Źródło: Św. Józef Sebastian Pelczar – Życie duchowne, czyli doskonałość chrześcijańska T. 1 1924r.

 

 

Do budowy duchowej potrzeba również planu. Mamy ten plan w nauce i w życiu Pana naszego Jezusa Chrystusa.

Gdy Bóg w Starym Zakonie rozkazał: Bądźcie świętymi, bo Ja jestem święty (Kpł 11, 44), mogli się ludzie żalić: O Boże, jakże my możemy stać się świętymi na podobieństwo Twoje, gdyśmy Cię nigdy nie widzieli, gdy życie Twoje jest dla nas niedościgłą tajemnicą? Lecz my się tak skarżyć nie możemy, albowiem Syn Boży, najwierniejszy, bo współistotny obraz Ojca. stał się podobny do ludzi we wszystkim, prócz grzechu i żył wśród nich, aby ludzie, naśladując Syna, stali się podobni do Ojca.

Przez Jezusa Chrystusa poznajemy Ojca Niebieskiego: Ojca nikt nie zna, tylko Syn i ten, komu Syn zechce objawić (Mt 11, 27). „Jak szkło zwierciadła – mówi św. Franciszek Salezy – nie może zatrzymać naszego wzroku, jeśli się go nie powlecze po drugiej stronie cyną albo ołowiem, tak nie moglibyśmy należycie kontemplować bóstwa na tym świecie, gdyby nie było ono złączone z najświętszym człowieczeństwem Zbawiciela”1. W Jezusie Chrystusie objawiło się życie Boże na zewnątrz, tak że kto Jego widzi, widzi takie i Ojca (por. J 14, 9). Stąd życie Pana Jezusa jest wzorem życia nadprzyrodzonego, czyli duchowego, wzorem najdoskonalszym, bo wzorem cnót wszystkich w stopniu najwyższym, jakby koroną wysadzaną klejnotami niezrównanego blasku; wzorem powszechnym, bo przystępnym dla wszystkich, jakby księgą otwartą, z której każdy może wyczytać naukę życia.

Przedtem nie znali ludzie drogi życia i zbawienia, dlatego Chrystus swoim życiem stał się drogą życia, a swoją śmiercią drogą zbawienia, jak sam powiedział: Ja jestem drogą (J 14, 6). Aby zaś ludzie mogli poznać tę drogę, Pan Jezus sam jest lampą świecącą, której naczyniem jest Jego człowieczeństwo, oliwą zaś Bóstwo2, a ta lampa świeci ciągle w Jego Kościele. Aby ludzie mogli iść tą drogą, Pan Jezus sam jest przewodnikiem i podporą. Aby wreszcie przyszli do domu Ojca, Pan Jezus jest bramą(J10,9),aJegokrzyż„kluczem”3.Słowem, On źródłem łask wszelkich i jedynym wzorem świętości.

Kto zatem chce żyć po Bożemu, powinien najpierw poznać Jezusa Chry­stusa. Wszakże On sam powiedział: To jest życie wieczne: aby poznali Ciebie, jedynego prawdziwego Boga, oraz tego, którego posłałeś, Jezusa Chrystusa (J 17, 3). Kto Go zna, ten chodzi w światłości. Kto Go nie zna, pogrążony jest w ciemnościach i jak ów ślepy z Jerycha, siedzi obok drogi wiodącej do Boga, a Bóg, świat, życie, wieczność są dla niego nierozwiązaną zagadką. Dzisiaj nie brak takich ślepych, bo dzisiaj dla wielkiej części chrześcijan Chrystus Pan jest Bogiem nieznanym Ateńczyków. Jedni mało o Nim słyszeli, bo słyszeć wcale nie chcieli. Inni poznali Go kiedyś w młodości z opowiadań kapłana lub pobożnej matki, lecz potem wir życia usunął Go z myśli i serca, tak że prawie zapomnieli o swoim Mistrzu i Zbawcy. Nawet wielu spomiędzy wybranych uczniów i sług Chrystusowych zasługuje na ów zarzut uczyniony Apostołom: Tak długo jestem z wami, a jeszcze Mnie nie poznaliście? (J 14, 9), bo nie wnikają w usposobienia Serca Jezusowego i nie przejmują się nimi.

Niestety, ludzie gorączkowo szukają światła, ale na światło Boże zamykają oczy. Filozofowie greccy opuszczali dom, rodzinę i ojczyznę, odbywali przykre i dalekie podróże, aby nabyć mądrości. Inni ponosili wielkie ofiary dla nauki. Tak np. Arystornach pięćdziesiąt osiem lat badał przymioty pszczół, a Philicus prawie całe życie przepędził w lesie dla poznania jednego rodzaju owadów. Opowiadają również, że Tycho Brahe, młodzieniec wielkiego i bogatego rodu, tak był zamiłowany w nauce o gwiazdach, że niezmiernym kosztem kazał wznieść wysoki zamek ze szklaną wieżą na szczycie, w której przemieszkał blisko pięćdziesiąt lat. Opuścił on rodzinę i towarzystwo ludzi, wyrzekł się snu i wygód, za nic miał mrozy i wichry, taką siłę miała nad nim miłość nauki. Jeżeli ci ludzie dla poznania owadów lub gwiazd tyle czasu i trudu poświęcili, czy słuszne jest być obojętnym lub żałować pracy, gdy idzie o nabycie najwyższej i najdoskonalszej nauki, bo znajomości Jezusa Chrystusa?

Wszakże z tej znajomości płynie mądrość nadprzyrodzona, ta mądrość, którą słusznie chlubi się Apostoł: Postanowiłem bowiem, będąc wśród was, nie znać niczego więcej, jak tylko Jezusa Chrystusa, i to ukrzyżowanego (1 Kor 2, 2). Ta znajomość wiedzie do cnoty i zbawienia, jak powiedział Duch Święty ustami mędrca: Ciebie znać – to sprawiedliwość doskonała; pojąć Twą moc – to korzeń nieśmiertelności (Mdr 15, 3). Niepodobna bowiem nabyć pokory, zaparcia się, miłości, cierpliwości i innych cnót w doskonałym stopniu, jeżeli nie będziemy wpatrywać się w Tego, który jest naszym największym wzorem i Mistrzem.

 

1 Św. Franciszek Salezy, Filotea, cz. II, rozdz. I.

2 Św. Bonawentura, W komentarzu do Psalmu 118. 1Św. Augustyn.