Św. Kutbert, biskup

22 marca

Żywot Św. Kutberta, biskupa.

(żył około r. 680.)

 

 

Źródło: Żywoty Świętych Pańskich Starego i Nowego Testamentu z dzieła Ks. Piotra Skargi, T. II, 1880r.

 

 

 

 

Kutbert, Anglik rodem, z kmiecego idący stanu, do ośmiu lat był jak wszystkie inne dzieci, próżnym, skaczącym, a do bicia się i do innych chłopięcych zabaw ochoczym. Razu jednego igrając wśród wielkiej gromady rówienników, nieprzystojnie sobie poczynał; wtem dzieciątko trzechletnie przystąpiło do niego, upominając, aby takich obyczajów zaniechał, a statecznie się zachował. On śmiał się z niego, a dziecię do nóg jego przypadłszy tak rzewnie płakało utulić się nie dając, iż go zapytał: — Co ci się dzieje dzieciaku? — O! zawoła, Święty biskupie Kutbercie, czemu stanu swego nie czcisz, a tak z dziećmi igrasz, ty, który i starszych masz być nauczycielem? Wziął Kutbert te słowa do serca, i zaprzestawszy dziecinnego obejścia, ku Panu Bogu się zwrócił. Niedługo potem zesłał Pan Bóg na niego wielki ból w kolanie; a gdy nikt zleczyć go nie mógł, przyjechał konno jakiś młodzieniec prosząc, aby go do gospody przyjął. On leżąc na podwórzu cierpiący bardzo, rzecze: — Radbym ci służył panie, ale widzisz oto, jaka mnie trapi boleść. — Podróżny obejrzał kolano, i kazał je uwarzoną pszenną mąką z mlekiem posmarować; co gdy Kutbert uczynił, natychmiast ozdrowiał. Poznawszy w tym Rękę Bożą, coraz się większą miłością ku Panu swemu przejmował, który też tym obficiej  przymnażał mu Swej Łaski. — Będąc raz w drodze, a zatrzymawszy się w gospodzie, gdy postu piątkowego przełamać nie chcąc, żadnego innego nie znalazł posiłku, pojechał dalej, i skoro zamierzchło, zatrzymał się przy jednej pasterskiej chatce, a koń jego słomę z niej wywłócząc, wytrząsnął obwinione w chustkę bochenek chleba i kawał mięsa. Wtedy Kutbert chwaląc Pana Boga, podzielił się chlebem ze swym koniem, mięso zostawił nietknięte; a doznawszy tylokrotnie jako Pan Bóg chroni od nędzy i głodu, a opatruje tych, co mu w prostocie serca służą, wstąpił do klasztoru Mairlos, gdzie pod kierunkiem sławnego świętym żywotem Boizyla, najwznioślejszymi cnotami zakonnymi zajaśniał.

Był to człowiek wdzięczny, rozmowny, do nauki i do wszystkiej roboty dla dużej siły swej skory. Wpadł raz w wielką niemoc, a bracia o zdrowiu jego zwątpiwszy, całą noc wszakże modlili się za niego. Powiedziano mu rano o tym, a on rzekł: — I czemuż ja leżę? Czyliż modlitwy takich ludzi wysłuchane u Pana Boga nie są? Daj mi laskę i ubranie. — I wstawszy, chodził i był zdrów. Wkrótce potem  umarł Boizylus, na siedem dni pierwej śmierć swoją przepowiedziawszy. Kutbert wtedy w jego miejsce przełożonym obrany, rządził najświętobliwiej klasztorem i bracią; a nie poprzestając na tym, równie jak jego poprzednik, chodził po wsiach i miasteczkach, i Słowo Boże ludowi opowiadał. Anglicy ówcześni mieli ten obyczaj, iż skoro się gdzie kapłan pojawił, zbiegali się do niego, a słuchając jego zbawiennego upominania, zadosyć mu czynili. Że zaś Kutbert wymowny był i postaci wdzięcznej, słowa jego tak do serc ludzkich trafiały, iż wszyscy grzechy mu swoje opowiadali, mniemając jakoby wiedział ich myśli, a żałując za swe złości, do lepszego garnęli się żywota. Przeniesiony później Kutbert Święty do innego klasztoru na wyspę Lindyfurneńską znalazł tam brać odstępującą nieco od reguły i ustaw świętych. Łagodnie wszakże w pokorze ich znosił, z wolna tylko błądzących od nagannych zwyczajów odwodząc. A gdy pomału upominania czynić im począł, a oni mu się niekiedy ostro stawili, cichutko wtedy wstawał, odchodził, im się rozejść rozkazując; a nazajutrz, jakoby nic wczoraj nie ucierpiał, zwracał rozmowę do tego samego przedmiotu, delikatnie ich naprowadzał, i zawsze na tym kończył, że co zamierzył tego i dopiął. Cierpliwość jego była wielką, a twarz nigdy nie pokazała smutku, lecz przeciwnie, zawsze wyraz swobody nosiła. W pracy i niespaniu wytrwały, gdy niekiedy zdrzemnął się trochę, a który z braci pomimo potrzeby przebudzić go nie śmiał, karcił go za to, mówiąc: Każdy mnie ucieszy kto mnie przebudzi, abym mógł co pożytecznego pomyśleć i uczynić. 

Tak postępując z cnoty w cnotę, a długo już ów klasztor sprawując, zapragnął Święty z pracowitego przejść do żywota czysto-bogomyślnego, i otrzymawszy pozwolenie starszych, udał się na pustą wyspę Farne, gdzie w modlitwie i samotnym rozmyślaniu, istnie rajskie wiódł życie. Gdy go bracia nawiedzali, on podziwiających go upominał, aby pustelniczemu jego żywotowi więcej jak zakonnemu nie przypisywali zasługi, gdyż niemałą jest doskonałość tych, którzy we wszystkim poddają się dobrowolnie rozkazom starszego swego, z miłością i z pokorą je wypełniając.

Ksieni jedna, siostra królewska, bardzo bogobojna panna, imieniem Elfleda, zachorowawszy, gdy jej lekarstwa nie pomagały, zawołała raz: — Gdybym lada cząstkę z szat Kutberta mieć mogła, zaraz byłabym zdrową. — Po chwili przyniesiono jej pas Świętego, który o jej niemocy już wiedział, a skoro tylko nim się opasała, ozdrowiała natychmiast. Tejże ksieni, duchem prorockim o grożącej bratu jej królowi, śmierci gwałtownej i o tym kto miał po nim nastąpić na królestwo, tajemnie powiedział, tak jak się potem ziściło.

Niedługo mąż Święty na pustyni przebywał; mocą bowiem stamtąd na biskupstwo Lindy furneńskie wzięty, nic wszakże opuściwszy ją, w postępowaniu i w gorliwości swej ku czci Pana Boga nie zmienił. Pan Bóg też wiele cudownych Dobrodziejstw ludziom za jego przyczyną czynił. Wiedząc Kutbert Święty o bliskiej już swej śmierci, po dwóch latach na biskupstwie przebytych, urząd ten złożył, i na wyspę Farne powrócił, aby oddalony od ludzi, a bliższy towarzystwa anielskiego, ducha do reszty od świata oderwanego mógł Panu Bogu oddać. Przemieszkawszy tam dwa miesiące, ciężką niemoc przez pięć dni cierpiąc, ujrzał dnia szóstego przybywających do niego braci, którzy już dogorywającego zastawszy, użalali się nad samotnością jego i cierpieniami jakie tam ponosił. Taka była Wola Boża, odrzekł Święty, iżbym bez pomocy i bez współczucia ludzkiego wiele tu, i bardzo wiele przecierpiał. — I żegnając bracią zalecał im wspólną miłość, zgodę i pokorę, a zarazem strzeżenie się tych co w jedności Kościoła powszechnego nie żyją. Po czym Przenajświętsze Świętości przyjąwszy, oczy i ręce w Niebo podniósł, a duszą do wiecznego pospieszył wesela r. 688. Ciało jego cudami słynące podniesione po jedenastu latach, żadnej skazy nie znało. Na wieczną sławę Panu Bogu naszemu, Który w Jedności Trójcy Świętej króluje na wieki. Amen.

 

 

Uwaga.

 

 

Wsławiony taką świątobliwości ów kmiotek, wymowne znowu zostawił nam świadectwo, iż w Oczach Pana Boga nie ma wysokich i maluczkich; iż Pan Bóg jednako pomiędzy ludzi wszystkich stanów, Dary Swoje rozdziela, i że miara usilności w jakiej z nich korzystamy, lub obojętność i lekceważenie nasze w tym względzie, tworzą jedynie zasługę lub winę naszą. Pan Bóg każdego z nas zapyta kiedyś, jakiśmy użytek z użyczonych nam talentów uczynili? A my zastanawiając się nad żywotem tego Świętego Sługi Pańskiego, uczmy się w każdym z bliźnich naszych widzieć brata, dziecię wspólnego nam Ojca, Boga, powołanego do jednej z nami w Niebie nagrody.

 

 

 

 

© salveregina.pl 2023