Św. Dominik

 

 

Źródło: Nowenna ku czci Św. O. Dominika, Założyciela Zakonu Kaznodziejskiego 1928r.

 

 

 

 

Nowenna rozpoczyna się od dnia 26 Lipca.

 

 

 

WEZWANIE DUCHA ŚWIĘTEGO.

Przyjdź Duchu Święty, napełnij serca Twych wiernych i zapal w nich ogień Miłości Twojej.

V. Ześlij Ducha Twego, a będą stworzone.

R. I odnowisz oblicze ziemi.

V. Módlmy się. Boże, Któryś serca wiernych światłem Ducha Świętego oświecić raczył, daj nam w tym Duchu znać co dobre i pociechą Jego zawsze się weselić. Przez Chrystusa Pana naszego.

R. Amen.

 

 

DNI NOWENNY:

 

 

DZIEŃ PIERWSZY (26 Lipca).

 

 

I. ROZWAŻANIE.

O wierze Św. Ojca Dominika.

 

Nasz Błogosławiony Ojciec, Św. Dominik, który według wyrażenia Św. Teresy był cherubinem mistycznym Kościoła Świętego (*), posiadał w całej doskonałości wiarę, pierwszą z cnót teologicznych i podstawę naszego zbawienia. Pan Bóg wylał na niego strumienie światła odnoszące się do prawd naszej świętej wiary tak jasne, że nie tylko sam też Prawdy poznawał i wierzył w nie mocno, ale nadto w swoich rozmowach i kazaniach umiał zręcznie przelewać takowe w drugich. Wierni wzruszeni nie mogli się oprzeć jego pociągającemu, silnemu zapałowi, a heretyków więcej niż pięćdziesiąt tysięcy z uszanowaniem poddało się pod słodkie i lekkie jarzmo wiary katolickiej.

Zdumieni taką ognistą gorliwością nowego apostoła, przeciwnicy jego mówili o nim: Niepodobną jest rzeczą, żeby taki człowiek nie był powołany do życia i postawiony między nas dlaczego innego, jak tylko, aby nas obznajmił z prawdziwą nauką” (Bł. Jordan Saksoński. Żywot św. Dominika).

Oto skutek tej promienistej wiary wewnętrznej objawionej niegdyś przy chrzcie, Dominika dziwnym znakiem. Jego chrzestna matka widziała we śnie na czole ochrzczonego gwiazdę promienistą. Niejaki ślad pozostał odtąd na twarzy Dominika, widziano, że pewna światłość wytryskała z jego czoła, która pociągała ku niemu serca tych, co na niego spoglądali” (Żywot Św. Dominika).

Oby jasna gwiazda wiary świeciła w duszach naszych!

Starajmy się naśladować naszego świętego Patryarchę, o ile tylko możemy w cnocie wiary tak potrzebnej; rozważajmy dobrze i wierzmy, że Bóg napełnia wszystko swoją niezmiernością i nigdy się od nas nie oddala.
Tak jest, w nim żyjemy. A bł. Ojciec mawiał: „Jako ptaszki wszędzie, gdzie lecą, napotykają powietrze, tak i my gdziekolwiek bądź idziemy, znajdujemy Boga obecnego” (Bł. Jordan Saks). Szczególnie obecnym jest w naszym sercu.

O duszo moja! co to za pocieszająca myśl! mieć Boga w swoim sercu. Mamy prawo wołać z Królem Dawidem: Boże serca mego! Co za śmiałość wypędzać Go z serca, dopuszczając się grzechu? Usiłujmy przypominać sobie często, że Oko Pańskie zwrócone na nas, szczególnie w świątyni, gdy się oddajemy rozmyślaniu, lub gdy kusiciel chce nas podejść. Kładąc dziś rękę na sercu, dziękujmy Bogu z miłością za dar nieoceniony wiary i zapewnijmy Go, że chcemy ją wyznawać aż do śmierci. Tak, mój Boże! w dniu dzisiejszym składam Ci moją wdzięczność za Twoje Dobrodziejstwa. Jeśli łaska Twoja nieoceniona zamieszka w przybytku serca mego ubogiego, a niestety! tak niegodnego, — niewdzięczność moja przez grzech z niego Cię nie wydali.

Modlitwa.

Święty Dominiku, błagam Cię, wyjednaj mi wiarę nieograniczoną, abym wierząc we wszystkie Prawdy, jakie mi podaje, pracował stosownie do tej Wiary, którą wyznaję, a przy śmierci otrzymał nagrodę tejże Wiary, to jest, zbawienie duszy mojej. Amen.

 

 

*) Św. Teresa miała szczególną miłość ku Św. Dominikowi. Między Zakonem Karmelitańskim a Zakonem Braci Kaznodziei jest wielkie zbliżenie. Ustawy ich są prawie te same. Nie dziwujmy się temu, Konstytucje OO. Karmelitów i SS. Karmelitanek ułożone są przez dwóch Dominikanów na rozkaz Najwyższego Pasterza. (Zob. Manuel NJ. O. Pradla).

 

 

 

DZIEŃ DRUGI (27 Lipca).

 

 

I. ROZWAŻANIE.

O Nadziei Św. Ojca Dominika.

 

W całym swoim życiu Św. Dominik nie miał innego celu, tylko szczęśliwość wieczną, ten nasz jedyny koniec. Nadzieja dostąpienia takowej przez Zasługi Jezusa Chrystusa ożywiała go ustawicznie w jego pracach apostolskich. „Wszystko, co nie służy ku wieczności, mawiał on, próżnością jest. Gdy słyszą apostoła zapewniającego nas o wierności Pana w obietnicach swoich, dodawał, odwaga moja podtrzymana nadzieją wznosi się ponad wszystkie burze” (Bł. Jordan Saks).

A myśli jego odbijały się w jego sprawach. Cóż mogło być rozpaczliwszego, jak stan Religii w r. 1205 w Languedocji? Książę był heretykiem, duchowieństwo utraciło poważanie publiczne, wierni katolicy bardzo nieliczni stracili serce, zwątpili. Dominik przybywa pełen ufności w Bogu, podnosi serca zwątpione, zawstydza heretyków, wlewa nadzieję, która przepełnia jego serce, w dusze chwiejne i lękliwe.

Podziwiaj prostotę tej niezachwianej nadziei. Nasz św. Ojciec przyszedł jednego dnia do klasztoru Św. Syksta w Rzymie. Zapytał się Siostry kołowej, jak się mają siostry: Teodora, Tedrama i Nymfa — otrzymawszy odpowiedź, że mają gorączkę, powiedział kołowej: „Idź i oświadcz ode mnie, żeby nie miały więcej gorączki” (Opowiadanie S. Cecylii). Kołowa poszła, powiedziała i siostry chore wyzdrowiały.

Pan Bóg dla okazania Św. Dominikowi, jak mu miłą była ta jego ufność nieograniczona, posyłał często Aniołów ku jego pomocy. Jednego wieczora nasz św. Ojciec zabawił się w tym samym klasztorze Św. Syksta prawie do północy. „Teraz, powiedział on, Pan żąda, abym szedł do Św. Sabiny”. Ale Bracia i Siostry usiłowali powstrzymać go, mówiąc: „Ojcze Święty, prawie już północ jest, nie godzi się, żebyś teraz odchodził”. „Nie, odpowiedział, Pan chce koniecznie, żebym odszedł, pośle Swego Anioła z nami”. Wziąwszy za towarzysza brata Tankreda, przeora braci i brata Odona, przeora sióstr, udał się w drogę. A oto u furty stawił im się młody człowiek wielkiej piękności, z kijem w ręku, jakby w pogotowiu do podróży. Św. Dominik kazał swoim towarzyszom iść przed sobą; młody człowiek szedł na czele, i tak przyszli do drzwi kościoła Św. Sabiny, które zastali zamknięte. Młody człowiek otworzył je, potem zamknął za nimi i zniknął.

„Ojcze św., zawołał brat Tankred, kto jest ten młody człowiek?“ „Synu mój, odpowiedział Dominik, to jest anioł, posłany od Pana, w którym położyłem moją ufność” (Opowiadanie S. Cecylii).

Ileż to innych rozrzewniających wypadków moglibyśmy przytoczyć. Święty Dominik słusznie mógł mówić: Panie w Tobie zawsze ufałem i nie byłem zawstydzonym. Niech mi na wszystkim zbywa, bylebyś Ty mnie nie opuścił; z doświadczenia wiem, że wiele zyskuje ten, który w Tobie samym całą swoją ufność pokłada. Tak mocno przywiązanego do tej kotwicy zbawienia, ani utrapienia, ani troski, ani przeciwności nie potrafiłyby powstrzymać w jego zapędzie. Niechżeż i z nami tak będzie. Amen.

Modlitwa.

Zbytnie zamiłowanie bogactw, honorów i rozkoszy tego życia, przyprowadza wielką liczbę ludzi o utratę wiecznej szczęśliwości w Niebie. O Św. Ojcze Dominiku, racz nas napełnić miłością dóbr wiecznych i wzgardą próżnych i przemijających rzeczy tej ziemi. Wyjednaj nam też mocną nadzieję, która by nas nauczyła posługiwać się dobrami doczesnymi do otrzymania dóbr nieskończonych. Amen.

 

 

 

DZIEŃ TRZECI (28 Lipca).

 

 

I. ROZWAŻANIE.

O miłości Św. Ojca Dominika względem Boga.

 

O! jak podziwienia godnym był nasz Św. Patryarcha w miłości ku Panu Bogu. Według anielskiego Doktora Św. Tomasza, ta miłość, która nas, przechodniów tej ziemi ożywia; wzrasta i pomnaża się w miarę, jak się rzucamy w samo ognisko tejże miłości, to jest w Jezusa; ile stopni wzniesiemy się w tym mistycznym wstępowaniu, tyle iskier ognistych zapala się w naszej duszy. Pierwszym stopniem jest: unikanie grzechu i opieranie się nieszczęsnym poduszczeniom pożądliwości; drugim: nieustanne usiłowanie postępowania w cnotach; trzecim: całkowite poświęcenie się Służbie Bożej, dla złączenia się z Bogiem i dla cieszenia się Jego posiadaniem. Oto trzy drogi heroiczne, ubite przez naszego Św. Patryarchę. Dla umorzenia napaści kusiciela i dla skruszenia bodźca ciała, jakichże rzeczy nie podejmował? Jeszcze w powiciu wychodził potajemnie z kolebki i kładł się na ziemi. W piętnastym już roku, goła ziemia służyła mu za łóżko. Dla podbicia niebezpiecznych buntów ciała, dziesięć lat nie pił wina, nosił ostrą włosiennicę. Tak usiłował postępować wielkimi krokami w cnocie pod wpływem miłości, która go pożerała. W czasu budowy klasztoru w Segowii, Dominik Święty odkrył jaskinię odpowiednią do ukrytej pokuty i kontemplacji.

„Dzień poświęcał ludziom, kazaniom, podróżom, pracom; ale gdy słońce zachodzące wszystko do spoczynku wzywało, Św. Dominik, opuszczając także świat, szukał w Bogu pokrzepienia, którego potrzebowała jego dusza i jego ciało. Zostawał w chórze po Nieszporach, uważając dobrze na to, żeby go żaden z braci nie śledził. Jednak ciekawość
braci odkryła nieraz jego ostrożność. Gdy myślał, że sam jest, miłość jego wzmagała się w tym odosobnieniu i uciszeniu, i wtedy w sposób niewypowiedziany wylewał swą duszę przed Bogiem. Świątynię, to godło Miasta Wiecznego Aniołów i Świętych, uważał za istotę żyjącą, którą ożywiał swymi łzami, swym wzdychaniem i wołaniem. Obchodził wszystkie Ołtarze, modląc się przed każdym, już to głęboko nachylony, już to upadając na ziemię, już to klęcząc. Słyszano go mówiącego głośno te słowa Ewangelii: Panie, zmiłuj się nade mną, bom grzesznik; i owe Dawida: Dusza moja, przyschła do ziemi, daj mi żywot według Twojej Obietnicy; i inne tym podobne” (W. Ojciec Lacordaire. Żywot św. Dominika).

Żarliwość Miłości Bożej wzrastając zawsze w Św. Dominiku, doszła nareszcie do trzeciego stopnia, gdy oddawszy się życiu apostolskiemu, pracował gorliwie dla Chwały Bożej. Nie, nie, wołał ze Św. Pawłem: To nie ja żyję, życie moje, jest życiem Bożym, życiem Jezusa Chrystusa. Nasz Św. Fundator uważał Miłość Bożą za tak potrzebną, że mawiał: „Nie ma środka, albo trzeba umrzeć, albo kochać Pana. Chciałbym, żeby serce moje uszło z piersi moich; a jeśli zostanie, to niech bije tylko miłością świętą”. Tym sposobem wyzuwał się ze skłonności naturalnych, a przyoblekał się w miłości najczystszą; albo raczej umiał oczyszczać i przekształcać skłonności ziemskie, których się wyrzekł. Przypuszczał je do serca swego nie dla ich powabu, ale dlatego, żeby tak oczyszczone stawały się przyjemne i chwalebne dla Boga.

Kiedyż za przykładem tego wielkiego Świętego zapłonę tym świętym ogniem miłości! Czyż to jest rzeczą podobną, żeby serca nasze opierały się tak miłym pociągom Miłości Bożej i abyśmy nosili nazwę dzieci Ojca trawionego Miłością Bożą, nie przejmując się jego zapałem? O Miłości Boża! zniwecz naszą chwiejność; a Ty, kochany Ojcze, wyjednaj nam tę Miłość. Oby nasze usta oczyszczone mogły wygłaszać wraz z Tobą to piękne, a Tobie tak zwyczajne wołanie: „Ach! jak to pięknie żyć w Bogu Samym, pracować w Bogu Samym, cieszyć się w Bogu Samym! Za Łaską Pana chcę być niczym dla wszystkich, pragnę, żeby wszyscy byli niczym dla mnie, chyba tylko w Bogu i dla Boga” (Bł. Jordan Saks). O duszo moja! kto ci da skrzydła, abyś wzleciała tak wysoko i znalazła odpoczynek?

Modlitwa.

Nie kocham Boga, o mój chwalebny Ojcze, bo Go nie znam. A nie znam Go, bo nie myślę nigdy o Nim, nie rozważam nigdy Jego Nieskończonej Dobroci, Która Go czyni tak kochania godnym w Jego Dobrodziejstwach niezmiernych. Racz nam wyjednać tę Łaskę, abyśmy na przyszłość rozważając wielką Miłość Boga w Samym Sobie i względem nas, mogli Go kochać bez podziału i cierpieć chętnie dla Jego Miłości. Amen.

 

 

DZIEŃ CZWARTY (29 Lipca).

 

 

I. ROZWAŻANIE.

O miłości Św. Ojca Dominika ku bliźniemu.

 

Wielu mówi i powtarza: „Kochajmy bliźniego”, ale jedni kochają go występnie, drudzy nie bezinteresownie. Nie taki przykład dał nam Jezus Chrystus, ani nie taki przykład zostawił nam nasz Św. Patryarcha. Często wyrażał się w tym przedmiocie w następujący sposób: „Miłość Boża i miłość bliźniego są to jakby bliźnięta, razem poczęte i zrodzone pod jedną gwiazdą. Gdy jedno zażywa dobrego zdrowia, drugie się wzmacnia. Jeśli jedno pragnie i drugie pożąda”. Jest zatem niepodobnym, jak twierdzi Uczeń ukochany, kochać Boga nie kochając bliźniego, bo jeśli nie kochamy bliźniego, którego widzimy, jakże będziemy kochali Boga, Którego nie widzimy. Święty Dominik nigdy nie rozłączał tych dwóch miłości. Kochając Stwórcę i stworzenia, otaczał te ostatnie troskliwością najczulszą co do ciał i dusz ich, dla Miłości Bożej. Gdy głód opanował Hiszpanię, Dominik będąc zajęty nauką w Walencji, nie tylko wszystko, co miał, dał ubogim, ale nawet i odzienie; nadto sprzedał jeszcze księgi, które sam napisał na pergaminie, a otrzymane pieniądze rozdał ubogim; gdy się dziwiono, że się pozbawił sposobu do nauki, odpowiedział: „Jakże mógłbym uczyć się na skórach martwych, gdy ludzie umierają z głodu?“ Są to pierwsze z jego słów, które przeszły do potomności.

Innym razem widząc kobietę gorzko plączącą, której brat zostawał w niewoli u Maurów, a na którego wykupienie nie miała pieniędzy, sam chciał się zaprzedać dla jego wykupna; ale Bóg chcąc zachować Dominika dla duchownego wyzwolenia wielkiej liczby dusz, nie dozwolił tego (1).

Przebywając w Languedocji, spostrzegł, że jedną z przyczyn prędkiego postępu herezji była przebiegłość, z jaką heretycy podejmowali się wychowania panienek rodu szlacheckiego, gdy ich zubożałe rodziny nie mogły im dać odpowiedniego ich stanowi wykształcenia. Dominik rozmyślał przed Bogiem o zapobieżeniu temu postępowi, i założył z miłości duchownej ku bliźniemu sławny klasztor Matki Boskiej w Prouille, którego zadaniem było zgromadzać młode panienki katolickie, które urodzenie i ubóstwo wystawiało na zasadzki błędu.

To troskliwe poświęcenie się dla szczęścia duchownego dusz stanowiło jego ustawiczne zajęcie.

Ksiądz Wilhelm powiedział w procesie kanonizacyjnym naszego Świętego Fundatora: „Błogosławiony Dominik miał gorące pragnienie zbawienia ludzi i gorliwość bez granic dla nich. Dniem i nocą, w kościołach, po domach, po polach, w podróżach nie przestawał opowiadać Słowa Bożego, polecając swoim braciom, żeby tak samo postępowali” (2).

I ten wielki Zakon Braci Kaznodziejów, czyż nie jest żywym dowodem miłości Św. Dominika! Czy nie widzicie, jak ci obrońcy Wiary, te prawdziwe światła świata, ci kaznodzieje niezmordowani pracują gorliwie dla dobra dusz ludzkich? (3) Takim sposobem przekazują z pokolenia na pokolenie miłość apostolską jego wspaniałego serca.

Przypatrzmy się tej przedziwnej miłości, którą i my powinniśmy praktykować. Niech będzie czystą, nieskażoną; serdeczną bez interesu. Najpierw miejmy politowanie nad wadami bliźniego; to jest najlepszym ćwiczeniem miłości braterskiej. Następnie wspomagajmy go w jego potrzebach. Gdy jest ubogim, każdy nim gardzi; gdy jest chorym, każdy go unika; gdy jest słabym, każdy go opuszcza. A przecież Jezus Chrystus oświadczył, że Jego Samego czcimy w nieszczęśliwych. Cokolwiek czynicie jednemu z tych maluczkich, mnie czynicie. Tak pojmował nasz Św. Fundator i my też tak pojmować powinniśmy. Słowem, jeśli bliźni jest dziwaczny, nudny; jak go znosimy? O jak trudne są niektóre wstręty do przezwyciężenia z powodu miłości własnej! A wyobraźnia jak łatwo tworzy sobie trudności próżne. Kochajmy bliźniego dla Miłości Jezusa Chrystusa, Który za niego umarł.

Modlitwa.

O! mój Litościwy Ojcze, prawdziwą jest Twoja Nauka! Jeśli patrzę na bliźniego, nie przez Serce Jezusa, to nie potrafię go kochać miłością nieskazitelną, stateczną i bez różnicy; ale w tym morzu miłości, kto by go nie kochał? Kto by nie znosił jego niedoskonałości? Kogo by nie obchodziła jego niedola? Wyjednaj nam więc Łaskę pełnienia tej zbawiennej nauki, żebyśmy kochali bliźniego w Bogu; a Boga w bliźnim. Amen.

 

 

——————————————————

Przypisy do rozważania:

1) Akta Bolońskie. Żywot św. Dominika przez W. O. Lacordaira.

2) W. O. Lacordaire. Żywot św. O. Dominika.

3) Bulla Honorjusza III.

 

 

 

DZIEŃ PIĄTY (30 Lipca).

 

 

I. ROZWAŻANIE.

O nabożeństwie Św. Ojca Dominika do Najświętszego Sakramentu.

 

Nabożeństwo naszego Błogosławionego Ojca do Najświętszego Sakramentu Ołtarza było gruntowne. Jeśli dusze sprawiedliwe pragną się posilać Chlebem Anielskim dla swego większego usprawiedliwienia, jakież święte łaknienie tego Pokarmu Niebieskiego musiało być w tym, który tak gorąco pragnął swego uświęcenia.

Jeszcze młody, oddalony od swoich rodziców, będąc na naukach w Walencji, wśród złych przykładów współuczniów uniwersytetu, spowiadał się i komunikował z zadziwiającą pobożnością w każdą niedzielę. Zostawszy kapłanem, odprawiał Świętą Ofiarę ze łzami miłości.

Czasem podejmował drogę kilku mil do jakiegoś oddalonego kościoła, dla odprawienia tamże Mszy Świętej, czyniąc tym sposobem zadość swej wyłącznej miłości ku czcigodnej Eucharystii, która stanowiła jego życie i jego siłę. To też podczas tej niezgłębionej Tajemnicy spływały Łaski na jego serce. Dowodem tego następujące cudowne zdarzenie: Roku 1218 dnia 28 lutego Św. Dominik był w klasztorze Św. Syksta, z kardynałami Hugolinem, Stefanem de Fossanowa, Mikołajem i Przełożoną ze swoim zgromadzeniem. Wtedy wszedł pewien człowiek, wyrywając sobie włosy z głowy i wydając wielkie krzyki. „Siostrzeniec kardynała Stefana, wołał on, spadł z konia i zabił się. Imię młodzieńca Napoleon”. Jego wuj, słysząc imię Napoleona, pochylił się zemdlony na piersi Błogosławionego Dominika. Podtrzymywano go; Św. Dominik powstał, pokropił go święconą wodą, a zostawiwszy go w objęciach innych, sam pospieszył na miejsce, gdzie ciało młodzieńca leżało pogruchotane i okropnie poranione. Kazał je zanieść do pokoju osobnego i zamknąć. Potem Św. Dominik z kardynałami, z braćmi i innymi udał się do Ołtarza i tam odprawił Mszę Świętą z wylaniem łez obfitych. Podczas Podniesienia Ciała Pańskiego, gdy Je trzymał wysoko wzniesione w swoich rękach, został podniesiony na łokieć od ziemi, a wszyscy widząc to byli zdumieni. Skończywszy Mszę Świętą, wrócił do ciała zmarłego ze wszystkimi obecnymi. Przybliżywszy się do ciała, złożył jego członki swymi świętymi rękami, następnie padł na ziemię, modlił się i płakał. Trzy razy dotykał się twarzy i członków zmarłego, aby je przywrócić na swoje miejsce, i trzy razy padał na ziemię. Wstawszy po raz trzeci, uczynił Krzyż nad zmarłym i stojąc przy głowie jego, ze wzniesionymi rękami do Nieba, podniesiony więcej niż na łokieć od ziemi, zawołał wielkim głosem: „Młodzieńcze Napoleonie, tobie mówię, w Imię Boga naszego Jezusa Chrystusa, wstań!“ Natychmiast w obecności wszystkich młodzieniec wstał zdrów i cały” (Opowiadanie siostry Cecylii).

Niebieski Pasterz odpłacił tym sposobem hojnie miłość swego ukochanego syna, który Go pragnął i przyjmował z tak wielką żarliwością.

O duszo chrześcijańska, unosisz się pobożnością ku Najświętszemu Sakramentowi Eucharystii, ale jaki z niej pożytek odnosisz? Czyż ta pobożność czyni cię czystszą, skromniejszą, łagodniejszą, pokorniejszą, uleglejszą? a może trwasz w twoich niedoskonałościach? Karmisz się Ciałem, Krwią, Duszą, Bóstwem Pana Jezusa, może nawet i często; a z jakiej wady poprawiłaś się? Nie wstydzisz-że się twojej próżności, twojej pychy, twego niecierpliwego usposobienia? O biada mi! jeśli przyjmując mego Słodkiego Jezusa, nie przejmuję się Jego Miłością Nieskończoną, nie rozmyślałam tego przedziwnego Dobrodziejstwa — jakaż to śmiałość przybliżać się do Stołu Świętego!

Gdy Świętej Teresie zdarzyło się słyszeć kogo żałującego, że nie żył za czasów Jezusa Chrystusa, śmiała się z tego i mawiała: Czego możemy jeszcze pragnąć, gdy Go posiadamy w Najświętszym Sakramencie. A jeśli chorym, samo dotknięcie szat Jego, gdy żył na świecie, przywracało zdrowie; czegóż nie zdziała będąc w nas?

Modlitwa.

O kochany Patryarcho, zapal we mnie gorącą miłość ku Boskiemu Sakramentowi, abym przystępował do niego z wiarą i przyjmował go z pożytkiem. Powiedziałeś, że jedna Komunia powinna by nas uczynić Świętymi, skądże to pochodzi, że przystępując tak często do tego Świętego Stołu, nie wstąpiliśmy jeszcze nawet na pierwszy stopień doskonałości (świętości)? Nasze wady z których się nie poprawiamy; nasze namiętności, których nie poskramiamy, oddalają nas od tej doskonałości, która by powinna w nas być skutkiem przyjmowania Ciała Chrystusowego. Wspomóż nas nasz obrońco, żebyśmy przez poprawę przysposobili dusze nasze do tych Łask, których Zbawiciel udziela wszystkim, którzy Go godnie przyjmują na tej ziemi; abyśmy potem stali się uczestnikami Chwały przyobiecanej biesiadnikom Uczty Wieczystej. Amen.

 

 

DZIEŃ SZÓSTY (31 Lipca).

 

 

I. ROZWAŻANIE.

O nabożeństwie Św. Ojca Dominika do Najświętszej Maryi Panny.

 

Eucharystia Święta jest dzielną bronią, która nas zasłania od nieprzyjaciół; Marya jest miastem pokoju, gdzie znajdujemy odpoczynek. Najświętszy Sakrament jest pokarmem mocnych; Marya jest zbawieniem słabych. Najświętszy Sakrament jest uświęceniem sprawiedliwych; Marya ożywia grzeszników. Jeśli dla naszego usprawiedliwienia potrzebną nam jest miłość ku Jezusowi, potrzeba nam także kochać Maryę dla zjednania sobie Jej Opieki, jako grzesznikom pokutującym. O! jak gorąca była ta miłość synowska ku Maryi, Matce Zbawiciela u naszego chwalebnego Fundatora!

Od lat najmłodszych Dominik Święty poświęcił Jej całe swoje jestestwo i stanął pod Jej Opiekuńczą Tarczą. Nazywał Ją swoją Matką, Mistrzynią, Panią, a to zawsze z wylaniem łez. „Słodkie Imię Maryi było zawsze w jego ustach, mówił Bł. Alan de Roche, wymawiał je z rozczulającą pobożnością w swoich rozmowach i rozprawach”. „Dałby Bóg, mawiał on, żeby miłością ku Tej kochanej Matce zapłonęły wszystkie serca!”

Założenie Różańca Świętego spełniło jego pobożne żądanie.

Przez Różaniec rzeczywiście iskra miłości Maryi przebiegła całe Chrześcijaństwo. Wielcy i mali, uczeni i prostaczkowie, mężczyźni i kobiety, świeccy i kapłani, zakonnicy i zakonnice odmawiają na wyścigi ku czci Królowej
świata „Pozdrowienie Anielskie”, tę modlitwę tak miłą Jej Macierzyńskiemu Sercu. „Ile razy usta ludzkie powtarzają te słowa: Zdrowaś Marya, Łaski pełna, które były hasłem Jej Macierzyństwa, tyle razy Jej Wnętrzności wzruszają się na wspomnienie owej chwili, której podobnej nie było ni w Niebie, ni na ziemi i cała wieczność napełniła się szczęściem, którego doznaje” (1). Ta powszechna cześć Maryi poruszyła piekło. Szatan przynaglony jednego dnia zaklęciem kościelnym, zawołał rykliwym głosem: „Przeklęta ta twoja pobożność Dominiku, którą masz ku Maryi Pannie, Matce Bożej! Przeklęci twoi zakonnicy; przeklęty twój Zakon! Wolę ponosić męki wieczne niż opowiadać Chwałę twoją“. „Mówię wam, że Dominik jest powiernikiem Maryi Panny! A Ty wielki Boże, zmuszasz mnie wychwalać go — mego największego nieprzyjaciela — ponieważ chcesz, żeby wszyscy wiedzieli, jak jest rzeczą dobrą i zbawienną kochać Twoją Matkę i służyć Jej z pobożnością. O Dominiku! mam dla ciebie większą nienawiść, niż ludzie mają do zaraźliwego powietrza. Ciemności przepaści piekielnej nie tyle dręczyłyby mnie, jak to, że zmuszony jestem do tej mowy na twoją Chwałę. O jakież to twoje nabożeństwo do Maryi! Dla tej przyczyny, kto chce być przyjacielem Maryi Panny, powinien gorliwie służyć Dominikowi” (2).

Kto potrafi wyliczyć wszystkie znakomite Łaski, którymi Marya obdarzyła Swego kochanego syna Dominika? Często ukazywała się jemu na Wysokości Niebieskiej, wspierała go, prowadziła go, pocieszała i dodawała męstwa. „Nasz Błogosławiony Ojciec, jak mówi Św. Katarzyna Seneńska w swoich Dialogach, był pochodnią, którą Bóg dał ludziom za pośrednictwem Maryi; bo Ona mu dała habit; Dobroć Boga powierzyła go Jej staraniu” (3). A według Św. Wincentego Fereriusza: „On był jedynym, którego Najświętsza Marya Panna użyła do ratowania świata“ (4).

W pamiętnikach siostry Cecylii czytamy, że Św. Dominik w zachwyceniu był porwany do Nieba. Przypatrywał się całemu zgromadzeniu Wybranych, ale nie widział ani jednego ze swoich synów duchownych. Na próżno szukał ich we wszystkich szeregach, żaden nie przedstawił się jego oczom. Na koniec przybył do Stóp Najdostojniejszej Matki Zbawiciela. Serce jego stroskane, pogrążone było w głębokim smutku: obawiał się bowiem, aby Jego rodzina duchowna nie była wykluczoną z tego miejsca niebieskiego pobytu.

Najświętsza Marya Panna pocieszyła Go w tym jego niepokoju w następujący sposób: „Synu mój, twoi synowie, są Moimi synami, mam ku nim szczególną miłość; dlatego nie chcę, żeby byli ode Mnie odłączeni; ukochani Mego Serca zostają pod Moimi Skrzydłami”. Natychmiast Królowa Nieba uchyliła Swój Płaszcz, a Św. Dominik spostrzegł z wielkim podziwieniem i radością swoich braci po jednej, a siostry po drugiej stronie (5). Byli tam umieszczeni, jak pisklęta pod skrzydłami matki.

Na koniec przy śmierci Św. Dominik polecał swój Zakon Opiece Maryi, Która mu odpowiedziała: „O Dominiku, synu Mój ukochany, ponieważ kochałeś Mnie więcej niż siebie samego, Ja też pod cieniem Mego Płaszcza Panieńskiego zachowam i będę bronić twoje dzieci i wszyscy, którzy będą trwać w zachowaniu twojej Reguły, zbawią się“ (6).

„Cieszmy się, że jesteśmy dziećmi Ojca tak uprzywilejowanego od Maryi i spadkobiercami Łask, które odebrał z Nieba“, mówi pewien pobożny autor. Do jakiejże wdzięczności powinniśmy się pobudzać za tak osobliwe oznaki jego miłości? Służmy mu wiernie; zachowujmy gorliwie jego święte ustawy, których wypełnienie zapewnia nam jego opiekę, i pamiętajmy, że dla syna Św. Dominika jest prawie zawsze znakiem jego odrzucenia, jeśli nie kocha Maryi, Królowej Nieba.

Modlitwa.

O, niewypowiedzianie Słodkie Imię Maryi! O Maryo, Wszechwładna Opiekunko! Maryo, Matko Najmilsza! Oto dusza moja, wprawdzie grzeszna, ale pokutująca. O! jak wstrętne są dla mnie moje grzechy, ponieważ Tobie się nie podobają, bo nimi obrażony bywa Syn Twój Boski. Litości! Matko nasza najlepsza, nie opuszczaj nas. Już więcej nie oddalimy się od Ciebie, bo już nie będziemy więcej grzeszyć. Ty będziesz Gwiazdą jasną naszej pielgrzymki, Pomocą w naszych pracach i Ratunkiem w naszych niebezpieczeństwach. W pokusach będziesz nam słodką Oliwką polną; wśród zepsucia, Cedrem Libanu; w nieszczęsnych poduszczeniach zmysłów, Palmą Kadesu. Będziesz całą naszą, a my będziemy całkiem Twoimi. Życie nasze spoczywać będzie w Objęciu Twojego Ramienia. Twoja Miłość Macierzyńska będzie się opiekowała naszymi duszami. Twoje Imię Chwalebne ukoronuje naszą śmierć. Dominik Święty, nasz chwalebny Ojciec, a Twój wierny Sługa, będzie naszym rzecznikiem. A jeśli Jezus w Świętym Wiatyku będzie naszym Ostatnim Pokarmem, Twoje Imię Niewysłowione będzie naszym ostatnim tchnieniem. Jezus, Marya. Amen.

 

 

——————————————–

Przypisy do rozważania:

1) W. O. Laeordaire. Żywot Św. O. Dominika.

2) Z egzorcyzmu uczynionego w S. Baume 21/9 1610 r.

3) Dialog 158.

4) Kazanie o Św. Dominiku.

5) Z pamiętników siostry Cecylii.

6) Żywot Św. Brygidy.

 

 

DZIEŃ SIÓDMY (1 Sierpnia).

 

 

I. ROZWAŻANIE.

O pokorze Św. Ojca Dominika.

 

Król Świętych, Jezus Chrystus, zaleca nam usilnie, żebyśmy się uczyli od Niego pokory serca.

Dlatego Święci Pańscy i Królowa Świętych, Marya Panna, kochali pokorę i pracowali gorliwie nad nabyciem świętej cnoty pokory. Uważali ją nie tylko za podstawę innych cnót, ale jeszcze jako ich podporę i rozwinięcie. Teresa Święta mawiała: „Gdy pragnę otrzymać od Pana jaką cnotę, albo szczęśliwe powodzenie w jakiej świętej sprawie, upokarzam się głęboko przed Jego Najwyższym Majestatem, wiedząc od Św. Jakuba Apostoła, że „Pan Bóg sprzeciwia się pysznym, a daje Łaskę pokornym”. Nic dziwnego zatem, że nasz Św. Patryarcha, tak namiętnie kochał się w pokorze. Jego myśli, jego usposobienie wewnętrzne, jego słowa, uczynki, pisma, ułożenie, wszystko tchnęło prawdziwą wzgardą siebie samego i głęboką pokorą. O! jak szczęśliwi są ludzie, mawiał często, pokornego serca i prostego ducha; postępują z ufnością i szczęśliwie przybywają do portu. Zapytany jednego razu, dlaczego by wołał przebywać raczej w Karkassonie niż w Tuluzie, odpowiedział: „W Tuluzie napotykam dużo ludzi, którzy mnie szanują, gdy tymczasem w Karkassonie wszyscy są mi przeciwni”. I rzeczywiście, nieprzyjaciele Wiary znieważali różanymi sposobami Sługę Bożego; plwano mu w twarz; obrzucano go błotem; przypinano słomę do kapy na pośmiech. Lecz on wyższy nad to wszystko, jako apostoł, miał się za szczęśliwego, że mógł cierpieć sromotę dla Imienia Jezusowego.

Nigdy nie chciał zezwolić na ogłoszenie swoich cudów z obawy, żeby go nie miano i nie czczono za świętego, jego, który się uważał winnym największych zbrodni. Razu jednego miał kazanie w Rzymie w kościele Św. Marka, na które przybyła pewna kobieta, zostawiwszy w domu dziecko chore. Wróciwszy po kazaniu zastała dziecko nieżywe. Biedna matka przelękniona, wzięła je na ręce i pobiegła do klasztoru Św. Syksta. Złożywszy je u stóp Św. Dominika, wołała zrozpaczona: „Oddaj mi Ojcze moje dziecko”. Nasz Błogosławiony Patryarcha oddalił się na chwilę, a wróciwszy uczynił Znak Krzyża na zmarłym dziecku, wziął je za rękę, podniósł żywe i oddał matce, przykazując jej, żeby nikomu nie opowiadała, co zaszło. Ale wieść rozeszła się prędko. Papież chciał, żeby ten cud ogłoszono po wszystkich kościołach. Dominik sprzeciwiał się temu z całą siłą, obiecał udać się do niewiernych i opuścić Rzym na zawsze (1).

Mimo to rozgłos stał się wielki. Poszanowanie, jakie miano dla niego, doszło do najwyższego stopnia. Chodzono za nim, jakby za Aniołem Bożym, ucinano kawałki jego kapy na relikwie. Tak się spełniła Wyrocznia Boża: „Kto się uniża, będzie wywyższon“. Braci swoich błagał, żeby go uwolnili od zarządu Zakonem, mówiąc z pokorą: „Zasługuję być złożonym, gdyż jestem nieużytecznym i bezsilnym”.

Nade wszystko posiadał pokorę wewnętrzną. Mawiał z prostotą i przekonaniem swego serca, że był obojętnym, na cześć, zniewagę, miłość, nienawiść, dla Miłości Jezusa Chrystusa.

Pragniemy bez wątpienia zasłużyć na Opiekę naszego Błogosławionego Ojca: pamiętamy o nim z synowskim przywiązaniem, ale cóż czynimy na dowód tego? Wychwalamy jego cnoty! ale to nie wystarcza. Potrzeba niezbędnie naśladować Go, w szczególności w jego przedziwnej pokorze. Rozważmy nasze słowa, nasze zwyczajne rozmowy i zobaczmy czy je pokora ożywia. Pełnilibyśmy chętniej inną cnotę okazalszą, więcej w oczy wpadającą; ale to jest natchnieniem naszej pychy. Słuchajmy, co powiada nasz wzór: Cnoty najpospolitsze, i najlichsze w oczach ludzi, najwięcej podobają się Panu. Pokora jest cnotą, w której największe ma upodobanie. Dlaczego, woła Św. Bernard, podobała się Najświętsza Marya Panna Panu Bogu? Dla Swojej Czystości. Ale Pokora Jej, uczyniła Ją Matką Bożą.

Pokory więc, pokory! Rozmiłujmy się w naganach, w zniewagach, w pośmiewiskach, nie brońmy się, gdy nas napominają, wyjąwszy, gdyby tego większe dobro wymagało, postępujmy jak Św. Teresa, przyjmując upomnienia
z pokorą wewnętrzną i zewnętrzną, módlmy się za tego, co nam je czyni.

Do ostatniego dnia swego żywota nasz Błogosławiony Ojciec ćwiczył się w pokorze. Kilka godzin przed swoim zgonem szukał wszelkich sposobów do upokorzenia się — najpierw uczynił spowiedź z całego życia w przytomności dwunastu braci. Następnie dowiedziawszy się, że zakonnik zarządzający kościołem Panny Maryi (du Mont), obiecywał sobie zatrzymać jego ciało i tam je pogrzebać, powstał żywo i powiedział: „Niech Bóg zachowa, żebym miał być gdzieindziej pogrzebany, jak pod nogami moich braci, wynieście mnie stąd do winnicy, abym tam umarł, żebyście mnie pochowali w naszym kościele” (2).

Modlitwa.

Jeśli dotąd nie wzywaliśmy z głębi duszy Twojej Pomocy, ukochany Ojcze, to teraz błagamy Cię, wyjednaj nam tę piękną cnotę pokory, która jest początkiem i podstawą doskonałości chrześcijańskiej, cnotę nam tak potrzebną, a tak miłą Panu Bogu i Najświętszej Maryi Pannie!

W celu przysposobienia się do jej otrzymania, postanawiam sobie, spełnić codziennie trzy akty pokory ku Twojej czci. Dopomóż mi do wytrwania w tym postanowieniu, aż do nabycia prawdziwej pokory, której Ty Św. Ojcze, byłeś wzorem tak wybitnym, abym naśladując Ciebie pokornego na ziemi, mógł spodziewać się połączenia z Tobą w Niebie. Amen.

 

 

————————————

Przypisy do rozważania:

1) W. O. Lacordaire. Żywot Św. O. Dominika.

2) Akta babilońskie.

 

 

DZIEŃ ÓSMY (2 Sierpnia).

 

 

I. ROZWAŻANIE.

O cierpliwości Św. Ojca Dominika.

 

Jeśli Boski Mistrz chce nas nauczyć pokory, pragnie równie pouczyć nas o cierpliwości i cichości: „Uczcie się ode Mnie, mówi, Żem jest cichy i pokornego Serca“. To nam pokazuje, że chociaż w Swoim Życiu i przy Śmierci był doskonałym Wzorem wszystkich Cnót, jednak między nimi jaśniały większym blaskiem Dobroć i cichość. Dlatego też nasz Błogosławiony Ojciec był nimi tak obficie uposażony.

Święta Katarzyna Seneńska, ta ukochana córka Św. Dominika, widziała w jednym ze swoich zachwyceń Ojca Wszechmocnego wydającego z Ust Swoich Syna Swojego Współwiecznego, takim, jakim był, przywdziawszy naturę ludzką; a przypatrując się temu, zobaczyła Św. Patryarchę Dominika wychodzącego również z Piersi Ojca, błyszczącego światłością i usłyszała głos mówiący: „Córko Moja ukochana, począłem tych dwóch Synów, jednego z Natury, drugiego przez Wybranie. Syn Mój naturalny uczynił wszystko dla zdobycia zbawienia dusz przez Swą Słodycz i Dobroć; syn Mój przybrany naśladował Go w tych dwóch cnotach charakterystycznych, dlatego też wyrwał tyle dusz z występku i błędu (1). — Apostolstwo swoje Św. Dominik spełnił rzeczywiście, jak Św. Paweł w wielkiej cierpliwości. Czegóż nie znosił cierpliwie dla pozyskania dusz Jezusowi Chrystusowi? Przyjmował zniewagi, złorzeczenia, sromoty z cierpliwością i radością, jako dary wielkiej ceny. Prześladowania nie mieszały go, często wśród największego niebezpieczeństwa postępował nieustraszenie, a żadna groźba nigdy nie zwróciła go z jego drogi. Cierpliwość jego nie miała granic; był zawsze gotów do przyjęcia z wszelką obojętnością wszystkich trudności i przykrości, które mu Boska Opatrzność zsyłała.

Heretycy grozili mu jednego razu odebraniem życia; odpowiedział im bez zalęknięcia: „Nie jestem jeszcze godzien męczeństwa, nie zasłużyłem sobie jeszcze na taką śmierć. Dlatego też, gdy mu wypadło przechodzić przez jakie miejsce, o którym wiedział, że zasadzki na niego przygotowano, szedł nie tylko nieustraszenie, ale nawet wesoło i śpiewając. Zdziwieni heretycy tą cierpliwością niewzruszoną, zapytali go innym razem, kusząc go, co by był uczynił, gdyby był wpadł w ich ręce. „Byłbym was prosił, odpowiedział, żebyście mnie nie zabijali od razu, lecz byście odcinali członki, jeden po drugim, rzucając je przede mnie, potem, abyście mi wyłupali oczy, zostawiając mnie na pół umarłego w mojej krwi, albo dobijając mnie według waszego upodobania” (2).

Dzieci Św. Dominika! które nie możecie znieść cierpliwie najmniejszego utrapienia, posłuchajcie! Oto jeszcze rys zachwycający jego cierpliwości. Nasz Błogosławiony Ojciec szedł jednego razu z biskupem i z kilkoma braćmi na uroczystą konferencję, którą nieprzyjaciele wiary zapowiedzieli. Nie wiedzieli pewnej drogi, a napotkawszy heretyka, myśląc, że był prawowierny, bo obiecał zaprowadzić ich prosto do celu, poszli za nim, ale on przez złość wprowadził ich do lasu pełnego ostu i ciernia, gdzie tak pokaleczyli nogi, że wkrótce krew popłynęła z nich obficie. Wtedy
zapaśnik Boży cierpliwie i radośnie wzywał swoich towarzyszów do dziękczynienia za to, co cierpieli, dodając: „Ufajcie Panu, moi kochani, zwycięstwo nasze pewne, ponieważ krew zmywa grzechy nasze“. Barbarzyński przewodnik wzruszony tą przedziwną cierpliwością, przyznał się do swojej złośliwości i wyprzysiągł się herezji (3).

Szatan nacierał na niego ciężkimi napaściami, starając się zniweczyć jego usiłowania w rozszerzeniu Świętej Ewangelii i powstrzymać go w drodze doskonałości, jednak nasz Bł. Ojciec nie podniósł najmniejszej skargi. Również tak postępował, gdy ciało jego trapiła choroba. W Mediolanie pałająca gorączka pożerała go. Bracia pielęgnujący, zdziwieni jego spokojnością, zapytali o cierpienia, którym odpowiedział z uśmiechem: „O moje dzieci, błogosławmy Boga; jest On Panem naszej duszy i naszego ciała“. Oby nasza cierpliwość czyniła nas coraz godniejszymi Ojca tak przedziwnej cierpliwości. Widzimy, że cnota cierpliwości jest najpewniejszym znakiem, iż dusza opuściła miłość niedoskonałą, dla miłości doskonałej; ta cierpliwość prowadzi duszę za barankiem aż na krzyż (4).

Bądźmy słodkimi szczególnie dla bliźniego, a jeśli czasami miłość braterska wymaga od nas, żeby dla jego poprawy wytknąć mu błędy, naśladujmy przykład Św. Dominika, który upominał swoich braci z taką łaskawością i słodyczą, że nigdy nie widział ich zniechęconych.

Modlitwa.

Zasłużyłeś, o Błogosławiony Ojcze, na nazwę człowieka cichego, gdyż według Obietnicy Boskiego Odkupiciela posiadłeś duszę Twoją w ustawicznej cierpliwości. Oto największe szczęście, jakiego możemy dostąpić w tym życiu, mianowicie, gdy posiądziemy dusze nasze, i będziemy panami nas samych, zostając nieporuszonymi we wszystkich przypadkach, nawet najmniej spodziewanych. Ale nie dojdziemy do tej szczęśliwości, jak tylko za pomocą cierpliwości, o wyjednanie której, błagamy Cię, Ojcze ukochany. Amen.

 

 

———————————————-

Przypisy dla rozważania:

1) Żywot Św. Katarzyny.

2) W. O. Lacordaire. Żywot Św. O. Dominika.

3) Thierry d’Apolda w żywocie Św. Dominika..

4) Św. Katarzyna Sen. Dialog 27.

 

 

DZIEŃ DZIEWIĄTY (3 Sierpnia).

 

 

I. ROZWAŻANIE.

O śmierci Św. Ojca Dominika.

 

Drogą jest śmierć sprawiedliwych w Obliczu Boga. Drogim był więc zgon naszego Bł. Ojca, ponieważ całe jego życie było święte i błogosławione. Śmierć jest dla ludzi karą wspólną za grzech, dla Świętych jednakże jest nagrodą. Dzień śmierci jest dla nich dniem szczęścia, ponieważ Bóg powołuje ich po koronę Chwały nieśmiertelnej, obiecaną tym wszystkim, którzy by mężnie walczyli dla Jego Miłości. Na rok przed uwolnieniem z więzów ciała odebrał Dominik Święty z ust Anioła, posłanego od Pana Boga wiadomość o swoim bliskim zgonie. Poseł Niebieski okalał mu palmy przygotowane za jego prace. Kto potrafi wyrazić radość jego serca na widok tych wawrzynów? Z jaką miłością i wdzięcznością, mówi pewien pobożny autor, błogosławił Boga tak hojnego w Jego Nieskończonym Miłosierdziu! I ma przyczynę radowania się, bo może okazać Panu ogromny zasób Łask. Prowadzi do Nieba jako zwycięstwo Chwały swego Króla, mnóstwo niezliczone dusz, które wyrwał z piekła. Błogosławiony Ojciec, widząc z radością przybliżający się czas swego przejścia do wieczności, odwiedził niektórych uczniów uniwersytetu Bolońskiego, których szczególnie kochał. Po krótkiej rozmowie, mając już odejść, wzywał ich do wzgardy świata i do pamięci na śmierć. „Moi kochani przyjaciele, mówił im, widzicie mnie teraz przy dobrym zdrowiu, a przed Wniebowzięciem Najświętszej Maryi Panny, opuszczę ten żywot śmiertelny”.

Z Bolonii udał się do Wenecji, gdzie przebywał kardynał Hugolin, któremu chciał polecić swój Zakon, pragnąc przed śmiercią uściskać po raz ostatni przyjaciela tak szczerego i życzliwego. Upał był wtedy ogromny. Dnia jednego przy końcu miesiąca lipca po Jutrzni dostał wielkiego bólu głowy. Niedługo wystąpiła i gorączka. Mimo cierpienia nie chciał się położyć do łóżka, ale ubrany spoczywał na wełnianym worze. W tych gwałtownych cierpieniach nie okazał żadnego znaku niecierpliwości, nie wydal żadnego jęku. Radość malowała się na jego spokojnej twarzy. Kazał przywołać do siebie młodych nowicjuszów, wzywał ich z anielską słodyczą do wytrwania w dobrem. Potem uczynił Spowiedź przed najstarszymi z braci. „Miłosierdzie Boże, mówił dalej, zachowało do tego czasu ciało moje w czystości i panieństwie bez skazy; jeśli pragniecie tej Łaski, unikajcie obcowania podejrzanego. Zachowanie tej cnoty czyni Sługą Bożego miłym Jezusowi Chrystusowi i jedna mu chwałę i powagę u ludzi. Trwajcie na Służbie Pańskiej z gorliwością ducha; przykładajcie się do podtrzymania i rozszerzenia Zakonu w tych jego początkach; bądźcie stałymi w świątobliwości, w zachowaniu Reguły i wzrastajcie w cnoty. Oto dziedzictwo moi kochani bracia, które wam zostawiam, jako moim synom; miejcie miłość, chowajcie pokorą, kochajcie ubóstwo dobrowolne” (1).

Oby ten święty testament mógł być wyryty w głębi serca mego! Chciano zmienić mu odzienie, ale nie miał innego tylko to, w którym był — brat jeden dał tunikę swoją do okrycia go. Brat Rudolf trzymał głowę Świętego i ocierał chustką pot z twarzy jego.

Inni bracia gorzko płakali. „Nie płaczcie, powiedział im, będą dla was użyteczniejszym tam dokąd idę, niż byłem tu na ziemi”. Potem spostrzegłszy, że bracia pomieszani, nie myśleli o poleceniu Jego duszy, powiedział: „Przygotujcie się“. Wtedy przeor polecił mu swoich synów; Dominik wzniósłszy oczy i ręce do Nieba, odmówił następującą modlitwę: „Ojcze Święty! spełniłem Wolę Twoją, a które mi dałeś, zachowałem je; a teraz Tobie je polecam, zachowaj je“.

Bracia szlochając rozpoczęli modlitwy za konających; Dominik mówił je z nimi. Ale, gdy wymawiali te słowa: Przybądźcie mu na pomoc Święci Pańscy, zstąpcie Aniołowie, zanieście duszą jego na Łono Najwyższego, usta jego poruszyły się po raz ostatni, ręce jego wzniosły się ku Niebu, a Bóg przyjął jego ducha (2).

O błogosławiona śmierci! Daj Boże, żeby nasza taka była. O, Ojcze nasz! obym umarł śmiercią sprawiedliwych!

Ale pamiętajmy, że, aby dobrze umrzeć, trzeba dobrze żyć. Szukajmy za jego przykładem i jak nas tego uczy nasz Boski Mistrz, szukajmy prawdziwie Dóbr Niebieskich, Królestwa Wiecznego, a reszta będzie nam dodana. Gdyby Pan Bóg w tej chwili oznajmił nam nasz bliski zgon, o jakiż obraz niedoskonałości, niedbalstwa, a może i zgorszeń
przeraziłby duszę naszą strachem niewypowiedzianym.

„Gdybyśmy byli roztropnymi, wyczekiwalibyśmy śmierci z każdym dniem, pisze Bł. Henryk Suzo w swoim pięknym dziele o Mądrości Wiecznej (3). Bylibyśmy zawsze gotowi na jej przyjście i chętnie udalibyśmy się w tę wielką podróż“.

Cóż niepewniejszego nad życie? Człowiek jest jak ptaszyna, nad którą krąży jastrząb, albo jak ten nieszczęśliwy, który przypatruje się okrętowi przybliżającemu się do brzegu dla wywiezienia go na zawsze daleko z jego ojczyzny.

Modlitwa.

Ukochany Ojcze! Dominiku Święty, oto ostatni dzień Nowenny odprawionej ku Twojej czci. Nauczyłeś nas Twym przykładem i upomnieniem, żebyśmy nigdy nie opuszczali, cośmy dobrego przedsięwzięli. Kto wytrwa do końca, zbawion będzie. Wyjednaj nam tę świętą wytrwałość. Proszę Cię o to, Bł. Ojcze, przez wszystkie Łaski, którymi Cię Jezus obdarzył i przez Twoją gorącą miłość dla Jezusa. Wytrwałości, wytrwałości bądź towarzyszką naszych dobrych uczynków w tym życiu i koroną ich przy śmierci. Amen.

 

 

—————————————-

Przypisy do rozważania:

1) Thierry d’Appolda. Żywot Św. O. Dominika.

2) O. Lacordaire: Żywot Św. O. Dominika.

3) Bł. Henryk Suzo: Księga Mądrości Wiecznej.

 

 

 

LITANIA O ŚWIĘTYM OJCU DOMINIKU.

Kyrie elejson, Chryste elejson, Kyrie elejson.

Chryste usłysz nas, Chryste wysłuchaj nas.

Ojcze z Nieba Boże, zmiłuj się nad nami.

Synu Odkupicielu świata Boże,

Duchu Święty Boże,

Święta Trójco Jedyny Boże,

Święta Marya, módl się za nami!

Święta Boża Rodzicielko,

Święta Panno nad Pannami,

Królowo Różańca Świętego,

Wielki Ojcze i Patryarcho Św. Dominiku,

Imieniem Pańskim uprzywilejowany,

Od Matki Boskiej synem nazwany,

Światło Kościoła Bożego,

Oświecenie świata całego,

Pochodnia gorejąca Wiary,

Gwiazdo jaśniejąca od wieków,

Opowiadaczu Słowa Bożego,

Różo cierpliwości,

Zbawienia ludzkiego najchciwszy,

Męczeństwa najpożądliwszy,

Wielki dusz ludzkich Szafarzu,

Wielkiej Prawdy Nauczycielu,

Mężu Ewangeliczny,

Stróżu Anielskiej czystości,

Wzorze wstrzemięźliwości,

Przykładzie głębokiej pokory,

Miłośniku posłuszeństwa,

Naśladowco Chrystusowego ubóstwa,

Filarze zakonności,

W cnoty wszelkie najbogatszy,

Nauczycielu wszelkiej prawdy,

Żarliwy Kaznodziejo,

Ogniu po Eliaszu na świat zesłany,

Oświecicielu grzeszników,

Głosicielu Chwały Niebieskiej,

Gromie ciemności heretyckich,

Zwycięzco błędów Albigeńskich,

Zburzycielu nieprawości,

Lekarzu doskonały chorób ciała i duszy,

Wskrzesicielu umarłych w Imię Boga,

Opiekunie ubogich i w utrapieniu zostających,

Wybawicielu w niewoli zatrzymanych,

Słońce jaśniejące w Kościele Bożym,

Łaską Chrystusa wzmocniony bohaterze,

Szatą niewinności przyodziany rycerzu,

Śliczny kwiecie ogrodu Jezusowego,

Niezmordowany chwalco Maryi,

Najpierwszy rozkrzewicielu Różańca Świętego,

Z niewinności życia Aniele,

Zakonów trzech wielki Patryarcho,

W nawracaniu dusz gorliwy Apostole,

Opowiadaczu Nauki Jezusowej wieczny Ewangelisto,

Umartwieniem ciała dziwny Męczenniku,

Wielością cnót chwalebny Wyznawco,

Światłem nauki prawdziwy Doktorze,

Czystością duszy i ciała niewinna Dziewico,

Zasługami potężny przed Bogiem Ojcze, nauczycielu i wodzu,

Abyśmy wiernie Ciebie naśladowali, wysłuchaj nas, Panie!

Abyśmy zbawieniu ludzkiemu służyli,

Abyśmy cnotami przed światem jaśnieli,

Abyśmy Kościołowi Świętemu użyteczni byli,

Abyśmy w niewinności żyli,

Abyśmy grzech i niedowiarstwo burzyli,

Abyśmy za Twoją przyczyną od wszelkich błędów i nieprawości wolnymi byli

Abyśmy od nagłej i niespodziewanej śmierci zachowani byli,

Abyśmy Łaski ostatecznej dostąpili,

Byśmy w godzinę śmierci do Chwały Niebieskiej przyjęci zostali.

Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata, przepuść nam, Panie.

Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata, wysłuchaj nas, Panie.

Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata, zmiłuj się nad nami.

Chryste usłysz nas, Chryste wysłuchaj nas.

Kyrje elejson, Chryste elejson, Kyrje elejson.

Ojcze nasz. Zdrowaś Marya. Chwała Ojcu.

Antyfona.

Wielki Ojcze Święty Dominiku! któryś poważną świątobliwości przyczyną, wszystek świat od straszliwego Gniewu Bożego, trzema strzałami grożącego, wybawić raczył; a na ubłaganie Majestatu Boskiego, za Nauką Panny Przenajświętszej modlitwę Różańca Świętego postanowił, chciej nas w tym Arcybractwie nabożnych, teraz żyjących twoją przyczyną wspierać przed Bogiem, a w godzinę śmierci naszej pod płaszcz ojcowskiej obrony wespół z innymi sługami Tej Panny i Matki Miłosierdzia, łaskawie przyjąć.

RESPONSORIUM.

V. Wielką nadzieję uczyniłeś płaczącym Cię przy śmierci, gdy im przyrzekłeś pomoc Twoją z Nieba:

R. Spełnij Ojcze Święty, coś przyrzekł, ratując nas Twoimi prośbami.

V. Który tak wielu chorych na ciele uzdrawiałeś cudownie, uproś nam od Boga poprawę obyczajów i duszy zbawienie.

R. Spełnij Ojcze Święty, coś przyrzekł, ratując nas Twoimi prośbami.

V.  Chwała Ojcu i Synowi i Duchowi Świętemu.

R. Spełnij Ojcze Święty, coś przyrzekł, ratując nas Twoimi prośbami.

 

V. Święty Ojcze Dominiku, powagą próśb twoich.

R. Wstaw się do Sędziego Boga za gronem sług Twoich.

V. Módl się za nami Św. Ojcze Dominiku.

R. Abyśmy się stali godnymi Obietnic Chrystusa Pana.

V. Módlmy się. Daj nam, prosimy, Wszechmogący Boże, abyśmy, którzy grzechów naszych ciężarem przyciśnieni jesteśmy: Błogosławionego Dominika, Wyznawcy Twego, Ojca naszego, obroną byli podźwignieni. Przez Pana naszego Jezusa Chrystusa.

R. Amen.

 

 

 

 

 

 

 

© salveregina.pl 2023