21 marca

Żywot Św. Benedykta opata.

(żył około r. 527.)

 

 

Źródło: Żywoty Świętych Pańskich Starego i Nowego Testamentu z dzieła Ks. Piotra Skargi, T. II, 1880r.

 

 

Benedykt, co znaczy: Błogosławiony; był równie imieniem jak i Łaską Błogosławionego żywota. Od pierwszej już młodości serce statecznością miał stare; a obcując ze światem, pogardził nim jakoby uschłem kwieciem. Urodzony w księstwie Spoletańskim we Włoszech, w Nursji zamku dziedzicznym znakomitej rodziny swojej; syn Eutropiusza z starożytnego rodu Anicjuszów i Abundancji hrabiny na Nursji, oddany był młodziuchnym na nauki do Rzymu. Gdy jednak wszystkie myśli i uczucia jego do Pana Boga jedynie zwracać się poczęły, opuścił dom i szkołę, lecz opuścił je umiejętnym bez nauki, a mądrym w nieumiejętności. Pierwsze zaraz kroki jego Pan Bóg cudem naznaczył, bo gdy szedł na pustynię, w miasteczku Efrydzie zatrzymany od przyjaciół, stłukł pożyczone sobie kosztowne jakieś naczynie. Odprowadzająca go matka rozpłakała się na myśl przykrości jaką tym zrządził, a syn dotknięty jej zasmuceniem, westchnął do Pana Boga, i pomodliwszy się serdecznie, naczynie ujrzał całym, i komu należało powrócił. Zdarzenie to wsławiło go u ludzi, a mieszkańcy Efrydy na uwiecznienie jego pamięci zawiesili u drzwi kościoła Św. Piotra owo cudownie spojone naczynie. Ale Benedykt Święty unikając sławy i czci ludzkiej, matkę i przyjaciół opuścił, i udał się tajemnie na puszczę Sublacus zwaną, osiem mil od Rzymu odległą. Dążąc tam młodzian Święty napotkał mnicha imieniem Romana, który wypytawszy go o jego pobożne zamiary, uprosił, iż mu wolno było przynosić pustelnikowi żywność. A że jaskinia, w której Benedykt trzy przemieszkał lata, na niedostępnej była opoce, spuszczał więc na dół powróz, którym chleb przez Romana podawany, do siebie wciągał.

Gdy go już Pan Bóg chciał ludziom ku ich pożytkowi oznajmić; w dzień Wielkanocny, pewnemu kapłanowi, który był sobie dobry obiad zgotował, rzekł Pan w widzeniu: „Ty sobie rozkoszne potrawy przyrządzasz, a sługa mój samotny w tej oto jaskini, głodem zmorzony, przebywa”. Wnetże porwał się kapłan, i zabrawszy jedzenie dopóty szukał, aż wynalazł jaskinię: i pozdrowiwszy Benedykta, powiedział: Wstańmy jeść, bo to dziś wielkie Wielkanocne święto, i nie godzi się pościć. Jam tu do ciebie posłany od Pana Boga, abyś głodne twe ciało tymi darami Bożymi posilił. – I spożywszy z nim przygotowany dla siebie obiad, kapłan powrócił do domu.

Około tego samego czasu i pasterze też schronienie jego odkryli. Mniemali oni z początku, iżby się w owej jaskini zwierz jakiś ukrywał, lecz poznawszy Benedykta, mnóstwo ludzi schodziło się do niego po Błogosławieństwo; a przynosząc mu chleb ku pożywieniu ciała, niebieskie pokarmy dla serca i duszy, z ust jego odbierali. Dopuścił jednak Pan Bóg na sługę Swego dotkliwą próbę: myśli i żądze cielesne, jakich w swym życiu dotąd nigdy nie zaznał, dręczyć go poczęły, tak, iż o mało nie porzucił pustyni, aby powrócić do świata. Wtem zwróciwszy myśl ku Panu Bogu, przerażony niebezpieczeństwem strasznego upadku, chcąc mu zapobiec, a ratować swą duszę, rzucił się obnażony między pokrzywy i ciernie, i tarzał się dopóty, aż ciało straszliwie znękawszy i poraniwszy, grzech i ogień wewnętrzny stłumił, i bezpowrotnie zwyciężył. Wiele potem ludzi świat opuszczając, garnęło się do jego nauki, i słusznie, bo sam na sobie grzech zwyciężywszy, innym dopiero mistrzem miał zostać.

Był tam w bliskości w Wikowaro klasztor, w którym gdy opat umarł, mnisi pomimo wielkiego z jego strony oporu, obrali przełożonym Benedykta Świętego. Ten widząc wielce sprośny ich żywot, w pilnej straży ich trzymał, prostując myśli ich i obyczaje; czym oburzeni, u stołu w winie truciznę mu podali. Św. Benedykt Krzyżem Świętym szklankę przeżegnał, a ta jakoby kamieniem zdruzgotana rozpadła mu się w ręku. Zrozumiał to mąż Święty, a podniósłszy się z twarzą wesołą, powiedział: Boże, bądź wam miłościw! bracia mili. A cóżeście to uczynić ze mną chcieli? Wszak żem wam mówił, że moje obyczaje z waszymi się nie zgodzą. Szukajcie sobie innego ojca, bo mnie już mieć nie możecie, a ja powracam do jaskini mojej. Tam tylko złe znosić i cierpieć się godzi gdzie między złymi i dobrzy się znajdują; bo gdzie wszyscy zepsuci, tam praca daremna i pożytku z niej nie ma. Tak też Święci czynili, gdy praca ich próżną była u jednych, szli do drugich, obfitsze stokrotnie zbierając plony. I tu na puszczy nasz Święty tak cnotą i cudami zasłynął, iż cisnących się do niego uczniów, pomiędzy którymi wielu było powierzonych mu przez znakomitych panów rzymskich synów, w dwunastu przez siebie zbudowanych klasztorach po dwunastu w każdym osadził, oprócz tych, których przy sobie dla doskonalszego w Służbie Bożej ćwiczenia zostawił. Jednemu klasztorowi na skale stojącemu, wodę modlitwą swoją ze skały wywiódł. A gdy raz opiece jego zdany maleńki Placydus wpadł w rzekę czerpiąc wodę, młodziuchny Maurus towarzysz jego wszedł do rzeki na rozkaz Benedykta Świętego, i chodząc po jej powierzchni jakoby po ziemi, unoszonego już pędem wody, pochwycił, i szczęśliwie na brzeg wyprowadził.

Sława Świętego męża tak bardzo się szerzyła, iż zazdrością zdjęty jeden, imieniem Florencjusz, chcąc się go pozbyć, chleb mu zatruty posłał. Ale pustelnik znając to Natchnieniem Bożym, dał go krukowi, aby na niedostępne poniósł go miejsce, a tym sposobem omylił nadzieję Florencjusza, który wkrótce potem nagłą zginął śmiercią. Dowiedziawszy się o tym Benedykt Święty płakał nad nim, a ucznia, który mu śmierć nieprzyjaciela z weselem oznajmił, pokutą ukarał.

Raz jeszcze, a tym razem już na zawsze opuścił wielki Sługa Boży jaskinię swoją, i udał się na górę do zamku Kassynum nazwanego. Tam jeszcze był bałwan apollina, skruszywszy go więc Benedykt Święty, kościół Św. Jana w tym miejscu postawił, klasztor zbudował i napisał tym, którzy go napełnić mieli ustawy, które przez długie lata w duchownych synach jego znamionowały mądrość i pożyteczność zasad świętego ich ojca i mistrza. Benedyktyni bowiem nie tylko w porządku religijnym, ale i na polu nauki niezmierne światu oddali przysługi. A Zakon ich rozszerzony z czasem po całym katolickim świecie, dostarczył Kościołowi wielką liczbę znakomitych nauką i świątobliwością prałatów, dwustu przeszło kardynałów, więcej jak czterdziestu papieży i około pięciu tysięcy Świętych kanonizowanych.

Benedykt Święty posiadał w wysokim stopniu prorockiego ducha. Słysząc o tym Totilla, król Gottów, przyjechał do niego, i chcąc go wypróbować, posłał mu trzech dworzan, z których jeden przybrany w królewskie szaty, osobę jego przedstawiał. Zaledwie ujrzał go mąż święty, rzekł do niego: – Złóż z siebie synu szaty, w któreś się przybrał, one ci nie przystoją, bo nie do ciebie należą. – Zmieszany i przelękły dworzanin padł na kolana nie dochodząc do Benedykta Świętego, i wrócił do swego pana, cud mu opowiadając. Król sam natenczas z wielkim poszanowaniem i trwogą przyszedłszy, z daleka przed Świętym Benedyktem na ziemię upadł i leżał, i wstać nie śmiał, pomimo kilkakrotne wezwanie Świętego, aż ten własną podniósł go ręką. Wtedy Benedykt Święty przyjąwszy go z oznakami pewnego uszanowania, zgromił surowo za popełnione gwałty, mówiąc: – Wiele złego uczyniłeś i czynisz, zaprzestańże twej złości. Rzym weźmiesz, za morze przejdziesz, a dziewięć lat królując, dziesiątego umrzesz, staniesz przed Panem Bogiem, i zdasz Mu rachunek z życia całego. To słysząc Totilla przeląkł się bardzo, a prosząc Świętego, aby się za niego modlił, odszedł, i odtąd miarkował nieco swe okrucieństwo. Wkrótce potem, jak to miał przepowiedziane, Rzym zdobył, do Sycylii przybył, a w dziesiątym roku po widzeniu Świętego żywot wraz z królestwem utracił. Przewidział też równie mąż Boży zburzenie klasztoru Kassyńskiego; zniszczyli go Longobardowie, podczas kiedy modlitwy świętego opata wszystkich w nim ocaliły ludzi.

W czasie głodu wielkiego, bracia smucić się poczęli, bo im już nie stawało chleba. Skarcił ich Benedykt Święty za tak małą wiarę; i nazajutrz dwieście korcy mąki złożonej pod drzwiami klasztoru znaleźli. Kto i skąd ją przywiózł? wiadome nigdy nie było.

Innym razem, ojcu jednemu na pełne wiary prośby jego, dziecię umarłe modlitwami swymi do życia przywrócił. A tylu zasługami i cudami z Daru Bożego, wielki ów Sługa Pański wsławiony, równie ostrością pokutnego żywota wszystkich zakonników przechodził, jak i żadnemu w pokorze prześcignąć się nie dał, sługą się czyniąc najmniejszych ze swych braci. Miał Benedykt siostrę Św. Scholastykę, która od młodości służbie Bożej oddana, rok w rok dla duchownej rozmowy, nawiedzała brata. Gdy już miała Panu Bogu ducha oddać, i po raz ostatni zeszła się z Benedyktem Świętym, jak zwykle opodal od klasztoru w znajomym im domu, prosiła go, by całą noc nadchodzącą, rozmową jego o rzeczach niebieskich ucieszyć się mogła. Kiedy się wymawiał, iż żadną miarą nigdzie poza klasztorem nocować nie może, Scholastyka Święta zwiesiwszy na stół głowę, płakać i modlić się poczęła. I wnetże deszcz ulewny i błyskawice takie powstały, że ruszyć się z miejsca nie było podobna. – Coś mi ty uczyniła siostro moja? – rzekł jej Benedykt Święty. – Tyś mnie wysłuchać nie chciał, odpowie: Bóg mój wysłuchał mnie – i tak noc całą o Królestwie Bożym rozmawiając, razem spędzili; a dnia trzeciego potem ujrzał Benedykt Święty duszę swej siostry niesioną w Niebo z wielką Chwałą; za co dzięki składając Panu Bogu, braci o jej zejściu oznajmił, i w grobie przygotowanym dla siebie złożyć ją kazał.

Roku, w którym miał umrzeć, dzień śmierci swojej uczniom swym opowiedział, i na sześć dni pierwej dostawszy gorączki i upadając na siłach, ostatniego kazał się zanieść do kościoła, gdzie przyjąwszy Ciało i Krew Pańską. Panu Bogu duszę swą oddał r. 542. Pogrzebiony w Kassynie: tak po śmierci jak i za życia wielkimi słynąc cudami, na Wieczną  Chwałę Nieogarnionemu Panu Bogu uwielbionemu w Swych Świętych. Amen.

 

 

Uwaga.

 

 

Żywot tego z dzieciństwa wybranego Bożego, nasuwa uwagę, jak słowa Pisma Świętego. iż: „Duch Święty tchnie gdzie i kiedy chce”, widzimy spełniające się bezustannie, a tak wyraźnie w Świętych Pańskich. Wielkich miał Pan Bóg zawsze sług Swoich: a przecież wśród innych, i prorocy, ci opowiadacze Woli  i Wyroków Bożych, nie zawsze poznaniem tejże Woli  obdarzeni byli. Pan Bóg to dla upokorzenia ich czynił, aby wiedzieli czym są z Pana Boga, gdy ducha prorockiego mają, a czym są sami z siebie, gdy go nie mają. Uwielbiajmy Dar niewymownej Łaski, jaką tu Pan Bóg Benedykta Świętego obdarzył, a którą ten mąż Święty ku Chwale Jego, a dusz zbawieniu tak gorliwie i statecznie obracał.

 

 

 

 

 

 

© salveregina.pl 2023