycierpieć wtedy przychodzi, tak granic nie ma Jej męstwo, Jej cierpliwość, Jej niezachwiana w cierpieniu wytrwałość.

I już wtedy Józef i Nikodem zeszli na najniższe stopnie drabiny, znosząc skarb nad skarby, który zazdrości im w tej chwili Niebo całe, i mają złożyć Pana Jezusa na Ręce Maryi. A Ona przypomina sobie, jak niegdyś zstępował na Nią Duch Święty, toż Ciało Boskie mający ukształtować w Jej Dziewiczym Łonie, i widzi, że jak wtedy Moc Boża Cieniem Swoim Ją pokryła była, a Moc Najwyższego ocieni Cię, tak teraz Miłość najwyższa w taki przedziwny sposób rzuca na Nią cienie najsroższej Boleści.

Nareszcie Józef i Nikodem zeszli z drabiny; Jan podtrzymuje Głowę Przenajświętszą, a Magdalena Stopy, bo przy Nich od dawna znane jej miejsce, i te ona teraz na wieki zajmuje w Niebie. Na krótką chwilę Marya pochyla się do ziemi dla oddania czci Ciału Pańskiemu, a z niewymownym smutkiem, z jakim Pan Jezus w Ogrójcu padał Twarzą na ziemię, — i bierze Boskie Ciało na Ręce. A więc Dzieciątko Betlejemskie, znowu na Łonie Matki, ale jakim-że Ono teraz, w porównaniu z tym czym było dawniej? Jakim-że Jej oddali Go ludzie, za których zbawienie Go wydała? Przez parę chwil Marya, mając już na Ręku Ciało, pozostaje klęcząc, a przez czas ten, Jan, Magdalena, Józef, Nikodem, ich słudzy i kilka pobożnych niewiast nie odstępujących Matki Przenajświętszej, cześć najgłębszą oddają Barankowi Bożemu zabitemu na zgładzenie grzechów całego świata. Potem za pomocą Jana i Magdaleny, Przenajświętsza Matka powstaje i usiada na kamieniu blisko tam będącym, trzymając Ciało Pańskie na kolanach.

Z uczuciem niewymownej tkliwości, rozgarnia najtroskliwiej włosy na Boskie Oblicze spadające, lecz Krwi, którą i one są sklejone, i która i na Twarzy przyschła, nie obmywa. Niezadługo bowiem wszystka Krew ta i w Ogrójcu przy krwawej modlitwie, i przy całej Męce Pańskiej, i na drodze krzyżowej, i na krzyżu wylana, — wróci do żył Swoich rękami Aniołów wszędzie zebrana. Nie ruszając więc Krwi Przenajdroższej, Marya każdą Ranę na Przenajświętszym Ciele Pana Jezusowym, czy to zadaną biczowaniem, czy ukłuciami cierni, zaopatruje i przymyka maścią balsamiczną, złożoną z mirry i aloesu przyniesionych przez Nikodema. Nie było najmniejszej Blizny na Przenajświętszym Ciele Jej Syna, ani najlżejszego zadraśnięcia, które nie stałoby się wtedy powodem coraz to nowej Boleści dla Maryi i coraz to silniejszą pobudką do rozmiłowania się w Jej Panu Bogu, tak z Miłości ku ludziom niemiłosiernie skatowanemu. Przenajświętsze Ciało Pana Jezusowe trzymane na kolanach Maryi, było dla Niej jakby Boską Ręką skreślonym zarysem, jakby odfotografowaniem całej Męki Pańskiej, a w niej planem całej sprawy zbawienia świata, jakby Krwią Pana Jezusową odmalowanym. Ale czym to wszystko było dla Jej Serca Macierzyńskiego, któż wyobrazić sobie potrafi? W żadnej z innych Boleści Swoich Matka Przenajświętsza nie była zmuszoną silniej nad Sobą panować, żeby w ciągu tak rozdzierającego Serce Matki zajęcia, żadnym nie tylko słowem, ale ani byle trochę mniej spokojnym poruszeniem, nie dać wylać się na zewnątrz morzu goryczy zalewającemu Jej Duszę.

Lecz w ciągu tej szóstej Boleści zaszedł szczegół przechowany pobożnym podaniem, a powtórzony przez samą Matkę Przenajświętszą Świętej Brygidzie, w jednym z objawień jakie ta wielka służebnica Pańska miała. Gdy trzymała na kolanach martwe Przenajświętsze Ciało Pana Jezusowe, i już zabierała się do owinięcia Je w prześcieradło, w którym miało być zaniesione do grobu, — kiedy przyszło do złożenia Rąk roztwartych tak jak były na krzyżu, z trudnością dało się to dopełnić. Nad którym to szczegółem rozmyślając niektórzy Święci, zrobili następującą uwagę. Pan Jezus dlatego chciał, aby Ręce i Ramiona Jego jak najdłużej rozwarte pozostawały, żeby przez to okazać jak pragnie, aby się w te Jego Ręce i Ramiona wszyscy rzucili i ciągle wrzucali, żeby nikt od tego, a tak przecudownie miłościwego wzywania nigdy się nie uchylał. Gdy zaś po zdjęciu z krzyża, znajdował się na Rękach Maryi, czyż mógł wtedy zamykając Ramiona, osłabić, i jakby zatrzeć ten znak, ten symbol Swego Nieograniczonego Miłosierdzia, kiedy to właśnie przez Ręce Maryi, wszystkie Jego Miłosierdzia spływać odtąd miały na ludzi? To też zrozumiała to Ona, i gdy przyszło do owinięcia Przenajświętszego Ciała Pana Jezusowego w prześcieradło. Sama Go tam umieściła, chustką, według zwyczaju izraelskiego, owiązała Głowę i ułożyła Stopy. Lecz gdy trzeba było i Ramiona roztwarte stulić, innym to zwierzyła, i dopiero potem własnymi Rękoma Przenajświętsze Zwłoki owinęła prześcieradłem.

I otóż przychodzi Maryi już ostatnie rzucić spojrzenie na to Oblicze zamarłe. A czymże to jest dla matek takie ostatnie popatrzenie na dziecko? Jest to pożegnanie, z którego smutkiem żaden inny smutek porównać się nie może. W takim ostatnim zatrzymaniu wzroku matki nad mającym być złożonym do grobu dziecięciem, całe jej serce jakby w to spojrzenie przechodzi i już nigdy się nie odwróci. Czymże takie ostatnie spojrzenie na Pana Jezusa, być musiało dla Maryi? Jeśli są Aniołowie, którym zwierzona piecza szczególna nad duszami wielkim smutkiem dotkniętymi, pewnie ani cięższego, ani głębszego świadkami oni nie byli i nie będą nigdy. Na koniec cały ten smutny obrzęd już dokonany i Ręce Maryi zwinęły ostatni fałd prześcieradła szczelnie okrywającego całe Boskie Ciało Jej Syna! Własne więc Jej Ręce jakby przygasiły światło, które Jej przez całe Życie przyświecało! Dla Niej prawdziwym zaćmieniem było nie to, które towarzyszyło Konaniu Pana Jezusa, lecz to zupełne już zniknięcie Jego z Jej Macierzyńskich Oczu.

 

 

 

UCZCZENIE MATKI BOSKIEJ BOLESNEJ.

 

 

Uczcijmy Siedem Boleści Najświętszej Maryi Panny modlitwą Św. Bonawentury oraz Koronką i Litanią do Matki Boskiej Bolesnej:

 

 

Koronka do Siedmiu Boleści Matki Boskiej.

Źródło: Arka pociechy 1880

V. Boże! wejrzyj ku wspomożeniu mojemu.

R. Panie! pośpiesz ku ratunkowi mojemu.

V. Chwała Ojcu i Synowi, i Duchowi Świętemu.

R. Jak była na początku, teraz i zawsze, i na wieki wieków. Amen.

 

  1. Użalam się nad Tobą, O Matko najboleśniejsza, dla tego smutku, który ogarnął Serce Twe najczulsze w chwili proroctwa Świętego Starca Symeona. O Matko najmilsza! przez Serce Twoje tak zasmucone, uproś mi cnotę pokory i dar Świętej Bojaźni Bożej.

 

Ave Maria Doloribus plena, Crucifixus tecum, lacrimabilis tu in mulieribus et lacrimabilis Fructus Ventris Tui, Iesus.

— Sancta Maria, Mater Crucifixi lacrimas impertire nobis crucifixoribus Filii Tui, nunc et in hora mortis nostrae. Amen.

Zdrowaś Maryo, Boleści pełna, ukrzyżowany z Tobą, najboleśniejsza między niewiastami i bolesny Owoc Żywota Twojego, Jezus.

— Święta Maryo, Matko Ukrzyżowanego, módl się za nami krzyżującymi Syna Twojego, i wyjednaj nam łzy pokuty teraz i w godzinę śmierci naszej naszej. Amen.

100 dni odpustu za każdy raz pozwolił Pius IX dnia 23 Grudnia 1847r.

 

  1. Użalam się nad Tobą, o Matko najboleśniejsza, dla tej trwogi, która przejmowała Twe Serce najtkiwsze w ucieczce do Egiptu i w czasie Twego tam pobytu. O Maryo najmilsza! przez Serce Twoje tak zatrwożone uproś mi litość względem ubogich i dar pobożności.

Zdrowaś Marya.

  1. Użalam się nad Tobą, o Maryjo najboleśniejsza, dla tej tęsknoty, w jaką popadło Twe najtroskliwsze Serce czasu zgubienia drogiego Jezusa Twojego. O Matko najmilsza! przez Serce Twoje taką tęsknotą ściśnione, uproś mi cnotę czystości i dar umiejętności.

Zdrowaś Marya.

  1. Użalam się nad Tobą, o Matko najboleśniejsza, dla tej boleści, którą jęknęło Macierzyńskie Serce Twoje w spotkaniu Jezusa Krzyż dźwigającego. O Matko najmilsza! przez Serce Twoje tak pełne miłości a tak rozbolałe, uproś mi cnotę cierpliwości i dar mocy.

Zdrowaś Marya.

  1. Użalam się nad Tobą, o Matko najboleśniejsza, dla tego męczeństwa, którego doznało mężne Serce Twoje patrząc na konanie ukochanego Syna Twego. O Matko najmilsza! przez Serce Twoje tak współ umęczone, uproś mi cnotę wstrzemięźliwości i dar dobrej rady.

Zdrowaś Marya.

  1. Użalam się nad Tobą, o Matko najboleśniejsza, dla tej Rany, które litościwemu Sercu Twemu zadało uderzenie włócznią w Serce Syna Twego. O Matko najmilsza! przez Serce Twoje tak okrutnie przeszyte uproś mi cnotę miłości bliźniego i dar rozumu.

Zdrowaś Marya.

  1. Użalam się nad Tobą, o Matko najboleśniejsza, dla tego ostatniego ciosu, który wytrzymało Serce Twe najmiłosierniejsze w chwili pogrzebu Jezusa Syna Twego. O Matko najmilsza! przez Serce Twoje tą ostatnią boleścią do szczętu złamane, uproś mi cnotę pilności i dar mądrości.

Zdrowaś Marya.

 

 

Litania o Siedmiu Boleściach Najświętszej Maryi Panny

Źródło: Wianek różany 1853

 

Kyrie elejson! Chryste elejson! Kyrie elejson!

Chryste, usłysz nas! Chryste, wysłuchaj nas!

Ojcze z Nieba Boże, zmiłuj się nad nami!

Synu Odkupicielu świata, Boże,

Duchu Święty Boże,

Święta Trójco Jedyny Boże,

Święta Maryo, Matko Bolesna, módl się za nami!

Święta Maryo, Któraś nie znalazła miejsca w gospodzie,

Święta Maryo, Któraś zmuszona była szukać przytułku w stajence,

Święta Maryo, Któraś Twego Pierworodnego w żłóbku złożyła,

Święta Maryo, Któraś krwawemu Obrzezaniu Syna Twojego obecną była,

Święta Maryo, Której powiedziano, że Syn Twój położon jest na znak, któremu sprzeciwiać się będą,

Święta Maryo, Której wyprorokowano, że duszę Twą własną miecz boleści przeszyje,

Święta Maryo, Któraś z Synem do Egiptu uchodzić musiała,

Święta Maryo, Któraś rzezią niewiniątek przerażoną była,

Święta Maryo, Któraś dwunastoletniego Syna Twego w Jeruzalem zgubionego przez trzy dni żałośnie szukała,

Święta Maryo, Któraś ciągle na nienawiść żydów ku Synowi Twemu patrzała,

Święta Maryo, Któraś Męki i Śmierci Syna Twojego obraz bezustannie w sercu nosiła,

Święta Maryo, Któraś w dniu Ostatniej Wieczerzy Syna do Jeruzalem na Mękę idącego ze smutkiem pożegnała,

Święta Maryo, Któraś Mękę Ogrójcową i krwawy pot Syna Twojego na modlitwie wylany, Sercem Matki przeczuwała,

Święta Maryo, Któraś o Synu przez Judasza zdradzonym, a powrozami skrępowanym, z Ogrójca wiedzionym wieść odebrała,

Święta Maryo, Któraś Syna jakoby złoczyńcę przed sąd kapłanów stawionego widziała, Któraś na Syna fałszywych świadków zeznania słuchała,

Święta Maryo, Któraś okrutny policzek przez Najdroższego Syna Twojego odebrany na Sercu uczuła,

Święta Maryo, Któraś obelgi od żydów i żołnierzy na Syna Twego bezbożnie miotane słyszała,

Święta Maryo, Któraś Syna biczami sieczonego i cierniem koronowanego ujrzała,

Święta Maryo, Któraś bezbożny, a haniebny wyrok śmierci na Syna Twego wydany słyszała,

Święta Maryo, Któraś Syna Twego Krzyż niosącego spotkała,

Święta Maryo, Któraś łoskotu przybijania gwoźdźmi Rąk i Nóg Syna Twojego słuchała,

Święta Maryo, Któraś ostatnie słowa Syna Twojego na Krzyżu do Serca przyjmowała,

Święta Maryo, Któraś konaniu Syna Twojego obecną była,

Święta Maryo, Któraś zmarłe Ciało Syna Twojego z Krzyża zdjęte na Macierzyńskie Łono Swoje przyjęła,

Święta Maryo, Któraś od grobu Syna Twojego cała zbolała do domu wracała,

Święta Maryo, Królowo Męczenników,

Święta Maryo, Zwierciadło wszystkich utrapień,

Święta Maryo, Morze goryczy,

Święta Maryo, Opiekunko bolejących,

Święta Maryo, Wspomożycielko stroskanych,

Święta Maryo, najszczodrobliwsza Pocieszycielko chorobą złożonych,

Święta Maryo, Mocy najpotężniejsza słabych,

Święta Maryo, pewna Ucieczko grzeszników,

Przez okrutną mękę i śmierć Syna Twojego, wybaw nas, o Królowo Męczenników.

Przez najcięższe Boleści Serca Twojego,

Przez największe smutki i utrapienia Twoje,

Przez straszne uciski Twoje,

Przez łzy i łkania Twoje,

Przez wszystkie Macierzyńskie współubolewania Twoje,

Przez przemożne Pośrednictwo Twoje,

Od niepomiarkowanego smutku,  Zachowaj nas, o Matko Najboleśniejsza.

Od upadku na duchu,

Od trwożliwego umysłu,

Od niechętnego znoszenia wszelkich cierpień,

Od rozpaczy i braku nadziei w Miłosierdziu Bożym,

Od wszelkiej okazji i niebezpieczeństwa zgrzeszenia,

Od sideł szatańskich,

Od zatwardziałości serca,

Od ostatecznej niepokuty,

Od nagłej i niespodziewanej śmierci,

Od potępienia wiecznego,

My grzeszni Ciebie prosimy, wysłuchaj nas, Matko!

Abyś nas w wierze prawdziwej, nadziei i miłości Świętej Opieką Twoją utrzymywać raczyła, Ciebie prosimy, wysłuchaj nas, Matko.

Abyś nam u Syna Twojego za grzechy nasze doskonałą skruchę i pokutę wyjednać raczyła,

Abyś wzywającym Cię, pociechę i ratunek Twój udzielać raczyła,

Abyś nas w chwili konania wspierać najszczególniej raczyła,

Abyś nam w stanie łaski zejście ze świata tego wyjednać raczyła,

O Matko Boska, pełna Łaski, Ciebie prosimy, wysłuchaj nas.

Matko najboleśniejsza, Ciebie błagamy, zmiłuj się nad nami.

Baranku Boży, któryś wobec Matki Twojej przez trzy godziny na Krzyżu wisiał przez boleści tejże Matki Twojej w ten czas doznane, przepuść nam Panie.

Baranku Boży, któryś wobec Matki Twojej Bogu Ojcu Ducha oddał, przez boleści tejże Matki Twojej w ten czas doznane, wysłuchaj nas Panie.

Baranku Boży, któryś wobec Matki Twojej z Krzyża nieżywy zdjęty, na Jej Łono złożony został, przez boleści tejże Matki Twojej w ten czas doznane, zmiłuj się nad nami!

Chryste, usłysz nas! Chryste, wysłuchaj nas!

Kyrie elejson! Chryste elejson! Kyrie elejson!

Ojcze nasz… Zdrowaś Marya… Chwała Ojcu…

V. Módl się za nami Matko najboleśniejsza.

R. Teraz i w godzinę śmierci naszej.

V. Panie! wysłuchaj modlitwy nasze.

R. A wołanie nasze niech do Ciebie przyjdzie.

V. Módlmy się: Niech raczy wstawić się za nami, prosimy Panie Jezu Chryste, teraz i w godzinę śmierci naszej do miłosierdzia Twojego, Błogosławiona Marya Panna, Matka Twoja, której Przenajświętszą Duszę w chwili Męki i Śmierci Twojej miecz boleści przeszył. Przez Ciebie Jezu Chryste, Zbawco świata, który z Ojcem i Duchem Świętym żyjesz i królujesz, Bóg po wszystkie wieki wieków.

R. Amen.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

© salveregina.pl 2024