Pogadanki religijne dla dzieci na cały Rok Kościelny

1957

 

 

 

Miłosierdzie dla ubogich

 

Święty Mikołaj żył dawno temu. Gdy był małym chłopcem umarli mu rodzice i tatuś i mamusia, oboje. Miał teraz tylko opiekunów, którzy go wychowywali i zarządzali jego dużym majątkiem, pozostawionym przez rodziców.

Jednego dnia nie miał co robić, bo skończył swoje lekcje, więc siedział sobie w domu i wyglądał przez okno. Zobaczył, że po drugiej stronie ulicy usiadło dwoje dzieci: większa dziewczynka i mniejszy chłopczyk. Usiedli sobie pod płotem, byli obtargani, chudzi i płakali, pewnie z głodu. Dziewczynka chociaż sama płakała, utulała jak mogła braciszka, okryła go potarganą chuściną i kołysała go na rękach aż usnął. Wkrótce potem i ona sama usnęła, pewnie też ze znaczenia, ale widać było, że jeszcze przez sen szarpie nią płacz.

Mikołaj, który miał bardzo dobre i miłosierne serce, prędko skoczył do drugiej izby, wziął cały placek, co był dla niego upieczony. Swoje stare ale dobre buciki i mały, ciepły koc i wybiegł na ulicę. Cichutko podszedł do dzieci, postawił koło nich buciki, przykrył ich kocem i położył obok dziewczynki zawinięty w płótno placek, Potem uciekł szybko do swojego domu i znów patrzył przez okno co się teraz stanie. Dzieci wkrótce obudziły się. Ich zdumienie i radość nie miały granic. Chłopczyk przyciskał do siebie buciki i krzyczał głośno z uciechy, dziewczynka składała ślicznie kocyk i dzieliła się z braciszkiem plackiem, a wielkie łzy spływały znów po jej twarzyczce wynędzniałej i zbiedzonej, tym razem jednak były to łzy nie smutku, lecz radości.

Odtąd Św. Mikołaj robił tak zawsze. Co dzień, gdy skończył naukę biegł do swojego pokoju i pakował paczki z podarunkami; wkładał tam różne rzeczy, najczęściej coś do jedzenia, chleb, mięso, a zawsze dodawał słodkie ciasteczka czy cukierki, które sam dostawał do zjedzenia, ale których, choć je bardzo lubił, nigdy prawie teraz nie jadł, tylko chował dla swoich biedaków. Gdy zapadał wieczór i nikt go nie mógł spostrzec, Mikołaj wychodził cichutko ze swojego domu, szedł do domów nędzarzy i gdy oni spali, kładł paczki koło nich ciesząc się z ich radości gdy wstaną rano, zobaczą je i rozpakują.

Czasem dodawał też trochę pieniędzy. Najchętniej byłby rozdał tak cały swój majątek, żeby być z ubogimi ubogim jak Pan Jezus kiedy chodził po ziemi, ale że był jeszcze mały, więc majątkiem nie rządził, mógł tylko rozdawać te pieniądze, które otrzymywał dla siebie. Myślał jednak często o tym, że gdy dorośnie, choć trochę ulży tej nędzy, którą widział naokoło i która tak wzruszyła jego serce i odda biednym wszystko co ma, a będzie żył z pracy własnej jak kazał żyć Chrystus Pan. Tymczasem chodził ze swoimi paczkami, podarunkami co noc do mieszkań najuboższych, starając się tylko, żeby go nikt nie widział, nie dlatego żeby się wstydził tego co robił, bo przecież robił dobrze, tylko dlatego, że nie chciał aby to ludzie widzieli i chwalili go. Chciał, żeby go widział tylko Pan Jezus, dla Którego jedynie to robił.

A tymczasem ludzie dziwili się ogromnie, co to za dobry duch chodzi po mieście i daje takie różne dobre i potrzebne rzeczy. Niektórzy jednak nie tylko się dziwili, ale też byli niezadowoleni, że ten nieznany dobroczyńca daje tylko biedakom, odwiedza tylko nędzarzy, a zapomina o bogaczach.

A Mikołaj dalej nie przyznając się nikomu, że to on jest tym dobrym duchem, zachodził do coraz to innych nędzarzy, ratując ich od głodu i od rozpaczy. Robił to tak, że nikt go nigdy nie zobaczył przy tym. Ale jego opiekunowie zaniepokojeni gdzie on tak każdego wieczoru wychodzi z domu, myśleli, że może ma jakich złych kolegów, więc jednego wieczoru poszli za nim i zobaczyli jak podkładał paczuszki biednym. Wtedy Mikołaj spostrzegłszy, że go widzieli, nie chcąc żeby go ktokolwiek za to czcił czy mu dziękował, wyjechał od razu stamtąd. W dalekim mieście chodził do szkoły gdzie się bardzo pilnie uczył, a potem został księdzem, potem świętym biskupem i wtedy jako biskup znowu zasłynął z dobroci i miłosierdzia, żaden biedny nie odchodził bez wsparcia od jego domu, o wszystkich w swojej diecezji wiedział, kto ma jakie potrzeby i pomagał każdemu ile tylko mógł, najchętniej zaś tak, żeby nikt o tym nie wiedział, żeby pochwalić go mógł tylko Sam Bóg.

Już dużo lat minęło od tego czasu, gdy żył na ziemi święty Mikołaj, bo 1600 lat, a my do dziś dnia czcimy Św. Mikołaja – (na jego pamiątkę dostają dzieci w dniu jego święta podarunki) – i do końca świata każdy Chrześcijanin czcić będzie tego wielkiego, świętego biskupa, który od najmłodszych swych lat do ostatniej chwili życia myślał o innych nie o sobie, dla wszystkich zawsze kochający, dobry i miłosierny.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

© salveregina.pl 2023