Św. Idzi

1 Września.

Żywot Św. Egidiusza, czyli Idziego, opata.

(żył około r. 540.)

 

 

 

 

Źródło: Żywoty Świętych Pańskich Starego i Nowego Testamentu z dzieła Ks. Piotra Skargi, T. IV, 1880r.

 

 

Pochodzący z rodu królów greckich, Święty Idzi urodził się w Atenach, stolicy tego państwa. Rodzice jego zamożni i przykładni Chrześcijanie, oceniając zdolności syna, obok najstaranniejszego wychowania, dali mu odpowiednio wysokie wykształcenie naukowe. Szczęśliwie z natury już usposobiony młodzieniec, odznaczał się od lat dziecinnych serdeczną pobożnością. Obok książki i modlitwy, którymi z upodobaniem się zajmował, nie pominął nigdy możności oddania wszelkiej bliźniemu posługi; chorym z miłością służył, a ubogich hojnie wspomagał. Zdarzyło się razu jednego, iż spotkawszy schorzałego biedaka na ulicy, nie mając go czym wesprzeć, zdjął suknię z siebie i jemu oddał; chory włożył ją na siebie i natychmiast ozdrowiał. Chciał Pan Bóg okazać czystość duszy i ciała młodzieńca, użyczając tej mocy sukni, która go dotykała.

Po stracie rodziców, zostawszy Idzi panem wielkiego majątku, umyślił go na skarb wieczny w Niebie zamienić. I sprzedawszy całą posiadłość swoją, rozdał wszystko ubogim. Sam żyjąc odtąd z jałmużny, ćwicząc się w cnotach najwyższych, coraz to większej nabywał doskonałości. Wsławiło się imię jego, gdy dwa cuda następujące, tym większego dodały mu rozgłosu.

Razu jednego, znajdując się w dniu uroczystym w kościele, zastał tam opętanego, który wyciem straszliwym przerażał wszystkich. Idzi zdjęty litością zbliżył się do niego i w Imię Jezusa Chrystusa, rozkazawszy szatanowi, aby ustąpił, w tejże chwili wolnym go od złego ducha uczynił. Inszym znowu razem, wąż jadowity ukąsił był człowieka, który dogorywał już prawie, kiedy wezwano na ratunek Idziego. Poszedł Święty, westchnął z ufnością do Pana Boga, przeżegnał Krzyżem św. chorego, a ten wstał zdrów zupełnie.

Te i tym podobne cuda, coraz to większą cześć mu jednały; pokora młodzieńca świętego znieść jej nie mogła; opuścił tedy ojczyznę i wsiadłszy na okręt, puścił się w obce kraje. Zaledwie znaleźli się na pełnym morzu, aliści spodobało się Panu Bogu objawić w sposób sobie właściwy tego wielkiego sługę Swojego. Powstała straszna burza, okręt znacznie uszkodzony, zagrożony był niechybnym zatonięciem; wtem młodzian Święty wzniósł ręce do Nieba, pomodlił się serdecznie, a burza ucichła i okręt zdołał się uratować.

Egidiusz pragnął udać się do Rzymu, wiatry jednak przeciwne zagnały go do Francji, gdzie

dostawszy się do Cezarego, arcybiskupa arletańskiego, dwa lata pod jego duchownym przewodnictwem przepędził. Mistrz ten wielki poznawszy się na swym uczniu, chciałby go był na zawsze przy sobie zatrzymać; gdy atoli cuda jakie tam czynił rozsławiły go dokoła. Święty opuścił potajemnie Cezarego i przybrawszy sobie za towarzysza niejakiego Weredyna, puścił się z nim w dzikie lasy, rozciągające się podówczas nad rzeką Renem. Tam oba razem osiedli, Idzi poddał się znowu przewodnictwu świątobliwego Weredyna i ubezpieczył się w myśli: że jeśli cuda czynić będzie, złoży je na swego towarzysza, który także podobną Łaską od Pana Boga był obdarzony. Gdy tak w odludnym ustroniu spokojne w rozmyślaniu dóbr niebieskich wiedli życie, a pomiędzy cudami jakie ich znowu ludziom objawiać poczęły, opowiadano jak błogosławieństwo Idziego wróciło jałowemu od niepamiętnych czasów polu, żyzność najobfitszą, osoba jego stała się na nowo celem czci i pielgrzymek. Przerażony tym Święty, unikając jak zawsze ludzkiej chwały, sam jeden puścił się w dalsze głębie ogromnego lasu i po długim poszukiwaniu, znalazł skalistą jaskinię, gęstymi i ciernistymi zarosłą krzakami, a ożywioną małym wody strumykiem. W tym to ustroniu Święty z rozkoszą zamieszkał, wątłe swe ciało ziołami i korzonkami krzepiąc. Ale Opatrzność Boża, Która Eliasza przez kruki karmiła na takiej puszczy, i jemu też pomoc wkrótce zesłała.

Prześliczna łania wbiegła do jego jaskini i dozwoliła mu wyssać pierś pełną mleka; a przychodząc tam codziennie o pewnych godzinach, dostateczny przynosiła mu posiłek.

Po kilku latach przepędzonego tam w najwyższej bogomyślności czasu, spodobało się Panu Bogu wywieźć go jeszcze z tego ukrycia, dla przykładu i zbudowania ludzi. Zdarzyło się iż król francuski Childebert polował w tym lesie, a łowczy jego zapędziwszy się za psami, trafił na ową łanię. Przelęknione zwierzątko uciekając przed goniącymi ją psami, wpadło do jaskini i położyło się u nóg Idziego.

Psy już zapychających otwór do jaskini cierni, przebyć nie mogły i wracać się musiały. Podziwiony tym jednak łowczy, nazajutrz w gronie myśliwych znowu tam poszedł, i kiedy szczując, żadnego psa w jej wnętrze zapędzić nie zdołali, jeden z nich strzelił z łuku w głąb jaskini i zranił w nogę męża świętego.

Opowiedziano królowi szczegóły owej myśliwskiej wyprawy; on widząc w nich coś niezwyczajnego, wziął z sobą biskupa i wraz z nim w asystencji duchowieństwa udał się na wskazane miejsce.

Po wielu trudnościach przerąbano wejście; król z biskupem weszli do jaskini i ujrzeli w niej człowieka, czcigodnego starca, a przy nim leżącą łanię.

Król wdawszy się z nim w rozmowę, dowiedział się kto był ów sługa Boży, i bolejąc nad zadaną mu raną, chciał mu ją kazać opatrzyć. Lecz Święty wymówił się z tego twierdząc: iż pragnie, aby się nigdy nie zagoiła, a on miał jakąkolwiek wysługę przed Panem Bogiem znosząc ból w cierpliwości. 

Król często w czasie pobytu swego w tych stronach, odwiedzał Idziego, długie wiódł z nim rozmowy i rad jego zasięgał. Chciał go nareszcie hojnie obdarować. Ale mąż Boży nic a nic nie przyjął, zezwolił tylko na objawione życzenie królewskie, ażeby na owym miejscu zbudować klasztor, w którym by Służba Boża i zbawienna dla ludzi Nauka kwitnęła. I tak się też stało: wzniesiono tam wkrótce obszerny klasztor, do którego się mnóstwo zakonników przynęconych sławą Idziego Świętego cisnęło. Święty wbrew gwałtownemu oporowi swemu obrany opatem, przewodnicząc drugim w pokucie i bogomyślności, uczynił go wzorem świątobliwości jaką jaśniały laury pustelników egipskich.

Zawiadywał nim, mąż Boży lat kilka z wielkim pożytkiem, kiedy król bawiący w Orleanie przysłał do niego, prosząc, aby go nawiedził, bo chciał z nim o zbawieniu swym radzić. Skoro tam przybył, z wielką czcią został przyjęty, i wśród tajemnej rozmowy król mu się zwierzył, iż miał na sumieniu grzech jakiś ciężki, którego się wstydził jemu nawet wyjawić; zobowiązał go tylko, aby się za niego modlił. Nie zaniedbał tego Święty, i kiedy raz gorące w kościele słał do Pana Boga za króla modły, ukazał mu Pan Bóg tak jasno grzech, o który chodziło, iż niezwłocznie wyszedłszy, wymienił go królowi.

Ten pełen skruchy, upokorzył się przed Panem Bogiem, poprawę obiecał, a Spowiedź uczyniwszy, pełnił żarliwie pokutę jaką mu naznaczono.

Wrócił potem Egidiusz do klasztoru: lecz po niejakim czasie przedsięwziął podróż do Rzymu, aby klasztorowi swemu przywileje papieskie wyjednać, a samemu groby Apostołów Świętych uczcić.

Przyjął go Papież z wielką łaskawością, i zadość uczyniwszy żądaniu jego, ofiarował mu nadto dwa posągi cyprysowe Świętych Piotra i Pawła. Święty pragnął ich bardzo mieć u siebie, ale zabrać ich nie był w stanie; pełen wtedy ufności w Panu Bogu, puścił ich na rzekę Tyber i przeżegnał, a przybywszy do swego klasztoru, znalazł ich tam u furty. 

Doczekawszy Idzi Święty późnego wieku, a oznajmiony mając dzień śmierci i gotując się do niej najświątobliwszym żywotem, uwiadomił braci o zbliżającym się swym zgonie, pobłogosławił wszystkich i ciało zostawiając ziemi, poszedł chwalić Pana Boga w Trójcy Świętej Jedynego, Którego Panowanie jest nieskończone tu i na Niebie. Amen.

 

 

Pożytki duchowne.

 

 

Nic tak i doskonałych prędko nie psuje jak sława ludzka, to jest wysokie u ludzi rozumienie.

Widzimy też jak bardzo unikali jej Święci, jak bardzo nią pomiatali. Pokora prawdziwa jest niezaprzeczenie matką cnót wszystkich; bo i najlepszy z naszych uczynków godnym się w Oczach Pana Boga potępienia stanie, jeśli go chęć wyniesienia się w obliczu ludzi, a nie pragnienie Chwały Bożej wywoła. Gardzili Święci czcią u świata, byleby tylko wiadomymi być Panu Bogu. Tym hojniej im też Pan Bóg ich ofiarę powracał, raz, wsławiając ich w obliczu całej ludzkości, po wtóre, pamięć ich wiernie przechowując w kościele.

Niechaj że takie przykłady podnoszą dusze nasze nad poziom nikczemnych, czysto ludzkich uczuć i namiętności; niech nas mężnymi i wytrwałymi czynią, gdy idzie o zniesienie najprzykrzejszych nawet dla natury i dla serca naszego upokorzeń, bylebyśmy obowiązkowi i cnocie wiernymi pozostali.

 

 

 

 

 

 

© salveregina.pl 2023