Św. Piotr Klawer

13 Września.

Żywot Św. Piotra Klawera.

(żył około r. 1654.)

 

 

 

 

Źródło: Żywoty Świętych Pańskich Starego i Nowego Testamentu z dzieła Ks. Piotra Skargi, T. IV, 1880r.

 

 

Św. Piotr Klawer rodem z Werdu małego miasteczka prowincji katalońskiej w Hiszpanii, syn znakomitej rodziny, przyszedł na świat 1581 roku. Od najmłodszego wieku niezwykłą okazując pobożność, skoro tylko nauki uniwersyteckie w Barcelonie ukończył, w 20 roku życia wszedł do Zgromadzenia Ojców Jezuitów, gdzie odznaczywszy się najwyższymi zakonnymi cnotami, wysłany został na wyspy Balearskie, dla pobierania nauk teologicznych. Tam ścisłą zawiązawszy przyjaźń z Alfonsem Rodrigez, braciszkiem tego Zakonu, znalazł w nim przewodnika na drodze coraz wyższej doskonałości. On to poznawszy przez Objawienie Boże przyszły zawód apostolski, a razem Chwałę Niebieską jaka za to Piotra czekała, oznajmił mu, iż go Pan Bóg do ciężkich powołuje trudów, przez które wielkie w Kościele Bożym położy zasługi.

Powróciwszy do Hiszpanii, Piotr znowu wysłany został do Nowej Grenady kraju południowej Ameryki, gdzie odebrawszy święcenie kapłańskie przeznaczony był do Kartageny, miasta wielkiego, na brzegach morza Atlantyckiego położonego, gdzie zwożonych z całej Afryki murzynów zasprzedawano w niewolę. Tych to nieszczęśliwych istot obsłudze poświęcił Piotr swe życie, dobrowolnym ślubem zobowiązał się do tego i całe lat 40-ści pracując w owym zawodzie, nawrócił i ochrzcił około 400,000 murzynów. Niepodobna wypowiedzieć miłości, cierpliwości i wytrwałości, z jaką się tymi na wpół dzikimi ludźmi zajmował, ucząc ich Wiary Świętej i czuwając nad nimi.

Skoro okręt z murzynami do portu przybijał, Piotr śpieszył tam zaopatrzony w rozmaitego rodzaju pożywienie które im rozdawał, a ująwszy sobie tych nieszczęśliwych, już ich nie odstępował aż dopóki z nich wszystkich nie uczynił Chrześcijan. Opatrzywszy im najpierw schronienie, chrzcił zaraz dzieci; następnie zajmował się chorymi, obdzielając też Chrztem Świętym tych, którzy śmiercią zagrożeni byli. Resztę uczył katechizmu i wszelkimi sposobami zniewalającymi ich serca, wpajał w nich zasady i zwyczaje chrześcijańskiego i pobożnego życia. Tak to uzbrojonych Wiarą i moralnością, wypuszczał dopiero z swej opieki tych, których już zasprzedanych wysyłano w głąb kraju. Troskliwość jego i miłość dla chorych nie miała granic, mianowicie gdy pielęgnował trądem dotkniętych lub morowym powietrzem. Choroba trądu panowała między nimi w całej zajadłości; im który obrzydliwszymi pokryty był wrzodami tym pilniej Piotr go doglądał; a dla przezwyciężenia wrodzonego wstrętu rany jego całował.

Pan Bóg też tyle poświęcenia wysokimi nagradzał cnotami: wielu chorych od lekarzy odstąpionych cudownie uzdrowił, kilkunastu ślepym wzrok przywrócił, trzech murzynów przed Chrztem Świętym zmarłych wskrzesił i ochrzcił, a wielu słabych dotknięciem się płaszcza jego, który zwykle chorych pokrywał, zleczonymi było.

Łatwo sobie wyobrazić, do jakiego stopnia życie tego człowieka zajęte być musiało, ażeby podołać podobnym pracom. Sypiał też bardzo mało i to na słomianej rohoży z kawałkiem drzewa pod głową, a przez noc wstając trzy razy, krwawe zadawał sobie biczowanie. Od 4-tej do 9-tej z rana uczył murzynów katechizmu, potem odprawiał Mszę Świętą i słuchał Spowiedzi do południa, a odpocząwszy godzinkę, powracał znowu do konfesjonału, gdzie zwykle do 6-tej penitentom służył. Zbierał wtedy starszych murzynów, którzy całodzienną pracą zajęci pierwej byli i miewał do nich nauki, które się w noc późną przeciągały. Upadał on niekiedy pod ciężarem utrudzenia, bracia natenczas nieśli go prawie do refektarza, gdzie kawałek chleba z surową jarzyną za jedyny służył mu posiłek. Nigdy Piotr ani kropli wina, nigdy żadnego nie skosztował owocu; nieznośne, a rozliczne zadawał sobie umartwienia, i tak: nosił zazwyczaj włosiennicę, a palce u nóg obwijał ostrymi włosianymi sznureczkami z węzełkami; na plecach i na piersiach nosił duże drewniane krzyże nabite ćwieczkami, których ostrza raniły mu ciało, i te silnie przywiązywał na sobie. Nosił też i rodzaj stuły podobnież ćwieczkami najeżonej, którą zarzucając na szyję, opasywał nią biodra. Gdy sam jeden był w celi, wkładał na głowę cierniową koronę, a na ręce ostro kolczaste wewnątrz rękawice, a nie chcąc by go kto na tym zeszedł, umieszczał na klamce mały kamyczek, który spadając, ostrzegał go że ktoś idzie, a wtedy i koronę i rękawice ukrywał. Nadzwyczajnymi obdarzony Łaskami, cudami za życia już słynąc i od wszystkich za Świętego poczytany, był zarazem najgłębszej pokory. Wszelka oznaka czci ludzkiej smuciła go i mieszała, a przeciwnie radował się kiedy upokorzenia doznał. Pewnego razu ujrzano go wychodzącego z refektarza z rozpromienioną twarzą, a gdy mniemano że go tam coś najprzyjemniejszego spotkało, dowiedziano się że przed chwilą upomniany bardzo surowo przez przełożonego, stary już i chory, klęczał z jego rozkazu wobec zgromadzonych braci. W gronie zakonników uważał się Piotr zawsze za ostatniego; na skinienie każdego z nich był posłuszny, najniższe posługi najchętniej im oddawał, a przebywając w szpitalach napełnionych murzynami zamiatał sale, słał łóżka, wynosił brudne naczynia i oczyszczał wychodki.

Zwykle w każdy dzień Święta Matki Bożej, wyprawiał murzynom obiad z wyproszonej jałmużny. Sam jak się domyśleć łatwo, usługiwał im wtedy, a potem z najmłodszym z nich naczynia pomywał. Do Matki Bożej gorące mając nabożeństwo wpajał je także w serca swych ukochanych murzynów, a chcąc Jej pamięć w nich utrwalić, i pobudzić ich do szukania Pomocy i Opieki tej Matki Zbawiciela w ciężkich trudnościach ich życia, rozdawał im koronki, które obowiązywały do odmawiania niektórych pacierzy a tych do 10,000 rozchodziło mu się rocznie.

Kapłańskie usługi swoje nie tylko murzynom, ale i wszystkim mieszkańcom Kartageny, jak równie przybywającym tam cudzoziemcom z nie mniejszą gorliwością oddawał. Biedniejsi jednak mieli u niego pierwszeństwo. I tak mu też Pan Bóg pobłogosławił, że nie tylko naukami swymi wielu kacerzy i mahometanów Kościołowi Świętemu pozyskał, ale i wiele osób pod przewodnictwem jego wysokiej dostąpiło świętości.

Niepospolitymi od Pana Boga obdarzony zdolnościami, świetnie teologiczne ukończywszy nauki, a przy tym w rzeczach sumienia nadprzyrodzonym oświecony zmysłem, tak przecież niskie miał o sobie rozumienie, iż przekonany, że go Pan Bóg tylko na obsługę murzynów przeznaczył, gdy go się kto w ważnych wątpliwościach przychodził radzić, odsyłał go do innych księży, mówiąc: Nie moja to rzecz, trzeba się z tym udać do uczeńszych ode mnie.

Tak umartwione na duchu i ciele prowadząc życie, w Wielkim poście przymnażał on jeszcze sobie pokuty. Zwykle mizerny bardzo, wyglądał wtedy istnie jak z krzyża zdjęty. Każdego piątku w nocy, aby go nikt nie widział, przywdziewał swoje ostro kolczaste przybory, brał krzyż ogromny na barki i odbywał cichutko po korytarzach drogę krzyżową. Na modlitwie częste miewał zachwycenia: widziano go parę razy z krzyżem w ręku wzniesionego w powietrze w postawie klęczącej. W 1650 r. wybuchło w Kartagenie silne morowe powietrze. Mąż błogosławiony jak zawsze tak i teraz dnie i noce przy chorych spędzając, sam też w ostatku rażony nim został. I gdy już zdawał się dogorywać i gotował się na drogę wieczności, dźwignął się wprawdzie z tej choroby, lecz żyjąc jeszcze lat 4, do zdrowia już nie przyszedł. Zapomniany wtedy od mieszkańców miasta, którym tak wiele dobrego świadczył, opuszczony od braci zakonnych innymi zajętych czynnościami, najgorzej traktowany od murzyna, którego miał przy sobie, a który często dnie całe zostawiał go bez posiłku, znosił to wszystko ze świętą cierpliwością a nawet wesoło.

W końcu znając dzień swojej śmierci, oznajmił ją innym gotując się do przejścia tego z najżywszą pobożnością i trzeźwością umysłu, a przyjąwszy Ostatnie Sakramenty Święte 8 Września 1654 r. Panu Bogu ducha oddał. Słynącego i po śmierci licznymi cudami Papież Pius IX roku 1851 Błogosławionym ogłosił, a Papież Leon XIII w 1888 roku dokonał kanonizacji.

 

 

Pożytki duchowne.

 

 

Całe życie poświęcenia, miłości bliźnich i pracy zapłacone temu Świętemu zostało niewdzięcznością, nieżyczliwością i zapomnieniem. Tak więc przed zgonem spełnił kielich goryczy, którą się z naśladowania Cierpień Zbawiciela swojego bezustannie napawał. Bądźmy mężnymi i wytrwałymi w znoszeniu niewdzięczności i niesprawiedliwości ludzkich, niezachwianymi w czynieniu dobrze tym co nas prześladują i pokrzepiajmy się myślą: iż ten kielich goryczy podaje nam Sam Stwórca, abyśmy wychyliwszy go z odwagą i w pokorze, poili się kiedyś w Niebie nieustającą radością.

 

 

 

 

 

 

© salveregina.pl 2023