Wszyscy Święci

5 kwietnia 

ŻYWOT ŚW. NICETY, OPATA.

(żył około roku 780)

 

 

Źródło: Żywoty Świętych Pańskich Starego i Nowego Testamentu z dzieła Ks. Piotra Skargi, T. II, 1880r.

 

 

Niceta urodzony w Bitynii, jedynak u rodziców, poślubiony dziecięciem na Służbę Bożą, w młodym ciele męskie już pokazywał postępki. Strzegł się igraszek dziecinnych, a Psałterz umiał i w zakrystii posługami się kościelnymi, jako Samuel prorok, zabawiał. Później świat i rozkosze jego porzuciwszy, do klasztoru Medycyńskiego poszedł, i tam już nie sobie, ale żył Chrystusowi Panu w przełożonym swoim; trudność doskonałego posłuszeństwa, wiarą prawdziwą i wielką sobie ułatwiając.

Cokolwiek mu starszy rozkazał, za Głos to Boży poczytywał i ochotnie wypełniał. O śmierci ustawicznie rozmyślał, mowy i żartów próżnych się wystrzegał, a miłując uprzejmość i życzliwość towarzyską; nienawiść, zazdrość. obmowy, posądzenia od siebie odpychał. Dla oka ludzkiego i dla próżnej czci u ludzi nigdy nic nie czynił; pochlebstwa żadnego z miłości ku swej osobie, nie przypuszczał, o bogate i piękne suknie nie dbał, nad tym czuwając tylko, aby duszę i ciało czyste zachował i takie Panu Bogu oddał. Kiedy tak długo statecznie się sprawował, kapłanem go i starszym klasztoru tego uczyniono. Pilnie on i przykładnie trzodę swoją prowadził, w cnotach i doskonałości ewangelicznej ćwicząc.

Na odgłos sławy Niceta, wiele ludzi świat opuszczało a garnęło się do niego. Jednym z tych był niejaki Atanazjusz, którego ojciec bogaty, jedynaka mając, mocą z klasztoru odebrał, a szaty mniskie na nim podarłszy, drogimi go przyodział. Rozżalony młodzieniec ze wstrętem zrzucił je z siebie, a chociaż srogo od ojca za to pobity, umysłu jednak nie zmienił. Ojciec spostrzegł się tymczasem i przepraszając syna, ze czcią go do klasztoru odesłał. Wielce ten Atanazjusz pomocny był Św. Nicecie w rządzeniu braćmi, a miłując się wspólnie, dopełniali jeden drugiego w prowadzeniu ich do świątobliwego żywota. Niedbałych i występnych gromili surowo, bojaźliwych i stroskanych cieszyli, na tych którzy w postępie duchowym innych wyprzedzali, dobre oko mając, aby w pychę i zarozumiałość nie wpadli. Miłość zaś wielką między nimi, jako pomiędzy Uczniów Pana Chrystusowych, szczepili. A że jak mówi przez Pismo Święte Pan Bóg: „Kto Mnie  uczci, uczczony też ode Mnie będzie.” Dał mu Pan Bóg moc czynienia Dobrodziejstw Niebieskich w cudach i leczeniu rozmaitych niemocy. Niememu młodzieńcowi Znakiem Krzyża Świętego mowę przywrócił, od rozumu odchodzącego brata pomazaniem Olejem Świętym do zdrowia przywiódł itp.

Za czasów jego wszczęło się owo niezbożne kacerstwo obrazoborskie, które z starodawnych, od czasów Apostolskich stawianych kościołów, obrazy wyrzucało, uwłaczając Panu Bogu i Świętym Jego tej czci, jaką Im na tych obrazach przedstawionym, oddajem. Cesarze to rzymscy dali kacerstwu temu początek. Leon III, Isaurykus nazwany, pierwszy wyrzucał Obrazy Pana Chrystusowe, mówiąc: – Nie godzi się Chrystusa Pana malować. – A w niezbożnym patryarsze Carogrodzkim znalazł wspólnika swej złości. Po śmierci tego cesarza, nastał syn jego Konstantyn V, Kopronim zwany, daleko jeszcze gorszy, który nie tylko Obrazami pogardzał, ale i Świętych, Świętymi zwać zakazał, ich relikwie lekceważył, a Przeczystą Matkę Bożą, Która Obroną i Ucieczką jest świata całego, znieważając, Imię Jej z Kościoła wyrzucić i Przyczyny Jej wzywać zabronił. A ktokolwiek tak jak on czynić i trzymać z nim nie chciał, albo go z ziemi wywołał, albo mękami srogimi zabił, lub w więzieniu dręczył, ścinał, na pale wbijał i ćwiartował. Kryli się wierni po górach, jaskiniach; drudzy zwiedzeni, w błąd ten wpadali; inni ze strachu lub w mękach, Prawdy się zapierali, albo dla dostatków i honorów światowych panu swemu schlebiali. Najwięcej jednak szło o to Konstantynowi, aby kapłanów i mnichów wygubić. Po śmierci tyrana, syn jego Leon IV w krótkim swym życiu, lepszym się pokazał. A Irena cesarzowa, która po nim nastąpiła, z maluczkim synem swoim Konstantynem VI, o przywrócenie Obrazów przez Sobór siódmy w Nicei zebrany, wiernie się postarała, i pokój Kościołowi Bożemu przywróciła. Nastał potem Leon V cesarz, Armenikus nazwany, który idąc w ślady poprzednika swego Leona III obrazoborcy, chciał to kacerstwo po całym państwie rozszerzyć. Zwołał wtedy biskupów i mnichów ze wszystkiego państwa, aby w obecności jego, z heretykami dysputę przewiedli. Lecz patryarcha Nicefor i wszyscy biskupi przyzwolić na to, a nawet i widzieć ich nie chcieli, jako już od zboru Nicejskiego potępionych, a cesarzowi rzekli: – Chrystus Pan nam świadek, iż nam dowodów z Pisma przeciw nim nie brakuje, ale oni są ci, którzy mając oczy, nie widzą. A gdy im i ty cesarzu pomagasz, gdy i twa ręka nas przyciska, zawsze stosownie do twej woli oni wygrać muszą. Obrazy jeszcze od wieków Apostolskich Kościół czci i używa; a powiedz, czy Apostolskie podanie, Apostoł utrzymywać

każe? Na Koniec powstał zacny Teodorus, nauczyciel kościelny i ostry kaznodzieja, i w te odezwał się słowa: – Cesarzu, rzeczy odnoszących się do Kościoła i do zarządu Jego nie tykaj! Słuchaj, co mówi Apostoł: – Postawił Pan Bóg w Kościele Apostołów, potem Proroków, potem pasterzy i doktorów, a królów nigdzie nie wspomina. Tobie cesarzu świeckie państwo i wojsko jest zlecone, tego ty pilnuj, a sprawy kościelne pasterzom jego zostaw. A jeżeli tak nie zechcesz, to wiedz, iż w rzeczach w Wierze Świętej już potwierdzonych, nie tylko ciebie, ale i z Nieba  przychodzącego nie posłuchamy. – Zwątpiwszy cesarz o ich przekonaniu, całe zgromadzenie z patryarchą Niceforem na czele, z kraju wygnał, innego Teodora, uczestnika błędu swojego patryarchą mianował, i wielkie prześladowanie na Kościół wywarł. A złożywszy zbór heretycki, ojców prawowiernych głosem jego potępił.

Z tym się załatwiwszy, obrócił się kacerz do mnichów, lecz kiedy ani łagodnymi słowy, ani też mocą przekonać ich nie mógł, wszystkich na wygnanie skazał. Po dniach kilku atoli, zwoławszy ich na powrót do Carogrodu, osadził wszystkich w ciemnym więzieniu, trapiąc ich nędzą wszelaką, a chleb spleśniały i wodę cuchnącą za jedyny im posiłek dając. Gdy wszakże zakonnicy niczem zwyciężyć się nie dali, umrzéć raczej za prawdę gotowi, podsunął im cesarz, iż byleby tylko uczestnictwo z Teodorem, patryarchą, przyjęli, do swoich klasztorów powrócić mogą. Uwiedzeni zakonnicy, nie ostrożnym przyzwoleniem w grzech wpadli; za co też potem żałując błędu swego, pokutowali przykładnie. Niceta Święty, który wraz z nimi w więzieniu był osadzony, wiedział, iż uczestnictwo brać z kacerzem, było to samo, co na błędy jego zezwalać. Wszakże gdy go namawiali niektórzy starsi duchowni, aby nieco ustąpiła wszystkiego nie stracił, wyszedł z nimi, i w kościele, gdzie jeszcze po dawnemu było malowanie, wraz z drugimi podał rękę Teodorowi, Carogrodzkiemu patryarsze. Rozeszli się wtedy wszyscy do swych klasztorów; a Niceta uderzył się w piersi, i zaraz upadku swego żywo żałować począł; a skazawszy się za pokutę na wieczne wygnanie, puścił się morzem do Prokonesu. Lecz pomyślawszy sobie, iż gdzie kto zgrzeszył, tam pokutować powinien, powrócił do Carogrodu, gdzie wolno chodząc, Prawdę i Naukę Katolicką o obrazach roznosił. Dowiedział się o tym cesarz i przyzwał go do siebie, pytając: czemu do klasztoru nie poszedł? A on mu odpowiedział: – Oto wróciłem tutaj, abym pokutował, żem się towarzyszom moim dał uwieść. Wiedzże panie, iż przy starej ojcowskiej Wierze mojej stoję, i choćbyś mi miał wziąć gardło, do błędu waszego nie przystanę. Kazał go wtedy cesarz do zamku Messalona zawieźć i w ciężkim więzieniu osadzić. Tam męczennik głodem i nie wczasami trapiony, lat 6 przetrwawszy, doczekał się śmierci swojego prześladowcy. Następca dopiero jego, Michał cesarz, wszystkich duchownych z więzienia wyzwolił, i pokój Kościołowi przywrócił. Niceta Święty natenczas obrawszy sobie jedną wyspę, na niéj anielski żywot prowadził; a zgnębiony długiem więzieniem swoim wkrótce umarł mąż niebieski, którego Pan Bóg po śmierci cudami uczcić raczył. Pokłon Panu i Wiekuista Chwała od wszystkiego stworzenia. Amen.

 

Uwaga.

 

Oto masz wierny czytelniku rys krótki obrazoborskiego kacerstwa, Nie rozumieli, a raczej nie chcieli rozumieć ci odszczepieńcy, iż nie obrazowi zaiste, ale się cześć oddaje Temu, Kogo obraz przedstawia. Nie zastanowili się oni, iż zwłaszcza my ludzie ciałem obłożeni, rzeczy duchowe i niewidzialne wnet w zapomnienie puszczamy, i tylko za pomocą zmysłów do nich dochodzimy. A zatem, jak nauki, tak i obrazów, które Go myśli i sercu naszemu przywodzą, nigdy Pan Bóg nie zakazał. A Sam też Niebo i ziemię postawił jakoby obraz malowany Swej Wszechmocności i Bóstwa Swego niewidomego, po którym do Jego poznania przychodzić mamy.

Tych tylko obrazów, czyli bałwanów zakazał Pan Bóg, które człowiek bogami swymi nazywa, i poprzestając na nich, do nich się ucieka, prosząc bałwana: – Wybaw mnie, boś ty Pan Bóg mój. Prawowierni tego nie czynią, ale raczej z obrazu malowanego, ku niewidzialnemu Panu Bogu naszemu Jezusowi Chrystusowi, myśl i serce podnoszą.

 

 

 

 

 

© salveregina.pl 2023