Pogadanki religijne dla dzieci na cały Rok Kościelny

1957

 

 

 

4 Października.

ŚW. FRANCISZEK.

Miłość ubogich i ubóstwo.

 

 

Święty Franciszek był synem bogatego włoskiego kupca. Rodzice kochali go i pieścili, spełniali wszystkie jego tyczenia, dając mu wszystko czego zapragnął. Miał więc śliczne stroje, pięknego konia, czas płynął mu na wesołych zabawach w towarzystwie wielu przyjaciół. Wszyscy go lubili, bo był dobrym wesołym towarzyszem zabaw i wszystkim się zdawało, że Franciszek o niczym innym nie myśli tylko o zabawach i przyjemnościach.

Czasem gdy ojciec jego wyjeżdżał za swoimi sprawami, Franciszek zastępował go i sprzedawał bogatym panom piękne materiały przywiezione z dalekich krajów. Gdy jednego dnia podczas nieobecności ojca Franciszek sprzedawał śliczny materiał jakiemuś panu, zbliżył się do nich żebrak i prosił o jałmużnę… „Przyjdź później — rzekł Franciszek — teraz jestem bardzo zajęty”. Żebrak nie mówiąc już nic oddalił się zgarbiony i słaby, a wtedy w sercu Franciszka zerwały się wyrzuty i lęk: Cóżem ja zrobił? Załatwiam bogatego pana, a tego biedaka, którego przysłał Sam Pan Jezus odesłałem niczym? — I nagle Franciszek zerwał się z miejsca, zostawił wszystko i pobiegł za ubogim. Dogonił go, przeprosił serdecznie, obdarzył czym mógł i dopiero powrócił do domu spokojny i radosny.

A Pan Bóg widział to, bo Pan Bóg wszystko widzi i postanowił dopomóc Franciszkowi, aby rozpoczął lepsze życie, nie tylko pełne zabaw i ucztowania. Pewnego dnia, gdy Franciszek jechał na koniu na wesołą zabawę, nagle na leśnej drodze, którą przejeżdżały spotkał człowieka trędowatego. W pierwszej chwili ze wstrętem i lękiem, aby się nie zarazić, uskoczył koniem w bok, ale natychmiast zawstydził się głęboko tym, że zrobił zapewne wielką przykrość temu biedakowi, choremu, głodnemu i zmarzniętemu… Zeskoczył z konia, zbliżył się do trędowatego, przycisnął go do siebie, ucałował jak brata i okrył go swoim płaszczem… A kiedy jechał dalej, uczul, jak jego serce napełnia ogromna radość z tego co uczynił. Ta radość była jakaś niezwykła, taka wielka i głęboka jak żadna z tych radości, które dotąd poznał. Serce zaczęło mu bić wielką miłością do Boga i pragnieniem poświęcenia Mu życia, dokonania dla Niego wielkich rzeczy.

Nie ma większego szczęścia jak kochać Pana Boga i dla Niego czynić ludziom dobrze — myślał Franciszek. Wzruszony i wstrząśnięty tym, co przeżywał — cóż to są bogactwa i stroje, zabawy i zaszczyty? Nic wszystko! Nic nie daje człowiekowi, tyle radości, ile potrafi dać Bóg za najmniejszy dobry uczynek spełniony wobec bliźniego z miłości dla Zbawiciela.

I Franciszek, który dotąd marzył o wspaniałych rycerskich przygodach w służbie jakiegoś wielkiego pana, zrozumiał, że nie ma większego pana jak Pan Bóg i szczęśliwszego życia, jak życie poświęcone Jego Służbie. Więc opuścił wesołych towarzyszy i już nie na samych zabawach opędzał czas, ale modlił się więcej i goręcej niż dotąd, zajął się odbudowywaniem zniszczonych kościołów, pomagał drugim w ich pracach i chodząc po wsiach i miastach, głosił śliczne kazania o tym, jak trzeba kochać bliźnich z całego serca, a Boga ponad wszystko. Przede wszystkim zaś przykładem swoim i słowami uczył, że trzeba umieć wszystko oddać drugim, dzielić się wszystkim co się ma z biedniejszymi, że trzeba żyć skromnie i ubogo, bo Pan Jezus tak żył, trzeba gromadzić w życiu nie bogactwa, tylko dobre czyny, które trwać będą na wieki.

Radość i wesele nie opuściły go w tym nowym życiu. Przeciwnie choć biedny i ubogi, a nieraz głodny i zmęczony, Franciszek odczuwał „radość doskonałą” na myśl, że postępuje dobrze, tak jak powinien, że Pan Jezus jest z nim, że go kocha, skoro daje mu wstępować w Swoje Ślady.

Często idąc dalekimi drogami, aby ludziom dobrze czynić, śpiewał Panu Bogu razem ze swoimi towarzyszami cudne pieśni, które na Jego cześć sam układał. Chwalił w nich Boga za słońce i gwiazdy i za dzień i noc i kwiaty i drzewa i wodę i ogień i zwierzęta i ptaki — za wszystko co Bóg tak cudnie utworzył i nam dał. Śpiew towarzyszył mu w całym życiu. Mówił o sobie, że jest pieśniarzem Wielkiego Króla-Boga. W tej Służbie Króla królów był szczęśliwy i to szczęście widać było po nim. Toteż coraz więcej i więcej uczniów przychodziło dc niego, aby naśladowali jego życie ubogie i twarde, ale cale poświęcone czynieniu dobrze, i bardzo szczęśliwe.

W pewien dzień przyszła do Świętego Franciszka śliczna, młoda panienka i prosiła go, żeby ją nauczył jak trzeba służyć Panu Bogu. Święty Franciszek powiedział jej: trzeba być ubogim, nie pragnąć bogactwa; z drugimi chętnie wszystkim się podzielić, modlić się za drugich; być dla drugich dobrym, tak dobrym jak tylko się potrafi, i modlić trzeba się gorąco, zawsze, nie tylko za siebie, ale i za cały świat.

Wtedy ta panienka zabrała swoją siostrę i inne młode dziewczątka zaczęła z nimi razem żyć tak, jak mówił Święty Franciszek w ubóstwie, pracy i modlitwie. To była Święta Klara.

A teraz i Święty Franciszek i Święta Klara są w Niebie i Pan Jezus szczęściem wiecznym, bez granic wynagradza im to, że Go tak bardzo kochali na ziemi.

 

 

———————————————————–

(Uwaga: Ażeby zilustrować wielką miłość do ludzi i do przyrody u Św. Franciszka, można dzieciom opowiedzieć którąś z legend, np. o kazaniu do jaskółek, o wilku z Cubio itd.)

 

 

 

 

 

 

© salveregina.pl 2023