St Goar

9 Lipca.

Żywot Św. Goary, kapłana i pustelnika.

(żył około r. 700.)

 

 

 

 

Źródło: Żywoty Świętych Pańskich Starego i Nowego Testamentu z dzieła Ks. Piotra Skargi, T. IV, 1880r.

 

 

Goara, Francuz rodem z Akwitanii, syn znakomitych rodziców Jerzego i Walerii, przyszedł na świat około 585 r. i z lat dziecinnych uczciwie i pobożnie chowany, szybko doskonałości chrześcijańskiej dosięgnął. Urody wdzięcznej, sercem pokorny a ciałem czysty, wiarą i uczynkami święty i wielki, stał on się godnym owych cudownych spraw Boskich które przez niego Ręka Pana Chrystusowa działała. Wśród świata jeszcze żyjąc, Goara przykładem wzrastającej w sobie z dniem każdym miłości Bożej i dobrych uczynków, mnóstwo dusz ku poprawie i ku Wierze Świętej prowadził. Za wpływem przeto ludzi pragnących, aby pochodnia taka nie zostawała w ukryciu, skoro tylko nauki teologiczne ukończył, wyświęcono go na kapłana, ażeby kazaniem i szacunkiem Tajemnic Świętych, mógł być tym więcej bliźnim pożyteczny. Lecz on unikając pokusy próżnej chwały, tam gdzie już tyle pracami swymi zasług położył, porzucił rodzinne stronny, a udał się na granicę Francji do diecezji Trewirskiej, gdzie nad rzeką Renem w samotnym wśród lasu miejscu chatkę sobie wystawił, kapliczkę pod wezwaniem Św. Feliksa obok niej zbudował, i tam w rozmyślaniach świętych i w umartwieniach ciała, Chwałę Bożą opiewał.

Okolica w której osiadł, zamieszkana jeszcze była przez licznych pogan. Nie zaniechał kapłan święty nauką swoją służyć temu ludowi; a opowiadając im Pana Boga żywego i Chrystusa Pana Ukrzyżowanego i wiele cudów Imieniem Chrystusowym czyniąc, wielką ich liczbę do Chrztu Świętego przywodził.

Miał zwyczaj Goary Święty, codziennie odprawiwszy Mszę Świętą, podróżnych i ubogich, bez których nigdy nie był, obsługiwać; a Nauką Bożą ich karmiąc i ku zbawieniu wiodąc, podejmował ich ile mógł hojnie, z ubóstwa swojego. Chciał on w swym domu uczcić w nich Chrystusa Pana, ażeby kiedyś te słowa Jego usłyszeć: „Coście jednemu z tych najmniejszych uczynili, Mnieście uczynili”. Zazdrośni, źli i kłamliwi ludzie, odnieśli to biskupowi trewirskiemu Rustykowi, świadcząc: jako by Święty był obżercą, obłudę i fałszywą pobożność swoją nauką pokrywający, i twierdząc, iż nie godziło się biskupowi cierpieć w swej diecezji takiego kapłana. Biskup uwierzył złym językom i wyprawił dwóch posłów z rozkazem, aby mu go przywiedli. 

Usłyszawszy Goary z czym do niego przyszli, gdy tego zaraz wieczora puścić się w drogę nie mogli, sporządził im wieczerzę, i usiadłszy z nimi jadł razem, zwykłą swoją okazując im gościnność i uprzejmość.

Nazajutrz idąc nabożeństwo zwykłe odprawić, kazał dla gości swoich śniadanie przyrządzić, aby się na drogę posilili. A gdy za powrotem z kościoła wzywał ich i zapraszał do stołu, ostro niepowściągliwość jego wyrzucać mu poczęli, mówiąc: – Źle czynisz, iż zwyczaju kościelnego co do czasu jedzenia nie zachowujesz. My wcale z tobą rano jeść nie będziemy. – Nie pamiętali ci nędzni ludzie, iż Królestwo Boże nie zależy na jedzeniu lub na piciu, ale raczej na pokoju, zgodzie i miłości. Gdy tak Świętego sfukali, on rzekł: – Źle to gdy w domu nie słuchają gospodarza; gdybyście się bali Pana Boga, nie gardzilibyście miłością moją. W tym oznajmiono mu, iż ubogi dom jego nawiedził. On mu przygotowane dla swych gości śniadanie podać kazał, i sam z nim w Imię Boże pożywał.

Oburzeni tym posłannicy biskupi, tym go winniejszym widząc, grzech mu jego surowiej jeszcze wymawiali; gdy wyjechawszy z Św. Goarym w drogę, o południu tak dokuczliwy sami głód uczuli, iż omdlewali prawie, i krokiem dalej ruszyć się nie mogli. Widząc to Święty. gromić ich począł, mówiąc: – Nie było gardzić chlebem, który wam dla miłości Chrystusa podawałem; słusznie karze was Pan Bóg i uczy jak mu jest miłą miłość braterska. A gdy mimo to rad był nieprzyjaciołom swoim dobrze uczynić, a żadnego pożywienia umierającym prawie z głodu i pragnienia, dać nie miał, ujrzał z daleka trzy przebiegające łanie, przeżegnał je, i w Imię Chrystusowe przyjść im rozkazawszy, mleka ich udoił, i posilił nim podróżnych.

Zdumieni, ożywieni i trwogą zdjęci posłowie, iż takiego człowieka ośmielili się posądzać, przybywszy z nim do Trewiru, zdali o wszystkim sprawę biskupowi, wysławiając świętobliwość Goary. Ale biskup źle uprzedzony od otaczających go ludzi, przypisując według pojęć ówcześnie upowszechnionych, cudowne zdarzenie czarom, zawezwał księży aby go ściśle badali. Stawiony przed nimi Święty, zdjąwszy płaszcz ciężki z siebie patrzał, gdzie by go powiesić? I ujrzał promień słoneczny, który przedzierając się przez warstwy kurzu unoszącego się w powietrzu wyglądał jakby sznur przeciągnięty; zarzucił więc płaszcz na niego, który tam cudownie zawisł, a patrzący na to, tymi więcej obwiniali go o czary. Tłumaczył się Goary, iż żadnych czarów nigdy nie umiał, a Pan Bóg mu tylko dopomógł zsyłając mu owe łanie w chwili, gdy z miłości ku bliźnim, o ich zdrowie się troszczył. Że i teraz wie dobrze, iż płaszcz swój na sznurze zawiesił. – Gdy się tak Święty przed badającym go sądem sprawiał, wszedł kleryk do biskupa, z oznajmieniem o znalezionym dziecięciu. Rodzice bowiem, którzy z ubóstwa lub innych przyczyn wychować dziatek w domu nie mogli, kładli je w żłobek urządzony na ten cel przy kościele, skąd noszono je po mieście oddając litościwym ludziom na wychowanie. Biskupi wszakże wiedzieć musieli, kto brał dziecię Gdy tedy ów kleryk przyniósł niemowlę, biskup rzekł do Goary:

– Jeżeli jesteś święty za jakiego się przedstawiasz, zgadnij Duchem Świętym, kto są rodzice tego dziecięcia? – Zmieszał się pokorny kapłan, nie chcąc kusić Pana Boga, ale jak mu zagrożono, iż gdy tego nie uczyni, za czarnoksiężnika uważać go będą, upadł na kolana, pomodlił się, zwrócił do piastuna dziecięcia i zapytał: – Wiele dni ma to dziecię? – Trzy dni, odpowie tamten. A Goary rzecze: Trójco Święta, Ciebie wzywam! a ciebie dziecino w Imię Trójcy Świętej zaklinam, abyś mi rodziców twych mianowało! – I rzecz dziwna, dziecię rączkę ściągnęło, i najwyraźniej rodziców swych nazwało.

Potępiony w swych posądzeniach i w postępowaniu swym biskup, padł do nóg świętego kapłana, korząc się przed jego świętobliwością. A ten upominając go i pocieszając razem, przyrzekł modlić się za niego, i do swej chatki skromnie powrócił.

Dowiedziawszy się o tym wszystkim Sygebert król Franków, przyzwał go do siebie, i rozpytywał o tym, co słyszał: jako łanie doił, jak płaszcz zawiesił na promieniu słonecznym, jak niemowlęciu mówić rozkazałem. Zawstydzony Goara nie chcąc o sobie świadczyć, milczał; a gdy król pod posłuszeństwem zaklinać go zaczął, rzekł tylko: Z posłuszeństwa wyłamywać się nie mogę, ale ode mnie nic się więcej nie dowiesz nad to coś sam powiedział. Tak się to drugim być widziało, jak ci o tym sprawę zdali. – Król wtedy wszystkim obecnym rzecz całą opowiedział, a oni krzyknęli: Słuszna jest abyśmy Rustyka z urzędu złożyli, a takiego pasterza na biskupstwo Trewirskie wynieśli. Lecz Goara Święty stanowczo oparł się temu, mówiąc: iż raczej śmierć woli, niżeliby stolicę żyjącego biskupa miał zasiąść. Że wszyscy obłożeni ciałem, grzeszni jesteśmy, ale że na karanie tego który sam chce pokutować, skwapiać się nie należy. A gdy król nalegał jeszcze, wyprosił sobie Święty 20 dni do rozmysłu i wróciwszy do swej chatki, gorące wznosił do Pana Boga modły, aby go od tak wielkiego ciężaru uchronić raczył. I wysłuchał go Pan Bóg, wkrótce bowiem zapadł w ciężką chorobę, którą przez lat siedem w cierpliwości i wielkiej pobożności znosząc, ofiarował jako pokutę za grzechy sprośnego życia biskupa Rustyka. Po siedmiu latach wspomniał król znowu na sługę Bożego, i przyjść mu do siebie kazał. A Święty wiedząc o bliskiej śmierci swojej odpowiedział: iż go już na tym świecie nie zobaczy, chyba by sam przyszedł do niego; on bowiem schorzały, chodzić nie może. I dodał, mówiąc do posłów: Powiedzcie jednak królowi, niech i sam siebie i was tu już nie trudzi, a proszę tylko, niech mi kapłanów Agrypina i Euzebiusza na mój pogrzeb przyszle. Bolał król mocno nad stratą takiego męża, a gdy kapłani do chatki pustelnika przybyli, Święty usprawiedliwiwszy się jeszcze Bogu, żywot ziemski zakończył. Złożono go w zbudowanej przez niego kapliczce, a król Pepin wzniósłszy potem na tym miejscu wspaniały kościół, kości Św. Goary przez Lullusa, arcybiskupa Mogunckiego do niego przeniósł. Niezliczone cuda działy się przy nich na cześć nieogarnionej Trójcy Przenajświętszej, Której Panowanie na Niebie i ziemi trwa na wieki wieków. Amen.

 

 

Uwaga.

 

 

Rozważajmy, iż Pan Bóg każdego z Świętych obdarzył szczególną jakąś cnotą, w której rozwinięciu i uwydatnieniu miał zostawić żywy dowód, iż cokolwiek Pan Bóg nam zaleca lub przykazuje, człowiek wypełnić może. A nie tylko żadna z cnót nie tamuje drugiej, ale przeciwnie, uzupełniają się one wzajemnie, kiedy pobudką do nich jest czysta a serdeczna miłość Pana Boga i bliźniego. Z tego to źródła płynęła owa gościnność Goary Świętego, gościnność którą Pan Bóg tak wysoko sławi; w której Abrahama i Lota i wdowę w Sarepcie tak szczodrze ubłogosławił, a której wielką na Sądzie Bożym obiecuje odpłatę. Pamiętał ten Święty, iż kto sierotę, ubogiego lub podróżnego w dom swój przyjmuje, samego jak to Pan Bóg na tych wielkich Świętych pokazał, przyjmuje Chrystusa Pana.

Gorszyli się posłańcy biskupi, iż Goara z gośćmi swoimi jadał. Nie rozumieli oni, iż ten który w żadnym sobie nie pobłażał umartwieniu, chciał tym ustępstwem ośmielić obcych, ubogich, potrzebujących posiłku, bo chciał być ,,wszystkim dla wszystkich”. A jaką była czystość jego duszy, to Sam Pan Bóg oznajmił Łaską Swoją. Bądźmy ostrożni w przesądzaniu postępowania innych, bo nie tylko skłonność ta wypływa często z złośliwego i nienawistnego względem bliźniego usposobienia, ale też i wielokrotnie w zapatrywaniu się naszym, pomylić się możemy.

 

 

 

 

 

 

 

© salveregina.pl 2023