Krzyż Święty

 

 

 

 

Przez Krzyż do Nieba

 

 

„A ja, nie daj Boże, abym się chlubić miał jedno w Krzyżu Pana naszego, Jezusa Chrystusa, przez którego mnie świat jest ukrzyżowan, a ja światu” (z listu Św. Pawła do Gal. r. 17. w. 14).

 

 

UWAGA  I. O potrzebie dźwigania krzyża swego.

 

 

Dwojaki powód, dla którego Bóg na nas Krzyże zsyła. Cierpimy dla zadość uczynienia Sprawiedliwości Boskiej, cierpimy dla poświęcenia naszego! — Cierpimy, bośmy zgrzeszyli; cierpimy, abyśmy nie zgrzeszyli! A że każdy z nas oczyszczenia i poświęcenia potrzebuje — bo każdy z nas przewinił, lub przewinić może — więc każdy z nas cierpieć i Krzyż swój dźwigać musi! Cierpimy, bośmy Boga nie kochali; cierpimy, abyśmy Go kochali. — Grzech wkłada na nas Krzyż kary — Miłość Krzyż zasługi! Lecz to zawsze ręka ojcowska, która nas dotyka,  — a jeśli błogosławionych cierpienia skutków nie doznajemy — jeśli owoc Krzyża gorzkim się dla nas staje, jeśli łzy nie ochładzają, ale palą duszę naszą, nie Boska, ale nasza w tym wina!

— Ciało nasze nie raz przechodzi przez tak dotkliwe i bolesne leczenie, dla odzyskania utraconego zdrowia, tak też i dusza przez bolesne musi przechodzić Krzyża koleje, aby wyszła z tego chorobliwego stanu, do którego ją grzechy i zapomnienie o Bogu przywiodły! Bóg częstokroć pozbawia nas wszelkich pociech zewnętrznych i wewnętrznych, a przybiwszy nas do Krzyża, zostawia nas pozornie, jakby w zupełnym opuszczeniu! Bo On chce, abyśmy w Krzyżu, Krzyża doznali pociechy, abyśmy nie siebie w Krzyżu, ale Krzyż doznali w Bogu — nie siebie w Krzyżu szukali, ale tego, Który Krzyż Krwią Swoją uświęcił.

— Cierpimy na uświęcenie duszy naszej, a to uświęcenie w dwojaki odbywa się sposób, odrywając nas od złego, zbliżając nas do dobrego — przez połączenie i rozłączenie! Krzyż odrywa nas od świata, a zbliża nap do Boga. Pokąd nie będziem nienawidzić świata — nie będziem kochać Boga — pokąd nie poprzestaniemy kochać siebie nie porządną miłością, bo miłość porządna samego siebie jest przykazaną od Boga, a przetóż nie wyklucza miłości bliźniego, ludzi kochać się nie nauczymy. Coś kochać musimy – bo miłość stanowi istotę życia duchowego. Z jednej strony miłość Boga i ludzi — z drugiej miłość świata i siebie samego — miłość świata — miłość przeklęta. Ale to przejście od miłości świata do miłości Boga — od miłości własnej do miłości bliźniego, bez cierpienia się nie obejdzie; a im więcej i mocniej dusza w świat w rosła, tym boleśniejsze będzie to rozerwanie. My nigdy świata za mało, Boga za wiele kochać nie możemy. Wolno nam powiedzieć: nie wiem, dla jakiej przyczyny Bóg na mnie ten Krzyż zesłał — ale nie wolno nam powiedzieć, że bez sprawiedliwej przyczyny i powodu to uczynił! — Cierpieć w miłości i milczeniu — a przez miłość i cierpienie połączyć się z Bogiem na wieki, tak a jest wola boska, którą zawsze czcić, wielbić i błogosławić winniśmy!

 

 

UWAGA II. Ochotne dźwiganie krzyża zapewnia nam zbawienie.

 

 

W Krzyżu chwała i zbawienie nasze! Jeśli więc zbawienie nasze nas obchodzi, nie Krzyż, ale brak Krzyża, powinno by być powodem żałości i łez naszych! Ludzie, co w świat wierzą, skarżą się, gdy cierpią, — ludzie, co w Boga wierzą, skarżą się, gdy nie cierpią. Pojęcie jasne tej tajemnicy Krzyża jest najwznioślejszą, najpraktyczniejszą filozofią — tajemnica Krzyża rozwidni nam tajemnicę życia!

— Któż jest przyjacielem Krzyża? ten, co kocha Jezusa i duszę swoją. — Kto Krzyża nienawidzi, nienawidzi Jezusa Ukrzyżowanego, nienawidzi własnej duszy swojej! — Są nieprzyjaciele Krzyża jawnie ci, co wyrzekli się wiary, nadziei i miłości; są nieprzyjaciele Krzyża potajemni ci, co wyznają wiarę, miłość i nadzieję słowem, ale nie sercem, uczynkiem i całym życiem; ci c oby chcieli Krzyż Chrystusa z rozkoszą świata połączyć w jedną całość, — ci, którzy na Krzyżu miasto żółci i octu, chcieliby pić z kielicha zmysłowych uciech, — którzy na Krzyżu nie cierniową koroną, ale różowym wiankiem chcieliby ukoronować skronie swoje. — O! gdybyśmy poznali całą godność Krzyża Chrystusowego — to byśmy uznali oraz całą niegodność naszą.— Gdybyśmy poznali błogosławieństwo Krzyża, poznalibyśmy i niewdzięczność naszą.— Krzyż Chrystusa przeważa szczęście całego świata.

— Korona cierniowa droższa nad wszystkie skarby ludzkie, W miarę miłości Boga ku nam i naszej ku Bogu, wymierza Bóg i cierpienie i Krzyże nasze — do każdego Krzyża odpowiednia łaska przywiązana. — Niewymowną miłością Bóg- Człowiek umiłował Matkę Swoją — ale Marya stała pod krzyżem!

Niegodni jesteśmy cierpienia, bo cierpienie każde, czy ono jest karą, czy nagrodą, zawsze jest dla nas łaską boską, a dla grzechów naszych zasługujemy być raczej uczestnikami brudnych świata rozkoszy, jak chwały i błogosławieństw Krzyża Chrystusowego! Św. Jan od Krzyża, gdy mu Zbawiciel dał do wyboru, jakiej pragnie nagrody za prace i poświęcenia swoje, odrzekł: „Cierpieć i być wzgardzonym“. Św. Franciszek Ksawery, gdy opływał w wewnętrznych pociechach, wołał do Boga: „Dość Panie!“ — ale gdy najdotkliwsze znosił cierpienia, błagał: „Więcej, o Panie, więcej! “ Przykład świętych niech nas uczy, jak Krzyż cenić mamy!

 

 

UWAGA III. O potrzebie łączenia cierpień naszych z miłością Krzyża.

 

 

Dla miłości Jezusa ukrzyżowanego, kochajmy tych wszystkich, którzy tym znakiem Krzyża są naznaczeni: chorych, ubogich; smutnych i cierpiących; czy to wewnętrzną, czy zewnętrzną boleścią! Ale, niestety! my sami od Krzyża uciekamy, i odpychamy od siebie tych, co Krzyż dźwigają! Wedle świata zachowanie nasze; litujemy się nad nieszczęśliwym, jeśli świat się nad nim lituje; — jeśli świat go potępia i my go potępiamy! — Bo nie chcemy z prześladowanym być prześladowani, z upokorzonym upokorzeni! a złość i podłość i lękliwość naszą chcemy jeszcze p okryć płaszczykiem cnoty; ale podłość i tchórzostwo nie jest nigdy oznaką cnoty! Dlatego Paweł Św. w liście do Tymoteusza prosi Boga, aby czynił miłosierdzie domowi Onezifora dlatego, że się nie wstydził kajdan Jego!

Jeśli chcemy ocenić prawdziwą wartość jakiej rzeczy, udajemy się po poradę do znawcy takowej. Jeśli chcemy ocenić prawdziwą wartość Krzyża, nie idźmy po naukę do świata, bo świat tej tajemnicy ani pojmuje, ani zrozumie, — ale idźmy do Jezusa ukrzyżowanego.

O! musi ten krzyż być dobrą, świętą, zbawienną rzeczą, kiedy go Zbawiciel Pan tak serdecznie kochał, pragnął i tęsknił do niego: „Lecz mam być chrztem ochrzczony, a jakom jest ściśniony, aż się wypełni“ (Łk XII w. 50). Kochał Krzyż w tych, którzy Go z nim dźwigali; kochał Go w tych, którzy Go na Niego wkładali; kochał w tych, dla których i od których cierpiał! O! jeśli chcemy doznać szczęścia w cierpieniu, łączmy miłość do cierpienia — jeśli chcemy przez cierpienie zbawić duszę naszą, łączmy cierpienie do miłości. — Jeśli to z wiary mamy, że Krzyż jest Łaską wedle słów Zbawiciela: „Błogosławieni ubodzy! Błogosławieni, którzy teraz łakniecie. Błogosławieni którzy płaczecie“ itd., czemuż jako łaskę uznać nie chcemy?

Cierpienie — to żniwo nasze na roli duchowej — czemuż się nie radujemy, jeśli to żniwo obficie wypadnie? — Lecz jako dusza z ciałem w człowieku się łączy, tak też i radość Krzyża od boleści Krzyża odłączyć się nie daje! Nie ten dźwiga godnie Krzyż, który nie czuje ciężaru Krzyża, ale ten, który go jeśli nie kocha, przynajmniej pod nim nie narzeka i nie bluźni naprzeciw Bogu! Bójmy się, aby niecierpliwość i niewdzięczność nasza nie pozbawiła nas tego błogosławieństwa, — aby Bóg nie ukarał nas, odbierając Krzyż swój, a zostawiając nam pociechę świata! Nie prośmy Boga o krzyż, ale nie wypraszajmy się od niego, — a jeśli zbytnie nas gnębi, zawołajmy ze Zbawicielem: „Ojcze! jeśli być może, oddal ten kielich ode mnie, ale nie jako ja chcę, ale jako Ty!

 

 

UWAGA IV. O Tajemnicach Krzyża.

 

 

Chcąc zbawiennie dźwigać Krzyż na nas od Boga włożony, trzeba go dźwigać wedle całej szerokości, długości, wysokości i głębokości jego. Widzimy wiele osób chcących iść za ukrzyżowanym Chrystusem, ale tą drogą, jaką sobie sami obierają. Pragną nosić Krzyż, ale własnego wyboru. Jedni mówią: „Chętnie bym znosił Krzyż ubóstwa, ale tej wzgardy, zawstydzenia, co się wiążą do ubóstwa, znieść nie wydołam. Znosiłbym z uległością chorobę, ale niepokoi mnie to, że nie mogę zadość uczynić obowiązkom moim, że jestem ciężarem dla innych!“ Inni przyjmują w pokorze Krzyże zewnętrzne, ale od wewnętrznych uciekają: zniósłbym“, mówi niejeden, „to upokorzenie, ale od tej lub owej osoby“. — Cóż to wszystko znaczy?

Że nie pojmujemy tajemnicy Krzyża; że wiara nasza, nadzieja i miłość bardzo są słabe i wątłe, gdyż nie ufamy, niedowierzamy Bogu naszemu! Sądzimy, że Krzyż kochamy, a my tylko siebie kochamy. — Jeśli kochamy Krzyż Zbawiciela, kochajmy i Krzyż nasz wedle całej szerokości i objętości Jego! Długość Krzyża stanowi czas, trwanie boleści! O nie naznaczajmy Miłosierdziu Boskiemu czasu jak długo ma nas Krzyżem nawiedzać! Dźwigał sam Zbawiciel Krzyż swój od kolebki aż do grobu, a jeśli taka wola Jego i my tak Krzyż nasz dźwigajmy! Przeszliśmy długą przestrzeń drogi przez tę puszczę życia pod Krzyżem ugięci, czyż już blisko kresu, zrzucimy go z siebie ze wszystkimi zasługami, tak ciężką i krwawą pracą i boleścią zebranymi? Wysokość Krzyża stanowi ta rozmaitość boleści, które w jednym i tymże samym czasie piętrzą się w sercu i w duszy, i w myśli, jako się piętrzą bałwany rozhukanego morza — lecz Łaska Boska jest tą najpotężniejszą zaporą, która od upadku nas obroni! — Głębokość Krzyża jest to ta siła stężona boleści, która owładnie całą duszę — całego człowieka! Czasem Bóg jako cierniem zadraśnie boleśnie serce — a czasem jest ta boleść tym mieczem, który przeszył serce Maryi! O ciężko podówczas, bardzo ciężko na duszy, ale nie targujemy się z Bogiem! Jeśli chce mieć całe serce nasze ukrzyżowane, dajmy Mu je! O nie wymawiał się Zbawiciel od żadnej boleści w czasie całego Życia Swego — nie wymawiajmy się i my, gdy nas chce do Krzyża przybić! Co On dla miłości naszej uczynił, Uczyńmy to dla miłości Jego! Miłość tylko miłością odpłacić się może!

 

 

Uwaga V. O zwyciężaniu pokus.

 

 

Zbawiciel Pan chciał poświęcić cierpieniem Swoim każdy rodzaj boleści; i dlatego cierpiał na duszy i na ciele — bo i biedny człowiek przez to dwojakie cierpienia w czasie pielgrzymki swojej przechodzić musi! Jako życie człowieka dwojakie; zewnętrzne i wewnętrzne, jawne i ukryte, tak też i cierpienie, które z życia się rozwija i w życie wpływa.

Pierwszego życia i cierpienia świadkami, pocieszycielami są ludzi, — życie i boleść duszy ma tylko jednego świadka, Boga, i dlatego tylko tego jednego pocieszyciela! Takim cierpieniem wewnętrznym, jest między wielu innymi pokusa naprzeciw wierze. Dla duszy wierzącej i miłującej Boga, zaiste jedna z najdotkliwszych boleści! Zwątpienie o wierze odbiera nam wszelką pociechę — bo my innej nie mamy pociechy nad tę, którą nam wiara daje! Jeśli Bóg dozwoli, aby tego rodzaju pokusa doświadczyła wierność twoją, nie trać odwagi i ufności, upadając na umyśle i poddając się niezbawiennemu smutkowi! Wielu Świętych, Bóg tymże sposobem doświadczał! Święty Franciszek Salezjusz zalewał się łzami mówiąc: „że się czuje bez wiary, bez nadziei, bez miłości!” Cóż mamy czynić, w takim widząc się duszy usposobieniu? Ufać kochać i upokorzyć się! Powtarzajmy w głębi i z głębi duszy u stóp ołtarza: „Boże! kocham Cię, całym sercem kocham Cię — wierzę, ufam, w Tobie całą pokładam nadzieję!“ Takie pokusy mimowolne, wiary nam nie odbierają; żyje ona jako ta iskra w popiele tlejąca Łaska Boska w płomień ją rozdmucha! — Jeśli się lękasz, trwożysz, żalisz, że nie masz wiary, to znak, żeś jej jeszcze nie utracił, bo żebyś ją utracił, to byś nie dbał już o nią — nie widziano by cię ani w kościele, ani u Spowiedzi.

Pokusa nie jest grzechem, przez zezwolenie tylko rozmyślne, dobrowolne; pokusa w grzech przechodzi! a tam nie masz zezwolenia, gdzie jest odwrócenie, wstręt i przeciw dążne usiłowanie! Wszystkie pokusy są to rwące potoki, lecz w miarę, jak się im opierasz zmieniają się w ciche wody zasług wierności twojej! — „Im więcej widzę trudności, mówi Święta Teresa, w pojęciu jakiej Tajemnicy Wiary, tym większy czuje do wierzenia pociąg!”

 

UWAGA VI. O miłości Pana Boga.

 

Bóg pragnie naszego zbawienia, bo nas kocha Miłością nieskończoną, niepojętą; chciał w nas wlać to zaufanie, powtarzając tyle razy, i tak czułymi wyrazami, ile nas kocha, stwierdzając Męką Swoją te słowa, tak pełne słodyczy i pociechy! O my to dobrze wiemy i pojmujemy; bo któżby tak słodkiej i pełnej pociechy nie pojmował prawdy; a jednak są niektórzy, co miłując Boga nade wszystko, strzegąc się najmniejszego grzechu bardziej jak śmierci, wypełniając wszystkie obowiązki stanu i powołania swego— jednym słowem, żyjąc tak jak Bóg żyć przykazał, rozpaczają o zbawieniu, o którem największy grzesznik, chcący się do Boga nawrócić, rozpaczać nie powinien! Jeśli Bóg dozwoli, aby taka pokusa powstała na ciebie, wzgardź nią, nie daj się w duszy uwikłać rozbieraniem tajemnie przeznaczenia. — Módl się i kochaj — a zresztą spuść się na Boga, a pewne odniesiesz zwycięstwo!— Jedna święta osoba, będąc w takim rozpaczliwym stanie, upadłszy do stóp Krucyfiksu, zawołała do Boga i „Panie, jeśli potępiona dla grzechów moich, nie będę mogła kochać Cię przez całą wieczność, dozwól, abym przynajmniej mogła Cię kochać w czasie pielgrzymstwa mego na ziemi“. — Zaledwie to wyrzekła, a w tejże samej chwili od wszelkich tego rodzaju pokus uwolnioną została! Nigdy się nam nie godzi powątpiewać o Miłosierdziu Boskim. — Nie mów: ja największy grzesznik na świecie, w zbrodniach posiwiały, przez całe życie piłem nieprawość jako wodę, grzechy moje większe jak Miłosierdzie Boga. O nie mów tego! pamiętaj, ze nie z ludźmi, ale z Bogiem masz do czynienia, który wyrzekł: „Choćby były grzechy wasze jako szkarłat, jako śnieg wybieleją” (Ks. Iz. rozdz. 1, w. 18). Pamiętaj na te słowa Zbawiciela Pana: „że większa radość w Niebie z jednego nawróconego grzesznika, jak z 99, którzy nie zbłądzili!“ Pamięć grzechów naszych powinna obudzić w duszy żal, ale nie trwogę; do ufności, ale nie do rozpaczy nas prowadzić.— Strzeżmy się grzechu; lecz jeśli niestety upadniemy, nie traćmy czasu, lecz jak najśpiewniej starajmy się przez Świętą Spowiedź pojednać z Bogiem; duszę naszą oczyścić, obmyć ją we Krwi Jego Najświętszej! — Myślmy zawsze o sprawiedliwości boskiej, abyśmy nie zgrzeszyli; myślmy zawsze o Miłosierdziu Boskim, abyśmy nie zwątpili. Biada temu! kto grzeszy, zdając się na Miłosierdzie Boga — biada temu! kto zwątpiwszy o Miłosierdziu Boskim, z grzechów nie powstaje.

 

 

UWAGA VII. O zgadzaniu się z Wolą Boską.

 

 

Prowadził Bóg lud izraelski przez puszczę do obiecanej ziemi — prowadzi Bóg czasami duszę wybraną przez puszczę wewnętrznych oschłości; do nieba — otacza ją nieraz ciemnością, goryczą i tęsknotą ją napełnia; zostawia bez pomocy i pociechy! Wtenczas ta dusza przez morze męczeństwa przechodzi; upada na siłach; wątpi o sobie, usycha, więdnieje, ni jedna kropelka duchowej pociechy ją nie pokrzepi, ani jedno światełko niebieskie nie rozjaśni nocy jej. — I taki stan jest dla duszy Krzyżem, i Krzyżem ciężkim, bolesnym, — ale umiejmy tylko ten Krzyż dźwigać, a stanie się dla nas Krzyżem zbawienia. W takim duszy usposobieniu przeżyła Święta Teresa lat osiemnaście — tą drogą prowadził Bóg Hieronimów, Bernardów, Grzegorzów i tylu innych wielkich Świętych! Prowadzi i dziś Bóg niejednego z nas taż samą drogą, abyśmy jasno pojęli, — że pociecha lub oschłość nie jest ani zasługą, ani winą — że Bóg nie żąda od nas jak tylko zaparcia się woli naszej zawsze i wszędzie, i połączenia woli naszej z Wolą Boską! — Sądzimy, iż my Boga, a Bóg nas więcej kocha w tedy, gdy nam pociechy daje. — Sądzimy się nabożnymi w tedy, gdy wielkiej słodyczy na modlitwie doznajemy, ale nabożeństwo nasze zasadza się na wierności naszej względem Boga, ale ta wierność zarówno Bogu jest miłą, a nierównie więcej milszą jest w czasie opuszczenia i oschłości, jak w czasie pociechy i jasności wewnętrznej! — Częstokroć w początkach nawrócenia naszego doznajemy wielką słodycz i pociechę w modlitwie i nabożeństwie; Bóg tym sposobem wspiera słabe siły nasze, abyśmy z Krzyżowej drogi doskonałości nie schodzili, ale gdy miłość Boga mocniej się zakorzeni w sercu naszym, częstokroć Bóg podówczas odbiera nam te wewnętrzne pociechy, abyśmy własnych spróbowali sił, i w oschłościach umocniła się wierność nasza! Trwajmy tylko wiernie na tym bolesnym oschłości Krzyżu, pokąd się Bogu podoba na nim nas zostawić. Dziękujmy Mu zarówno za pociechy, jak i za brak wszelkiej pociechy. — Kochajmy Boga w opuszczeniu, tęsknocie i oschłości, a Bóg wierność i wytrwałość naszą nagrodzi Błogosławieństwem Swoim w czasie i w wieczności!

 

 

UWAGA VIII. O dźwiganiu tego krzyża, który Pan Bóg wkłada na nas.

 

 

Myśli nasze są często Krzyżem naszym; jak rój brudnych owadów brzęczą około nas, szukając przystępu do serca; wdzierają się przez oczy i uszy, chcąc splamić piękność, jasność i czystość niewinnej duszy — a taki Krzyż dla pięknej, jasnej i czystej duszy jest ciężkim, bardzo ciężkim, a nieraz dotkliwszym go czynim, nie umiejąc go nosić dobrze i zbawiennie!

Jeden jest sposób najłatwiejszy pozbyć się takich natarczywych myśli, to jest, wzgarda. Im więcej będziemy się niepokoić, trwożyć, lękać, silić, tym gwałtowniej taki rodzaj myśli będzie na nas powstawał. — Pamiętajmy, że jeśli Bóg pozwala, aby taki rodzaj pokusy wypróbował serce nasze, to nie na to; aby nas straszyć, ale aby nam dać sposobność do okazania wierności naszej; bez zezwolenia niema grzechu. — Nie w naszej mocy niemieć pokusy, ale w naszej mocy oprzeć się jej i walczyć z nią — dostateczną siłę przy Łasce Boskiej zawsze mamy do zwalczenia grzechu! — Lecz powiesz: „Ja się właśnie lękam, czym nie zezwolił. “ Jeśli się lękasz i boisz i wątpisz, dobra nadzieja, że i zezwolenia nie było! Powiesz: ach, raczej wolałbym wszystkie innego rodzaju Krzyże ponosić, ja k ten. — Dlaczego? Wszakże Bóg najlepiej wie, jakiego nam Krzyża potrzeba — bo Krzyż jest oraz lekarstwem na uzdrowienie chorób duszy naszej, — a choroby duszy komuż lepiej są wiadome jak Bogu? W takich pokusach niedowierzasz sobie? to dobrze, bardzo dobrze, — ale niedowierzasz Bogu? to źle, bardzo źle! — Nie walczysz sam, ale Bóg z tobą walczy — nie rachuj na twoje siły, ale na siłę Boga w sobie! Ciężko ei rozróżnić myśl od zezwolenia — wyznaj przed tym, który rządzi sumieniem twoim, stan wewnętrzny duszy twojej jasno i dokładnie, i zdaj się na wyrok i sąd Jego! Nie mów: on mnie może nie zrozumiał, on mi może źle doradził! Bóg za niego od ciebie rachunku wymagać nie będzie — on za siebie, ty za siebie odpowiesz Bogu — on za wyrok swój, ty za posłuszeństwo twoje! Jeśli Cię Bóg prowadzi tą drogą, upokorz się, kochaj i bądź cierpliwy — im zaciętsza w alka, tern świetniejsze zwycięstwo — w miarę wierności będzie i nagroda. — Krzyż, który najbardziej od świata cię odrywa, najściślej z Bogiem cię łączy. — Każde cierpienie, które nas lepszymi czyni, od Boga jest, — każde, które gorszymi nas czyni, od świata jest, — musi Bóg pierwej oczyścić serce nasze ze wszystkich brudów, aby je poświęcić na miły dla siebie przybytek. W jaki sposób to czyni, do nas to nie należy, — dajmy Mu tylko działać, nie wyrywając się z rąk Jego, — On nam krzywdy nie uczyni, bo On jest Ojcem naszym!

 

 

UWAGA IX. O wytrwałości w dźwiganiu Krzyża.

 

Dobrym uczniem jest ten, który mistrza swego naśladuje, — dobre dziecko nie odstąpi w bolesnej chwili ojca swego! Uczniowie Mistrza ukrzyżowanego, dzieci boleści Jego, czyż chcemy się wyrzec godności i powołania naszego? Czyż chcemy żyć sami z sobą w sprzeczności? Chcemy kochać Zbawcę naszego, a nie chcemy Go kochać na Krzyżu; chcemy go kochać na górze Tabor, w jasności i chwale, a nie chcemy Go kochać w poniżeniu i opuszczeniu na górze Kalwaryjskiej?

— O nie, tak być nie może! On przez Krzyż wszedł do chwały swojej, a więc i my chcąc się stać uczestnikami chwały Jego i Krzyż Jego podzielać musimy, — Zbawiciel idzie przed nami — pewny i bezpieczny przewodnik do nieba — i dał nam na drogę każdemu Krzyż, który uznał dla nas potrzebnym, wedle mądrości i miłości swojej! Temu dał Krzyż choroby, tamtemu ubóstwa; jednych krzyżuje prześladowaniem, wzgardą u ludzi, drugich tęsknotą, smutkiem wewnętrznym.

— Weźmie matce dziecko, dzieciom matkę; rozłączy męża z żoną, żonę z mężem. Są tacy, którzy niejeden, ale kilka Krzyżów razem dźwigać muszą. — Są ludzie tak usposobieni, że najmniejszy Krzyż, na pozór tak lekki obala ich i niweczy! — Bądź jak bądź, my drogi Opatrzności Boskiej czcić, wielbić, błogosławić powinniśmy, chociaż częstokroć tak ciemne i niepojęte nam się być wydają! Nie pytajmy się nigdy, dla czego Bóg nami tak rządzi, ale dajmy Mu rządzić się spokojnie i pokornie! Nie prośmy o nic, co by było przeciw Woli Jego, ale dziękujmy za wszystko, chociaż przeciw woli naszej! — Wola Boska nas zbawi, wola nasza, jeśli nie idzie wspólnie z Wolą Boską, zgubi nas! My tylko przeszłość i to ciemno widzimy — Bóg widzi przyszłość! My widzimy Krzyż, ale nie widzimy błogosławieństw do Krzyża przywiązanych!

— O poznajmy, kochajmy Tego, który nas tak niepojętą ukochał miłością. — A jeśli nauczymy się kochać Jezusa, będziem Go kochać we wszystkim. Jeśli się nauczymy kochać Krzyż Jego, będziem kochać Krzyż nasz!

 

 

UWAGA X. O poznaniu warunków dźwigania Krzyża.

 

 

Chcąc nosić zbawiennie Krzyż za Jezusem, na te warunki uważać powinniśmy: Abyśmy z własnej winy tego Krzyża na siebie nie ściągali.— Żebyśmy w wyobraźni naszej nie wyroili sobie fantastycznego Krzyża — taki Krzyż będzie trwożył, ranił, ściskał serce nasze, jako widmo nocne — ale serca prawie nigdy nie poświęci. Lecz jeśli Krzyże nasze są skutkiem grzechów, Bóg, który nie chciał przyczyny, może chcieć skutku, i od nas zależy, abyśmy ten Krzyż kary, nosząc go wedle Boga, w żalu i pokucie uczynili Krzyżem zbawienia naszego! Nie powinniśmy także bawić się i przebierać w Krzyżach, bo nie wiemy, jakie są dla nas najprzydatniejsze. Gdybyśmy sami dla siebie Krzyż wybierali, byłby pewnie albo za długi, albo za krótki, albo za lekki, albo za ciężki! Nie patrzmy nigdy na Krzyż, ale na tego, który go nam daje! Jedna z największych tajemnic do dobrego noszenia Krzyża, jest ta, żebyśmy go w pokoju i pokorze nosili, oddalając wszystko, co niepokój i trwogę w sercu obudzić może! Bo Bóg jest Bogiem pokoju, a jakikolwiek niepokój, nie od niego jest! Nie na tym zawisł  pokój duszy, abyśmy nie czuli cierpienia, ale byśmy w cierpieniu cierpliwymi byli; — nie na tym, abyśmy nie doznawali chwilowej tęsknoty, smutku, zatrwożenia, ale na tym, abyśmy się podobnym opierali wzruszeniom.

Często powtarzajmy te słowa w głębi duszy naszej: Bóg tak chce — niech się dzieje wola Jego! Dlatego niejedna ukrzyżowana dusza przechodząc przez takie chwile opuszczenia i słabości ludzkiej, sądzi, iż nie chce cierpieć, iż nie umie kochać, iż się opiera Woli Boskiej! O nie! — Wstąp tylko w głąb twej duszy i zapytaj: czego ona żąda, a odpowie ci, że tego, czego Bóg chce! — Czybyś chciał aby wola boska ustąpiła woli twojej; czybyś chciał grzechem wykupić szczęście twoje? Nie, — a więc i ten niesmak chwilowy nie jest skutkiem złości, ale słabości twojej, a za Łaską Boga i to przezwyciężysz. Na pociechę i wzmocnienie twoje masz przykład w Zbawicielu; okazuje bojaźń, smutek i tęsknotę — cóż dziwnego, że i ty tego doznajesz! Prosi o oddalenie krzyża, więc i tobie o to prosić się godzi, ale w duszy twojej niechaj takie będzie poddanie się pod Wolę Boską, jakie było w Duszy Zbawiciela twego!

 

 

UWAGA XI. Krzyż jest zasługą naszą.

 

Do zbawiennego i godnego noszenia Krzyża należy rozpogodzone serce i spokojna dusza. Czuwajmy nad sobą, aby cierpienie jakiegokolwiek rodzaju przeciwnych na nas nie wywarło skutków. Dźwigajmy nasz Krzyż, ale nie czyńmy naszego Krzyża Krzyżem dla innych. Często się zdarza, że szukamy pociechy i ulgi w cierpieniu naszym innym cierpienia zadając.

— Krzyż czyni nas cierpkimi, złośliwym i twardym i dla wszystkich, co nas otaczają — i nosimy Krzyż może z pożytkiem dla innych, dając im sposobność w znoszeniu dziwactw naszych, do zasługi — ale bez żadnego pożytku, a może ze szkodą naszą! — Inni, ugięci pod Krzyża ciężarem, poddają się jakiejś nieczynności najzgubniejszej, smutkom, marzeniom; zaniedbują wypełnianie obowiązków swoich, paraliżują dobre chęci innych i niweczą wszystkie zamysły Boga, który zsyłając na nas Krzyż, chce, abyśmy ten Krzyż uczynili zasługą naszą! — Smutek może być lekarstwem, ale może być i trucizną dla duszy naszej; smutek, który działa i kocha, jest od Boga; smutek, który próżnuje i na wszystko nas obojętnym czyni, nie jest od Boga! Zbawiciel nasz, idąc drogą krzyżową, w tern morzu boleści krwawych pogrążony, znalazł jeszcze słowa pociechy dla niewiast jerozolimskich, — przybity do Krzyża zbawia dobrego łotra, — daje nam Matkę w Matce Swojej — modli się za tych, którzy go krzyżują, — i może nigdy tyle miłości nie okazał, jak od tej chwili, gdy najboleśniej cierpieć począł.

Od ostatniej wieczerzy aż do skonania na Krzyżu! Oto jest przykład, który naśladować mamy, w czasie utrapienia i smutku! Walczmy mężnie przeciw miłości własnej, która częstokroć jest przyczyną tego usposobienia duszy naszej. Nie ten dobrze cierpi, który na Krzyżu się śmieje; nie ten który na Krzyżu łzami odrętwienia duszy płacze, — ale ten, który na Krzyżu kocha, działa i wśród łez słodkim duszy uśmiecha się spokojem. Kto tak da się cierpieniom przezwyciężyć, że życie na Krzyżu prowadzi zimne, nieczynne, obojętne na wszystko, ten wprawdzie Krzyża z siebie nie zrzuca, ale też z nim nie idzie naprzód i próżno czas swój marnuje. — O nie czyńmy tego! pamiętajmy, że Zbawiciel Pan rzekł i rozkazał, abyśmy z Krzyżem szli za nim, a nie abyśmy z Krzyżem stali na miejscu, bo inaczej, my stojąc, a on idąc naprzód, prędko zniknie z ócz naszych; a nic widząc Go przed sobą, nie wytrwamy w boleściach naszych!

 

 

UWAGA. XII. Westchnienie Świętej Teresy.

 

 

O Panie Jezu Chryste! jakże ten czas wygnania mego długi jest; ileż boleści ponoszę, czując w duszy tęsknotę widzenia i połączenia się z Tobą! Mów Panie, co ma czynić ta biedna dusza moja, pokąd w tej ciała niewoli pozostaje? O Jezu Zbawicielu mój to tak krótkie życie nasze, o jakże długie jest. Krótkie, bo przez nie całą wieczność pozyskać możemy — długie, bo dusza tęskni do Ciebie. Jakiż podasz mi środek do ulżenia tej bolesnej tęsknoty? Ach je dyny środek jest, abym cierpiała dla Ciebie. — O błogosławiony Krzyżu! ty jesteś jedyną pociecha dla tych, którzy Boga kochają — nie ustępuj z duszy, która Cię szuka, i całą nadzieję w Tobie pokłada, że osłodzisz i pomnożysz tę boleść, która pomnaża miłość! nie pragnę niczego innego, ja k tylko przypodobać się Tobie, — bo wiem, że u świata żadnej pociechy dusza nie znajdzie. — Obym mogła jak najprędzej połączyć się z Tobą, to jest jedyne życzenie moje, i wiem, że je nie potępisz, bo jeśli potrzebną jeszcze jestem na ziemi, nie wypraszam się ani od pracy, ani od cierpienia na chwałę Twoją! jako to niegdyś wyznawał wielki Twój sługa Marcin Święty. Ale między nim a mną jakaż różnica? On miał uczynki, a ja tylko czcze słowa! Panie! nie patrz na niemoc moją, ale na chęci moje, i nie odrzucaj je. Nie patrz na zasługi moje, ale daj, abyśmy wszyscy z a służyli na to, abyś Ty nas, a my Ciebie kochali. Daj o Panie, abyśmy ten czas, co nam do życia pozostaje, Tobie poświęcili, nie kochając tylko Ciebie i dla Ciebie, — Abyśmy innej woli i życzenia nie mieli, ja k tylko przypodobania się Tobie. Wszystko, o Panie, co dla ciebie uczynić mogę, tak nędzne, liche i niedoskonałe jest! ale chcę żyć jeśli Wola Twoja taka; chcę cierpieć, jeśli mnie godną krzyża Twego osądzisz! dlatego duszo moja bądź cierpliwą — cierp, kochaj, walcz, czuwaj nad sobą; bo im więcej i wierniej walczyć będziesz dla Boga, tym większe będzie szczęście twoje, gdy się z Nim połączysz na wieki.

 

 

 

 

 

 

 

© salveregina.pl 2023