Św. Piotr Celestyn

22 Maja.

Żywot Św. Piotra Celestyna, Papieża.

(żył około r. 1270.)

 

 

 

 

 

Źródło: Żywoty Świętych Pańskich Starego i Nowego Testamentu z dzieła Ks. Piotra Skargi, T. III, 1880r.

 

 

Św. Piotr, który zostawszy papieżem przybrał imię Celestyna, urodził się w części Włoch południowych Abruzją zwanych, w wiosce Izermie 1221 r. Ze wszech miar zacni ale ubodzy rodzice jego mieli dwunastu synów, których w bojaźni Bożej chowając, na jedenastego z rzędu Piotra, szczególną zwrócili uwagę. Cichy, prosty, pobożny, mówił nieraz do matki 6-cio letni zaledwie chłopczyna, iż chce być dobrym Sługą Bożym i Świętym. Kiedy więc braci starszych do rzemiosł przeznaczyli, Piotra do szkoły na naukę oddali; matka zaś z całą miłością rozwijała w nim cnotliwe i pobożne uczucia, zachęcając go do pracy.

Od młodości miewało pacholę podczas modlitwy cudowne widzenia i pociechy; a z postępem w lata, odzywało się w nim coraz żywsze pragnienie poświęcenia się bogomyślnemu w samotności życiu. Doszedłszy 20 roku, takim już przejęty był wstrętem do uciech i marności tego świata, iż opuściwszy dom i rodzinę, udał się na odosobnioną górę, wielką w tej drodze wycierpiawszy nędzę, i wykuł sobie w skale maleńką jamkę, w której zaledwie mógł się poruszać. Tam to młody żołnierz Pana Chrystusowy osiadłszy, ćwiczeniem się w poskramianiu w sobie wszelakich uczuć ziemskich, i ustawiczną modlitwą zajęty, przebył trzy lata, i wyszedł zwycięsko z pokus, jakie mu wspomnienia powabów światowych zostawiały. Poszedł następnie do Rzymu, gdzie za radą tych, którzy niepoślednią naukę jego poznali, przyjął kapłańskie święcenie i niebawem powrócił znowu na puszczę, gdzie na górze Maron znalazłszy jaskinię, w niej obrał sobie mieszkanie zajęte przez jadowite gadziny, które z niej ustąpiły bezpowrotnie w chwili, gdy ją gość święty objął. 

W tej nędznej skale Celestyn pięć lat przemieszkał, i wielkie Dary Boskie i światłość cnót doskonałych, anielskim życiem u Pana Boga sobie zjednał. Chodził codziennie do pobliskiego kościoła, i ofiarę nieogarnionych Tajemnic Mszy Świętej, z wielkim nabożeństwem sprawował. Ale gdy i to ustronie nie dość mu jeszcze odosobnionym było, posunął się w głąb puszczy, i osiadł na górze Magella. Miał już natenczas Święty dwunastu towarzyszy, którzy wielce go miłując i poważając, żywot jego naśladowali. Wielu jeszcze pobożnych przyłączyło się z czasem do nich; a wszyscy Piotra za mistrza cnót i ćwiczeń swych obierając, pobudowali cele i kaplice, służąc tam Panu Bogu w cierpliwości i ubóstwie. Miejsce to dziwnymi Pan Bóg uczcił cudami. W święta słyszano tam często szczególnej dźwięczności dzwony, i niewymownej słodkości śpiewania, które nie tylko wznosiły i ożywiały duszę, ale i chorych co je słyszeli, przywracały do zdrowia.

Pustelnik Święty wypełniając z gorącością ducha swe obowiązki kapłańskie, co mu zbywało czasu obracał go na pisanie, na ksiąg oprawianie, albo też podarte suknie braci naprawiał. Ciało swoje wielkimi dręczył umartwieniami: sypiał na gołej ziemi, kamień kładąc pod głowę, włosiennicę z końskiego włosia, węzełkami przerabianą na ciele nosił, a na niej często obręcz, lub pancerz żelazny. Nadzwyczaj skromnie się żywił, a mięsa nigdy nie jadał. Cztery razy do roku odprawiał wielki post czterdziestodniowy, w przeciągu którego dziesięcioro chleba i osiem cebul spożywał. Razu jednego tak się zapalił w swym nabożeństwie, iż cały post taki w dole jednym przesiedział. Skoro deszcze i zimna przyszły, szaty mu do ziemi przymarzły, on pomimo to chwaląc Pana Boga, trwał w swej pokucie, aż przy końcu znaleźli go tam ludzie na wpół żywego, i tak go stamtąd wyciągnęli.

Z czasem o tyle wzrosła liczba uczniów jego, iż się na osobne, częściowe zgromadzenia podzielić musieli. A że wiadomym było, iż bez potwierdzenia papieskiego żaden Zakon trwałym być nie mógł, Piotr Święty przeto w towarzystwie dwóch braci zakonnych poszedł pieszo do Lyonu, gdzie się powszechny sobór zbierał, i tam zatwierdzenie życia owego Sług Bożych w Regule Św. Benedykta z przydanymi od siebie ustawami, od papieża Grzegorza X-go uzyskał. Wkrótce kapłan święty 36 klasztorów a w nich 600 mnichów miał pod swoim zarządem. A wiele osób świeckich płci obojej budując się przykładem ich życia, naprawiało swoje własne, naśladując ich w dobrych uczynkach. Gdy mężowi świętemu na ozdobę kościoła dużo kosztowności znoszono, on wielką ich część rozdawał ubogim, lub do biedniejszych rozsyłał kościołów, nie chcąc aby się bracia do drogich przedmiotów nawet do Służby Bożej należących, przyzwyczajali.

Kazaniem swoim pełnym wdzięku i prostoty nie tylko prostaczków, lecz i uczonych budował, każdego serce ku Panu Bogu poruszył, a gdziekolwiek się ukazał, cisnęli się wszyscy do niego, prosząc, aby ich błogosławił. On wszakże zawsze od ludzi uciekał, chroniąc się na puste miejsca. I tak: najpierw z kilkoma zakonnikami udał się na puszczę Św. Bartłomieja, gdzie czas jakiś przebył; ale i tam odkryty, wziął z sobą dwóch braci i utaił się w jaskini na samym szczycie góry Magella, którą za niedostępną dla drugich uważał. Lecz i tu go znaleziono, i zbiegano się ażeby słuchać nauki jego, a doznawać czynionych przez niego cudów. Święty natenczas poznawszy, iż było Wolą Bożą aby się nie usuwał od usług bliźnich, powrócił do Maronu na pierwotną swoją siedzibę.

Tu gdy już wiekiem schylony gotował się w swej celi do śmierci, a stolica papieska po zgonie Mikołaja IV od dwóch lat wakowała, zgromadzeni w Perugii kardynałowie, jednomyślnie świętego pustelnika Marońskiego Piotra, Papieżem obwołali. Krył się pokorny zakonnik, przerażony wysoką dostojnością takiego urzędu, i z jednym braciszkiem chciał się ucieczką ratować. Ale schwytany, zniewolony niewymowną ludu radością i poselstwem biskupów i notariuszów apostolskich, którym dwaj królowie sycylijski i węgierski asystowali, na swą stolicę poprowadzony został, i w Akwilei koronowany przybrał imię Celestyna.

Godność najwyższa jakiej dostąpił, nie nadwyrężała bynajmniej pokory jego; urządził sobie celkę ubogą w papieskim pałacu, i tam przepędzał wolne od obowiązków i spraw kościelnych godziny, w niczym zwyczajów dawnego życia nie zmieniając. Wakujące posady kardynałów i biskupów najświętobliwszymi pozapełniał mężami. A wpół roku, gdy widział jak trudny jest urząd jego, i jaką z niego liczbę Panu zdać będzie trzeba, z żalem powszechnym złożył godność papieską. O pokoro niewysłowiona! Nie myślał on tu ani o wyniesieniu domu swojego, ani o żadnej czci świeckiej, o które ludzie tak szyje łamią, ale jedynie o wielkiej odpowiedzialności za spełnienie obowiązków, jakie najwyższa owa dostojność na niego wkładała! W dniu też w którym zdał swój urząd, jednym przeżegnaniem zleczył chromego, który chodzić nie mógł. Tak Pan Bóg oznajmił wysokość swych darów w tym, który się dla miłości Jego poniżał, ubóstwo i pokorę nad pałace i czci wszystkiego świata przedkładając, a który z weselszą myślą powracał do swej zakonnej celi, niżeli drugi, gdy na królestwo wjeżdża.

I tu jednak pokorny starzec nie mógł mieć spokoju. Znaleźli się tacy, którzy niedowierzając czy Piotr Święty był mocen złożyć papiestwo, lękali się, by w razie wyniesienia na stolicę apostolską nowego papieża, nie przyszło do rozdwojenia w Kościele; postanowili go przeto zupełnie na bok usunąć. Dowiedziawszy się o tem złamany wiekiem staruszek, ratując się ucieczką, krył się po pustych lasach i górach z jednym tylko zakonnym bratem. Puścił się wreszcie za morze, i wiatry zapędziły go na własne brzegi, gdzie u miasta Westii schwytany został. Osadzono go wtedy w warowni Fumona, dawszy mu za mieszkanie ciasną więzienną celę, która mu jednocześnie i za kaplicę służyć miała. Obchodzeniem się swoim, niegodni dozorcy pomnażali jego cierpienia, podczas gdy Święty z największą cierpliwością swą nędzę znosił, powtarzając sobie: pragnąłem celki i odosobnienia, oto mam jedno i drugie.

Dziesięć miesięcy przetrwawszy w tym zamknięciu, ostrością życia znękany, zachorawał 60-cio letni Piotr Święty, i przyjąwszy ostatnie Sakramenty Święte polecając się Panu Bogu, w chwili kiedy wymawiał: Wszelki Duch niech Pana chwali, rozstał się z tym światem 19 Maja 1296 r. Papież Klemens V po odbytym procesie kanonizacji, wpisał go w poczet Świętych 1368 r. na cześć Panu Bogu w Trójcy Świętej Jedynemu. Amen.

 

 

Uwaga.

 

Wiara bez granic tak potęgowała w Świętych władze i życia i ducha, iż zdawać by się mogło, jakoby ciała wcale nie mieli, tyle potrafili, i to z taką siłą i wytrwałością woli, pokonać w sobie jego potrzeby i upodobania. Dlatego też zimny materialista, lub mało wtajemniczony w prawdziwie chrześcijańskiego ducha Religii Katolickiej, nie uwierzy szczególnościom ich żywota, bo nie pojmuje głębokości i władzy ofiary, jaką Wiara wywołuje. A przecież Chrystus Pan powiedział: „Gdybyś miał wiary tyle jak na gorczyczne ziarnko, góry byś przenosił”.

 

 

 

 

 

 

 

© salveregina.pl 2023