Św. Brunon

6 Października.

Żywot Św. Brunona, Założyciela Kartuzów.

(żył około r. 1060.)

 

 

 

 

Źródło: Żywoty Świętych Pańskich Starego i Nowego Testamentu z dzieła Ks. Piotra Skargi, T. V, 1880r.

 

 

Św. Brunon z uczciwej starodawnej rodziny westfalskiej pochodzący, urodził się w Kolonii około 1035 r. Z młodości skromny, dobry, nieskażonych obyczajów, najcnotliwsze skłonności okazywał. A że był wielce bystrego umysłu, oddany w miejscu na naukę do szkoły Św. Kuniberta, znakomite czyniąc w niej postępy, odznaczał się zarówno swą uczonością, jak i bardzo przykładnym i świętobliwym wśród wielkiego świata życiem. Niepospolitą też zjednał sobie wziętość. Święty Hannon biskup koloński pragnąc mieć przy swoim boku takiej wartości człowieka, skłonił go już wtedy do wstąpienia do stanu duchownego, a wyświęciwszy na kapłana, uczynił go kanonikiem katedralnym. Pomimo to jednak dla ukończenia studiów, z Kolonii udał się Bruno do Reims, gdzie w słynnej podówczas szkole katedralnej wysoko stanął w naukach, a między tymi w teologii i w filozofii, co mu tak wielkie zjednało uznanie, że arcybiskup remeński Gerwazy mianował go scholastykiem. Z godnością tą łączył się podówczas obowiązek czuwania nad wszystkimi szkołami diecezji. A Bruno jako przełożony i jako nauczyciel, wywiązał się wybornie z swego zadania, niektórzy z jego uczniów zaszczytne zajęli miejsce w historii Kościoła; mądrość Brunona przyświecała długo szkole w Reims, a Gerwazy wielokrotnie szukał jego rady i pomocy w zarządzie diecezją.

Kapłańskie cnoty i gorliwość jednego z najuczeńszych owego czasu prałatów, powszechne mu poważanie jednały, i gdy arcybiskupstwo remeńskie zawakowało, lud i duchowieństwo jednogłośnie Brunona na tę godność powołało. Bruno dowiedziawszy się o tym, uszedł tajemnie i tak się ukrył, iż kto inny w jego miejsce zajął arcybiskupią stolicę.

Wtenczas dopiero wyszedł z ukrycia pokorny kapłan którego duszę zajmowały już coraz głębiej myśli o znikomości rzeczy ziemskich, a razem postanowienie opuszczenia świata. Według innych, następujące zdarzenie w kościele Notre Dame w Paryżu, miało wpłynąć na ten zwrot w usposobieniu Brunona: W 1080 roku gdy Paryż przepełniony był uczącą się młodzieżą, umarł tam znakomity nauką profesor akademii poważany powszechnie jako uczciwy i dobry człowiek, kanonik Rajmund Diokres. Przy śmierci przyjął Święte Sakramenty, i gdy na pogrzeb wiele się ludzi zeszło do kościoła, a śpiewając wigilie zaczęto onę lekcję: „Responde mihi”, umarły podniósł się na marach, i przerażającym a wielkim głosem zawołał: Sprawiedliwie jestem na Sądzie Boskim obwiniony. — I to wyrzekłszy, położył się i umarł. Wszyscy nad wyraz przerażeni, przypuszczając, iż mógł być w letargu, odłożyli pogrzeb na dzień następny; a gdy nazajutrz jeszcze większa liczba osób zeszła się w kościele i wigilie znowu śpiewano, na słowa: „Responde mihi,” umarły głowę podniósł i przeraźliwym zawoławszy głosem: — Sprawiedliwie jestem Sądem Bożym osądzony! — Położył się jak pierwej, umarłym. Przestrach był nie do opowiedzenia; lecz jeszcze do dnia trzeciego odłożono pogrzeb. Gdy dzień ów nadszedł, a żadna zmiana nie okazywała jakoby Rajmund był przy życiu, zamierzono go pochować. Śpiewano wtedy jak zwykle wigilie; a kiedy przyszło do słów: „Responde mihi,” jako i poprzednio, głowę podniósł, i ze straszliwym narzekaniem zawołał: — Sprawiedliwie jestem Sądem Bożym potępiony. — Tu już żałosnym podziwem zdjęci, zadrżeli wszyscy przytomni, i uważając, iż nie był godzien kościelnego pogrzebu ten co swe nieszczęśliwe potępienie oznajmił, wyniesiono go, i za miastem na miejscu niepoświęconym pochowano.

Opowiadanie tego wypadku niewiadomo czym wywołane, wniesione początkowo do brewiarza rzymskiego, następnie po dokładnym rzeczy zbadaniu przez Stolicę Apostolską i przez uczonych odrzucone, a z rozkazu Papieża Urbana VIII. usunięte z niego zostało. Sam Bruno o tym zdarzeniu nigdzie nie wspomina, a co więcej, nigdy on w życiu swoim w Paryżu nie był. Zamiar jego oddalenia się od świata przypisują raczej ciężkiej boleści, jaką go widok gorszących postępków przywłaszczyciela stolicy arcybiskupiej Manassesa, napełniał. Jak bądź wtedy, złożył on swe dostojeństwa, wyrzekł się wszystkiego co posiadał na ziemi, i wraz z gromadką bogobojnych przyjaciół osiadł w zamku Reciae w Szampanii. Stamtąd po niejakim czasie udał się do Saisse-Fontaines, gdzie wszyscy razem surowe i odosobnione wiedli życie; a nareszcie gdy naradzającemu się z przyjaciółmi nad wyborem reguły życia, wskazano mu Św. Hugona biskupa Grenoble jako tego, który najwłaściwiej mógł nim pokierować, Bruno wziąwszy z sobą sześciu towarzyszy jako to: trzech kanoników, jednego kapłana i dwóch świeckich, znakomitych urodzeniem i nauką młodzieńców, podążył do Grenoble, aby żywotem świętobliwym wsławionego męża, o radę i pomoc w tym względzie prosić.

Gdy się to działo, Hugo biskup miał objawienie we śnie: iż na puszczy którą zwano Kartuzja, Pan Bóg wielkiego Majestatu pałace budował, a siedem gwiazd jasnych prowadziło go w to miejsce. I gdy się zastanawiał nad tym widzeniem, pewnego dnia oznajmiono mu przybycie wiadomych nam siedmiu mężów. Rozmawiając z nimi, dowiedział się Hugo o ich zamiarach, i błogosławiąc Pana Boga za ich święte myśli i dążenia, opowiedział im widzenie swoje, zachęcił do wytrwania w chwalebnym postanowieniu, i wskazał im ową puszczę Kartuzję, na wysokiej rozciągającą się skale, z trudnym przystępem, i na zimne wystawioną powietrze. Ale te wszystkie okoliczności nie zraziły mężnych rycerzy Pańskich; pospieszyli oni radośnie na obrane im przez Pana Boga samego miejsce, i zbudowawszy kościół, a w pewnej między sobą odległości osobne dla każdego z nich chatki, zamieszkali tam 1084 r.

Taki był początek zakonu Kartuzów. Pierwsze to zgromadzenie zaraz przypominając ostrością życia dawnych pustelników egipskich, anielskim tchnęło duchem. Trapiąc ciało czuwaniem i postami, w czystości i cierpliwości wielkiej, pobożni ci ludzie oddawali się modlitwie, rozmyślaniu rzeczy niebieskich, i ćwiczyli się w milczeniu; pewne też godziny poświęcając pracy ręcznej i ksiąg pisaniu które im skromny fundusz na wyżywienie przynosiło. Tak więc i piórem i modlitwą i niewinnością swoją nieśli Kościołowi Bożemu pożytek. Bruno zaś jak słońce między gwiazdami, wskazywał im ową trudną drogę życia; a światłem i przykładem własnym do wytrwania na niej zagrzewał. Kartuzi też jakby duchem jego wiedzeni, zachowują wiernie po dziś dzień ustawy jakie im założyciel ich nadał. Prowadząc bowiem zupełnie od świata oderwane życie, mięsa w najcięższej nawet nie jedzą chorobie, i nieprzerwane zachowują milczenie.

Ale niedługo mógł Bruno Święty swej samotności pozostać. Uczeń jego Urban II. zasiadłszy na Stolicy Apostolskiej, powołał go do siebie, ażeby w ważnych okolicznościach tyczących sumienia lub sprawowania Kościoła Świętego, rady jego zasięgać. Z wielką mu przyszło trudnością rozstać się z towarzyszami swymi, którzy go puścić nie chcieli. Gdy jednak rozkazowi papieskiemu sprzeciwić się nie mógł, pojechał do Rzymu, a nad pozostałymi braćmi, jednego z nich przełożonym naznaczył.

Strapieni tym rozłączeniem bracia, wkrótce udali się za nim do Rzymu, ale go u papieża wyprosić nie mogli. Bruno zwrócił ich do Kartuzji, gdzie pozbawieni Świętego przewodnika swego w tak wielkie wpadli zniechęcenie, że się już rozejść mieli, gdy wspomniawszy na owo widzenie Św. Hugona i wezwawszy szczególnej Opieki Matki Bożej, a obrawszy sobie za Patronów Świętych Piotra i Jana Chrzciciela, umocnili się w pierwszym postanowieniu, i pozostali wiernie na miejscu. Odtąd to zaczęli odmawiać na cześć Bogarodzicy Godzinki, zwane Officium Parvum, co dotąd ściśle wypełniają Kartuzi. Bruno zaś nie przestawał ich listami swymi utwierdzać w tym zawodzie, i swym ich duchem ożywiać.

Tymczasem i sam Święty tęsknił bardzo za puszczą i wypraszał się u papieża, aby go z posług swych zwolnił. Po niemałych trudnościach uległ wreszcie Ojciec Święty z wielkim żalem żądaniu jego. W tej właśnie porze wezwany został Bruno na biskupstwo miasta Reggio w Kalabrii. Chętnie zgodził się na to Papież, Święty jednak tej godności przyjąć nie chciał, i gdy Urban II. wyjeżdżał do Francji na Synod w Clermont, on w gronie licznych towarzyszy, którzy się pod jego duchowne przewodnictwo garnęli, puścił się do Kalabrii, gdzie o wielkich i od ludzi oddalonych słyszał pustyniach. Tam w miejscu Turrys, zwanym, w diecezji skwilackiej zamieszkali, i chatki sobie pobudowawszy, taki sam jak w Kartuzji prowadzili żywot.

Zdarzyło się razu jednego iż polujący w tej stronie Roger, hrabia i pan udzielny Kalabrii natrafił na pustelnię Brunona, i zsiadłszy z konia, a wypytawszy się o stan i sposób życia zakonników, serdecznie się uweselił, iż ziemia jego takich nosiła bogomódlców. Nadawszy im wtedy dwa kościoły na tej puszczy i odpowiednią posiadłość by ich stosownie utrzymać, jak najczęściej z poszanowaniem bracią odwiedzał, w potrzeby żywności pilnie zaopatrywał, i szukając zbawiennej rady, braci, a mianowicie Brunona Świętego, którego nad wszystkich umiłował, często przyzywał go do siebie, i otaczając czcią wielką, słuchał go we wszystkim.

I nie zawiódł się Roger na swej ku braciom ufności i na ich modlitwie. Mając zajście z księciem Kapui, rozpoczął z nim wojnę, gdy jeden z dowódców jego postanowił wydać go zdradą nieprzyjacielowi. Nocy, w której swą zbrodnię miał spełnić, ukazał się śpiącemu spokojnie Rogerowi Bruno Święty, ostrzegając go o grożącym mu niebezpieczeństwie. Porwał się ze snu Roger, i ujrzawszy że zdrajcy na swoim miejscu nie było, zbudziwszy wojsko, ruszył na nieprzyjaciela, i niespodziewanym napadem swoim na głowę go pobił. Szczęśliwie ocalony Roger, doznane od Pana Boga dobrodziejstwo przyczynie Brunona Świętego, przypisał, i znacznymi dochodami klasztor jego nadał. Święty z wielką przyjąwszy to nadanie trudnością, nie dla wygód zgromadzenia, które w niczym surowości swej reguły nie nadwyrężyło, ale na pomoc ubóstwu takowe obrócił.

W czasie pięcioletniego pobytu swego na Skwilackiej puszczy, spisał Bruno stałe ustawy dla swego Zakonu, i przesłał je do Kartuzji na ręce Landwina, przełożonego tego klasztoru, który był mistrza swego w Kalabrii nawiedził.

Po wielu ważnych pracach surowego bardzo żywota, zachorował Święty i znając godzinę zejścia swego, zawezwał bracią, wszystkie im sprawy życia swego od młodości, opowiedział, i przyjąwszy z gorącą pobożnością Sakramenty Święte, zasnął w Panu 6 Października 1101 r., mając lat 50. Tamże pochowany, cudami słynie. Kanonizował go Papież Leon X. na cześć Panu Bogu Wszechmocnemu, Który króluje na ziemi i Niebie przez nieskończone wieki wieków. Amen.

 

 

Pożytki duchowne.

 

 

Nie wiadomo co mogło dać początek dziwnemu, a nie prawdziwemu podaniu o owym objawieniu Sądu Bożego na Diokresie. Stolica Apostolska jak i uczeni zaprzeczyli mu stanowczo. Jako hipoteza jednak myśl tu zawarta ma wysoką doniosłość, której zastosowaniu słów kilka poświęcamy. Pomnąc na straszny Sąd Boży, wiedzmy, że nic Sprawiedliwości Boskiej zwichnąć nie potrafi, i że jeśli obowiązkiem jest naszym jako ludzi rozumem z góry obdarzonych i jako Chrześcijan, starać się być miłymi i podobać się wszystkim, to trzeba raczej zaprzać się samych siebie i własnych tego żywota pociech, niżeli zdobywać je pochlebstwem lub niegodnym, występnym nieraz postępowaniem, którym zabijamy tajemnie ofiarę zazdrości, zarozumiałości i pychy naszej, zwodniczą w oczach drugich nadając sobie wartość. Opinię tego świata zmylić czasowo możemy, Pana Boga oszukać nie zdołamy, i chcąc lub nie chcąc, poddać się kiedyś musimy nieodwołalnemu Wyrokowi Tego Pana, Który przenika najskrytsze serc tajniki, i nie namiętnością lub uprzedzeniem, ale jedynie sprawiedliwością sądzi. Przeminą troski, bóle, zawody tego życia, a wieczność końca nie ma.

 

 

 

 

 

© salveregina.pl 2023