Św. Pantaleon

27 Lipca.

Żywot Św. Pantaleona, Męczennika.

(żył około roku 280.)

 

 

 

 

Źródło: Żywoty Świętych Pańskich Starego i Nowego Testamentu z dzieła Ks. Piotra Skargi, T. IV, 1880r.

 

 

Urodzony w mieście Nikomedii, z bogatego ojca poganina imieniem Kustorga, i z matki Eubuli żarliwej chrześcijanki, Pantaleon odebrał początkowo chrześcijańskie pod jej kierunkiem wychowanie. Ale nim dorósł, stracił matkę, a ojciec zatarłszy w nim zasady Wiary Świętej, bałwochwalstwem go napoił. Zaczętego dzieła zepsucia, dokończyły nauki ówczesnej filozofii i medycyny. Zdolny bardzo młodzieniec z wielkim oddając się im zapałem, wysoko się w nich wykształcił, i najsławniejszym stał się lekarzem. Postradał jednak do reszty wszelkie religijne uczucia i pojęcia, a sprawa duszy i sumienia przestała go zajmować. Poznawszy go Maxymian Galer, cesarz, uczynił go swym przybocznym lekarzem; a że to był krwi chrześcijańskiej rozlewca, wielu taiło przed nim swą Wiarę. Między tymi był niejaki Hermolaus starzec, który widując przechodzącego często Pantaleona i przeczuwając w nim wyższych usposobień ducha, przyzwał go raz do siebie, i wdawszy się z nim w rozmowę dowiedział się, iż miał matkę chrześcijankę, która w nim pierwsze Religii swojej wszczepiła Zasady, a te dopiero nauka świecka, tak podówczas uboga jeszcze, i pogaństwo, zatarły. Począł wtedy Hermolaus przekładać mu Bóstwo i Moc Chrystusa Pana w Łasce i Cudach Jego; przedstawiać mu jak Pan Bóg ten wspomaga tych, co z Wiary pobożnie żyją. A ziarno padając na dobrą rolę, ożywiało młodzieńca; przypominał sobie, iż to wszystko słyszał niegdyś z ust własnej matki; jak ona także wzywała Tego Pana Boga w modlitwach swoich; i coraz więcej odwiedzał starca, posilając słowami jego odradzającą się w swej duszy wiarę.

Razu jednego idąc do mistrza swego medyka Eufrozyna, zboczywszy nieco z drogi, spostrzegł na polu dziecię umarłe, a obok niego zjadliwą żmiję, która je zabiła. Uląkł się na ten widok, ale wnetże uderzony pomysłem, rzekł sobie: Słyszałem o cudach Chrystusowych, przekonam się czy jest prawdą co mi powiedziano. I wejrzawszy w Niebo, prosił, by w Imię Chrystusa dziecię ożyło, a żmija zdechła. I w tejże chwili wstała zdrowa dziecina, a gadzina padła nieżywa. Tknięty do głębi duszy takim świadectwem Pantaleon, ze łzami dzięki uczynił Panu Bogu, że go z ciemności pogańskiej wyswobodził, a pośpieszywszy do Hermolausa, oznajmił mu pełen wesela co się stało, i Chrzest Święty z rąk jego przyjął.

Przemieszkał potem siedem dni przy starcu, napawając swą duszę oną wodą źródła żywego, która na wieki ugasza pragnienie. Po czym ukazał się ojcu, i odtąd wszelkie łożył usiłowania ażeby z wolna i ostrożnie brzydząc mu bałwochwalstwo, do Wiary go Chrystusowej przywodzić. Milczał na wszystko ojciec, aż nadarzona okoliczność, stanowczo nań wpłynęła. Przyszedł ślepy jeden do Pantaleona, prosząc go jako lekarza, ażeby mu radził, gdyż go nikt dotąd zleczyć nie mógł. – A co mi dasz, zapyta Pantaleon, jak otrzymasz to czego żądasz? Dam ci wszystką majętność moją, odpowie ślepy. Gdy cię uleczę, rozdaj ją ubogim, rzecze młodzian. Tu ojciec przedstawiać mu zaczął, żeby na próżno nie obiecywał tego, czemu żaden inny podołać nie był w stanie. A on mu na to: – Zobaczysz ojcze, innych ja wcale użyję ku temu środków. – I wezwawszy Imienia Chrystusowego dotknął się oczu ślepego, który natychmiast przejrzał. Powstała wielka radość powszechna, a Pantaleon nie tylko cielesną, ale i duszną ślepotę owego chorego, i ojca swego zleczył. Obydwa na cud ten uwierzyli, ochrzcili się i bogi swe własnymi rękami potłukli.

Wkrótce potem ojciec jego umarł, a on sługom dawszy wolność, i majętnością swoją obdzielając ubogich, poświęcił się dobrym uczynkom: więźniów nawiedzał, nędzarzów wspierał, niemocy leczył, tak, iż całe miasto garnęło się do rady i pomocy jego. A on nie aptekami, lecz Łaską Pana Chrystusową niósł wszystkim ratunek.

Zdjęci zazdrością drudzy lekarze, szukali sposobu jakim by go zgubić. I oskarżyli go przed cesarzem, iż wielkim będąc przyjacielem Chrześcijan, wiele odwodzi pogan od czci bożków; szczęśliwe bowiem leczenie jego Chrystusowi Panu przypisują. I na dowód tego, przywiedli cesarzowi owego ślepego, któremu wzrok był przywrócił. – Rozumiesz-że, powie mu cesarz, iż to nie bogowie, ale cię Chrystus zleczył? Inaczej twierdzić nie mogę, odpowie, jeno, iż zleczył mnie ten Chrystus, którego wzywał Pantaleon. Na to cesarz: – Nie mianuj go, głupiś jest, wiem ja że ciebie bogowie zleczyli. Źle mówisz, rzecze tamten; ślepymi i głupimi zwiesz Dawcę Światłości, a sam prawdy nie znasz. Rozgniewany tym cesarz, ściąć go kazał, a Pantaleon kupił ciało jego, i jako brata w Panu Bogu, w grobie ojca swojego złożył.

Przyzwał następnie cesarz Pantaleona do siebie, i przekładając mu, jak zawsze łaskawym był na niego, namawiał, aby zabitego sromotnie na krzyżu Chrystusa Pana porzucił, a do starych powrócił bogów. Pantaleon rzekł krótko: – Cesarzu, prawda i czyny wymowniejsze są niżeli słowa. Mój Chrystus, Bóg Prawdziwy, stworzył Niebo i ziemię, umarłych wskrzeszał, niemocy wszelkie Bóstwem Swym leczył; wasi bogowie nic podobnego nie uczynili. I teraz, chcesz-li doznać Władzy Jego, niech tu przywiodą chorego, któremu nikt poradzić nie zdoła; wezwij twoich kapłanów i lekarzy, aby moc swoich bogów na nim pokazali; ja znowu będę Chrystusa mego wzywał. Zobaczym, kędy Bóg mój Władzę Swoją objawi? Przystał na to cesarz, przyniesiono z łóżkiem powietrzem zarażonego, który się ruszyć nie mógł; zbliżyli się do łóżka bałwochwalcy, wołali nań, wzywając eskulapa, jowisza, diany; a chory jak drzewo leżał. Przybliżył się wreszcie Pantaleon, wzniósł oczy do Nieba, i mówiąc: Ukaż Panie Wszechmocność Twoją tym, którzy Cię nie znają,- ujął chorego za rękę, i rzekł:

W Imię Jezusa Chrystusa, Który podnosi upadłe, wstań, a bądź zdrów. – Zaledwie usłyszał te słowa, porwał się chory, i pełen radości, do domu pobiegł.

Wielu patrzących na cud ten, uwierzyło w Chrystusa Pana, czym rozjątrzeni kapłani bałwochwalscy, namawiali cesarza, żeby Pantaleona zgubił. Próbował jeszcze cesarz prośbami i groźbą nakłonić go do odstąpienia Prawego Pana Boga, ale gdy on powtarzał, iż sam dla Chrystusa Pana cierpieć pragnął, kazał go cesarz zawiesić, żelaznymi drapać hakami i palić pochodniami. On wzywał tylko Chrystusa Pana, i uczuł w sobie moc i dźwięk słów tych: „Nie bój się, Jam jest z tobą”. Wtem pochodnie pogasły, a ręce katom omdlały, tak że ich podnieść nie mogli. Widząc to cesarz zdjąć go, i w wielką wannę rozpuszczonym ołowiem napełnioną, włożyć kazał. Ale i stamtąd, opiewając Chwałę Pańską, wybawiony, wyszedł zdrowo. Chcąc już z nim koniec uczynić, uwiązano mu kamień u szyi i wrzucono go w morze. Ale Święty nie zanurzył się nawet, i jako Piotr Święty po wodzie chodząc, do brzegu przyszedł. Zdziwiony bardzo cesarz wyrzucał mu, iż morze czarami swymi opanował. A on mu rzekł: Morze i wszelkie rzeczy stworzone pełnią Wolę Pana swego, i lepiej mu służą jak tobie doczesnemu panu. – Zobaczymy, odpowie cesarz. I przywiedziono wkrótce dzikie, okrutne zwierzęta, które go rozszarpać miały. Pełen ufności w Panu Bogu, wszedł śmiało pomiędzy nich Święty, pomnąc na te słowa: „Nie przybliży się złe do ciebie, po bazyliszku i po żmii deptać będziesz, i zetrzesz lwa i smoka”. Bestie jakoby się ubiegały, która mu pierwej cześć wyrządzi, pobiegły ku niemu, i pokornie mu się ścieląc, nogi jego lizały. Zdumieli na ten widok poganie, i wołać poczęli: Wypuść sprawiedliwego! A cesarz w gniewie zwierzęta pobić, a Pantaleona w więzieniu osadzić kazał. Przygotowano tymczasem koło straszne, w które Męczennika wpleciono; ale maszyna owa roztrzaskała się sama, i wiele pogan pozabijała, a jego nie uszkodziła bynajmniej. Wszystko się miasto tym cudem wzruszyło i przeraziło; a cesarz pytał Pantaleona, skąd by się takich rzeczy nauczył? I dowiedziawszy się, iż mistrzem jego był Hermolaus, kazał go wyszukać, a stawionemu przed sobą starcowi wraz z dwoma jego towarzyszami Herympim i Hermokratem, ofiary bogom złożyć. Poczęli się modlić wierni słudzy Chrystusa Pana; wtem ziemia zadrżała silnie, i wkrótce nadbiegł poseł, oznajmując zgromadzonym, że bogowie w całym mieście potłukli się i pokruszyli w niwecz.

Tak wielką była ślepota bałwochwalców, iż cesarz nieopamiętany tym bynajmniej, owych trzech Świętych męczarniami znękawszy, pomordować kazał. Pantaleona posłał jeszcze do więzienia, a przyzwawszy potem do siebie, przedstawienia mu czyniąc, mówił: – Jam wielu Chrześcijan od Chrystusa odwiódł, panami ich wielkimi poczyniłem, a do ciebie szczęścia nie mam. Masz słuszność, odrzekł Święty, bo wszyscy, którym odebrałeś tu życie, panami są w Niebie. Niczym go wtedy nie mogąc pokonać, skazał go Maxymian na ścięcie. Przyprowadzony na oznaczone miejsce, pełen radości na myśl rozkoszy jakie go czekały, mąż święty śpiewał psalm: ,,Bili na mnie od młodości, a nic na mnie nie przemogli etc.”. Wtem kat czyniąc swą powinność, uderzył go mieczem w szyję, a miecz jakoby z wosku zgiął się, żadnego nie sprawiwszy Świętemu bólu. Przerażeni kaci, padłszy mu do nóg, przepraszali Męczennika, który nauczając ich Wiary, upewnił, że im przebacza, a w końcu dodał: Czyńcie co wam kazano. Długo się wymawiali, całując ręce i nogi Świętego; wreszcie uciąwszy mu głowę, sami w tajemnym ukryciu resztę życia spędzili. Ciało Św. Pantaleona Chrześcijanie ze czcią pogrzebali, wysławiając Ojca, Syna i Ducha Świętego, Któremu Panu Bogu w Trójcy Świętej Jedynemu Chwała na wieki wieków. Amen.

 

 

Uwaga.

 

 

„Bili na mnie od młodości mojej, a nic na mnie nie przemogli”, mówił ten Święty, kończąc ziemski żywot. Bogdaj byśmy rozstając się kiedyś z naszym życiem, podobne świadectwo oddać sobie mogli! Uzbrajajmy się przeto od młodości w Naukę Wiary Świętej; w Niej to jedyną znajdziemy tarczę przeciw mamiącem sidłom fałszywej i niedowarzonej uczoności, która zwykle tak hardo głowę podnosi; przeciw pokusom zgubnych często uciech światowych i złych przykładów. A Ten Sam Pan i Stwórca, u którego Męczennicy tak wielkimi ofiarami dobijali się zbawienia, da też koronę nieśmiertelności tym, którzy walcząc do ostatka przeciw grzechowi dla Imienia Jego, duszę swą mężną i zwycięską w Jego Ręce złożą.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

© salveregina.pl 2023