Wszyscy Święci

5 Września. 

Żywot i męczeństwo Św. Eudoxyusza i innych.

(żyli około roku 280.)

 

 

 

 

Źródło: Żywoty Świętych Pańskich Starego i Nowego Testamentu z dzieła Ks. Piotra Skargi, T. V, 1880r.

 

 

Za czasów Dioklecjana cesarza, sroższego nad innych prześladowcy Chrześcijan, którzy uchodząc okrucieństwa jego, woleli mieszkać z dzikimi zwierzęty na puszczy, a drudzy się po górach i jaskiniach tułać; oskarżono przed starostą maliteńskim o Wiarę Chrystusową jednego z możnych panów Eudoxyusz zwanego. Zacny ten człowiek niedawno z przyczyny wyznawanej przez siebie Wiary, z wyższego urzędu na niższy został strącony; a gdy go teraz sędzia pilnie żołnierzom swoim szukać kazał, a oni znaleźć go nigdzie nie mogli, on ubrawszy się w proste suknie, poszedł im na oczy. Lecz oni go nie poznali i pytali samego: jeśliby nie wiedział gdzie się ukrył Eudoxysz? A on im na to: – Jeżeli do domu mego pójdziecie, a chleb z solą jeść ze mną będziecie i u mnie sobie z tej drogi wypoczniecie, ja wam go sam ukażę. Przyzwolili na to żołnierze, a on przygotował im dobry obiad, nakarmił ich i ugościł uczciwie: po czym znowu przypomnieli mu uczynioną im obietnicę wyjawienia, gdzie się ukrywał Eudoksjusz. Zacny gospodarz nie tając się bynajmniej rzecze: – Ja sam tym właśnie jestem którego szukacie; ja jestem Eudoksjusz. Zdumieli na tę wiadomość żołnierze, i podziwiając cnotę i uprzejmość tego, który w ten sposób nieprzyjacioły swoje przyjmował, rzekli wzruszeni: – Nie wydamy cię, ani pojmamy, iżeś nas tak uczcił; nie chcemy za hojność i gościnność twoją złem ci odpłacać, powiemy raczej żeśmy długo szukając, znaleźć cię nie mogli. – Wiedząc jednak mąż święty, iż jest czas, w którym się ukrywać, a jest czas kiedy się ukazać i Chrystusa Pana wyznać potrzeba, podziękował im za ich dobre chęci, a przywoławszy żonę swą Bazylissę, rozporządził swym domem, dziatkami, czeladzią i majętnością; nauczał żonę jak postępować miała, w końcu zaś napominał ją ażeby nie płakała gdy o jego śmierci usłyszy, ale ażeby raczej z radością i weselem ów błogi dzień czciła.

Tak wtedy opuszczając i dom swój i to co miał w nim najdroższego, a wszystko co świat miłuje, za marność i garść błota mając, aby tylko Chrystusa Pana pozyskał; ubrawszy się odpowiednio swej dostojności, poszedł z strażą swą do starosty. Sędzia ów, świadomy dobrze zacności osoby i domu jego, i wiedząc jak wiele osób Nauką swoją Chrystusowi Panu pozyskał, postanowił na postrach innym sądzić go publicznie, wobec licznie zgromadzonego ludu i wojska.

Najpierw mu wtedy ofiary bogom składać kazał; a gdy on tego wzbraniał się czynić, chcąc go przede wszystkim zbezcześcić, równie jak i tych wszystkich spomiędzy wojskowych, którzy by z nim trzymali, mniemając że takich niewielu będzie, rozkazał: aby i oni wszyscy tacy, pas żołnierski, oznakę ich godności, z siebie zrzucili. Wnet-że Eudoksjusz odpasawszy się, rzucił pas w oczach starosty, a z nim jednocześnie 1104 żołnierzy toż samo uczyniło. Widząc starosta tak wielką liczbę odpowiadających jego wyzwaniu i nie wiedząc co miał począć, wszystkiego zaniechawszy posłał do cesarza porady jego zasięgnąć. Odebrał wtedy rozkaz, ażeby pierwszych z pomiędzy winnych pokarał, a innym dał pokój. Przyzwał więc znowu Eudoxyusza do sądu i mając nadzieję że go przekonać potrafi, począł mu wyliczać męki jakimi trapić go będzie, jeśli ofiary bałwanom nie złoży.

Żartujesz podobno sędzio, powie męczennik, postrachy twoje są mi jakby igraszką dziecinną i gardzę nimi. Ogień twój zda mi się zimnym, gdy wspomnę na ów wieczny, którym dręczeni będą ci co znieważają Pana Boga Prawego, a miecz twój otworzy mi wrota do tych dóbr których pragnę. – Słysząc to starosta, wydał rozkaz czterem żołnierzom, aby go powrozami ćwiczyli. A gdy tak mordowany, niezwyciężoną zachował cierpliwość, odprowadzono go do więzienia, skąd po dniach kilku znowu przed sądem stawiony został. Czyś się namyślił? – powie mu sędzia. A on mu na to: Nie znasz ty jeszcze starosto obyczajów chrześcijańskich, ale je poznasz, skoro mi większe zadasz męki. Rozgniewany tym sędzia, kazał mu szyję tłuc żelaznymi kulami, a wszystkie członki ze stawów wyrywać. Wycierpiał rycerz Pański tak mężnie tę cięższą nad wszystkie śmierci mękę, iż przekonawszy się patrzący na to sędzia, że go zwyciężyć nie zdoła, na śmierć go skazał.

Przywiedziony na miejsce stracenia, Eudoksjusz taką uczynił modlitwę: Boże, Któryś ofiary Abla i Abrahama, długie ich prace a cierpienia licznych Twych Męczenników łaskawie przyjął, wejrzyj też dobrotliwym Okiem na tę ofiarę moją, a nie gardź tą trochą krwi, którą ja gorącem sercem Tobie ofiaruję. To mówiąc ujrzał swą żonę i zapytawszy czyli wszystko sprawiła jako jej zalecił, prosił ją aby go na miejscu Amiusza zwanym pogrzebała. Spostrzegł on też i ulubionego towarzysza swego Zenona, który rzewnymi zalewał się łzami, i zawołał na niego: Nie płacz najmilszy Zeno, Pan Bóg Któremu ja służę nie rozdzieli nas; ale jakoby w jednej łódce przewieziemy się na żywot wieczny. Wzruszony tymi słowami Zeno, wyskoczył wołając: – Jam jest Chrześcijanin. – I niebawem z rozkazu sędziego ścięty, poprzedził jedną chwilą w przybytkach wiecznych przyjaciela, który też za nim głowę swą pod miecz podał.

Żona Eudoxyusza porwała ciało jego i pogrzebała, o co pojmana i przed sądem stawiona, bogów pogańskich zelżyła publicznie, pragnąc iść za mężem. Ale jej tyran rzekł: – Chciałabyś pójść do męża, aleś ty śmierci nie godna i tej nie dostąpisz. A ona mu na to: – Chrystus, Pan mój, widzi dobrze serce i wolę moją, tę przyjmie za uczynek, a więc cząstki i korony z mężem moim nie stracę. I odegnana stamtąd do domu odeszła.

W kilka dni potem ukazał się żonie swej we śnie Eudoxyusz i rzekł jej: – Niechaj Makariusz przyjaciel i domownik nasz, idzie do sądu. – Powiedziała mu to Bazylissa; a on nie bawiąc, poszedł do sędziego, oznajmił że jest Chrześcijaninem i uczniem Eudoxyusza, i ścięty został, dostępując za modlitwą mistrza swego, nieśmiertelnej korony. Przez Pana naszego Jezusa Chrystusa, Któremu z Ojcem i z Duchem Świętym służy wszelka Moc, pokłon i Chwała teraz i na wieki wieków. Amen.

 

 

Pożytek duchowny.

 

 

Jak ten Święty Męczennik ugościł w domu swoim tych którzy go pojmać i na śmierć poprowadzić mieli; tak też i my powinniśmy zachować wolne od zawiści, a nawet i od żalu serce względem tych, którzy za Dopuszczeniem Bożym ciężkie bardzo niekiedy krzywdy nam wyrządzili. Wiemy że i włos z głowy nie spadnie bez Woli Pana Boga; często ten kto nam najdotkliwsze cierpienia wyrządza, sam nie zna mocy złego które czyni, ale Pan Bóg na nie zezwala, czy to karcąc nas za grzechy nasze, czy na wypróbowanie cnoty i wierności naszej ku sobie, a zawsze na wysługę, która bogdajby nas coraz godniejszymi Łaski i Miłosierdzia Jego uczynić mogła!

Prośmy też Pana Boga, by nam dozwalał takich szukać i takich znajdować przyjaciół, którzy by nas jak ten Eudoxyusz Święty do wiecznie szczęśliwych Przybytków, przykładem i modlitwą swą za sobą poprowadzili.

 

 

 

 

 

 

 

© salveregina.pl 2023