Św. Dominik

4 Sierpnia.

Żywot Św. Dominika, Wyznawcy.

(żył około roku 1200.)

 

 

 

 

Źródło: Żywoty Świętych Pańskich Starego i Nowego Testamentu z dzieła Ks. Piotra Skargi, T. IV, 1880r.

 

 

Opatrując Pan Bóg po wszystkie czasy winnice swoją mądrymi i wiernymi robotnikami, wzbudzał sobie sługi zacne i święte, ku pomocy i ku poprawie ludzi, aby im Droga Krew Syna Jego, zbawienny skutek przyniosła. Jednym z tych znakomitych cnotą i wysługą mężów, był Dominik Świętu. Urodzony w mieście Katagorze w Hiszpanii, z ojca Feliksa z sławnego domu Guzmanów. Kiedy miał przyjść na świat, Joanna matka jego miała we śnie widzenie, jakoby powiła szczenię, które trzymając w pyszczku gorejącą pochodnię, cały świat blaskiem jej rozjaśniało. Po Chrzcie Świętym znowu dziecięcia ukazała się na czole jego gwiazda, której promienie oświetlały wszystko dokoła. Święty i pożyteczny żywot człowieka, stwierdził owe proroctwa. Pobożni jego rodzice poznawszy najszczęśliwsze skłonności dziecka, wszczepiali w czyste serce jego bojaźń Boską, cnotliwe obyczaje, i starannym wychowaniem rozwijali umysł jego, wielkimi zdolnościami uposażony. Podrosłego oddali rodzice na dalsze kształcenie się do Walencji, do najsławniejszej podówczas akademii. W tej ukończywszy najświetniej Dominik zarówno świeckie jak i duchowne nauki, tak stanął wysoko, iż uchodził już wtedy za najuczeńszego teologa w owym czasie.

Takiemu wykształceniu umysłu, odpowiadało najprzykładniejsze prowadzenie się młodzieńca; daleki od próżności, wzorowych obyczajów, miłujący sercem to, co rozumem pojmował, stał on się zaiste godnym naczyniem mądrości. Miłosierdzie jego dla ubogich było od lat dziecinnych tak wielkie, iż gdy im rozdał wszystko co posiadał, a nic już dla nich nie miał, rzewnymi łzami płakał. Kiedy razu jednego głód Hiszpanię nawiedził, on nie tylko sprzęty, pieniądze, ale i książki swoje dotkniętym nędzą rozdał. Sam nawet pewnego razu chciał osobę własną muzułmanom zaprzedać dla wykupienia z ich niewoli syna biednej wdowy, która mu sama uczynić tego nie dopuściła. Tak to prędko postępował młodzieniec na drodze doskonałości, którą Zakon Boży na miłości bliźniego zasadza.

Dydak, biskup diecezji Oxomieńskiej, w której Dominik mieszkał, zasłyszawszy o rzadkich cnotach jego przyzwał go do siebie, do wstąpienia do stanu duchownego zachęcił, między uczonych i pobożnych ludzi jakimi się otaczał, a którym prowadzenie zakonnego żywota doradzał, zaliczył, i kanonikiem regularnym przy katedrze swej mianował. Odtąd podwoił jeszcze młodzian święty ćwiczeń pobożnych i umartwień; pomiędzy innymi: po trzykroć w nocy wstawał, i krwawo się biczował. Czytając z zamiłowaniem żywoty Świętych, nabywał coraz większej wzgardy samego siebie, pokory i bogomyślności; czym zniewoleni bracia, uczynili go wkrótce swym przeorem. Niedługo atoli potem profesorowie akademii Paleńskiej, znając znakomitą biegłość Dominika w naukach teologii i filozofii, powołali go tam na katedrę teologii, którą lat kilka z powodzeniem wykładał, gdy gorliwość jego o zbawienie dusz ludzkich Krwią Chrystusa Pana odkupionych, na inną znowu wprowadziła go drogę.

Towarzysząc Dydakowi w poselstwie jego od Alfonsa, króla Kastylii do Marchii, gdy przybyli do Tuluzy we Francji, zastali tam świeżo powstałe, a wielce się szerzące kacerstwo Albigensów, wielu Artykułom Wiary Świętej przeciwne. Dominik, mężnie i wymownie kazać przeciw nim począł, biskup mu w tym dopomagał: a co więcej, odprawiwszy swoje poselstwo, podążył do Rzymu prosząc, ażeby, chcąc swobodniej oddać się obronie dusz ludzkich od kacerstwa, mógł z biskupstwa być uwolniony. Gdy tego nie uzyskał, w powrocie mając na drodze Cystersów, nauczył się Reguły Św. Benedykta, mniskie odzienie przywdział, i Ojców owego Zakonu prowadził do swego biskupstwa. Napotkał wtedy w drodze 12-tu opatów cysterskich, którzy z rozkazu Papieża wysłani byli, ażeby walczyć z powstającą herezją: a widząc, iż nie pojmowali dobrze jakim sposobem pomoc skuteczną z tej strony Wierze nieść mogli, rzekł im: Ojcowie, inaczej poczynać należy, w błędzie żyjących, słowami samymi nie nawrócimy, żywych cnót na to, i chrześcijańskich przykładów potrzeba. I pierwszy zaraz odprawiwszy za powrotem do domu czeladź, i wszystko porzuciwszy, wziął gorliwych pomocników i pieszo, pokornie, w ubóstwie chodząc, kazał i dysputował, święty i umartwiony wiodąc żywot, na co patrząc owi opaci, wszyscy się kierownictwu jego poddali.

Najpilniejszym pomiędzy pracownikami na tym ostrym kąkolem zarosłem polu, był Dominik Święty, którego Dydak opuszczając Tuluzę, zostawił tam na swym miejscu. Znakomity, gorący kaznodzieja, wymową swoją równie miły był wiernym, jak straszliwy heretykom, których skutecznie gromił. A gdy razu jednego, mniej jak zwykle nawrócił kacerzy, uciekł się do przyczyny Matki Najświętszej, i na cześć Jej zaprowadził między wiernymi nabożeństwo Różańcowe, po odprawieniu którego, więcej jak kiedykolwiek odszczepieńców nawrócił. A kiedy w tymże czasie Innocenty Papież podniósł wojnę krzyżową przeciw Albigensom, Święty trapiony myślą: ile to ofiar. ile dusz ludzkich podobna walka pochłonie, zwrócił się znowu do Matki Bożej, i za Jej natchnieniem zachęciwszy lud do odprawienia Różańcowego nabożeństwa doznał tej wielkiej pociechy, iż nie tylko większa część kacerzy przeszła na stronę Katolików, ale też w pierwszej zaraz bitwie Albigensy pokonani, i ostatecznie rozproszeni zostali.

Kiedy raz biskup Tuluzy gotował się na dysputę z heretykami, i z pompą, w gronie uczonych miał przeciw nim wystąpić, rzekł mu Dominik Święty:

Nie tak ojcze wielebny, nie tak iść mamy na synów hardości. Pokorą tylko, cierpliwością i cnotą zwyciężymy ich jedynie – naśladując w tym postąpienie i słowa biskupa Dydaka. Z pokorą wtedy i bosymi nogami szli na ową dysputę, w której pełny tryumf nad przeciwnikami odnieśli.

Pracę świętego rycerza swego Pan Bóg cudami wdzięczną być Sobie pokazał. Księgi bowiem, które był w obronie Prawdy Bożej pisał, jedne wrzucone wraz z heretyckimi w ogień, całe zostały, podczas gdy tamte spłonęły. Inne zaś które upuścił w wodę przewożąc się przez rzekę, po trzech dniach, nie uszkodzone z niej wyjęto. Wiedział ten mężny naśladowca apostołów, iż na jego życie godzono; jednak bezpiecznie szedł do miejsca, gdzie się na niego zasadzili kacerze. Oni widząc w tym wielkie serce jego, nie myśleli go mordować, ale mu rzekli: – Co byś powiedział, gdybyśmy cię zabić chcieli? – Prosiłbym was, odpowie, abyście mnie od razu nie zabijali, ale po członku mi ucinając, co najdłużej mnie męczyli. Zdziwieni tym i zawstydzeni, puścili go i odeszli. Nie tylko nauką swoją, ale też i przykładem pobożności i umartwionego życia Dominik Święty wielu do Wiary Świętej przywodził, a sam niemałe krzywdy i potwarze od przeciwników swoich, w pokorze znosił. Przeszło sto tysięcy dusz Kościołowi Świętemu pozyskał; a sława świętobliwości jego tak się rozeszła, iż ze wszech stron powoływano go na biskupa, lecz Święty i słyszeć o tym nie chciał.

Wcale inne zamiary zajmowały myśl Sługi Bożego. Od dawna postanowił był założenie Zakonu kaznodziejskiego, poświęconego szerzeniu i obronie Wiary Chrześcijańskiej, a nawracaniu kacerzy. Kiedy więc biskup Tuluzy Fulko jechał na sobór Lateraneński do Rzymu, udał się z nim Dominik Święty do Innocentego III, Papieża, prosząc go o potwierdzenie jego Zakonu. Ojciec Święty słysząc jego przedstawienie, powiedział mu: ażeby wraz z towarzyszami swymi obrał sobie jedną z dawniejszych, już potwierdzonych Reguł. Obrali oni wtedy obostrzoną tylko Regułę Św. Augustyna, a następca Innocentego Papież Honoriusz, Zakon nowy zatwierdził 1216 r.

Pierwsze to zgromadzenie składające się z 16 braci, zajęło klasztor w Tuluzie przy kościele Św. Romana. Wielkim będąc przestrzegaczem ubóstwa, nie przyjmował mąż Boży żadnych datków, żadnych uposażeń, i to w regule swej zastrzegł, mówiąc: iż nasienie Słowa Bożego, w dostatkach wzrostu nie ma; pożytek kazania ginie. Chciał aby z jałmużny żyli, i na prostych sukniach i mieszkaniu przestawali. A taką samą zasadę i do przyborów kościelnych stosował. Cierpliwy w dolegliwościach, radował się gdy głód i nędzę cierpiał, a chleba żebrać był zmuszony. Łagodny przy tym w upominaniu, słodki był i łaskawy w wymierzaniu kary.

Zaledwie tak postanowiony klasztor swój urządził, rozesłał braci do różnych miast i krajów, aby nauką swoją ludzi do pokuty przywodzili i klasztory zakładali. Tymczasem pełno ludzi znakomitych rodem i nauką, a między tymi doktorów uczonych z akademii garnęło się do Zakonu Św. Dominika; i za życia jeszcze tego patryarchy, wszystkie prawie kraje katolickie posiadały go na swej ziemi. Wtedy też i do Polski z Jackiem Świętym Dominikanie przybyli. Zgromadzenie to wielkie Kościołowi Świętemu oddało usługi, a z łona jego wyszło sześciu Papieży, 50 kilku kardynałów, 30 patryarchów, 1600 biskupów, 600 arcybiskupów, 45 nuncjuszów, i wielka liczba znakomitych uczonych i pisarzy. a większa jeszcze Świętych.

Obdarzył Pan Bóg tego sługę Swojego Darem czynienia cudów: wskrzeszał umarłych, posiadał dar proroctwa i dar języków, oraz tę wielką Łaskę Boską, iż o cokolwiek Pana swojego prosił, wszystko u Niego otrzymał. Słysząc to opat jeden Cystersów rzekł mu: A czemu to nie uprosisz, ażeby doktor Konrad Teutończyk (głośny podówczas uczony, ale odstępca od Wiary) do Zakonu twojego wstąpił? Trudne mi stawiłeś zadanie, powie mąż Boży, ale się i na to odważę. I modlił się przez noc za niego, a rano, podczas gdy braci psalmy śpiewali, wszedł Konrad, upadł mu do nóg, i prosił o przyjęcie do Zakonu, w którym chwalebnie i świątobliwie życia dokonał.

Słuchający kazania jego, zapytał raz Dominika Świętego, jakie by księgi czytał, z których taką naukę zebrał? A on rzekł: Synu, jam więcej na księgach Miłości Pana Boga i bliźniego czytał, jak na innych, bo te wszystkiego nauczą. A kiedy go spytano: dlaczego chętniej w katagorskiej jak w tuluzkiej diecezji przebywa? Dlatego, odpowiedział, iż tam mam wiele tych, co mi nie sprzyjają.

Tak żyjąc Dominik Święty, wiedział też i o dniu swej śmierci. A gdy odbywszy wizytę klasztorów swoich przybył do Bolonii, zgnębiony nie lat ciężarem, bo ich zaledwie 51 liczył, lecz pracą apostolskich trudów i umartwionego bardzo żywota, zachorował tam ciężko, i przyzwawszy braci zakonnych, oznajmił im bliski swój koniec. Zalecał im wesoło Miłość Bożą, jedność, pokutę i ubóstwo: uczynił Spowiedź z całego życia, a gdy czuł że ostatnia zbliżała się chwila, sam modlitwy polecające duszę jego Panu Bogu, mówić kazał, i na słowa: „Przyjdźcie Aniołowie Święci na jego spotkanie”, ducha czystego w ręce oddał Panu Bogu 10 Sierpnia 1221r. Po śmierci też wielkimi cudami wsławiony, policzony został w poczet Świętych przez Papieża Grzegorza IX r. 1233, na cześć nieustającą Panu naszemu Jezusowi Chrystusowi, Który z Ojcem i z Duchem Świętym króluje na wieki wieków. Amen.

 

 

Uwaga.

 

 

Nabożeństwo Różańcowe objawione było Dominikowi Świętemu przez Samą Matką Bożą; a wielkie pożytki jakie odprawiającym je wiernym przyniosło, uczy: iż ta Przeczysta a Wszechwładna u Syna Swego Panna przypomina nam, że jest Matką miłości, Matką Tego co zbawia, i że wzywając z ufnością Jej pośrednictwa do Niego zawiedzionymi nigdy nie zostaniemy. Pamiętali o tym dobrze wszyscy Wybrani Pańscy, którzy z prawdziwą i żywą Wiarą szukając Jej Opieki, najskuteczniejszą w trudnościach i potrzebach swoich znajdowali w niej pomoc.

Rozważajmy też i wiedzmy, iż podstawą istotnej, dobrze zrozumianej modlitwy jest niezachwiana wiara i ufność, że prośba nasza wysłuchaną zostanie, jeżeli Pan Bóg w tym Swą Chwałę, a dobro dusz naszych widzi. A że Chrystus Pan własnymi Usty powiedział: iż gdzie kilku ,,w Imię Jego jest zgromadzonych, tam i On jest między nimi!” wszelkie przeto wspólne modły na gorącej, a żywej wierze oparte, mają siłę zadającą gwałt Łasce i Miłosierdziu Bożemu. Taka jest zasada, taki być duch powinien każdego Bractwa i stowarzyszenia religijnego; inaczej bowiem, czcza i bezduszna forma, żadnej w Oczach Boskich nie miałaby wartości.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

© salveregina.pl 2023