Pogadanki religijne dla dzieci na cały Rok Kościelny 1957

 

 

Wyjątek z Ewangelii Św. Mateusza 2, 1 -12

Treść: Pokłon Trzech Króli

Cel pogadanki: Trzeba iść zawsze za wezwa­niem Bożym.

 

 

 

 

W tym czasie kiedy Pan Jezus miał się narodzić, w dalekich, bardzo dalekich krajach mieszkali Trzej Królowie. Wszyscy trzej byli mędrcami, to znaczy myśleli często i mądrze o tym, co jest na świecie najbardziej dobre, piękne i człowiekowi potrzebne. Wszyscy trzej słyszeli o tym, że kiedyś na świat ma zejść Mesjasz, obiecany ludziom w raju i mieli zapisane w starych, bardzo starych księgach, że gdy Zbawiciel się narodzi, wtedy na niebie za­świeci gwiazda niezwykłej wielkości i piękności. Kto ją zobaczy – pisały stare księgi – powinien pójść za nią, bo ona posuwając się po niebie, zaprowadzi do nowonarodzonego Mesjasza.

I oto w pewną noc jasną i cichą ujrzeli zapalającą się na niebie olbrzymią, złocistą gwiazdę. Wzruszeni upadli na kolana, dziękując Bogu za znak cudowny, a następnie szybko, z sercami pełnymi  radości, zaczęli zbierać się do dalekiej drogi. A więc pakowano zapasy żywności, a także różne piękne i drogie podarunki dla nowonarodzonego Króla. W paru godzinach wszystko było gotowe i trzej królowie czekali tylko nocy, aby pójść w stronę, gdzie poprowadzi ich gwiazda.

Gdy zapadł wieczór i ta gwiazda jaśniejąca pojawiła się na niebie, Trzej Królowie dali znak swym sługom i cała karawana stanęła  gotowa do drogi. Karawana to znaczy wszyscy ci, co jechali. A jechali nie pociągiem, bo wtedy jeszcze pociągów nie było, ani nie na wozach, ani nie na koniach, tylko wiecie na czym? Tam, gdzie mieszkali Trzej Królowie, ludzie wtedy jeździli i do dziś jeżdżą na a wielbłądach. Gwiazda zaś skoro tylko pojawiła się na niebie zaczęła się posuwać powoli na Zachód. Wspaniała karawana wyruszyła w drogę.

Najpierw jechali na wielbłądach Trzej Królowie bogato przybrani a za nimi też na wielbłądach liczni ich słudzy, na końcu szły wiel­błądy obciążone workami z podarunkami, żywnością i wodą.

Jechali powoli za gwiazdą, która posuwała się przed nimi. Jecha­li nocami, bo w nocy świeciła ta gwiazda przecudna, a w dzień, kie­dy widać jej nie było, wypoczywali. Cudowna to była podróż, piel­grzymka najpiękniejsza, choć trudna i długa. Noce były jasne i ci­che, wielbłądy szły równo jeden za drugim (bo tak wędrują karawany). Siedzący na wielbłądach ludzie jechali w ciszy, modląc się, pełni tęsknoty i ciekawości gdzie ich ta gwiazda wiedzie, w jaką krainę, jak wygląda ten nowonarodzony Mesjasz, gdzie mieszka i jak zostaną przyjęci.

Po wielu dniach takiej wędrówki przez nieznane krainy, wędrówki trudnej i dalekiej, stanęli przed Jerozolimą. I wtedy ujrzeli, że z gwiazdą dzieją się rzeczy dziwne: mieni się, maleje i gaśnie. Cóż się to dzieje, jakże teraz będzie, co teraz zrobimy? – pytali się wzajemnie, zatrwożeni, – A może to tu jest ten król nowonarodzo­ny, którego szukamy? Pójdźmy się zapytać – zdecydowali mędrcy i we­szli w bramy Jerozolimy.

Wszyscy mieszkańcy, choć była jeszcze noc, wybiegli z domów pa­trzeć, kto to jedzie. Nigdy nie widzieli takiej pięknej i wielkiej karawany, takich bogatych strojów, takich wspaniałych wielbłądów, ta­kich nieznanych ludzi o twarzach ciemnych, prawie czarnych. Więc byli bardzo zdziwieni i witali obcych przybyszów okrzykami pełnymi zachwytu i zdumienia, Ale jeszcze bardziej zdziwili się mieszkańcy Jerozolimy, gdy usłyszeli o co pytają cudzoziemcy: “Gdzie się narodził Król żydowski?” Król? Żaden się nie narodził teraz. Od dawna  już panuje tu, w Jerozolimie król Herod, więc do niego idźcie, niech on powie.

Król Herod czekał już na nich w swoim pałacu. Już mu doniesiono, że przybyła taka wspaniała karawana i że szuka nowonarodzonego kró­la. Herod był niedobry bardzo, A teraz jeszcze do tego zląkł się, że może rzeczywiście się jakiś król urodził, a on o tym nie wie. Postanowił więc dowiedzieć się i tego króla zabić. Bo tylko sam chciał być królem. Ale mając w sercu takie złe myśli, nie mówił o nich nikomu i uprzejmie przywitał mędrców. A oni mu opowiedzieli o gwieździe i powtórzyli swoje pytanie: “Gdzie się narodził Król żydowski? Może wasi mędrcy więcej o tym wiedzą? Zawołano wtedy mądrych, starych uczonych żydowskich i ci wyczytali w swoich starych księgach świętych, że król żydowski to Mesjasz i że ma się narodzić w Betlejem. Usłyszawszy to, Trzej Królowie podziękowali Herodowi, pożegnali go uprzejmie i zaraz ruszyli w kierunku Betlejem. I Herod też pożegnał ich bardzo grzecznie, tylko prosił ich przy pożegnaniu żeby nie zapominali o nim gdy znajdą tego nowonarodzonego króla i przyszli mu o nim powiedzieć, bo i on, król Herod pójdzie Mu się pokłonić, Trzej Królowie przyrzekli, nie domyślając się zupełnie co się dzieje w złym sercu Heroda.

Gdy wyszli z jego pałacu był późny wieczór. Zaraz też zapadła  noc i mędrcy z radością ujrzeli, że oto znowu ich gwiazda błyszczy na niebie i znów wskazuje im drogę. Poszli za nią i doszli do Betlejem. Gwiazda zaś spłynęła jak snop światła nad Chrystusową sta­jenkę i stanęła nad nią. Trzej Królowie pozsiadali z wielbłądów i pieszo, w złocistych koronach szli do Pana Jezusa, a za nimi słudzy prowadzili wielbłądy.

Przed stajenkę, wyszedł święty Józef, Przywitał ich dostojnie i ukazał im wejście.

Weszli a w cichej, ubogiej stajence ujrzeli pochyloną nad żłobkiem Najświętszą Panienkę. Wzięła ze żłóbka Dziecię Jezus i pokazała im. Wtedy uklękli i pochylili się

Cóż z tego, że na sianie i w stajni, że w ubóstwie zupełnym spot­kali Mesjasza. Oni wiedzieli, że klęczą przed Bogiem, który jest Władcą wszechświata.

Położyli u Jego stóp swe dary:

  • jeden dał złoto, co się najpiękniej błyszczy, ponieważ Pan Jezus jest Królem
  • drugi dał kadzidło, co woń najpiękniejszą rozlewa wokoło, ponieważ Pan Jezus jest Bogiem
  • a trzeci ofiarował mirrę, co jest symbolem cier­pienia, ponieważ Pan Jezus będzie kiedyś Tym, co najbardziej będzie cierpiał. 

Potem podnieśli się i zaproszeni usiedli ze czcią obok żłóbka, Matki Najświętszej i św. Józefa. Zjedli ze Świętą Rodziną  po­siłek i opowiedzieli Matce Bożej i św. Józefowi o gwieździe i o swej dalekiej podróży. Czuli się bardzo szczęśliwi, siedząc tak z Matką Najświętszą i św. Józefem obok Żłóbka, w którym Dzieciątka Jezus gaworzyło i wyciągało do nich rączki. Czuli, że od Dzieciątka Jezus bije taka dobroć, że serca ich robią się ciche i jasne i dobre, jakby łaska Bożej Dzieciny wpływała na nich jasną, wielką rzeką.

Gdy, się wreszcie musieli pożegnań i odjechać to odjeżdżali szczęśliwi: wiedzieli, że Pan Bóg dał im bezcenną łaskę, że ujrzeli Zbawiciela i niczego już nie pragnęli, tylko tak żyć, aby, gdy Go w niebie zobaczą, przywitał ich tak samo radośnie i mile, ze Swą Matką Najświętszą i Św. Józefem jak w ubogiej stajence be­tlejemskiej. I wiedzieli, że na to muszą zasłużyć życiem dobrym, coraz lepszym. I postanowili żyć jak najlepiej i jak najsprawiedli­wiej.

Wracając, przypomnieli sobie Heroda i postanowili do niego wstą­pić, powiedzieć mu gdzie jest Chrystus, tak jak to przyrzekli. Ale w nocy gdy spali stanął wśród nich Anioł Boży, powiedział im, że Herod chce zamordować Dzieciątko i zabronił im wstępować do niego. Więc usłuchali natychmiast i inną drogą wrócili do swojej Ojczyzny.

Gdy wstawał świt następnego dnia nad Jerozolimą, ostatni wiel­błąd z karawany znikł dawno w kurzawie pyłu pustyni. Niedobry król Herod na próżno wyglądał mędrców (Trzech Króli). Nie wstąpili do niego, a on nie dowiedział się nic.

Pan Jezus złym, niedobrym sercom się nie objawia, nie pozwala się znaleźć. Ale dobrym, którzy Go kochają i zawsze idą za Jego wez­waniem, jak Trzej Królowie za gwiazdą, pozwala przyjść do Siebie i daje im Swoją Łaskę i Swoją Radość.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

© salveregina.pl 2024