Pogadanki religijne dla dzieci na cały Rok Kościelny

1957

 

 

 

Wyjątek z Ewangelii Św. Łukasza 2, 42-52

Treść: Pan Jezus w Egipcie i w Jerozolimie

Cel pogadanki: Poznanie żywota Dzieciątka Jezus, w czym jest dla nas przykładem.

 

 

Po odjeździe Trzech Króli znów cicho było w betlejemskiej sta­jence. Dzieciątko Jezus usnęło na Rękach Matki Najświętszej, któ­ra położyła Go w żłóbeczku, otuliła jak najcieplej i usiadłszy, obok czuwała nad Jego snem, rozważając w Swym Niepokalanym Sercu te wszystkie święte i najdziwniejsze zdarzenia, których świadkiem by­ła od niewielu dni betlejemska stajenka: Narodzenie Pana Jezusa, pokłon pastuszków i Trzech Króli. I Święty Józef czuwający przed sta­jenką, także tej nocy długo nie spał, rozmyślając o cudownym przybyciu Mędrców i o Dobroci i Wielkości Boga. W końcu późną nocą usnął  strudzony i wtedy we śnie zobaczył Anioła, który powiedział mu, że król Herod szuka Bożego Dziecięcia i chce Go zabić. Trzeba w tej chwili wziąć Dziecię i Matkę Jego i uciekać z Nimi do dalekiego Egiptu.

Święty Józef wstał natychmiast. Obudził Najświętszą Panienkę, powiedział Jej o swym śnie. Matka Najświętsza szybko spakowała wszys­tko do drogi i podeszła do Żłóbka. Dzieciątko spało. Wzięła Go na Ręce, otuliła ciepło i spojrzawszy serdecznie, po raz ostatni na ubogą stajenkę, tak bardzo im drogą, bo w niej przyszedł na świat Pan Jezus — posłuszni Bożemu Nakazowi, prędko odjechali na osiołku na daleką tułaczkę.

Po wielu dniach ciężkiej, nużącej wędrówki przybyli do dalekiego gorącego kraju, który się nazywa Egipt. I tam mieszkali wiele lat. Nie skarżyli się, że tak się muszą tułać po świecie, nie dziwili się Bożym Wyrokom. Pan Bóg tak chciał i to im wystarczało.

Pracowali więc, żyjąc cicho i spokojnie, dla wszystkich uprzejmi, usłużni i dobrzy, a Dzieciątko Jezus rosło, już było takie duże jak wy, bawiło się wtedy grzecznie z małymi Egipcjanami w ślicznym, czyściutkim piasku, z którego wszystko można świetnie wybudować, a którego tam jest most po obu stronach wielkiej rzeki, która prze­pływa przez Egipt, a nazywa się Nil.

Mały Jezus był zawsze grzeczny i uprzejmy, nikt nigdy nie skar­żył się na Niego, a przeciwnie, często matki egipskie mówiły do swoich dzieci: czemu Jesteś niegrzeczny, popatrz na malutkiego Je­zusa, jaki On zawsze miły, grzeczny, posłuszny, nie rozbija się, nie sprzecza, nie zabiera nikomu zabawek, nie płacze z byle jakie­go powodu, zawsze wszystkie dzieci chętnie się z Nim bawią, bo On dla wszystkich jest Dobry, a jak się modli grzecznie, poważnie, nie rozgląda się na wszystkie strony, pięknie klęczy, widać jak jest przejęty tym, że rozmawia w Panem Bogiem. I dzieci egipskie patrzyły na Jezusa i stawały się coraz lepsze i grzeczniejsze.

Toteż bardzo, bardzo wszyscy byli smutni, gdy po paru latach Najświętsza Rodzina wyjeżdżała z Egiptu. Ale mały Jezus powiedział do swoich zasmuconych, małych przyjaciół, że nie trzeba się tak martwić, bo to, co Pan Bóg daje jest zawsze dobre, a jak będą zawsze dobrymi i uczciwymi w życiu to się na pewno jeszcze zobaczą i spotkają. I małe dzieci egipskie przyrzekły na pewno wtedy Jezusowi, że się będą starały zawsze postępować dobrze, jak widziały, że On tak postępował.

Wracała więc Święta Rodzina do Swojej Ojczyzny. A wracała dlatego, że znowu we śnie ukazał się Św. Józefowi Anioł Boży i powie­dział mu, że już pomarli ci, co chcieli zamordować Dziecinę Bożą i że może spokojnie do swego domu powrócić. Z radością więc udali się w powrotną drogę. Tym razem Dzieciątko Jezus odbywało ją już nie na Rękach Matki Najświętszej, bo już było duże, już samo szło obok Swoich Świętych Rodziców. Czasem, gdy Matka Najświętsza siadała na osiołku, Dzieciątko Jezus prowadziło osiołka za uzdę, omijając nierówne miejsca, żeby się Najdroższej Mateczce jechało dobrze i wygodnie. Po wielu, wielu dniach podróży przybyli do miasteczka Nazaretu, gdzie Święty Józef miał dom i tam zamieszkali. Prowadzili życie ciche, pracowite i święte.

Gdy Pan Jezus miał lat dwanaście, wybrała się Święta Rodzina na pielgrzymkę do świątyni jerozolimskiej, ażeby w tym świętym miejscu pomodlić się do Boga, bo taki był zwyczaj, że na Święta, raz do roku, kto mógł, szedł do Jerozolimy. Jak się cieszył mały Jezus, gdy szedł między Matką Najświętszą a Świętym Józefem do domu Swojego Ojca Niebieskiego. Czy i my się tak cieszymy idąc do kościółka?

Jak się tam w Jerozolimie modlił serdecznie i gorąco! Ile razy jesteśmy w kościele myślmy o Panu Jezusie w świątyni jerozolimskiej i módlmy się jak On: gorąco, serdecznie i w skupieniu.

Po skończonych uroczystościach, wracając w grupie niewiast do Nazaretu, Matka Najświętsza była pewna, że Dziecię Jezus jest ze Świętym Józefem. Pierwszego dnia drogi, gdy zatrzymano się na odpoczynek, spotkała się ze Świętym Józefem, ale z bolesnym zdumieniem zobaczyła, że Dzieciątka Jezus przy nim nie ma. Przestraszeni, szukali Go między krewnymi i znajomymi… nie było Go. Płacząc z bólu i pełni trwogi wrócili z powrotem do Jerozolimy, pytając wszędzie o Pana Jezusa.

I znaleźli Go po trzech dniach dopiero w świątyni Jerozolimskiej. Siedział między doktorami i uczonymi i razem z nimi czytał — Pismo Święte. Mówił do nich tak mądrze i przekonywująco, że widać było jak wszyscy wokoło zdumieni byli Jego rozumem i odpowiedziami Rączką wskazując odpowiednie ustępy Pisma Świętego udowadniał uczonym  żydowskim, że według przepowiedni Proroków, Mesjasz, obiecany król powinien już być na ziemi.

Na to właśnie weszła ze Św. Józefem Matka Najświętsza i zwróciła się do Pana Jezusa: Synu — powiedziała łagodnie, ale z żalem — co żeś Nam tak uczynił? Oto Ojciec Twój i Ja żałośni szukaliśmy Cię!

A Pan Jezus odpowiedział: „Cóż jest, żeście Mnie szukali? Nie wiedzieliście o tym, iż w tych rzeczach, które są Ojca Mojego, potrzeba żebym był?” — to znaczy: Ja wiem, żeście Mnie szukali, ale musiałem tu zostać, bo tak chciał Bóg, a Pana Boga słuchać trzeba zawsze przed wszystkimi nawet przed rodzicami.

Zaraz też zamknął Pan Jezus księgę, z której czytał i pożegnaw­szy uczonych doktorów, odszedł posłusznie z Matką Najświętszą i Świętym Józefem do domu, do Nazaretu.

W Nazarecie był najlepszym dzieckiem, był zawsze posłuszny, zawsze spełniał najchętniej wszystkie, nawet najmniejsze życzenia i polecenia Matki Najświętszej i Św. Józefa, słuchał Ich, jak każde dobre dziecko słuchać powinno swoich rodziców: chętnie, od razu i z ra­dością. Pracował już także, pomagał ile mógł Matce Najświętszej w domu, a Św. Józefowi przy warsztacie ciesielskim. Robił to, na co Mu wys­tarczyły siły, a robił chętnie, szybko, pilnie i widać było, że bardzo kocha Swoją Matkę i Swego Świętego Opiekuna. Domek zamiatał, po mleczko chodził, patyczki i wióry przynosił z warsztatu Św. Józe­fa Matce Najświętszej do palenia. Chodził ze Św. Józefem odnosić ludziom zrobione w warsztacie rzeczy i z Matką Najświętszą chodził na zaku­py, pomagając Jej nieść do domu to co kupiła. Bawił się chętnie i dużo z takimi małymi dziećmi jak wy. Gdy zobaczył, że jest na coś w domu potrzebny, że coś mógłby pomóc Św. Józefowi lub Matce Najświętszej w tej chwili odbiegał od najmilszej zabawy i pomagał Rodzicom, a potem znów wracał do Swych towarzyszy jeszcze weselszy i radośniejszy.

Rano zaś i wieczorem z radością stawał obok Swej Matki i Święte­go Opiekuna do modlitwy, nigdy nie zapominał o pacierzu, nigdy się nie wymawiał, że jest zmęczony, dla Niego była to najpiękniejsza chwila dnia ta chwila modlitwy, rozmowy z Bogiem Ojcem w Niebiosach, Który nas kocha, daje nam wszystko i patrzy na nas zawsze. Rano ofiarował Panu Bogu cały dzień, a wieczorem dziękował za wszystko, za radości i za smutki, a to, co dobrego zrobił (a tak dużo zawsze przez dzień robił dobrego) ofiarował Panu Bogu na Jego cześć i Chwałę.

Tak przy boku Matki Najświętszej i Św. Józefa przechodził święcie i dobrze małemu Jezusowi dzień za dniem w Nazarecie. Błogosławiony był to czas. Tak ślicznie pisze Święty Łukasz, który się o Życiu w Nazarecie dowiedział od Matki Najświętszej, że Pan Jezus „pomnażał się w Mądrości i w leciech, i w Łasce u Boga i u ludzi” — to znaczy, że czym był starszy, tym zdawał się roztropniej postępo­wać, tym bardziej zdawała się Go napełniać Łaska Boża i tym większa otaczała Go miłość ludzka, bo wszyscy, co patrzyli na Niego i widzieli Jego Dobroć i Mądrość, kochali Go i coraz więcej czcili.

Popatrzmy na Dzieciątko Jezus i pomyślmy o sobie. Czy i my nie jesteśmy coraz starsi? Rośniemy jak On rósł w Nazarecie i trzeba, żeby jak Jemu, tak i nam, przybywało nie tylko lat, ale i mądrości, Łaski Bożej; musimy być coraz lepsi, posłuszniejsi rodzicom, wię­cej im pomagać, bardziej ich słuchać, goręcej się modlić, żeby i Bóg coraz więcej dawał nam Łask i ludzie kochali nas, i szanowali.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

© salveregina.pl 2024