Bł. Władysław z Gielniowa

25 Września 

Żywot Bł. Władysława z Gielniowa.

(żył około r. 1500.)

 

 

 

 

Źródło: Żywoty Świętych Pańskich Starego i Nowego Testamentu z dzieła Ks. Piotra Skargi, T. V, 1880r.

 

 

Błogosławiony Władysław urodził się 1440 r. w Gielniowie, małym miasteczku województwa Sandomierskiego. Pochodził on ze stanu mieszczańskiego. Ubodzy a pobożni rodzice wychowawszy syna w bojaźni Bożej, umieścili go najpierw w miejscowej szkole, a gdy niepospolite swoje dał poznać zdolności, umyślili pomimo wielkiej trudności z jaką im to przychodziło, wysłać go do świeżo założonej podówczas akademii krakowskiej. Tam przykładny młodzieniec pilnie oddając się naukom, pobożnym ćwiczeniom swoim nie pobłażał bynajmniej. Codziennie idąc na kursy, Mszy Świętej wysłuchać pierwej musiał; a co mu tylko czasu od pracy zbywało, ten po największej części w kościele przepędzał. Stosunki towarzystwa i przyjaźni z zacnymi tylko i pobożnymi zawierał; a między takimi pierwsze trzymali miejsce: Św. Jan Kanty i Św. Szymon z Lipnicy. Szczególne też miał upodobanie w obcowaniu z zakonnikami, jakby wskazując na przyszłe swe powołanie.

Po ukończeniu kursów uniwersyteckich i otrzymaniu stopni naukowych, postanowił noszący podówczas jeszcze imię Jana młodzian, niezwłocznie świat opuścić. I wahał się właśnie do jakiego miał wstąpić Zakonu, gdy powracający z Rzymu Jan Długosz kanonik krakowski, który tam poselstwo króla sprawował, przywiózł z sobą Św. Jana Kapistrana, który świeżo zaprowadził był we Włoszech w Zakonie Św. Franciszka Serafickiego, najściślejsze reformy. Za przybyciem do Krakowa, zabrał on się gorliwie do przeprowadzenia w Polsce tego samego dzieła, a gorąca wymowa jego tak błogosławione wydała owoce, iż po kilku miesiącach pobytu jego w tym mieście, sama tylko akademia 180-ciu młodzieńców zreformowanemu przez niego Zakonowi dostarczyła. W tej liczbie był i Władysław; a że klasztor krakowski przepełniony był zakonnikami, odesłano go do takiegoż klasztoru założonego przez księżniczkę Annę Mazowiecką w Warszawie, gdzie wstąpiwszy do nowicjatu, dawne swe imię Jana na imię Władysława zamienił.

Odtąd już szybkim po drodze doskonałości postępował krokiem. Martwiąc swe ciało, zmysły na wodzy trzymał i tak też czystość swej duszy nieskażoną zachował. Cokolwiek w drugich dobrego upatrzył, niebawem starał się naśladować. Czyniąc zadosyć ślubowi posłuszeństwa, w niczym woli swej nie miał, poddając ją w najdrobniejszych nawet rzeczach woli swych przełożonych. Ubóstwo zaś tak ściśle pojmował, iż odmawiał sobie tych nawet rzeczy, których Reguła zakonnikom dozwalała. Słowem, od pierwszej chwili wstąpienia do nowicjatu, stał się wzorem doskonałości i świątobliwości dla całego zgromadzenia.

Wyświęcony na kapłana i piastujący urząd kaznodziei, wywiązywał się Władysław z niego z najzbawienniejszą dla słuchaczy korzyścią. Każde kazanie zwykł był zaczynać od słów: „Jezus Nazareński, Król żydowski”. I z tego źródła wyprowadzał najobfitsze i najpożyteczniejsze nauki, zagrzewając wiernych do czci i miłości Imienia Jezusa. Ułożył on koronkę z rozmyślaniem Tajemnic Życia Najświętszej Maryi Panny i Pana Jezusa, przeplataną rzewnymi modlitwami, do której Papież Paweł V. odpust zupełny przywiązał. Różne też wierszem pieśni nabożne pisał.

Wysokie cnoty i zdolności jego sprawiły, iż mimo że się wypraszał z tego, powierzono mu zarząd całej prowincji. Pięć razy z rzędu wybierany na tę godność, piastował ją przez lat 15 z najwyższym pożytkiem Zakonu i wiernych. Prowincja wtedy liczyła już 24 klasztory odległe bardzo jedne od drugich; on co rok zwiedzał wszystkie, podróżując pieszo, bez grosza, o żebranym chlebie. Dwa razy w taki sposób i do Rzymu chodził, raz na kapitułę generalną, drugi raz w celu usprawiedliwienia braci zakonnych, przed Stolicą Apostolską niesłusznie oskarżonych. I gdy znieważony Zakon odzyskał swą sławę. niecni oszczercy klątwą papieską ukarani zostali. Znakomity ów prowincjał ułożył dla swej prowincji tak mądre i odpowiednie ustawy, że zebrana w Urbino we Włoszech generalna kapituła, dla całego je Zakonu przyjęła.

Za jego to czasów, Aleksander, królewicz polski, wnuk Władysława Jagiełły rządził księstwem litewskim, i widząc jak istniejące tam jeszcze pogaństwo szerzyło się znowu, pobudzony rozgłosem świętobliwości Władysława i braci jego, zażądał aby mu ten w celu zaradzenia tak wielkiemu złemu, zdolnych, a gorliwych kapłanów ze zgromadzenia swego przysłał. Chętnie zadosyć uczynił żądaniu temu Święty; a wyprawieni tam kapłani odbywając misje po najdzikszych zakątkach Litwy, wsparci Błogosławieństwem Boskim, w krótkim przeciągu czasu około dwóch tysięcy dusz z bałwochwalstwa wyrwali.

W miasteczku Skępe, w dawnej ziemi Dobrzyńskiej, a dzisiejszej guberni Płockiej, w skutek objawienia się Matki Bożej zamożny jeden szlachcic wystawił mały klasztorek dla 50 Bernardynów. Pośpieszył tam Władysław, i kilku z braci swej w nim osadziwszy, dał początek fundacji, która odtąd obsługiwała miejsce licznymi później wsławione cudami.

Kiedy za Jana Alberta w 1499 r. tureckie i tatarskie wojska zalały Polskę, straszną pożogą kraj niszcząc, Władysław nakazał modły i posty w całej prowincji, a sam obiegał miasta i wioski, ognistymi kazaniami lud do pokuty zagrzewając, a przykładem własnym duchowieństwo świeckie do naśladowania go przywodząc. Ułożył wtedy, i o ile mógł rozpowszechnił następującą modlitwę: „Jezu Nazareński Królu żydowski! powstań i zetrzyj barbarzyńskie narody, a daj zwycięstwo chrześcijańskiemu ludowi, aby Potęgę Boga Wielkiego wysławiał na wieki!” Sam zaś przysporzył sobie wszelkich umartwień ciała, i całe noce przed ołtarzem Matki Bożej na modlitwie spędzał. Wysłuchał Pan Bóg tych modłów, zesłał wczesną i nadzwyczaj ostrą zimę, która owe dzikie hordy w obozach zaskoczywszy, wyniszczyła do szczętu, Polskę od owej plagi wolną czyniąc.

Wiekiem i ciężką przyciśniony pracą, wyprosił sobie nareszcie Władysław Święty, iż urząd jego innemu zdano, zostawiając samemu wybór klasztoru w którym by chciał zamieszkać. Lecz Święty odpowiedział: Za Łaską Bożą, odkąd jestem w Zakonie, woli własnej nigdy nie miałem; pozwólcie, abym bliski już śmierci, nie miał jej jak i wprzódy. Poślijcie mnie,  gdzie wam się podoba, mam jeszcze w sobie dość siły aby służyć zakonowi. Przeznaczony więc na przełożonego i na kaznodzieję klasztoru warszawskiego, oddał się tym obowiązkom z całym młodzieńczym zapałem. Gdy nastał Post Wielki, ze ściślejszą jak zwykle odbył go surowością. W Wielki Piątek miał kazanie o Męce Pańskiej, którym wszystkich słuchaczów do łez pobudził; a gdy przyszło do szczegółów biczowania Pana Jezusa, zwróciwszy się do obrazu, który je przedstawiał, powtarzając te słowa: ,,O Jezu, Jezu mój kochany!” wpadł w zachwycenie, i w oczach całego ludu w powietrze nad kazalnicę wzniesiony został. Przyszedłszy do siebie, kazania skończyć już nie mógł, i zakonnicy do celi zanieść go musieli. Odtąd już modlił się tylko, braciom dawał święte nauki, z odwiedzającymi go o Panu Bogu tylko rozmawiał, i coraz upadając na siłach, przyjął Ostatnie Sakramenty Święte i spokojnie zasnął w Panu 1505 roku.

Pochowano go na środku chóru kościoła Bernardynów, w miejscu nad którym pali się lampa przed Najświętszym Sakramentem. Lecz w r. 1572 arcybiskup Karnkowski będąc w Warszawie miał objawienie, w którym polecone mu było w Imieniu Pana Boga, by zwłoki jego na właściwszym miejscu umieścił. Z wielką wtedy uroczystością i w obecności króla Zygmunta Augusta przeniesiono i złożono je po prawej stronie Wielkiego Ołtarza, gdzie dotąd spoczywają w osobnej kaplicy. Przy grobie Władysława wiele zaszło cudów, w skutek czego Papież Benedykt XIV. wpisał go w poczet Błogosławionych, i jednym z głównych Patronów Polski i Litwy naznaczył, ku nieskończonej czci Pana Boga i Mocy Jego w Świętych Pańskich. Amen.

 

 

Pożytki duchowne.

 

 

O ile zacni, rozumni i cnotliwi kapłani Chwały Panu Bogu i Religii Świętej przynoszą, świadcząc uczynkami i życiem swoim, że wszystko czego ta nas uczy lub co nam nakazuje, dobre jest, mądre i święte; o tyle źli, niemoralni i ciemni kapłani uszczerbku czynią owemu przedziwnemu Dziełu Bożemu, w obliczu mało, lub wcale nie obznajmionych z jej duchem i prawidłami ludzi. Patrząc oni na poniżające ich, a często i występne postępowanie, składają na karb Religii to, co właśnie stąd wypływa, że jej uznać i doskonałymi Jej Prawami i Zasadami rządzić się nie chcą. I zaiste, nie ma nic co by przekonywało mocniej o Boskim pochodzeniu naszej Wiary Świętej jak to: iż pomimo bram piekielnych jakie na nią uderzają, pomimo tylu złości i zepsucia tych, którzy ją powierzchownie tylko wyznają, ona trwa niewzruszenie, i trwać będzie aż do skończenia wieków; trwać aż dopóki świat cały nie uzna Jedynego Pana Boga,  Stwórcę i Pana wszelkiego stworzenia, Chrystusa Jego Zbawiciela świata i Ducha Świętego, Światłość  Przedwieczną Nieśmiertelnego żywota.

 

 

 

 

 

 

© salveregina.pl 2023