St Hugo

3 kwietnia.

ŻYWOT ŚW. HUGONA, BISKUPA GRACJANOPOLU.

(żył około r. 1100.)

 

 

 

 

Źródło: Żywoty Świętych Pańskich Starego i Nowego Testamentu z dzieła Ks. Piotra Skargi, T. II, 1880r.

 

 

Ponieważ w Oczach Pana Boga nie to czym się kto urodził, ale jak żył raczej, jedyną jest zaletą, powiemy tylko o rodzicach Hugona Świętego, iż zacnego będąc stanu, w Walencji bogobojne wiedli życie. A gdy ten syn ich nauki skończył, na synodzie w Awinionie, mając lat 27, na biskupstwo Gracjanopolskie (Grenoble) obrany został.

Młodzieniec piękny a skromny, w sprawach ludzkich i Boskich biegły, niegodność swoją i młodość przedstawiając, za koniecznym przymusem tylko, urząd ten przyjął; gotowy i chętny zawsze do złożenia go w każdej chwili. Gdy pojechał do Rzymu dla odebrania tam poświęcenia, myśli bluźnierskie o Panu Bogu i Religii tak go opanowały, iż w dzień i w nocy opędzić im się nie mógł, mniemając w ciężkim frasunku iż go Pan Bóg karał za to, że biskupstwo przyjął. Aż zwierzywszy się z tego Papieżowi Grzegorzowi VII, odniósł uspokojenie i naukę: ażeby biorąc ową pokusę jako Dopuszczenie Boże, i mając ją za krzyż i oznakę Miłości Boskiej, grzechu się w tym nie bał, ale raczej w cierpliwości zasługę sobie zdobywał. Pocieszony Święty na swą stolicę pojechał; całe jednak prawie życie, ta pokusa go trapiła. Na biskupstwie objętym, znalazł Hugo nierząd, zgorszenie, w kapłanach swawolę, nieumiejętność, przedajność, lichwę, pośmiewisko i lekceważenie dla rzeczy kościelnych, a nawet i dla Najświętszych Tajemnic. A lud patrzący na swych niecnych pasterzy, nie lepszy był od nich. Dobra biskupie tak były zniszczone, że często Hugo Święty głód ze swymi cierpiał. Dość że niewysłowionej użyć musiał pracy, czujności i strapienia, zanim z Pomocą Boską porządek i karność kościelną przywrócić zdołał. Sam też bojąc się dla siebie upadku, po dwu latach wstąpił do Kluniackiego klasztoru, aby się lepiej w pokorze i cnotach kapłańskich ugruntować. Lecz rok tam zaledwie przebył, gdy rozkaz papieża na nowo przywołał go na biskupstwo. Zagrzany jeszcze w Służbie Bożej a czujny nad sobą samym, z wielką miłością służył znowu wszystkim; a nic mu tyle nie sprawiało pociechy, jak kiedy widział że ludzie w Miłości Pana Boga i w doskonałości chrześcijańskiej postępowali.

Po trzech latach takiego życia, przyszedł do niego Święty i uczony Bruno z siedmiu towarzyszami swymi, radząc go się o miejsce na pustyni, gdzieby swój klasztor zbudować mogli. Z radością udał się tam z nimi sam Hugo, i on pierwszy Kartuzom klasztor wystawił; a często później przebywając z nimi, więcej był im sługą jak towarzyszem. Gdy niekiedy długo bardzo tam bawił, wypędzał go Bruno Święty mówiąc: – Idźcie do owiec waszych, a czyńcie coście powinni.

Wielkimi postami i umartwieniami ciało swe trapiąc, popadł ten święty w ciężkie cierpienia, które go przez lat 49 do końca życia nie opuszczały, a on tym więcej ku niebieskim słodkościom ducha podnosił. Z niewiastami bacznie się bardzo zachowywał; przy Spowiedzi nawet, żadnej twarzy nigdy nie widział, tak zmysły swoje na wodzy trzymał. Uszu też i języka strzegł pilnie, bo ani sam obmawiał ani obmawiających słuchał: – Dosyć ma człowiek, powiadał, z własnymi grzechami do czynienia, ażeby się opowiadaniem i słuchaniem cudzych nie bawić. – O nowinach też ani mówił ani się o nie pytał.

 

 

PRZEKAŻ 1.5% PODATKU
na rozwój Salveregina. Bóg zapłać
KRS: 0000270261 z celem szczegółowym: Salveregina 19503

 

 

Jałmużnikiem był wielkim, czeladzi mało trzymał, żeby mieć więcej do rozdania ubogim. Żadnym datkiem nigdy za duchowne posługi rąk swych nie zmazał. Nikt też ani urokiem godności, ani powinowactwem nic na nim nie wymógł – jedno sprawiedliwością a prawdą. Niezgodnych, a złośliwych z wielką pilnością jednał. Kładł się często u nóg ludzi prostych i prosił, aby gniew bratu odpuścili, a w miłości żyli, i zawsze uprosił i pojednał w Imię Boże.

Kazania jego były zrozumiałe, gorliwością Chwały Bożej tchnące, i tym większy czyniły pożytek, iż Hugo Święty przykładem pierwej dowodził tego, co nauczał. Ludzie zaś wtedy słowy jego pobudzeni, jawnie, wobec wszystkich, grzechy swe ze skruchą wyznawali. Doczekawszy starości, prosił Hugo Honoriusza Papieża, ażeby uwzględniając wiek i chorobę jego od biskupstwa go wyzwolił; lecz odebrał odpowiedź: że w samym nie zdrowiu, pożyteczniejszy przykładem swoim był Kościołowi, niżeli drudzy, młodzi a zdrowi.

Prawy zawsze i za głosem sumienia idący, względem Piotra Leona który mu wielkim był przyjacielem, lecz się fałszywym Papieżem czynił przeciw Innocentemu kanonicznie obranemu, tak postąpił, iż za jego poradą, na synodzie w Anicium, wyklęto go jako odszczepieńca; czym jedność Kościołowi przywróconą została.

Z postępem lat, w coraz większą wpadając niemoc, stracił był Hugo pamięć o rzeczach światowych; nie wiedział czasem gdzie był i z kim mówił, ale co do Pana Boga i nabożeństwa się odnosiło, w tym nigdy nie pobłądził. Z niewymowną cierpliwością chorobę swoją znosił, wzrastając prawie w łaskawość i słodycz względem tych, co go otaczali i co mu służyli. A wszystkich żarliwie do życia pobożnego zachęcał. Kiedy raz Gwidon hrabia przyszedł go nawiedzić, zgromił go Święty o niesłusznie ściągane z poddanych podatki. Zdziwił się hrabia tą jego śmiałością i poprawę obiecał. Sam na swe grzechy narzekając, często płakał; a gdy go się pytano, czemu się tak bardzo trapił, gdy ani zabił nikogo, ani krzywo przysiągł, ani nic złego nie popełnił, i owszem przykładne i najcnotliwsze wiódł życie? On odpowiedział: I cóż z tego? Wszak gdyby nie Miłosierdzie Boże, to już sama zła żądza i próżność nasza, potępić by nas mogły. Żył Hugo Święty lat blisko 80. Umarł r. 1132. Kanonizowany był od Innocentego II ku pomnożeniu czci Boskiej w Świętych Jego, a ku pobudce naszej do naśladowania wysokich i zbawiennych cnót prawego Sługi Bożego. Amen.

 

 

Pożytki duchowne.

 

 

Nie dosyć było dla czystej duszy tego świętego kapłana, że złą swą wolą nigdy nie zgrzeszył, opłakiwał on gorzko i owe niezależne wcale od niego ułomności w sobie ludzkiej natury, jakimi są żądze i myśli próżne; wielką w nich obrazę Majestatu Boskiego widząc. Zastanawiajmy się często nad ważnością tak delikatnego uczucia, a bezwiednie prawie ustrzeżemy się nie tylko wielu nagannych pragnień i myśli, ale i wielu w uczynkach zdrożności.

Naśladujmy miłość ku bliźnim Hugona Świętego, któremu nic nie przyniosło więcej radości, jak udoskonalenie i uświątobliwienie brata jego w Chrystusie Panu. Weźmy też z życia jego zbawienną naukę, ażeby nie poddawać się nigdy zbytecznemu zniechęceniu, jeśli poczucie własnych ułomności, albo nawet przeciwne cnocie i religii myśli, pokój serca naszego zakłócą. Odepchnijmy je raczej w Imię Boże, jako pokusy, które do postępu w cnotach, wielką najczęściej są przeszkodą.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

© salveregina.pl 2024