Św. Franciszek z Asyżu

4 Października

Żywot Św. Franciszka Serafickiego.

(żył około r. 1200.)

 

 

 

 

Źródło: Żywoty Świętych Pańskich Starego i Nowego Testamentu z dzieła Ks. Piotra Skargi, T. V, 1880r.

 

 

Anielskiego żywota Franciszek, dla miłości, którą ku Panu Bogu gorzał Serafickim nazwany, największy od czasów Apostolskich cudotwórca, przyszedł na świat 1182 r. we Włoszech w Asyżu, mieście w prowincji Umbrii położonym. Był on synem Piotra Bernardone bardzo bogatego kupca, i błogosławionej Piki ze szlachty asyzkiej pochodzącej, a wielce świątobliwej niewiasty. Dziecię to Zrządzeniem Bożym urodziło się w stajence, ażeby ten, który miał tak gorliwie w ślady Chrystusa Pana wstępować, urodzeniem też swoim stał mu się podobnym. W chwili zaś gdy po raz pierwszy świat ten ujrzał, słyszeć się dały śpiewy anielskie nad kościółkiem w bliskości Asyżu będącym, przy którym później Franciszek swój Zakon założył.

Pobożnie wychowany młodzieniec ukończywszy nauki szkolne, pomagał ojcu pilnie i uczciwie w kupieckich jego zajęciach; a pomimo, iż rozrywki światowe niemało miały dla niego powabu, zachował się jednak wolnym od wszelkiej skazy grzechowej na duszy i ciele. Rad uczęszczał do kościoła na naukę i ubogim jałmużnę ochotnym sercem dawał. Zdarzyło się razu jednego, iż odmówił jej żebrakowi, który go o wspomożenie w Imię Boże prosił. Spostrzegł się jednak z żalem, pobiegł za nim i obdarzył go hojnie, czyniąc postanowienie, iż nie odmówi nigdy temu, kto o nią w imię Miłości Bożej prosić go będzie.

Walcząc z Asyżanami przeciwko Perugianom, Franciszek wzięty był do niewoli, gdzie Głos Boży silnie do jego duszy przemawiać zaczął, skłaniając go do duchownego życia. Za powrotem do domu ciężko zachorował, a wśród cierpień jakich doznawał, pobożność jego coraz się więcej rozwijać, a uczucie miłosierdzia ku biednym wzrastać poczęło. Doszło do tego, iż nieraz zdejmując z siebie suknie, ubogim je oddawał. Po jednym takim dobrym uczynku we śnie w nocy ukazał mu Pan Bóg wielki i piękny pałac, zbroi rycerskiej Krzyżem Świętym naznaczonej pełny, a on zapytał: czyje by to było? I usłyszał: iż to do niego i do jego żołnierzy należeć miało. I mniemając mąż święty, iż mu Pan Bóg zacność świeckiego rycerstwa obiecywał, wybrał się niebawem do Włoch południowych w celu zaciągnięcia się w szeregi Gotwina z Brionu, który bronił podówczas posiadłości Stolicy Apostolskiej przeciw zaborom bezbożnego Fryderyka II cesarza. Lecz w drodze miał ostrzeżenie we śnie: iż to, co widział nie ziemskie, lecz duchowe rycerstwo oznaczać miało. Wróciwszy tedy do domu, postanowił świat i dostatki jego porzucić, rozmyślał nad tym, co miał przedsięwziąć, prosił Pana Boga, aby mu Wolę Swoją dał poznać; tymczasem zaś chwytał wszelką sposobność spełnienia dobrego uczynku.

I tak: jadąc raz konno przez błonie pod Asyżem, ujrzał trędowatego i z obrzydzeniem wzdrygnął się na jego widok; opamiętał się wszakże natychmiast, zsiadł z konia, dał mu jałmużnę i trąd jego całował. Tak to uczył się cnotliwemu popędowi zadosyć czyniąc, przeciwne rozumowi skłonności zwyciężać i z samym sobą szlachetny bój toczyć. Tak usiłował wprowadzić w życie Chrystusowe słowa: ,,Chcesz-li iść za Mną, zaprzyj się sam siebie, weź krzyż swój, a naśladuj Mnie.”

Odbywając pewnego razu pielgrzymkę do Rzymu, spotkał wiele ubogich i zdjąwszy z siebie suknie, oddał je najuboższemu, a sam przywdziawszy jego łachmany, zasiadł pomiędzy żebrakami u drzwi kościoła. Wracając potem do domu, wszedł do kościoła Św. Damiana pod Asyżem, obdartego i nachylonego już bardzo, i modląc się przed krucyfiksem, usłyszał te słowa: ,,Franciszku, idź i naprawiaj Dom Mój, który jako widzisz upada”. Przeląkł się bardzo młodzieniec i ochłonąwszy z wzruszenia, mniemając jakoby te słowa odnosiły się do Domu Bożego, w którym się właśnie modlił, zebrał co miał pieniędzy, zamieszkał u ubogiego kapłana Św. Damiana, pobożne bardzo w towarzystwie jego prowadząc życie, i zajął się pilnie naprawą i uporządkowaniem kościółka.

Po niejakim czasie udał się młodzieniec do ojca, który go dawno szukał nie wiedząc gdzie by przebywał, i ujrzawszy syna, jakoby winowajcę, ostro go przyjął, wyłajał, rózgami obił i do więzienia wtrącił. Uwolniony stamtąd, Franciszek znowu do kościoła pośpieszył, a gdy tam ojciec za nim podążył, mężnym już sercem przemówił młodzian do niego oznajmiając: iż Sługą Bożym zostać pragnie i wszystko dla Chrystusa wycierpieć jest gotów. Wyrzucając mu natenczas próżny i chciwy ten człowiek rozrzutność jego, poprowadził go do biskupa, w obecności, którego kazał mu zrzec się wszelkiego po sobie spadku. Ochotnie poddał się temu Franciszek Święty, a zdjąwszy z siebie i suknię, pod którą nosił włosiennicę, oddając ją też ojcu, rzekł: Dotąd zwałem cię ojcem na ziemi; odtąd z większą ufnością mówić będę: Ojcze nasz, Któryś  jest w Niebie! Podziwiony biskup owym objawem miłości ducha ubóstwa Chrystusowego, uściskał go i podał mu znaleziony pod ręką jakiś ubogi płaszczyk; przywdział go ochotnie Franciszek i wapnem Krzyż Święty na nim czyniąc, wesoło od biskupa wyszedł.

Puścił się wtedy na puszczę, gdzie bogomyślny i umartwiony rozpoczął żywot. O ile mu się nadarzyło, trędowatym służył, a wspomniawszy na ów rozkaz naprawiania kościoła, udał się znowu do Asyżu, wyżebrał u znajomych nieco pieniędzy, i własnymi też pracując rękami, nie tylko kościół Św. Damiana dokończył, ale jeszcze i dwa inne naprawił. Jeden z nich Panny Maryi de Portioncula, czyli de Angelis, szczególnie sobie upodobał; i razu pewnego słuchając tam Mszy Świętej, gdy czytano słowa Ewangelii Świętej jak Chrystus Pan wysyłając swe ucznie, na jej opowiadanie mówi: ,,Nie miejcie ani złota, ani srebra, ani tłomoka w drodze, ani dwóch sukien, ani butów, ani kija.” Niewymowną radością wzruszony, rzekł: – Oto jest czego pragnąłem. – I zrzucił kaletę i obuwie, odtrącił kij od siebie, opasał się powrozem i idąc za Natchnieniem Bożym, puścił się na opowiadanie pokuty i Prawd Wiary Świętej.

Kazania jego w różnych mówione miejscach i popierane cudami i przykładem świątobliwego żywota, wielką bardzo liczbę ludzi przywodziły do Pana Boga. Znalazło się między nimi kilkunastu, którzy stając się jego uczniami, zapragnęli też podzielać prace i pokutę Świętego. Tym sposobem zawiązało się pierwsze zgromadzenie Braci Mniejszych, które później tak wielkie przybrało rozmiary, i pod kierunkiem mistrza swojego, który je przy kościele Przeczystej Dziewicy Anielskiej obsadził, zaczęło w rozmyślaniu rzeczy niebieskich i w umartwieniach wielkich, praktykować owe prawidła słów Pana Chrystusowych, które Franciszek Święty za godło żywota swojego przyjął.

Po niejakim czasie rozesłał Święty swych towarzyszy na głoszenie Słowa Bożego i zagrzewanie ludzi do pokuty i cnoty. Sam zaś widząc wzrastającą liczbę swych uczni, postanowił dać im ustawy, którymi stale rządzić się mieli. Udał się wtedy na puszczę i tam 40 dni o chlebie i wodzie poszcząc, napisał Regułę Objawieniem Bożym sobie wskazaną, a której cechą główną i podstawą było najwyższe ubóstwo. Klasztory zgromadzenia tego nie tylko żadnych zapewnionych sobie dochodów, żadnego rodzaju posiadłości nie miały, ale bracia zakonni żadnej osobistej nawet własności mieć nie mogli. Żebrzącym zakazane surowo było przyjmowanie pieniędzy, a w naturze dozwolono im brać tylko to, co do ubogiego wyżycia niezbędnie jest potrzebnym.

Regułę swoją poniósł Franciszek Święty do Rzymu i przedstawił ją Ojcu Świętemu, ale Papież Innocenty III-ci, widząc w jej surowości wymagania przechodzące siły człowieka, odprawił go z niczym. We śnie jednak miał objawienia, które zmieniły postanowienie jego. Między innymi widział raz jakoby kościół Lateraneński chylił się do upadku, aż go ubogi jakiś podparł. I poznawszy w ubogim Franciszka Świętego, przyzwał go do siebie i za radą kardynałów Regułę jego ustnie potwierdził, co później Papież Honoriusz III-ci uczynił przez bullę papieską obdarzając Zakon wielkimi przywilejami. Taki jest początek Zakonu Braci Mniejszych, który wydał z swego łona 4 Papieży, wielu kardynałów, biskupów, doktorów kościoła i wielką liczbę Świętych. Regułą Św. Franciszka rządzą się: Franciszkanie, Bernardyni, Reformaci i Kapucyni; ci zaś ostatni zachowują ją po dziś dzień w całej ścisłości.

Wiele pobożnych niewiast garnęło się także pod przewodnictwo duchowne Świętego; czyniąc wtedy zadosyć ich życzeniom, założył Franciszek Zakon żeński Sióstr Ubogich, podobnejże Reguły, od imienia pierwszej przełożonej, Klaryskami nazwany. Założył też i trzeci zakon Tercjarzy i Tercjarek, nadając im ustawy odpowiednie osobom żyjącym w świecie. Cale prawie społeczeństwo średnich wieków biorąc w nim udział, napiętnowane zostało cechą wielkiego i zbawiennego wpływu tego Świętego Patryarchy.

Gdy tak ostre dla drugich reguły pisał, Franciszek sobie samemu nie pobłażał w umartwieniach. Posty jego nadzwyczaj były surowe: jadał zwykle chleb tylko lub trochę jarzyny, do której zawsze popiołu dosypywał. Na gołej ziemi sypiał, na zimno jak i w ciepło jedną suknię nosił, a gdy ta mu się zbyt miękka zdawała, węzły na sznurze powiązał i tym się na ciele opasywał. Próżnowania się wystrzegał, a gdy spostrzegł, iż brat, który leniwy jest do roboty, zwał go: ,,brat mucha”, cudzą pracą żyjący. Podstawą wszystkich cnót jego była pokora; sam swoją osobę w największej miał wzgardzie i kiedy przechodzącego niekiedy lud chwalił, bratu który szedł za nim, zelżywymi słowami łajać się kazał. A gdy brat czyniąc zadość jego woli, głupim go, niepożytecznym najemnikiem nazywał, z wielką mówił mu radością: Niech ci Pan Bóg błogosławi, synu miły, ty mi prawdę mówisz. I takich słów syn Piotra Bernardona godzien nie jest. – Czasem przed ludźmi grzechy swe opowiadałby się w ich oczach poniżyć, a sam do siebie mówił: Franciszku, gdyby był Pan Bóg dał rozbójnikowi to co dał tobie, umiałby być wdzięczniejszy Stworzycielowi swojemu. – Posłuszeństwo cenił bardzo wysoko, i nie pomnąc na urząd generała jaki już wtedy piastował, prosił gwardiana, w którego znalazł się klasztorze, ażeby mógł pod jego zostawać rozkazywaniem. Towarzyszowi podróży swoich chciał być i był posłusznym mówiąc: – Podlegający ma w przełożonym widzieć Tego, dla którego miłości stał się podległym. Ochotnie słuchałbym i nowicjusza co dopiero dwa dni jest w zakonie, bo im się niższego ma rozkazującego, tym się więcej pokora tego który go słucha, Panu Bogu podoba. Przełożonym być, upadek za pasem, a być podległym, zawsze zysk duszy w pokorze.

Baczył on ściśle, aby ci, których do Zakonu przyjmował, nic własnego nie mieli. Jednego, który wszystko zostawił swej rodzinie, a ubogim nic nie dał, przyjąć nie chciał, i rzekł mu: – Bracie mucho, jeszcześ ze krwi i domu twego nie wyszedł; ubogieś ukrzywdził, niegodzieneś być między ubogimi. Braci zakonnikom mawiał: – Dlatego was Pan Bóg ubogimi uczynił, aby w Dniu Sądnym wiernych dla was ubogacił, ażeby usłyszeli one słowa: ,,Coście tym ostatnim mym najmilszym uczynili, Mnieście uczynili”.

Niesiono go raz chorego przez wieś ubogą, i słudzy tam nic za pieniądze ku jego potrzebie dostać nie mogli; o czym dowiedziawszy się Święty, rzekł im: Niceście nie dostali, boście większą ufność w pieniądzach niż w Panu Bogu położyli; idźcie, a bez pieniędzy w Imię Pana Boga proście. -Tak uczynili, a owe biedaki dla Pana Boga wszystkiego im dostarczyli. Gdy brał od kogo jałmużnę a spotkał uboższego od siebie, natychmiast mu ją oddawał; płaszcz, suknię własną zdjął z siebie, aby nią biedniejszego przyodziać.

Miłość jego ku bliźnim, która granic nie miała, rozciągała się nawet i do bezrozumnych zwierząt, zwał on je bracią swą i siostrami, zwłaszcza te, które w Piśmie, łaskawość Chrystusową znaczyły. One też posłuszne mu były, jakby pierwszemu, przed grzechem niewinnemu człowiekowi. Baranki na rzeź wiedzione, Franciszek Święty wspomniawszy na Chrystusa Pana, często wypraszał lub czym mógł okupował. Gdy raz przechodził niedaleko. Sienny, zbiegły się.do niego pasące się tam na polu owce, radość mu niejako okazując. Dano mu raz owieczkę której on mówił aby chwaliła Pana Boga, a braci się nie przykrzyła. Rzecz dziwna, gdy owca usłyszała że bracia w kościele śpiewali, zaraz tam biegła i przed Ołtarzem Bogarodzicy, jako mogła klękała. Zające uciekające od innych, do niego się cisnęły. Ptaszki na zawołanie do niego się zlatywały. Wszedł raz pomiędzy stado śpiewających ptaków, a żaden się z miejsca nie ruszył, i gdy z bratem pacierze mówić zaczął, a słyszeć się dla ich gwaru nie mogli, rzekł Św. Franciszek: Bracia ptaszkowie, umilknijcie aż się ze Służbą Bożą odprawimy. Umilkły ptaki i nie zaczęły śpiewać na nowo aż im rozkazał. Gdzie wilki szkody czyniły, skoro im zakazał, czynić je przestały.

Wszystko to było dziełem niewysłowionej miłości ku Panu Bogu, ona to dawała mu ową prawie wszechwładzę nad wszelką stworzoną istotą. Przyjmując sakrament Ciała i Krwi Chrystusowej, często wpadał w zachwycenie, podziwiając zawsze Nieskończoną Miłość ku nam Zbawiciela. Ku Przeczystej Matce, którą sobie i Zakonowi swemu za Opiekunkę obrał, wielkie miał nabożeństwo, ku Aniołom i Świętym Pańskim także. Nie byłby śmiał jednak pokładać ufności w Chrystusa łasce dla siebie, jeśliby duszom, które On Krwią Swą odkupił, nie służył nauką i pomocą wszelką.

Biegał też, kazał, trudził swe ciało, byleby tylko obowiązkowi temu zadosyć uczynić. Trzykrotnie wyprawiał się na Wschód pomiędzy niewiernych, dla opowiadania tam Ewangelii Świętej, ale go zawsze nieprzeparte trudności stamtąd zwróciły. Pan Bóg przyjął mile owo pragnienie jego męczeństwa za wiarę, a inną i niemniej pewną drogą prowadził go do Nieba.

Chociaż nie był w świeckich umiejętnościach uczony, przez modlitwę jednak i rozmyślanie Rzeczy Boskich z Daru Ducha Świętego tak wysoko się podniósł i tak wielkie w pojmowaniu Pisma Świętego i Tajemnic Wiary miał rozumienie, iż gdy teolog jeden trudne bardzo czynił mu zapytania, tak go odprawił Św. Franciszek, że ów doktor rzekł: Teologia tego Świętego ojca czystością i bogomyślnością wysoko jak orzeł lata, kiedy nasza nauka po ziemi na brzuchu się czołga.

Miał ducha prorockiego, przyszłe rzeczy opowiadał, i wiedząc zawczasu o porażce czekającej Chrześcijan pod Damietą od Turków i saracenów, posłał brata jednego do krzyżowców, aby im tę wojnę odradzić. Wiele bardzo cudów czynił i tajemne myśli ludzi z Daru Bożego poznawał. Cisnęli się też wszyscy do niego, jak do nowego proroka, a on nie tylko na dusze, ale i na ciała cudowne dawał lekarstwa. Powietrzem rażonych, ślepych, głuchych, opętanych, kawałkiem chleba i Krzyżem Świętym uzdrawiał.

Kiedy pokorny Franciszek kazania swoje po świecie roznosił, udał się i do Rzymu, gdzie wobec Papieża i kardynałów mając mówić, spisał pilnie kazanie swe i na pamięć go się nauczył. Wtem skoro wszedł na ambonę, wszystkiego zapomniał, i w pokorze opowiadając co mu się przytrafiło i wezwawszy Ducha Świętego zaczął według prostego swego zwyczaju, tak pełnymi ognia słowami przemawiać, takie Tajemnice, tak dzielne ku wzbudzeniu Miłości Chrystusowej Nauki rozwijać, iż zapalając jak zwykle wymową swoją serca słuchaczy, skruszył ich i wielką liczbę do pokuty pociągnął. Nie umiał on schlebiać nikomu, grzechy ludzkie bez względu na osoby, surowo gromił, i czy to wiele, czy mało było słuchaczy, jednako zawsze do nich przemawiał.

Na dwa lata przed śmiercią, służąc jak zwykle zbawieniu ludzkiemu a nie zaniedbując własnego, poszedł w głąb pustyni na górę Alwernię, i odprawiając post ostry na cześć Św. Michała Archanioła, większej niż kiedy słodkości Chrystusowej skosztował. Tam też rozmyślając gorzką Mękę Pańską i ową miłość, z której ją Pan Jezus nasz podjąć dla nas raczył, wszystek się prawie w Chrystusa Pana przyoblóczył. Aż około święta Podniesienia Krzyża Świętego modląc się w nocy gorąco, ujrzał wysoko w powietrzu Serafina o sześciu skrzydłach, ognistego, bardzo jasnego, a między jego skrzydłami, osobę człowieka Ukrzyżowanego. Zdumiały Franciszek, niezmiernej doznał na ten widok radości; lecz gdy Serafin spuścił się niżej, osoba owa smutnie zwieszona, wielkie pożałowanie w sercu jego rozbudziła, i przebiła je mieczem boleści.

Zniknęło widzenie a Święty zrozumiał, iż nie ciałem, ale sercem, w podobieństwo Ukrzyżowanego miał się obrócić. Została mu wielka gorącość ducha, ale na ciele dziwne pokazały się znaki: ręce i nogi gwoździami na wskroś były przebite, w boku rana się otworzyła i krew z niej ciekła. Taił jak mógł Święty tak niesłychane rzeczy, ale utaić ich nie mógł. Zeszedłszy z onej góry po 40-stu dniach postu, cudami nowymi słynąć począł; rąk już ukazać nie śmiał, a kryjąc nogi, w trzewikach chodził. Wszakże i wielu braci, którzy to pod przysięgą na Ewangelię Świętą zeznali i Papież Aleksander IV-ty publicznie na kazaniu świadczył: iż własnymi oczami te rany widział i rękoma się ich dotykał. Co też.po śmierci jego kilkudziesiąt zakonników, Klara Święta i jej siostry stwierdziły. Takim to cudem, takim Krzyżem Chrystusowym Pan Bóg Sługę Swego naznaczył. Franciszek odtąd we wszystkich członkach swoich strasznych doznawał boleści; znikło do reszty morzone ciało, a na kościach skóra tylko została. Patrząc na nieznośne cierpienia jego, brat jeden rzekł: – Proś Pana Boga ojcze, aby ci tej choroby ulżył, bo ciężko Ręka Jego nad tobą zawisła. A on mu na to: Gdybyś nie z prostoty to mówił, nie spojrzałbym na cię, iż śmiesz Sprawom Boskim we mnie przyganiać. – I spuściwszy się z łóżka, padł na ziemię i całując ją mówił: – Dziękuję Ci, Panie za te boleści! jeszcze ich stokroć więcej przydaj, byleby się Upodobanie Twoje na mnie spełniło.

Nie mogąc już wcale chodzić, ciało swe na wpół umarłe na osiołku z miasta do miasta wozić kazał, pobudzając bracią do pracy około zbawienia bliźnich: Poczynajmy Panu Bogu służyć – mówił, bośmy do tego czasu nic nie uczynili! – I głosząc Słowo Boże, jako prawy rycerz Chrystusowy, wiernych do noszenia krzyża zachęcał.

Wiedząc o zbliżającym się czasie zejścia swego, prosił aby go zaniesiono do celki jego przy kościele Panny Maryi de Portiuncula, chcąc Panu Bogu oddać ducha tam właśnie, gdzie najpierw wziął oświecenie i Łaskę Jego. I położywszy się na gołej ziemi, rzekł do braci: Jam uczynił swoje, uczyńcie teraz wasze, jako was Chrystus Pan nauczy. – A brat jeden znający myśl jego, wziął suknię, powróz i ubranie, i podając je Świętemu rzekł: – Pożyczam ci tej sukni jako ubogiemu, weźmiesz ją z świętego posłuszeństwa. Z wielkim weselem przyjął ją Święty, dziękując Panu Bogu, że w pożyczonej sukni umiera. A wezwawszy bracią, Miłość im Bożą, cierpliwość i ubóstwo zalecał, błogosławił im i wziąwszy z czcią wielką wszystkie Sakramenty Święte, prosił by mu czytano o Męce Pańskiej z Ewangelii wg Św. Jana, i gdy wymawiał słowa Psalmu: ,,Czekają mnie sprawiedliwi, rychło-li mi zapłacisz?” – zasnął w Panu Bogu 1226 roku. We dwa lata po śmierci kanonizowany przez Papieża Grzegorza IX-go, w drugie dwa do kościoła imieniem jego zbudowanego przeniesiony, wielkimi słynie cudami. Z czego Panu Bogu w tym wielkim Świętym uwielbionemu, przez Pana naszego Jezusa Chrystusa Ukrzyżowanego w Jedności Ducha Świętego, cześć i chwała na wieki wieków. Amen.

 

 

Pożytki duchowne.

 

 

Przedziwny ten Święty był jednym z najdoskonalszych naśladowców Chrystusa Pana. Pokutny jego żywot, niewysłowiona miłość jaką pałał ku Panu Bogu i czystość tego pełnego świętej prostoty ducha, przywróciły mu ową niewinność pierwszego w Raju człowieka, który przed grzechem, obcował jak syn z swym Panem i Stwórcą, a wszelkie stworzenie głosowi jego posłuszne było. Przypomniał Pan Bóg światu w osobie tego Wielkiego patryarchy, że tacy jak on wierni i niewinni, podobnie jemu królować kiedyś z Panem Bogiem będą, a cała natura Wolą Najwyższego, podległa ich skinieniu będzie. Rozkazywał ów Święty żywiołom, ptakom i zwierzętom, ale pokora jego żadnego nie doznała stąd uszczerbku; czuł on bowiem głęboko, iż to działa Moc Pana Boga, który też przy schyłku dni jego dając mu swe rany, naznaczył go piętnem doskonałego z sobą podobieństwa, które to właśnie tyle mu Łask zjednało, a jego tak wielkim, tak potężnym uczyniło.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

© salveregina.pl 2023