Bł. Wincenty Kadłubek

ŻYWOT BŁ. WINCENTEGO KADŁUBKA

BISKUPA KRAKOWSKIEGO,

a potem zakonnika klasztoru Jędrzejowskiego XX. Cystersów,

skreślony według X. Alberta Tarło, u Szymona Starowolskiego.

 

 

Źródło: Żywoty Świętych Patronów polskich, napisał X. Piotr Pękalski Ś. T. Dr. Kan. Stróż Ś. Grobu Chrystusowego. Z ośmią rycinami. Kraków 1862, ss. 461-477.

 

 

Jeżeli bezstronnie zastanowimy się nad całym życia ludzkiego biegiem na ziemi, samą tylko w nim napotkamy znikomość rzeczy skazitelnych, zawodne nadzieje i kruche świata szczęście, które losem człowieka na przemian kołysze; ujrzymy zarazem, że tylko nieskażona cnota i poczciwość przesyła do odległej potomności prawdziwą jego zasługę i sławę. Jakoż w trojakim życia zawodzie podaje człowiek imię swoje trwałej pamięci: albo jako wielki bohater świata, albo przez dzieła głęboko uczone, albo też przez prawdziwą świątobliwość życia, hojnymi dobrodziejstwami wezbraną. A jako w całym ludzkim rodzaju widzimy niemały poczet mężów zasługą rozjaśnionych, bo Stwórca wszędzie sieje nasiona cnoty na ludzkie umysły i Łaską Świętej Ewangelii zwilża i ogrzewa, które krzewią się, wzrastają i obfity plon pobożności przynoszą; tak też w naszym narodzie widzimy wielkich przodków naszych, którzy w wiekach upłyniętych, to męstwem, to wyższym światłem nauki jaśniejąc, niezatarte ślady mądrości w dziełach swych zostawili; to na koniec, w gorącej pobożności całym sercem dopełnianej, podali potomności żywy do naśladowania przykład i zachętę. Pomiędzy tymi Boga miłośnikami niepoślednie miejsce ma Wincenty Kadłubek, wprzód biskup krakowski, a potem zakonnik Zgromadzenia XX. Cystersów Jędrzejowskiego klasztoru; a więc i żywot jego pobożny z utajenia wywołać a na jawią wystawić należy.

Wincenty Kadłubek urodził się w r. 1161, z bogobojnych i szlachetnych rodziców, z ojca Boguchwała Kadłubka, herbu Róża, z dawnej familii Porajów, z matki Bogny, w dziedzicznej wsi Karwów w województwie sandomierskim, w diecezji krakowskiej, blisko miasta Opatowa położonej. Nie schodziło Wincentemu w rodzinnym domu na prawdziwie chrześcijańskim wychowaniu, bo pobożni rodzice jego, przede wszystkim, jeszcze u kolebki jego życia, wpajali w młody a niewinny jego umysł bojaźń Bożą i zamiłowanie skromnej pokory; a te pierwsze nasiona cnót chrześcijańskich krzewiły się w jego sercu i razem z wiekiem jego wzrastały. Gdy się w Wincentym władze umysłowe rozwijać zaczęły, brał początkowe nauki w domu pod pilnym swych rodziców okiem, a gdy dorósł lat młodzieńczych, wysłano go za granicę na słuchanie nauk nadobnych, wymowy, filozofii i teologii. Pochopny do nauk Wincenty, a do tego bystrym pojęciem od Boga obdarzony, ucząc się ochoczo, przewyższał w naukach swych współuczniów, zwłaszcza w sztuce gładkiej wymowy, którą starzy Polacy wysoko cenili; a nawykły w domu do modlitwy, i przy szkolnej pracy nią się pokrzepiał. Unikał on towarzystwa płochej i lekkomyślnej młodzieży; a kiedy ta za rozrywką i rozpustą goniła, on po przysposobieniu się na lekcję, wolne od pracy chwile poświęcał nabożeństwu, uczęszczał do kościołów, Święte Sakramenty przyjmował i tu w gorącej modlitwie niepojętą rozkoszą poił swą duszę. Skoro Wincenty ukończył cały zawód nauk teologicznych i w nich stopień Magistra chlubnie osiągnął, powróciwszy na ziemię ojczystą przyjął kapłańskie święcenia. Tak pięknie w naukach wykształcony Wincenty, nie tylko ludu umysły, ale też i światłych w narodzie mężów od razu zajął i na siebie obrócił.

Pełka (Fulko), biskup krakowski, polubił Wincentego, i przyciągnął go do swojego boku; a widząc w nim prawdziwą pobożność, piękne obyczaje, wyższe wykształcenie w historii i nauce teologicznej, dojrzałą roztropność, zdrowy rozsądek i wielką zręczność w działaniu, używał rady i pomocy jego do załatwiania najtrudniejszych spraw swej diecezji; potem wyniósł go na proboszcza kościoła Najświętszej Panny Maryi w kolegiacie sandomierskiej. Na tym przełożeństwie Wincenty skrzętnie pełnił swe obowiązki, a cnotą i nauką, jako jasny kaganiec, przyświecał drugim tego kościoła kapłanom. Leszek Biały wysoko ceniąc rzadki dar Kadłubka wymowy, wezwał go na posła, by Salomeę, księżniczkę, córkę jego, z młodym Kolomanem zaręczoną, odwiózł do Beli, króla węgierskiego. Po szczęśliwym zgonie Pełki, biskupa, w r. 1207, kapituła katedralna zgodnymi głosy wybrała Wincentego na biskupa rozległej podówczas diecezji krakowskiej; a chociaż nie był kanonikiem katedralnym, nikt przecież nie sprzeciwiał się temu wyborowi. Innocenty III papież wybranego Kadłubka zatwierdził, a Henryk, arcybiskup gnieźnieński, poświęcił go na krakowskiego biskupa, i wręczył mu laskę pasterską.

Skoro Wincenty zasiadł na biskupiej stolicy, od razu z wielkim zapałem serca zajął się powiększeniem chwały Bożej; budził i zagrzewał skrzepłe serca ludzkie do skruchy i prawdziwej pobożności. On sam od kilku lat wiodąc życie bogomyślne, gorliwie pracować zaczął około zbawienia owieczek, pieczy jego powierzonych, przywołując je na drogę prawą; skażone obyczaje ludu radą, nauką, słowem i przykładem wykorzeniał; zaniedbaną pobożność do pierwszej świetności chrześcijańskiej przywracał; wiary świętej katolickiej i władzy Kościoła Bożego niezachwianie bronił. Ojcowskie serce jego dobrocią ujęte, czynnie litowało się nad ubogimi nędzarzami. Jakoż był on czułym obrońcą i opiekunem ubogich wdów i sierot chciwością wydzierców skrzywdzonych; łzy z ich oczu wyciśnięte ocierał, a w sądach niewysłuchanych bronił i wspomagał. Wszyscy biedą nękani, i kaleki, uciekali się do niego jako do ojca, opiekuna i dobroczyńcy swego; a on jednym udzielał zdrowe rady, drugim pociechę w strapieniu, innych wspierał swą hojnością w ich kalectwie i nędzy; szczególniej zaś ubogą młodzież, garnącą się do nauk, zachęcał.

Czynny ten pasterz, nie samym tylko wspieraniem ubogich ludzi zaspokajał swe serce, ale też o chwałę Bożą gorliwy, oprócz biskupich dochodów, i majątek ojczysty spadkiem sobie przekazany, łożył na odbudowanie i uposażenie kościołów i zakonów. Za jego czasów kościół Najświętszej Panny Maryi w Kielcach, bardzo małe posiadał dochody na zaspokojenie potrzeb swego duchowieństwa; Wincenty z majątku swego wyznaczył fundusz na utrzymanie dziesięciu kolegialnych kapłanów przy tym kościele, i te prebendy wieczyście utrwalił. Konwentowi xx. Cystersów w Jędrzejowie przez Jana, arcybiskupa gnieźnieńskiego i brata jego Klemensa, herbu Gryfów, w r. 1154 wystawionemu, a po większej części już uposażonemu, dał Wincenty w r. 1212 dwie wsie: Czerników i Sojczów; a to nadanie na zawsze zatwierdził, w przytomności Henryka, arcybiskupa gnieźnieńskiego, Gedeona, płockiego i Oggeriusza kruszwickiego, biskupów. Oprócz tego konwentowi koprzywnickiemu xx. Cystersów, przez króla Kazimierza fundowanemu, dał dwie wsie: Niekisiałka i Karwów, tak te, jak pierwsze dwie z ojczystego dziedzictwa spadkiem do niego należące, i pod karą klątwy zakazał bratankom swym: Bogusławowi i Sulisławowi, by się nie ważyli pod żadnym pozorem odbierać wymienionych włości, tym klasztorom wiecznymi czasy nadanych. Gdy do skarbcu kościoła katedralnego krakowskiego na Wawelu uderzył piorun, spłonęła szafa, a razem z nią spłonęły bogate aparaty, Wincenty sprawił natomiast nowe, prócz tego w roku 1215 odstąpił temu kościołowi na światło i wino, i dla kanoników na codzienne nabożeństwo z osiemnastu wsi przy Czchowie dziesięciny, do stołu biskupiego należące, tudzież dziesięcinę z wioski Bawół, (którą potem Kazimierz Wielki na miasto przy Krakowie przebudował), przekazał Kadłubek na fundusz, by z niego dostarczano oliwy do lampy nieustannie świecącej się przed ołtarzem Najświętszego Sakramentu (1). Wszystkie te piękne jego przymioty: wielka pobożność, hojnie rozdawane jałmużny i przykładna sprawiedliwość duchowieństwu i ludowi wymierzana, ścisłe zachowanie postu, którym on duszę swą pokrzepiał, wielce miłym czyniły go pierwszym panom polskim i Leszkowi Białemu, że go ten książę wysoko cenił i poważał; atoli głęboka pokora, jak świetna gwiazda, w tym świątobliwym biskupie nad inne jaśniała cnoty.

Mąż ten, w owym wieku wyższym nauki światłem wzbogacony, posadzony na stolicy biskupstwa krakowskiego, które po arcybiskupie gnieźnieńskim a prymasie Królestwa polskiego pierwsze zajmowało miejsce, wzgardził błyskotnym tym dostojeństwem, jął się rady Zbawiciela; dobre swe czyny na lepsze zamieniając, obrał bardziej uniżenie w domu Bożym, nad zamieszkanie w pałacach książąt tego świata. I zaiste, nader rzadki na polskiej ziemi jest ten czyn Wincentego, który zdaje się zgadzać ze słowy, które św. Piotr apostoł rzekł do Chrystusa: “Panie, otośmy opuścili wszystko, a poszliśmy za Tobą”. A chociaż Piotr św. opuścił tylko łódź i sieć rybacką, wszakże opuścił wszystko, co miał: więc i nasz Wincenty poszedł za tą nauką, oddalił od siebie i odmiótł wysoką godność, liczne dochody i urząd biskupi, naśladując Chrystusa w ewangelicznym ubóstwie. Jakoż po dziesięcioletniej pracy, którą on w owczarni swej chwalebnie i z wielkim pożytkiem dla Kościoła polskiego podejmował, owinięty duchem Łaski, pragnąc na zarobek wiecznego zbawienia, dla swej duszy więcej uzbierać zasług, zawrzał pragnieniem kosztowania rozkoszy sług Bożych, postanowił zatem zataić się w klasztornym ustroniu, a resztę dni swego żywota w zakonie dokonać. To postanowienie objawił kapitule krakowskiej, i Leszkowi polskiemu książęciu, że umyślił uwolnić się od biskupiego urzędu i ścisłej odpowiedzialności przed Bogiem za duchowieństwo i lud diecezjalny. A chociaż cała kapituła i książę Leszek usilnie odwodzili Wincentego od jego zamysłu, przekładając mu wielkie korzyści, które nauka i praca jego w Kościele Bożym sprawuje; że nawet niełatwo wybiorą z pomiędzy siebie członka, który by po nim tak dostojnie, jak on, zajął miejsce pasterza rozległej diecezji krakowskiej; on jednak niecofnionym zamiarem swoim powtórną a gorącą prośbą skłonił kapitułę i polskiego monarchę ku swemu żądaniu; a uzyskawszy zezwolenie od Honoriusza III papieża w r. 1218, złożył laskę pasterską w ręce kapituły krakowskiej, od razu całe swoje mienie rozdał pomiędzy ubogie wdowy, sieroty i biedą znękanych nędzarzów, i w nieutulonym żalu i we łzach pogrążone pożegnawszy duchowieństwo i lud krakowski, poszedł pieszo i boso do jędrzejowskiego xx. Cystersów, dziesięć mil od Krakowa odległego, klasztoru.

Teodoryk, rodem Francuz, II-gi opat, od czasu wystawienia klasztoru xx. Cystersów, we wsi Brzeziny zwanej (miasteczko bowiem Jędrzejów nieco później założono), przyjął Wincentego z uszanowaniem i wielką radością do swego zgromadzenia, i podczas uroczystego nabożeństwa włożył nań habit zakonny. Z jakimże to podziwem patrzyli wszyscy ojcowie zakonni, kiedy w przeciągu rocznej próby, Wincenty, mimo znakomitego swego pochodzenia, były biskup, pełnił włożone przez opata na siebie klasztorne obowiązki i ustawy Benedykta świętego. Po ukończonym nowicjacie wykonał śluby uroczyste: ubóstwa, posłuszeństwa i ścisłe nieskażonej czystości zachowanie. Wiódł potem nowy ten bojak pod chorągwią Bernarda Św., postem i czuwaniem hartowany żywot zakonny. Nosił on na swym ciele tajemnie wdzianą włosiennicę, a bardzo często chłostał je dyscypliną. Ujmującą serca jego prostotę, szczerość otwartą i głęboką pokorę w sześćdziesięcioletnim biskupie i zakonniku, widzieli zakonni ojcowie, i świeccy panowie, jako znamiona prawdziwej wielkości chwały i nagrody, i radzi szli za życia jego śladem. Był to żywy i budujący przykład dla wszystkich zakonników, kiedy Wincenty ochoczym posłuszeństwem wiedziony, pełnił każdy nakaz przełożonego, w lichej nawet posłudze klasztornej; ten zwłaszcza mąż, który niedawno licznym władnął duchowieństwem i rozległą diecezją krakowską; który wyższym nauki światłem zbogacony, z pany polskimi zasiadał na obradach i o dobru narodowym mądrze radził. Gorąca modlitwa, rozmyślanie rzeczy Bożych i wrząca w sercu jego miłość ku Zbawicielowi i bliźnim, wysłużyły mu tę łaskę, że jeszcze za jego życia, Bóg wsławił go cudami. Zdarzyło się raz, że, gdy opat z zakonnikami poszedł na jutrznię, którą zwykle o północy w chórze śpiewano, Wincenty został w swej celi zakonnej, modlitwą zajęty i głęboko zanurzony w rozważaniu rzeczy niebieskich; Teodoryk, opat, nie widząc w chórze Wincentego, a przekonany o wielkiej jego pobożności, nie wiedział o przyczynie, jaka by zatrzymała go w celi, wydalił się z chóru, przyszedł na korytarz, a spojrzawszy przez rozpadlinę we drzwiach do jego celi, widział, że tego sługę Bożego, modlącego się i od ziemi podniesionego, wielka i niezwyczajna otaczała jasność. Skoro duch Wincentego z zachwycenia wrócił do użycia zmysłów, wyszedł ten mąż Boży z swej celi, padł przed opatem na kolana i prosił go o przebaczenie winy, że na jutrznię do chóru nie zdążył. O tym jasności objawie, opat zrazu nic nie powiedział ojcom zakonnym, wszakże im zalecił, by się żaden z nich nie ważył czynić Wincentemu jakiej bądź przykrości, i bardzo się z tego cieszył, że tak świątobliwego zakonnika ma w swoim klasztorze. W zakonnym powołaniu Wincenty zawsze czynny, resztę czasu, ile mu go stawało od nabożeństwa i klasztornych zatrudnień, ten cały obracał na napisanie kilku dzieł uczonych, o których nadmienia SEGUIN (2). A pragnąc wywiązać się z wdzięczności narodowi polskiemu, jego dawne dzieje w rękopisach i podaniu zachowane z pleśni zapomnienia wygrzebał i podał je pamięci potomnych Polaków, przez napisanie kroniki polskiej w kształcie rozpraw, wyższym i pięknym stylem w języku łacińskim. W tym wielce pożytecznym dziele, Wincenty nie tylko skreślił dzieje swych ziomków, lecz i postronnych narodów (3). Kiedy Wincenty tylu dobrodziejstwami wszystkie dni życia swojego oznaczył, a z nich wierne zwierciadło przekazał potomności czułego ojca, ziemianina, przyjaciela, nędzarzów opiekuna, i zwaśnionych rodzin pożądanego pocieszyciela i rozjemcę; zdaje się, że całego długu dla nieba dopełnił. Już piąty rok dobiegał od czasu, jak Wincenty przyjął habit w jędrzejowskim klasztorze, i tu życiem świątobliwym i darem łask Bożych zajaśniał wpośród ojców zakonnych. Lecz przedtem na urzędzie pasterskim pracą około swych owieczek skołatany, a potem w zakonie ścisłym postów zachowaniem, jako też ostrym ciała swego martwieniem i wiekiem na siłach zwątlony, uczuł, że się bardzo zachwiało jego zdrowie. W ciężkiej swej chorobie, kiedy już dobiegał doczesności kresu, na drogę wieczności Świętymi opatrzony Sakramentami, które z żywym pragnieniem i gorącą przyjął pobożnością, słodko zasnął w Panu, i niezmazaną duszę swoją oddał Stwórcy swojemu dnia 8 marca, roku 1223 po narodzeniu Chrystusa, a w 62 roku swego żywota. Ciało jego błogosławione pochowali XX. Cystersi z wielkim okazem czci, podczas uroczyście odprawionego nabożeństwa w jędrzejowskim kościele, w chórze przed wielkim ołtarzem, w grobie z cegieł ułożonym. W ścianie nad grobem położono pomnik z napisem: „Tu leży Wincenty Kadłubek, rodem ze wsi Karwów, herbu Róża, mąż bystrego pojęcia, w teologii i świeckich naukach bardzo biegły; w roku 1207 z przełożonego sandomierskiego kościoła, przez katedralną kapitułę na krakowskiego biskupa wezwany, a przez Innocentego III papieża zatwierdzony, na ten urząd przez Henryka arcybiskupa gnieźnieńskiego w r. 1208 poświęcony; siedział na stolicy biskupiej lat dziesięć. Potem za zezwoleniem Honoriusza III papieża w r. 1218 złożył urząd biskupi; w klasztorze jędrzejowskim zakonu cysterskiego wykonał śluby uroczyste; a przeżywszy pięć lat w ścisłym zachowaniu ustaw zakonnych, żołnierz ten Chrystusów oddał Bogu duszę swoją; bracia zakonni pochowali ciało jego w środku chóru, Roku Pańskiego 1223, dnia 8 marca”.

O ŁASKACH CUDOWNYCH,

które Bóg udzielił znękanemu ludowi za przyczyną błogo-

sławionego Wincentego; o podniesieniu z grobu szczętów

jego i uroczystym odprawieniu beatyfikacji.

 

 

Lubo wysławianie Świętych Pańskich, którzy oglądaniem oblicza Bożego już zażywają prawdziwego szczęścia w niebiesiech, nie powiększy ich chwały ni zasług tu na ziemi położonych, które sam Bóg wieczną uwieńczył nagrodą, jednak mężów chwalebnych, ojców naszych rodzinnych, bogatych w cnotę, Duch Boży w księgach świętych wysławiać nakazuje (4). A kiedy Zbawiciel, przez wierne sługi swoje, udziela przygodami znękanemu ludowi nieocenione dobrodziejstwa swoje, przewyższające bieg zakreślony rzeczom przyrodzonym, przeto wysławiać Pana w Świętych Jego, i za ich wstawieniem się, dzieła cudowne podać potomnej pamięci, zawsze było i jest chwalebnym obyczajem w Kościele świętym. Aczkolwiek bowiem nadprzyrodzone czyny, palcem Bożym zdziałane, a za wstawieniem się Wincentego, za jego życia i po zgonie ludowi pobożnemu udzielane, od początku w starych pamiętnikach skrzętnie były zapisywane; gdy jednak takowe w rozmaitych przygodach kraju zaginęły i w niepamięć puszczone zostały; a przecież lud prawowierny w przykrych życia wypadkach z ufnością do grobu jego udając się, dla utrwalenia łask odebranych, rozmaite ślubnie ze srebra, z wosku i na tablicach malowidła na ścianach w kościele jędrzejowskim pozawieszał; uznaliśmy więc za niezbędny obowiązek te dobrodziejstwa Boże z pleśni zapomnienia wydobyć, oczyścić i podać je pobożnej powszechności do czytania. Z pomiędzy wielu łask cudownych, przywiedziemy tu niektóre zebrane, a przez miejscowych zakonników poświadczone, opuszczając wiele innych niepamięcią zamglonych.

Obyczajem pobożnych przodków naszych, lud prawowierny rozmaitymi uciskany chorobami, przychodził z bliskich Jędrzejowa okolic i zwiedzał grób bł. Wincentego, i jeszcze przed podniesieniem szczętów jego z grobu oddawał im tę cześć, jakiej Kościół Boży dozwala. W roku 1593 wydarzyło się, iż ośmioletnie pacholę, synek włościanina, z sioła Chorzewy, nieszczęśliwym wypadkiem utonął w rzece, Nidka zwanej; nazajutrz wydobyte z wody pacholę zaniósł smutny ojciec z narzekaniem i płaczem do klasztornego kościoła xx. Cystersów jędrzejowskich, a położywszy ciało utoniętego syna przed wizerunkiem ukrzyżowanego Zbawiciela, żywo westchnął do bł. Wincentego, wzywając jego przyczyny: w obecności wszystkiego ludu, w kościele będącego, dziecię cudownie wróciło do życia, wstało i poszło za ojcem do jego chaty.

W roku 1624 młodzieniec, Baldwin Ossoliński, znakomitego urodzenia, gwałtowną ujęty gorączką, już stanął u kresu życia, znikła wszelka jego życia nadzieja. Mikołaj Mrozek, pleban Krzciecianki, polecił konającego młodzieńca Wincentemu, słudze Bożemu, i z ufnością uczynił ślub, że go stawi u grobu jego; od razu chory począł się mieć lepiej, i po kilku dniach zupełnie ozdrowiał. Dnia 27 lipca 1624 roku posłał przez owego kapłana srebrną tablicę do grobu bł. Wincentego z napisem swego uzdrowienia. A ojciec tego młodzieńca, Ossoliński, wojewoda sandomierski, namiętny badacz starożytności polskich, w parę lat później ciężko chorując, tak, że już był u granicy wieczności, za wezwaniem przyczyny bł. Wincentego wróciwszy do życia i zdrowia, posłał przez tegoż Mikołaja Mrozka srebrną tablicę do grobu jego, z napisanym na niej świadectwem odebranej łaski życia i zdrowia.

Dnia 28 sierpnia 1630 roku, ten sam pleban x. Mrozek, opatrzywszy śś. Sakramentami Zofiją, małżonkę pana Mleczko szlachcica, i już bliską zgonu poleciwszy opiece i przyczynie bł. Wincentego, zeznał pod przysięgą z obecnymi tej religijnej obsłudze ludźmi, że z wielkim wszystkich podziwem natychmiast wymieniona Zofija ozdrowiała, i tego samego dnia poszedł z nią, zupełnie zdrową, podziękować Bogu i temu słudze Bożemu u grobu jego za to cudowne uzdrowienie.

Tegoż roku 1630, Anna Oraczewska, szlachcianka z Kaliny, doznała u grobu bł. Wincentego łaski cudownej; albowiem długą chorobą nękana, zupełnie utraciła rąk władzę, niezdatna do żadnej pracy, udała się z gorącą modlitwą o pomoc do Wincentego; skoro ślub uczyniła, że odwiedzi grób jego, natychmiast dnia 20 stycznia zupełnie ozdrowiała.

Agnieszka, małżonka młynarza, ze wsi Podłęcze, blisko Pińczowa, rozmaitymi chorobami dręczona, szczególniej z gwałtownej gorączki febry, dostała obłąkania na umyśle. Pewien żebrak za jałmużną chodzący, polecił ją przyczynie bł. Wincentego, i kazał jej odwiedzić nabożnie grób jego; po uczynionym ślubie zaraz ozdrowiała, i po upływie dni kilku zupełnie zdrowa i silna, dnia 20 stycznia 1633 roku udała się pieszo z mężem swym do grobu Wincentego, uczyniła spowiedź, a złożywszy czułe dzięki Bogu, wróciła do swego domu.

Tego samego roku dnia 7 lutego, Agnieszka Pilchowa ze Słupi mając dwóch małych synków, wielką chorobę cierpiących (epilepsim), stawiła ich u grobu bł. Wincentego, i z żywą ufnością gorąco prosiła go o wstawienie się do Boga za tymi pacholętami; a osiągnąwszy skutek swej prośby, co rok zwiedzała jego święte szczęty w klasztornym kościele xx. Cystersów jędrzejowskich.

Kiedy Bóg wszechmocny z nieprzebranego swego miłosierdzia udzielał coraz liczniejsze swe łaski ludowi żebrzącemu w przygodach o pomoc u grobu tego rodaka naszego, x. Remigiusz Koniecpolski, biskup diecezji chełmskiej i administrator opactwa jędrzejowskiego, dnia 21 czerwca 1632 r. uczynił swe przełożenie władzy diecezji krakowskiej, by ta dozwoliła podnieść z grobu szczęty bł. Wincentego Kadłubka, a umieścić je na przyzwoitszym miejscu w klasztornym kościele. Skoro uzyskano żądane pozwolenie, dnia 26 kwietnia r. 1633 z radością dźwignięto wielki kamień grobowy przed wielkim ołtarzem położony, pod którym ukazał się grobowiec na kształt skrzyni z cegieł bez wapna, a w nim błogosławione zwłoki Wincentego, mało co uszkodzone, ozdobione paliuszem, którego biskupi krakowscy w czasie odprawiania uroczyście Mszy św. używają, na pamiątkę niegdy arcybiskupstwa krakowskiego. A gdy wieko trumny odkryto, wszystkich w świątyni obecnych najprzyjemniejsza woń wskroś przejęła. Dźwigniono z grobu bł. zwłoki, winem obmyte złożono do szklanych naczyń, a te do skrzynki, którą w obecności mężów wiarygodnych opieczętowano i w szafie w zakrystii umieszczono; tu stały bł. szczęty aż do dnia uroczystego przeniesienia ich do nowo wystawionego w kościele grobowca. A kiedy już wszystko było do uroczystego przeniesienia zwłok Wincentego przygotowane, dnia 19 sierpnia 1633 r., w wigilię św. Bernarda, po odprawionych nieszporach, x. Remigiusz Koniecpolski, biskup chełmski i administrator opactwa jędrzejowskiego, odpieczętował skrzynkę i z niej przełożył naczynia szklane ze czcigodnymi zwłokami do trumny cynowej, opatrzywszy ją pieczęciami; żelaznymi opasaną obręczami przeprowadził w uroczystym pochodzie do wspaniale wystawionego z marmuru w ścianie kościelnej grobowca, na którym położono rytymi głoskami napis: “Tu spoczywa rzadki dziw chrześcijańskiej pokory, świątobliwy Wincenty Kadłubek, biskup krakowski, potem zakonnik tego klasztoru, urodzony we wsi Karwów, ze szlachetnego domu Róży” itd.

Rychło rozbiegł się po całej Polsce rozgłos o przeniesionych szczętach Wincentego, stąd lud pobożny częściej zaczął wzywać jego wstawienia się do Boga, nie tylko u grobu jego, lecz po polskich prowincjach, i odbierał w rozmaitych chorobach i przygodach liczne łaski za jego przyczyną (5). Te więc dobrodziejstwa Boże, Innocenty XI papież mając sobie przełożone, dozwolił w r. 1681, w swym Breve zupełny odpust na dzień ósmy marca, czyli na rocznicę śmierci bł. Kadłubka. – W kilka lat później, król polski Jan III i biskupi zanieśli do tegoż Innocentego XI prośbę o kanonizację Wincentego. Jakoż w r. 1689 tenże papież w skutek podanej prośby w tej sprawie upoważnił x. Mikołaja Oborskiego biskupa Laodycejskiego, sufragana i oficjała krakowskiego, który też zajął się gorliwie zbieraniem wszystkich dowodów pod przysięgą, do kanonizacji Kadłubka. Lecz rozmaite przeszkody i odmiany w Polsce przeszkadzały dalszemu postępowaniu do beatyfikacji Wincentego, aż do r. 1761. W tym przeto roku, zostawszy opatem klasztoru jędrzejowskiego mąż pobożny i gorliwy, Wojciech Ziemnicki, nie szczędził nakładu i starania, by rozpoczęty do beatyfikacji proces do skutku doprowadzić, a Wincentego w poczet błogosławionych wyznawców zapisać. Uzyskał on króla Augusta III, senatorów i biskupów polskich wstawienie się u Stolicy Apostolskiej za tą sprawą.

Siedzący wtedy na stolicy Piotra Klemens XIII papież, powierzył ukończenie sprawy x. Franciszkowi Potkańskiemu biskupowi pataryńskiemu, krakowskiemu sufraganowi; ten troskliwie zebrał potrzebne do beatyfikacji dowody łask cudownych, które Bóg miłosierny udzielał ludowi za przyczyną bł. Wincentego, a które poważne osoby przysięgą potwierdziły; wyświetlił przy tym z dawnych dziejopisów polskich świątobliwe życie jego. Ukończone na dniu 22 września 1762 r. przez x. Potkańskiego akta do beatyfikacji Kadłubka, Klemens XIII papież potwierdził dnia 18 lutego 1764 roku, i wpisał Wincentego w poczet błogosławionych wyznawców; tudzież odprawianie pacierzy kapłańskich i Mszy św. na jego uczczenie, dekretem swym z d. 9 czerwca 1764 r. dozwolił zakonowi xx. Cystersów i diecezji krakowskiej; udzielił zarazem Ojciec Święty przez trzy dni zupełny odpust dla zgromadzonego ludu w czasie uroczystego nabożeństwa beatyfikacji bł. Wincentego. X. Kajetan Sołtyk biskup krakowski, książę siewierski, odezwą swą z dnia 10 kwietnia r. 1765 do duchowieństwa świeckiego i zakonnego uczynioną, wyznaczył to uroczyste odprawianie nabożeństwa beatyfikacji z zupełnym odpustem w trzech dniach, nadchodzących w tym roku świąt Zesłania Ducha Świętego, które rzeczywiście z wielkim czci okazem wspaniale w klasztornym kościele xx. Cystersów jędrzejowskich zostało odprawione (6), na cześć i Chwałę Bogu w Trójcy Świętej Jedynemu.

 

 

————————–

Przypisy:

(1) DŁUGOSZ, Hist. pol., ks. VI, pod r. 1215, str. 617. – KROMER pod rokiem 1206.

(2) SEGUINUS, De Viris illustribus Ordinis Cisterciensis, lib. 2 et 3.

(3) Kronikę Wincentego Kadłubka (*) surową dotknął krytyką w swym dziele kleryk Baroniusz Jarosławski, czyniąc nad nią spostrzeżenia z dziejów postronnych narodów. Ale Baroniusz nie zważył tej prawdy, że za czasów Wincentego jeszcze nie były księgozbiory tak zapełnione licznymi dziełami, drukiem ogłoszonymi, jak za jego czasów, że zatem Wincenty mógł mieć w klasztorze jędrzejowskim niektóre tylko rękopisy niedokładnie skreślone, których używał do napisania swej kroniki, a tak, nie zasłużył sobie u Baroniusza na tę surową krytykę. Sprawiedliwie przyganić by należało samemu Baroniuszowi błędy w jego dziele, od których się nie uchronił, acz w późniejszym wieku już miał pod ręką daleko więcej historyków, bezstronną krytyką z błędów oczyszczonych, gdyby go nie wymawiała od nich ogólna ta uwaga: że nie masz żadnego bez błędów dzieła.

(*) Nakielski w dziele swym: Miechovia str. 71 pisze, iż kronikę Kadłubka napisał Mateusz Cholewa, biskup krakowski; wszakże nie całą, bo trzecią jej część napisał Kadłubek.

(4) Eklezjastyk rozdz. 44.

(5) SZYMON STAROWOLSKI w dziele: Vita et miracula Servi Dei Vincentii Kadłubkonis, przytacza długi szereg cudownych uzdrowień rozmaitych niemocy.

(6) Całą tę uroczystość ze wszystkimi szczegółami opisał X. JAN KANTY LASKIEWICZ kan. reg. św. Grobu Chrystusowego w dziełku: “Chwała bł. Wincentego Kadłubka”.