Św. Apolinary męczennik z Ravenny

23 Lipca.

Żywot Św. Apolinarego Męczennika, ucznia Św. Piotra Apostoła.

(żył około roku 48.)

 

 

 

 

Źródło: Żywoty Świętych Pańskich Starego i Nowego Testamentu z dzieła Ks. Piotra Skargi, T. IV, 1880r.

 

 

Za czasów cesarza Klaudiusza, Piotr Apostoł przyszedłszy do Rzymu z wielu Chrześcijanami i tam opowiadając Imię Pana Jezusa, a naukę swą wedle Pisma prorockiego, cudami stwierdzając, rzekł raz Apolinaremu, uczniowi swemu rodem z Antiochii: Co tu mieszkasz z nami? Wstań, a weźmij Ducha Świętego i biskupstwo, idź do Rawenny i opowiadaj tam Chrystusa, niczego się nie lękając. I kładąc na niego ręce, Piotr Święty mówił: Poślij, Panie, Anioła Twego, który drogę Twą zgotuje, i uczyni co mu rozkażesz. I dawszy mu pocałunek, odprawił go. Stanąwszy w Rawennie, zamieszkał Apolinary u jednego z Azji pochodzącego żołnierza, imieniem Ireneusza, oznajmiając mu kim jest i po co przyszedł. Co słysząc żołnierz obiecał mu: iż jeżeli ślepemu synowi jego wzrok przywróci, uwierzy w Pana Boga, Którego Apolinary wyznaje. Kazał Święty przywieść młodzieńca, i w obecności zgromadzonych tam osób przeżegnawszy ślepego, rzekł: Boże, Który na każdym znajdujesz się miejscu, wnieś znajomość i Naukę Syna Twojego Jezusa, w to miasto; otwórz nie tylko cielesne oczy tego młodzieńca, ale i oczy dusz tego ludu, ażeby poznał, żeś Ty jest Bogiem Jedynym. Uczyń tu Panie pożytecznymi kazania i prace moje! Gdy to wymówił, ślepy przejrzał, padł do nóg Świętemu i wraz z rodzicami swymi uwierzywszy w Chrystusa Pana, w pobliskiej rzece ochrzczony został.

Dowiedział się o tym cudzie rotmistrz Ireneusza, i mając żonę nieuleczoną złożoną niemocą, przyzwał tajemnie Świętego do siebie, a przyjmując go z czcią wielką, wobec wszystkich żołnierzy swej roty, rzekł do niego: Oto jest żona moja od dawna nie podnosząca się z łóżka; wszystkie jej lekarstwa szkodzą; masz-li moc jaką? użyj jej tu nad nią. – Nic bez Imienia Pana Jezusowego nie umiem. – I obracając się do chorej: – Niech Bóg oświeci oczy dusz waszych, abyście widząc cuda, uwierzyli. A biorąc ją za rękę, dodał: – Wstań, w Imię Pana naszego Jezusa Chrystusa, i uwierz w Moc Jego. – Wstała natychmiast uzdrowiona niewiasta, i zawołała: Nie ma Boga nad Jezusa,  Którego ty opowiadasz! – Powtórzyli te słowa patrzący na ów cud żołnierze, i znaczna ich część wraz z całym domem rotmistrza, Chrzest Święty przyjęła. Odtąd mieszkał już w tym domu Apolinary, i schodzących się tajemnie do niego nauczał tam, chrzcił, i Mszę Świętą odprawiał dla wiernych, z których wielu, synów swych na naukę do niego oddawało. A lat dwanaście przemieszkawszy w Rawennie, księży tam i diakonów na posługę nowych Chrześcijan powyświęcał.

Kiedy się sława Świętego rozgłosiła, coraz więcej czcicieli bałwanom ujmując, Saturnin, książę tamtejszy, podał go w ręce kapłanom pogańskim, którzy poprowadziwszy go do swej świątyni, ukazali mu złoto i srebro zdobiące posąg jowisza, i kłaniać mu się kazali. Naśmiał się z nich mąż Boży i mówił: iż lepiej to ubogim rozdać jak szatanowi w owych bałwanach na ofiarę składać. Rozgniewani tym bałwochwalcy, straszliwie go zbili, i sądząc, że nie żył, wrzucili go w morze. Ale Pan Bóg cudownie go stamtąd wyratował, i Chrześcijanie znalazłszy go zdrowego zabrali, i przechowali tajemnie.

Po sześciu miesiącach, znakomity obywatel Rawenny imieniem Bonifacy rażony paraliżem, utracił mowę, i dowiedziawszy się o wyratowaniu Apolinarego, szukać go kazał. A gdy mu go przyprowadzono, Święty najpierw córkę jego z opętania czartowskiego wyzwolił, a ujrzawszy niemego Bonifacego, taką uczynił nad nim modlitwę: „Panie Jezu Chryste, Któryś zawarł usta tego człowieka, aby pomocy od bałwanów nie prosił, przywróć mu mowę, aby uwierzywszy w Ciebie, Imienia Twego wzywał”. A Chrześcijanie dodali: „Amen”. Rozwiązał się tejże chwili język niemego, który chwaląc Pana Boga, powtarzał: – Nie masz innego Boga nad Jezusa! – I tego dnia pięćset ludzi uwierzyło w Chrystusa Pana.

Wkrótce potem pogaństwo pojmało Apolinarego Świętego i zbiwszy kijmi, zakazało mu Imienia Jezusowego wspominać. A on leżąc na ziemi, wołał: iż Jezus jest Bóg prawdziwy. Nie mogąc tego ścierpieć synowie ciemności, rozsuli żarzące węgle i bosymi nogami chodzić mu po nich kazali. Chodził swobodnie Święty nie czując żadnego bólu, i tym głośniej Zbawiciela wychwalał. Wyrzucili go tedy bałwochwalcy za miasto, gdzie wiele przychodziło ludzi opatrywać jego potrzeby, zanim znowu tam nie powrócił, ażeby apostolskie swe posłannictwo pomiędzy nimi spełniać. Widząc iż tu nic poradzić z nim nie mogli, wygnali go poganie do prowincyi Emilii, gdzie Święty jak zwykle, służył zbawieniu swych braci; gdy w Rawennie tymczasem zachorowała śmiertelnie zacnemu senatorowi Ruffinowi córka. Strapiony ojciec szukał wszędzie Apolinarego Świętego, którego gdy znaleziono i wprowadzono do niego, córka owa umarła. Przerażony Ruffin zawołał: Bogdajbyś był nigdy w dom mój nie wchodził! bogowie to skarali mnie, iżem cię tu wprowadził. – A on mu na to: Przyrzeknij mi, iż córce twojej pozwolisz iść za jej Zbawicielem, a poznasz Moc Pańską. Obiecał wszystko zrozpaczony ojciec, a mąż święty przystąpiwszy do panny, modlił się: Panie Jezu Chryste, Któryś dał mistrzowi memu Piotrowi Świętemu, ażeby wszystko co zechce otrzymał od Ciebie, przywróć do życia to stworzenie Twoje. I rzekł do zmarłej: Wstań, a wyznaj Stworzyciela twojego. – I wnetże wstała dzieweczka, i wołała: – Wielki jest Bóg, Którego opowiada Apolinary. Rozsławiło się wtedy znowu Imię Pana Chrystusowe, nawróciła się cała rodzina Ruffina ze wszystkim domem 324-ech osób, oprócz wielu innych pogan; a gdy wdzięczny Ruffin miłując Apolinarego Świętego, wszystkie potrzeby jego tajemnie opatrywał, córka jego poświęciła się Bożej Służbie.

Dowiedziawszy się cesarz o wszystkim co zaszło, posłał w miejsce Ruffina namiestnika swojego Messalina do Rawenny z poleceniem, ażeby Apolinarego pojmał, i albo go zniewolił do złożenia bogom ofiary, albo go z ziemi wywołał. Lecz Święty śmiele przed Messalinem wyznawszy Chrystusa Pana, bity okrutnie i męczony, gdy nie przestawał wychwalać Pana Boga, zapytany od Messalina: co za zapłaty spodziewa się za te męki? – Zbawienia wiecznego, odrzekł, jeżeli wytrwam do końca, i żywota bez śmierci; bo kto dla Chrystusa umrze, żywy będzie. Kazał go wtedy bić dalej, kamieniami w twarz mu rzucać, a wrzącą wodą rany jego polewać. Okrutniku, wołał Męczennik, uwierz w Syna Bożego, abyś wiecznej uszedł męki! – Wsadzono go wreszcie do więzienia gdzie cudownie od Anioła uzdrowiony, tajemnie został porwany, i okrętem wywieziono go na wygnanie. W ciągu podróży, płynących spotkała wielka burza, która rozbiwszy okręt, zatopiła wszystkich. Ocaleni tylko Apolinary Święty z dwoma klerykami swymi, i dwóch żołnierzy popłynęli do lądu, a tam nauczywszy Wiary Świętej i ochrzciwszy owych żołnierzy, mąż święty puścił się dalej na brzegi Dunaju, gdzie wiele dusz Panu Bogu pozyskał, i poszedłszy do Tracji, tam czas długi opowiadał Chrystusa Pana. Lecz w końcu prześladowany i zbity bardzo, morzem bez wioseł i steru na wygnanie także wyprawiony został. Wola Boża tym jeszcze razem poniosła go do Rawenny, gdzie z wielkiem weselem przyjęli go Chrześcijanie. Ale gdy zwyczajem swoim Mszę Świętą miewał, wzburzyli się poganie, pojmali Apolinarego, i poprowadziwszy go do świątyni apollina, pokłonić się bałwanowi kazali. Biskup Święty spojrzawszy na bożyszcze, modlił się przez chwilę, i wnet-że bałwan runął skruszony, a zaledwie wyszli stamtąd, upadła w gruz i świątynia cała. Wielbili Pana Boga Chrześcijanie, a pogaństwo rozjątrzone, podało Świętego w moc sędziemu Taurusowi. Ten wezwawszy znakomitszych ludzi do siebie, pytał go w ich obecności, czyją by mocą takie cuda czynił? Chrystusową, powiedział, który jest Bóg Prawy. Mam syna ślepego od urodzenia, rzecze Taurus, jeśli mu oczy naprawisz, uwierzę w twego Chrystusa. Na wezwanie Świętego, przejrzał ślepy, czym niesłychanie uradowany ojciec, wysłał Apolinarego do swej wsi o sześć mil od Rawenny, gdzie mąż Boży cztery lata przemieszkał, zarówno ciałom jak i duszom ludzkim wszelaką niosąc pomoc.

Ale i tam poganie nie zostawili go w spokoju; kapłani ich z Rawenny oskarżyli go przed cesarzem Wespazjanem, który go z kraju wygnać rozkazał. Zmordowanego wtedy wiekiem i cierpieniami, stawiono starca przed sędzią Patrycjuszem, który nie mogąc wymóc na nim, aby się jego bałwanom pokłonił, wsadził go do więzienia chcąc się namyślić, jakich by mógł jeszcze użyć na niego sposobów. Ale mający straż nad nim rotmistrz tajemny Chrześcijanin, wyprowadził go stamtąd, i o północy ułatwił mu ucieczkę. Dowiedziawszy się o tem pogaństwo, dopędziło go, i mieczami tak długo siekło, aż go za umarłego odeszli. Przededniem nadbiegli tam Chrześcijanie i zabrawszy żyjącego jeszcze, ponieśli go do wsi, gdzie pielęgnowany przez nich błogosławiony Męczennik po dniach siedmiu świat ten pożegnał. Pogrzebiony jest przed murami Klasyńskimi u Rawenny, w trumnie kamiennej głęboko w ziemi złożony. Sprawował Kościołem Świętym lat przeszło 28. Na Chwałę Pana Boga naszego Jezusa Chrystusa, Który z Ojcem i z Duchem Świętym króluje na wieki wieków. Amen.

 

 

Uwaga.

 

 

Ileż to razy zdarza nam się słyszeć przesądzających Wyroki i Dobroć Pana Boga, który najwierniejszych sobie, częstokroć najcięższymi obarcza krzyżami! A zastanówmy się tylko, czym ów Pan sprawiedliwy płacił wysługi tych wielkich a tak statecznych sług i apostołów swoich? Oto nędzą, katuszami bez miary i końca. Nic jednak nie zachwiało ich męstwa i wytrwałości w wypełnianiu tego, co im przez Stwórcę zlecone zostało. Wytrwałość to bowiem w czynieniu powinności naszej, wysługuje nam ową umysłem ludzkim niepojętą a wiekuistą nagrodę, do której dążymy przez Wiarę, a której dostąpienie będzie urzeczywistnieniem tych nieogarnionych i nieskończonych pragnień duszy człowieka, których niczym na tym świecie zaspokoić nie jest w stanie.