Św. January męczennik

19 Września.

Żywot Św. Januarego i towarzyszy jego, Męczenników.

(żyli około roku 300.)

 

 

 

 

Źródło: Żywoty Świętych Pańskich Starego i Nowego Testamentu z dzieła Ks. Piotra Skargi, T. V, 1880r.

 

 

Święty January rodem z miasta Benewentu we Włoszech, pochodził ze starożytnego szczepu Samnitów. Rodzice jego zamożni, i bardzo bogobojni Chrześcijanie, dali mu staranne i pobożne wychowanie. Obrawszy młodzieniec stan duchowny, tak powszechne świętobliwością swoją uzyskał sobie uznanie, iż skoro biskup w Benewencie umarł, Januarego, już podówczas kapłana, jednogłośnie na biskupstwo wezwano, i gdy nie chciał żadną miarą przyjąć tej godności, zmusił go do tego rozkaz Marcelina Papieża. 

Dowiódł on wkrótce, iż go Sam Pan Bóg na ten trudny urząd powołał. Nastały czasy prześladowania Kościoła za Dioklecjana i Maxymina, cesarzów, a tu wysokie cnoty i gorliwość Januarego znalazły obszerne pole do pracy i poświęcenia. Rozciągał je też na wszystkich bez różnicy. Pozyskawszy sobie cześć i szacunek u pogan, wielu do Wiary Świętej. przywodził, a gdziekolwiek Chrześcijanie w ucisku będący, czy to pomocy pieniężnej, czy też duchownej potrzebowali, tych obdzielaniem Sakramentami Świętymi, umacnianiem, radą i wszelką jałmużną duchowną, tam tych pieniężną opatrywać spieszył. 

W jednej z wycieczek podobnych, będąc w mieście Miscenie, zapoznał się z wielkiej świętobliwości diakonem, nazwiskiem Socjusz. Gdy ów młodzieniec czytał raz ludowi Ewangelię Świętą, January ujrzał unoszący się nad głową jego cudowny płomień, z czego mu przepowiedział, iż śmierć męczeńską poniesie. Jakoż wkrótce oskarżono Socjusza przed starostą tamtejszym jako Chrześcijanina, i stawiono go przed jego sądem. Chciał starosta z początku ująć go łagodnością albo zatrwożyć groźbami, lecz gdy jedno jak drugie, nie pomogło’ okrutnie go biczować, i na torturach męczyć kazał. Święty diakon zniósł mężnie, to wszystko, lekko sobie ważąc wysilenia tyrana który go do więzienia do Puzzoli odesłał. Wielu Chrześcijan dowiedziawszy się o tym, pospieszyło odwiedzić Socjusza. Trzech z pomiędzy nich: Perkulus diakon, i dwóch mieszczan Eutychen i Akucy najdłużej z nim przebywali, co gdy doszło uszu starosty, ich też bić i więzić kazał, z myślą odebrania im później życia.

January posłyszawszy o uwięzieniu Socjusza i o zadanych mu mękach, podążył także do niego niosąc mu cześć, pociechę i wsparcie, jeśliby go potrzebował. Doniesiono o jego przybyciu świeżo właśnie zesłanemu do Misceny Tymoteuszowi staroście, dodając przy tym, iż wielu pogan nawraca, a Chrześcijan ile może utwierdza w wierze, i wszelkie im czyni posługi. Rozjątrzony tą wieścią Tymoteusz, stawić mu się niezwłocznie przed sądem swoim kazał, i żądał ażeby ofiarował bogom. January i słyszeć o tym nie chciał; nie odwlekano wtedy, i rozpaliwszy stos wielki, wrzucono w ogień Świętego, który pozostając w nim dopóki drzewo nie zgorzało, ukazał się nareszcie zdrów i nie obrażony ani na ciele, ani na odzieży. Zdziwiony takim cudem starosta i przypisując to czarom, zadał mu inną, niesłychaną mękę: wyrywano mu nerwy z ciała; a Sługa Boży zniósł i to bez wzruszenia, jakoby nic nie czuł. Odprowadzono go wtedy na powrót do więzienia, na nowe zachowując go męczarnie.

Gdy doszła wieść do Benewentu o wszystkim co się tu działo, wierni wysłali diakona Festa i lektora kościelnego Dydiusza. by w ich imieniu cześć i pozdrowienie Januaremu ponieśli. Zaledwie do Misceny przybyli. Tymoteusz przywołał ich do siebie i pytał: Kto są, i w jakim celu tam przyszli? — Jesteśmy Chrześcijanami, powiedzą, i sługami Kościoła, którego January jest biskupem; przybyliśmy tu odwiedzić go, a jeśliby tego potrzeba, to i wiernie mu towarzyszyć nawet w mękach jakie go czekają. — Śmiała ta mowa oburzyła starostę, kazał te nowe ofiary okuć w kajdany, i wraz z Januarym pędzić ich przed swym wozem na plac publiczny, gdzie ich dzikim zwierzętom dać miał na pożarcie.

Gdy stanęli na oznaczonym miejscu, Św. January rzekł do swych towarzyszy: — Cieszmy się bracia, doczekaliśmy dnia naszego tryumfu. Walczmy mężnie i nie żałujmy krwi naszej dla Tego, który swą dla nas z taką miłością przelał. Bóg was tu zesłał, aby pasterz bez swych owieczek, biskup bez swoich diakona i lektora nie składał z życia swego Chrystusowi ofiary. Nie lękajmy się męki, połóżmy całą ufność w Boskim Mistrzu naszym, i wsparci Łaską Jego, śmiało idźmy na śmierć. — Kiedy Sługa Boży wymawiał te słowa, których wielkie zgromadzenie tłoczącego się ludu słuchało, wypuszczono na męczenniki wygłodzone przez dni kilka bestie: lwy, tygrysy, lamparty, które rzuciwszy się z zajadłością ku nim, pokornie popadały przed nimi na ziemię, lizały im nogi, łasiły im się, żadnej nie czyniąc szkody. Zdumieni na ten widok poganie, wykrzyknęli: — To cud, nie czary; to dzieło Boże! Bóg Chrześcijański jest prawdziwym Bogiem! — Przeląkł się sędzia słysząc co się dzieje, i wydał rozkaz, aby więźniów wyprowadzono za miasto, i tam ścięto.

Św. January przechodząc wraz z drugim i przed starostą, westchnął do Pana Boga, prosząc, aby dla objawienia Swej Mocy, zesłał na Tymoteusza ślepotę. I w tejże chwili Pan Bóg go wysłuchał, a kara tak cudownie go spotykająca, opamiętała błędnego, uznał i on Moc Pana Boga prawdziwego, i wyrok śmierci na Świętych, powstrzymał. Powróciwszy zaś do siebie, przyzwał Januarego i rzekł mu: — Występki to moje ściągnęły na mnie tę karę; ale proszę, módl się za mnie do Boga Wszechmocnego, któremu cześć oddajesz, aby mnie niegodnemu wzrok przywrócił. — I modlił się Święty, a Tymoteusz tąż Mocą Bożą zleczony został. Cud ten niezwłocznie pięć tysięcy pogan nawrócił, ślepota jednak serca Tymoteusza gruntownie zleczyć się nie dała; i w obawie by oszczędzaniem Świętych Męczenników nie ściągnął na siebie niełaski cesarskiej, czym prędzej wyrok śmierci spełnić na nich kazał.

Wiedziono ich wtedy na plac Wulkański, gdzie traceni być mieli, gdy pobożny jeden starzec Chrześcijanin upadł Januaremu do nóg prosząc ze łzami, aby mu dał jaką należącą do niego drobnostkę, z tych co miał przy sobie, żeby ją mógł jak drogą relikwię w domu swoim zachować. Święty mu na to: — Mam tylko chustkę, którą sobie oczy zawiązać będę musiał; lecz ci przyrzekam, że ją po mojej śmierci dostaniesz. — Przybywszy na plac tracenia, biskup święty zawiązał sobie oczy, poklęknął, i wymawiając słowa psalmu Pańskiego: „W Ręce Twoje, Panie, oddaję ducha mojego”, ścięty został równie jak jego towarzysze dnia 19 Września 305 roku.

Ale kat słyszał rozmowę Januarego z owym starcem, i zdarłszy mu chustkę z oczu podeptał ją wzgardliwie, mówiąc szydersko do trupa: — Pójdź teraz i oddaj ją temu któremuś ją obiecał. — Lecz powróciwszy do miasta zdziwił się niepomału, gdy ją całą skrwawioną zobaczył w ręku starca, któremu ją sam January przyniósł.

Chrześcijanie miast, z których pochodzili męczennicy, sprowadzili i rozmieścili odpowiednio ich ciała. I tak: relikwie Świętych Eutycha, Akucego i Prokla pozostały w Puzzoli; Świętych Festa i Dydiusza zaniesiono do Benewentu, SocJusza do Misceny, a Św. Januarego do Neapolu, gdzie złożono je w katedralnym kościele, i obrano go za głównego Patrona, mianowicie przeciw strasznym wybuchom Wezuwiusza, grożącym tylokrotnie zniszczeniem miasta. W wielu też razach mieszkańcy jego za tym Świętym pośrednictwem cudownie od tej klęski uchronieni byli. Skoro tylko straszna góra płomienie swoje wyrzucać poczyna, obnoszone z czcią wielką te relikwie święte, stłumiają morderczy żywioł. Inny też cud jeszcze powtarza się przy nich corocznie: krew Męczennika tego zasuszona w flaszeczce, skoro tylko postawioną jest przy jego głowie, staje się płynną, i kipi jak woda wrząca. A gdy cud ten sprawdzany nawet przez innowierców, powtórzył się jak zwykle i w r. 1872, wszystkie pisma publiczne o nim głosiły. 

 

 

Pożytki duchowne.

 

 

Święci towarzysze Januarego Świętego pojmowali i prawdziwie po chrześcijańsku spełniali miłosierny uczynek nawiedzania chorych i strapionych, gdy nie pomnąc na jak niechybne narażali się niebezpieczeństwo, szli do więzienia pasterza swego, wielkiego Męczennika, niosąc mu hołd czci, i słowa pociechy i ukrzepienia, wraz z gotowością podzielenia z nim i udręczeń jego aż do śmierci.

Wielką jest zasługą wszelkie usiłowanie niesienia osłody i pomocy potrzebującym i nieszczęśliwym: okazane współczucie, dobra rada i użalenie, jest to wszystko ową niewymownie cenną jałmużną w Obliczu Pana Boga, który ją hojnie Darami Swej Łaski płaci.

 

 

 

 

 

 

 

© salveregina.pl 2023