Św. Jan Chryzostom

27 Stycznia.

ŻYWOT ŚW. JANA CHRYZOSTOMA, CZYLI ZŁOTOUSTEGO, DOKTORA KOŚCIOŁA ŚWIĘTEGO.

(żył około r. 407.)

 

 

 

 

Źródło: Żywoty Świętych Pańskich Starego i Nowego Testamentu z dzieła Ks. Piotra Skargi, T. I, 1880r.

 

 

Rodem z Antiochii, Św. Jan Chryzostom był synem znakomitych, lecz niewiernych rodziców, a oddany na naukę, wielkim retorem, czyli krasomówcą został, dlaczego słusznie potem Złotoustym był nazwany. Z młodości jeszcze Duchem Świętym natchniony, tajemnie do kościoła chodził, i od biskupa Antiocheńskiego, Chrzest Święty przyjął. Będąc sławnym w krasomówstwie profesorem, miał w Atenach wielce zawistnego sobie mistrza tej sztuki, Anteniusza, poganina, który ze szczerej zazdrości źle o nim mówił. Pan Bóg ujął się za Świętym i ciężką chorobą nawiedził Anteniusza, którego on proszony o to, modlitwą swoją na ciele i na duszy zleczył. Widząc Antoniusz Moc Chrystusową w sługach Jego, przyjął Naukę i Chrzest Święty z rąk Św. Jana Chryzostoma.

Ale Jan Święty tęsknił bardzo za doskonalszym jeszcze żywotem jak ten, który wśród świata prowadził. Udał się więc na anielskie, zakonne i pustelnicze życie do Syrii, gdzie w srogim utrudzeniu ciała, na ćwiczeniu się w cnotach chrześcijańskich i na czytaniu Pisma Świętego, do którego mu Pan Bóg kluczem Swej Łaski, głęboki rozum otwierał, lat kilka przepędził. A że był zdrowia delikatnego, owe niewczasy i posty wielkie, tyle go osłabiły, iż wrócić musiał do Antiochii, gdzie go Duch Boży prowadził, aby tam innym ludziom był pożyteczny. Biskup tamtejszy Flamian poświęcił go na diakona, później na kapłana, na którym to zacnym urzędzie, nauką swoją i kazaniami, zbawienie ludzkie rozmnażać zaczął. Pan Bóg zaś cudami, jakie na chorych czynić mu dozwolił za pomocą skrapiania wodą poświęconą i przeżegnania Krzyżem Świętym, stwierdzał świętość i zacność sługi swojego. Gdy Katolicy weselili się ową jego sławą, heretycy czarnoksiężnikiem go zowiąc, różne potwarze na niego rozsiewali. Chryzostom Święty groził im prędkim skaraniem Bożym za tak ohydne, a innych w błąd wprowadzające oszczerstwa. Pogróżka jego wkrótce się spełniła, bo gdy przypadło trzęsienie ziemi w Antiochii, obalił się ich kościół, i tam wielką liczbę heretyków przytłukł, gdy ani jeden Katolik nie zginął. Stąd znaczna liczba niewiernych Chrześcijaństwo przyjęła, kościołów pogańskich wiele poburzono, a to wszystko za nauką i sławą cnót Chryzostoma Świętego. Po śmierci Nekariusza, carogrodzkiego biskupa, Jan Święty na tę stolicę przez Arkadiusza cesarza, i przez lud wszystek obrany został. A kiedy Antiochianie puszczać go nie chcieli, i sam w głębokiej pokorze wzbraniał się od przyjęcia tak wysokiego urzędu, podstępem i prawie przemocą przeniesiony, nie wiedząc gdzie się udaje, w kościele Św. Zofii wyświęconym został.

Święty i mądry pasterz obrócił usiłowania swoje, ku poprawie obyczajów wszelkich stanów; wykorzeniał łakomstwo, niesprawiedliwość, okrucieństwo, zwady, bluźnierstwo i inne grzechy; szczepił miłosierdzie, jałmużny, miłość, czystość i zgodę. Szpitale opatrywał, a dozorcami ich czynił kapłanów, którzy żon nigdy nie mieli.

Na obiady proszony, nie bywał na nich nigdy, bo z młodości do postów i do wielkiej mierności przyzwyczajony, na zbytki w potrawach patrzeć nie mógł. Uczęszczając zaś do bogatych i ubogich bywać by musiał, a czasu drogiego na częste rozrywki tracić nie chciał.

W prorockim i apostolskim Piśmie, pilnie się ćwiczył, a w pismach i listach Pawła Świętego osobliwie się kochał; co z kazań jego każdy pozna. Gdy listy wykładał, prosił Pana Boga, aby je w takim mógł rozumieć duchu, w jakim sam Paweł Święty pisał. I potwierdził to Pan Bóg cudem swoim, bo gdy pilnie nocy kilka siedział nad tym pismem, widziano poważnego starca, który stojąc przy nim, jakoby mu coś do ucha mówił. Gdy go potem pytano: kto tu przez 3 noce o tej, a tej godzinie z tobą rozmawiał? — odpowiedział, że nikt nie był u niego. Opisano mu wtedy postać owego starca, a Chryzostom mając przed sobą obraz przedstawiający Apostoła Pawła Świętego, poznał, iż to sam Apostoł przybył, aby mu myśli pism swoich rozjaśnić; za co wdzięcznie Panu Bogu dziękując, pracował ochotnie i skarb niespożyty w pismach swych Kościołowi zostawił. Patrząc Chryzostom Święty jak arianie, ci nieprzyjaciele Bóstwa Chrystusowego, swobodnie przebywali w Konstantynopolu, wyrobił u cesarza, że ich wygnał na przedmieście, a następnie, gdy znowu chytrze się tam w święta wkradać zaczęli, i rozruchy z Chrześcijanami sprawiali tak, że raz zacny dworzanin królowej kamieniem przez nich raniony został, zakazał cesarz, aby więcej arianie do miasta nie wchodzili. Gaina arianin, człowiek dzielny i wojenny, którego lubił cesarz i lękał się, ażeby służby jego nie porzucił, prosił bardzo Adriana by sekcie jego dał jaki kościół w mieście. Ten nie wiedząc jak się go pozbyć, radził się w tym względzie Chryzostoma, który mu powiedział, że pragnie być obecnym, gdy będzie znowu o tym mowa. Nazajutrz, gdy Gaina w obecności Chryzostoma Świętego prośbę swoją powtarza, rzecze Jan Święty: — Cesarz nic do kościołów nie ma; jeślić kościoła potrzeba, wnijdź kiedy i do którego zechcesz; wrota otworzone. — Aleć ja sekty innej, powie Gaina, a tego się upominam za zasługi moje. — A na to Chryzostom Święty: — Wysłużyłeś dosyć, iż z nędznika takim zostałeś panem, bądźże wdzięczny i wierny państwu rzymskiemu, a Rzeczy Boskich, za świeckie służby twoje się nie dopominaj. — On zawstydziwszy się, zmilczał; a w jakiś czas potem zdradził cesarza, i gdy z wojskiem szedł na Konstantynopol, cesarz nie mając dosyć żołnierza na swą obronę, na ubłaganie go posłał Chryzostoma. Ten chociaż wiedział iż go rozgniewał, szedł w ręce tyranowi dla spokoju ludzkiego. I Pan Bóg mu pobłogosławił; poselstwo czyniąc, złotą wymową swoją, lwa w owcę przemienił i z cesarzem go pojednał. Gaina zaś wkrótce potem na wojnie zginął.

Gdy taki w Kościele Bożym, Chryzostom Święty sprawował pożytek, złe obyczaje, a zwłaszcza łakomstwo przeklęte wykorzeniał; wszyscy w złem zatwardzieli, a między nimi Eudoksja, cesarzowa, która łakoma na pieniądze, krzywdy poddanym jawne czyniła, bardzo się nań obrażać poczęli. Rozumiała ona, że w kazaniach swoich umyślne do niej robił przymówki i tajemnie w sercu, jątrzyła się przeciw niemu. W tymże czasie Teofil, Patryarcha Aleksandryjski, rozgniewał się na Chryzostoma za to, że ujmował się za prześladowanymi przez niego, a błądzącymi w prawdzie owieczkami, które Wiarę Świętą rozrywały, obstając przy wznowionych błędach Orygenesa, ale które on jedynie przeciw krzywdom im czynionym bronił, a nie z przyczyny jakoby niewinnymi być miały. Gdy pisząc do niego zagroził mu wdaniem się cesarskim, Teofil nienawiścią zdjęty, starać się począł, ażeby Jana z biskupstwa złożono i wygnano. W tym czasie gniew Eudoksji znowu się rozjątrzył, a to z następującej przyczyny. Był tyrański zwyczaj w Konstantynopolu, iż gdy cesarz skosztował jagody z czyjej winnicy, stawała się ona za małym wynagrodzeniem jego własnością. Podobała się łakomej Eudoksji winnica jednej wdowy, przytykająca do cesarskich ogrodów, i kosztując jagód z niej, tym prawem zabrała ją, a wdowę nędzną w wielkie ubóstwo wprawiła. Z dziwnym męstwem wstawiał się za nią Chryzostom Święty, upominając cesarzową, by winnicę oddała. Lecz ona nazwała go burzliwym i niepowściągliwego języka; wyrzucając mu, iż jej nie daje czci, jaką jej winien. Sam więc natenczas przyszedł do niej i powiedział, ażeby Jezabeli nie naśladowała, a lękała się przekleństwa, które tamtą dotknęło. Ale ona jako wściekła, dom wszystek zwołała, grożąc Janowi Świętemu, że mścić się będzie za doznaną obelgę. Wtedy Jan Święty poszedł do domu i rozkazał odźwiernym kościelnym, aby cesarzowej do kościoła, gdy przyjdzie, nie wpuszczali.

W dzień więc Świętego Krzyża, gdy lud zszedł się na kazanie Św. Jana Chryzostoma, przyszła i cesarzowa z wielką pompą z całym swym dworem, ale drzwi przed nią zamknięto, nie dopuszczając jej wejścia. Nieśmiała wtedy gwałtu kościołowi robić, ale wykrzykując, musiała się z sromotą wrócić do pałacu.

Wkrótce potem Teofil z jej namowy i za jej pomocą zwołał Synod, niemało biskupów zgromadziwszy. Eudoksja uskarżała się gorzko przed nimi na Chryzostoma i prosiła, ażeby go z biskupstwa złożyli. Rozkazał mu Teofil, stawić się przed Synodem, lecz Święty odpowiedział, iż oni żadnej sądowej mocy nad nim nie mają, a on tam stawi się tylko, gdzie Synod prawnie i według kanonów zebrany będzie. Nie zważając więc na niewinny i anielski żywot jego, potępił go ów Synod, ze stolicy biskupiej złożył, a Eudoksja wymogła u cesarza, że go wygnać rozkazał. Lud i wielu innych biskupów ujmowało się za nim, ale on lękając się, by z tej przyczyny nie przyszło do rozdwojenia w Kościele, krzyż swój ochotnie przyjął i zachęcając wszystkich do zgody, wyjechał z miasta. Ledwie przybył do Antiochii, gdy wielkie trzęsienie ziemi w Konstantynopola, tak wszystkich przestraszyło, iż prosili cesarza, aby wrócił Jana Świętego, przypisując jego wygnaniu, ów Gniew Boży na miasto. I tak cesarz uczynił, bo nie z gniewu go był wypędził, ale z prostoty, uwierzywszy skargom nieprawych kapłanów. Z radością wielką przyjęło go miasto, i rok cały spokojnie na swym biskupstwie przesiedział.

Niebawem jednak, zajadłość Eudoksji zwrócił znowu na siebie. W pobliżu kościoła Św. Zofii odprawiały się pospolite igrzyska, które nabożeństwu przeszkadzały i ludzi z kościoła wywabiały. Oburzał się Chryzostom, i upominał na kazaniu, aby tego zaniechali. A że na tym miejscu był ryty obraz cesarzowej Eudoksji, ona to wzięła za umyślnie wyrządzoną sobie wzgardę, i znowu pobudziła biskupów i cesarza, że go powtórnie przemocą wygnali. Wystawiła cesarzowi, iż prawem kościelnym potępiony został; gdy przeciwnie osądzono go tylko ariańską ustawą. Wywieziony był wtedy aż do ziemi ormiańskiej, i w miasteczku Rukussa osadzony. Jako wiele w tej podróży ucierpiał sam to opisuje. Dniem i nocą pieszo pędzony, nieustającą gorączką zwątlony, spiekotę słoneczną i niewyspania cierpiąc, nie znalazł nikogo, kto by miał o nim staranie i ulgę mu jaką bądź sprawił. Tymczasem owi biskupi, stronnicy Chryzostoma Świętego, prześladowani od przeciwników jego, udali się do Rzymu, aby dać znać tak o złości Teofila, jak o niewinności Jana Świętego, a razem o wszystkim co się działo. Wyprawił posłów swoich Papież Innocenty I-szy, do Arkadiusza cesarza, naganiając postępowanie jego, a przywracając na biskupstwo Jana. Gdy się o tym dowiedziała Eudoksja, kazała one posły pochwycić, do więzienia ich wtrącić, listy im wydrzeć i wszystkie pieniądze zabrać. Ledwo sobie wyprosili u niej, aby im do Rzymu wolno było powrócić.

Będąc na onym nędznym wygnaniu, Święty Chryzostom wiele pogaństwa do Wiary Świętej Panu Bogu pozyskał. Żołnierze, pod których strażą zostawał, nakazane mieli, aby mu wytchnąć nigdzie nie dali, ale go włócząc z miejsca na miejsce, czym prędzej uśmiercili. Pędzili go wtedy znowu na dziką pustynię nad morze czarne. W mieście Romanie Jan Święty wszedłszy do kościoła Św. Bazyliszka, gdzie z wielkim nabożeństwem Ciało Pańskie przyjął, modląc się, ujrzał tego Świętego, który mu rzekł: — Bądź dobrej myśli, zobaczymy się jutro. — Zrozumiał Sługa Boży, iż mu w ten sposób śmierć jego objawiono, i zawsze do niej gotowy, spokojnie w dniu następnym Panu Bogu oddał ducha, w 59 roku życia. W wielkiej Chwale znalazł nasz Złotousty ochłodę po ciężkich pracach i mękach tego żywota. Innocenty Papież usłyszawszy od wracających z Konstantynopolu posłów, o złości Eudoksji, i jako tam przyjęci byli, wyklął cesarza Arkadiusza, Eudoksję i wszystkich biskupów którzy na wygnanie Jana Świętego zezwolili, odsuwając ich od przyjmowania Niepokalanych Tajemnic Pana Chrystusowych; a nadto wyklął Teofila, Patryarchę Aleksandryjskiego, składając go z jego stolicy, i od Chrześcijaństwa go odsuwając. W kilka dni po zgonie Jana Chryzostoma, cesarzowa Eudoksja nędzną zakończyła śmiercią. Ciało zaś Świętego Patryarchy, syn Arkadiusza, Teodozjusz, z wielką uczciwością, przepraszając Pana Boga za grzechy rodziców swoich, do Konstantynopola przyprowadził, skąd potem do Rzymu przeniesione, w kościele Św. Piotra Apostoła leży, na cześć Panu Bogu w Trójcy Świętej Jedynemu. Amen.

 

 

Pożytki duchowne.

 

 

Żywot Chryzostoma Świętego dostatecznie nam opowiada wielkie jego zasługi. Nauka jego świecka, a razem mądrość w rzeczach świętych była tak znakomitą i tyle zostawiła skarbów Kościołowi, w dziełach, które po nim z czcią przechował, iż go policzono pomiędzy pierwszych doktorów. Uwielbiać też trzeba i odwagę tego Męża Bożego, który szanując obowiązek sumienia i sprawiedliwość, nie cofnął się przed żadną światową potęgą, ale słowem prawdy i najwyżej tu położonych dosięgnąć umiał.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

© salveregina.pl 2024