Św. Katarzyna Szwedzka

23 marca

Żywot Św. Katarzyny Szwedzkiej, Dziewicy.

(żyła około r. 1378.)

 

 

Źródło: Żywoty Świętych Pańskich Starego i Nowego Testamentu z dzieła Ks. Piotra Skargi, T. II, 1880r.

 

 

 

Katarzyna wielebna, z ojca Ulfona Neryckiego, księcia, i matki Brygidy Świętej, zrodzona, z niemowlęctwa znaki świętobliwości przyszłej pokazywała; gdy piersi mamki swojej, jakoby znając sprośność jej  obyczajów, ssać żadną miarą nie chciała, kiedy przeciwnie, pokarm macierzyński i innych niewiast uczciwych rada przyjmowała. Wychowana pobożnie w klasztorze Rysabergeńskim, w żadne zabawy i próżności młodemu wiekowi właściwe nie wdawała się wcale, lecz powagę i dostojność obyczajów pilnie zachowywała. Gdy lat odpowiednich dobiegła, za wolą ojca oddała swą rękę zacnemu Eghardowi; i oboje Ducha Świętego pełni, poślubili Panu Bogu czystość dozgonną zachować. Chwały się ludzkiej bardzo strzegli, dlatego też wszelkie umartwienia ciała czuwania, posty, modlitwy, życiem świeckim pokrywali, wzrastając w cnoty i zasługi przed Panem Bogiem. Brat Św. Katarzyny, Karol, zasłyszawszy coś o ich pobożności i powściągliwości życia, szydził i wyśmiewał się z nich jak z głupich. Wszakże lekkomyślność jego nie osłabiła bynajmniej świętego ich postanowienia; umacniali je tylko pokorą, ubiory zbytkowne porzucając, i w cierpliwości szyderstwa znosząc.

W pięć lat po śmierci ojca i po wyjeździe matki, Św. Brygidy do Rzymu, Katarzyna tak się za nią stęskniła, iż mimo wielkich trudności wyjednawszy to sobie u męża, udała się do niej wraz z dwoma towarzyszącymi jej paniami. Przemieszkawszy czas jakiś w Rzymie wracać do Szwecji miała, gdy matka ją uprosiła aby tam pozostała, i wszystkie z nią niewczasy i pielgrzymowania w obcej stronie dla Chrystusa Pana dzieliła. Ona duchem Miłości Bożej przejęta, obiecała wszelkie dostatki, przyjaciół, ojczyznę, a nawet ukochanego przez siebie męża opuścić, a wszystkie trudy pokutnego życia z matką swą podjąć. Od tej chwili w naukę Pisma Świętego i w obfite Dary Boże wzrastać poczęła. Jednak pomału tęsknota za krajem, za swobodą życia, ścisłe posłuszeństwo w stosunkach z matką, tyle zachwiały jej postanowieniem, pomimo powziętej o śmierci męża wiadomości, iż błagała matkę, aby o niej w tak ciężkim położeniu radziła, a pomocą ją swoją wspierała. Brygida Święta nie widząc innej rady, bolesną wprawdzie, ale samejże córce dogadzającą, znalazła. Po kilkakroć tak długo bić ją rózgami kazała, aż jej pokusa pokonaną została. Gdy jednak później na nowo silna opanowała ją tęsknota, miała święta panna widzenie w nocy, iz zewsząd na nią bił ogień, a ona wołała na Matkę Bożą: Wspomóż mnie, najmilsza Pani moja. – A Ta rzekła: „Jakoć pomóc mam, gdy matki i duchownego ojca twego nie słuchasz, a tego coś przyrzekła wypełnić nie chcesz?” Obudzona wtedy pobiegła do matki, i z płaczem ponowiła jej obietnicę pozostania z nią na dobrowolnym wygnaniu. Matka Święta mądrze o jej zbawieniu radząc, poddała jej własnego Duchem Bożym obdarzonego spowiednika Piotra Olansa, któremu Katarzyna przyrzekłszy posłuszeństwo, szczęśliwiej odtąd walkę swoją wiodła, a bojąc się dawnego upadku, coraz więcej ciało swe martwiła, pomnażając się z dniem każdym w cnotach. Dla ubogich i pielgrzymów łaskawa i przystępna, hojnym opatrując ich wsparciem, ochotnie z nimi rozmawiała, do cierpliwości i miłości Pana Chrystusowej wszystkich pobudzając. a powtarzając te słowa Pisma Świętego: „Opowiadanie twoje mówi, niech będzie zawsze około Przykazania Boga Najwyższego”. Od małego przykładem matki nauczona, po szpitalach w opatrywaniu chorych, w obmywaniu ran ich i wrzodów, miłosierdzie czyniła, i żadna nędza, żadna nieprzyjaźń ludzka cierpliwości jej zwyciężyć nie mogły.

Cudownie też Pan Bóg opiekował się Swą Sługą, i z wielkich ją niebezpieczeństw wyrywał. I tak: iż bardzo była piękna, hrabia jeden włoski chciał ją poślubić, w czym gdy żadnej nie miał nadziei, zasadzał się dwukrotnie na przechodzącą, ażeby ją porwać przemocą. Za pierwszym razem jeleń ludziom jego drogę zaskoczył, tak, że pogoniwszy za nim, ją opuścić musieli; za powtórną zaś zasadzką, kiedy sam wypadł z ukrycia, wnet ślepotą rażony, uznał w tym Rękę Bożą, i kazawszy się zaprowadzić do kościoła, matkę i córkę przeprosił, o modlitwy ich i o zleczenie prosząc. A otrzymawszy jedno i drugie, stał się odtąd wielkim obrońcą i dobrodziejem Katarzyny Świętej.

Przez lat 25 żyjąc z matką i pielgrzymki z nią odprawiając, poszła też dziewica i do Jerozolimy, dla odwiedzenia Grobu Pańskiego. Tam Brygida Święta zachorowawszy na jakąś gorączkę i z nią do Rzymu powróciwszy, szczęśliwie dokonała żywota. Córka ciało jej ze czcią do Szwecji prowadząc, gdy przybyła do Gdańska, grzechy srogie krzyżaków surowymi słowy gromiła, pomstę im bliską zapowiadając. Każdy się dziwił śmiałej i gorącej wymowie i takim Darom Bożym w panience. Za przybyciem jej do Szwecji, biskupi, kapłani i wielkie mnóstwo ludu gromadziło się dla oddania czci Relikwiom Brygidy Świętej i tym wszystkim, które córka jej z Rzymu przywiozła. Ona zaś pogrzebawszy ciało matki w klasztorze Watstenie, sama habit mniski przywdziała i tamże na Służbie Bożej pozostała, Regule przez matkę swą napisaną Zakonowi temu nadając. Gdy zaś Brygida Święta i po śmierci cudami zasłynęła, król szwedzki wysłał Katarzynę Świętą do Rzymu, aby jako najlepiej świadoma życia matki, kanonizacją dla niej wyrobiła. Przebyła tam pięć lat Święta, skutkiem rozerwania odszczepieńskiego nic sprawić nie mogąc. Potwierdzenie tylko Reguły Zakonu Watsteheńskiego od Papieża otrzymała. Sama zaś tak świętobliwością swoją wsławiła się u Rzymian, iż w rozmaitych trudnościach swoich uciekali się do niej o zawsze skuteczną jéj pomoc. Między innymi, gdy Tyber bardzo był wylał i wiele szkody Rzymowi czynił, wszyscy błagali Katarzynę Świętą, ażeby wyszła, i rzekę modlitwą swą poskromiła. Wymawiała się swą niegodnością, panna święta, aż ją mocą z domu wyprowadzono i wejść do rzeki kazano. Zaledwie woda nóg jéj dotknęła, natychmiast ustąpiła i w brzegach swoich stanęła. Nadszedł nareszcie czas powrotu Świętej do Szwecji; trudy drugiej tej podróży zgnębiły do reszty wyczerpane już jej siły. Za przybyciem do klasztoru Watsteneńskiego, czeladnika tam jednego, który spadłszy z wysoka, kości był połamał, cudownie jeszcze zleczyła. Po czem, czując się już bliską śmierci, żarliwie gotowała się do niej, w niemocy swojej Ciałem Pańskim się posilając; a w końcu szczęśliwie Panu Bogu ducha oddała.

Sam król Eryk niósł wraz z panami swymi ciało jej do grobu; wtedy to zacny i uczony biskup Stregneński Tordo, wielki przyjaciel Świętej, zbliżywszy się do zwłok jej, uchwycił jej rękę, o modlitwę prosząc. A ona ścisnęła jego rękę, jakoby przyrzekając, że spełni to, czego żąda. Zmarła r. 1381, aby żyć wiecznie Panu Bogu Nieśmiertelnemu, Którego Moc i Panowanie na wieki wieków. Amen.

 

 

Uwaga.

 

 

Pomiędzy niezliczonymi sposoby chwalenia Pana Boga, Święci Pańscy używali też i tego, by odwiedzaniem miejsc świętych, o gorliwości i miłości swej Panu Bogu świadczyć. Znając Pan Bóg z jak wielkiej ku Niemu wypływała miłości, dobrą ich wolę łaskawie przyjmował. Oni zaś na każdym kroku, zasługi swoje dobrymi uczynkami i własnym udoskonaleniem tak pomnażali w Oczach Jego, iż im licznymi cudami Łaskę Swoją oznajmiał. Tak to Pan nad pany szuka przede wszystkim czystego serca i szczerej, a czynnej w nas woli, aby ją uznać i nagrodzić.

W bezustannym pielgrzymowaniu tych oto dwóch Świętych niewiast; w owych rózgach którymi matka pokonać się starała pokusy córki; znajdujemy zarówno obraz pojęć jakie podówczas wyradzała gorącość serdecznej wiary, jako i usiłowania Świętych ku poskromieniu ciała i pożądliwości jego. Czuli Oni albowiem, iż w miarę tego jedynie, rozbudza się i wzrasta siła ducha.

 

 

 

 

© salveregina.pl 2023