Św. Placyd i towarzysze

5 Października.

Żywot Św. Placyda i jego towarzyszy, Męczenników.

(żyli około roku 540.)

 

 

 

 

Źródło: Żywoty Świętych Pańskich Starego i Nowego Testamentu z dzieła Ks. Piotra Skargi, T. V, 1880r.

 

 

Św. Placyd był synem Tertuliusza, jednego z największych panów rzymskich, i miał lat siedem, kiedy ojciec ujęty sławą Wielkiego Benedykta Świętego zawiózł go do klasztoru w Subjako i jemu go na wychowanie oddał. Młodziuchne chłopię tak od pierwszej chwili do zwyczajów życia zakonnego przystało, iż nie zrażając się wcale ostrościami Reguły, wszystkie jej przepisy najwierniej spełniało, martwiąc też na wszelki sposób niewinne swe ciało. Zakonnicy wszyscy miłowali go bardzo, a Benedykt Święty kochał go jakby własnego syna.

Zdarzyło się raz, iż młody Placyd poszedłszy po wodę, wpadł w rzekę. Św. Benedykt modląc się podówczas w swej celi, Objawieniem Bożym dowiedział się o tym i posłał natychmiast młodego zakonnika imieniem Maura, aby go ratował. Ten nie umiejąc pływać, z posłuszeństwa tylko rzucił się w wodę, którą tak uczuł twardą pod nogami, iż przeszedł po jej powierzchni i wziąwszy za rękę miotanego falami Placyda, wyprowadził go na brzeg. Młodzieniec zaś powiedział, iż to jedynie tonąć mu nie dopuściło, że widział ciągle Benedykta Św. unoszącego się nad nim. Od tego czasu Placyd coraz większe czynił postępy na drodze doskonałości, a Patryarcha Święty coraz go więcej miłując, nigdy się prawie z nim nie rozstawał. I jako Pan Jezus w chwili, gdy cuda miał czynić, zwykle najulubieńszych uczniów miał przy Sobie, tak i on też w każdej ważniejszej okoliczności miał przy swym boku Placyda. Był on obecny, gdy Benedykt cudownym sposobem wyprowadził ze skały źródło dla klasztoru; był obecnym jak Święty poszedłszy na górę Kasyneńską, burzył bałwany pogańskie, którym tam cześć oddawano, i na tym miejscu główny swój klasztor założył. A gdy wypadła potrzeba wysłania zakonników z klasztoru Subjackiego, aby w Sycylii nowemu klasztorowi fundament położyć, opat św. obrał na to Placyda przydając mu dwóch bardzo świątobliwych zakonników: Donata i Gordiana.

Podróżując na miejsce przeznaczenia swojego, zacni słudzy Pańscy spotykali prawie na każdym kroku Świętych, których owe błogosławione wieki obficiej jak dzisiejsze dostarczały. I tak: w Kapui przyjmował ich ś. Herman, w Benewencie Św. Marcin, w Kanozie Św. Sawin, w Reggio w Kalabryi Św. Syzyn; wszyscy tych miast biskupi. Placyd w tej drodze wiele cudów czynił, przypisując takowe Św. Benedyktowi, którego zawsze wzywał w tych razach imienia. W Messynie gdzie już poprzedziła go była wielkiej świątobliwości i cudów sława, przyjęty był przez Moselina, najmożniejszego pana tego miasta, a przyjaciela ojca, który go chciał w swym domu ugościć i czas jakiś zatrzymać. Ale Święty wdzięcznie podziękował mu za to tłumacząc się, iż zakonnikowi nie wolno przebywać w domach świeckich, gdzie sposób życia nie zgadza się z ich przepisami i zwyczajami.

Miejscem, do którego dążyli trzej wysłańcy Św. Benedykta, były wielkie dobra które mu był podarował w Sycylii ojciec Placyda Tertuliusz; składały się one z kilku małych portów morskich i z 18 wiosek. Tam to przybywszy, zajął się Placyd niezwłocznie wybudowaniem klasztoru i kościoła pod wezwaniem Św. Jana Chrzciciela, i tego w przeciągu roku dokonał. Rozgłos anielskiego życia jakie tam prowadzili osiedli w nim zakonnicy, ściągnął do nowego klasztoru wielką liczbę młodzieży, między którymi około 30 do najmajętniejszych liczyło się rodzin. Porzucili oni dostatki swoje, ażeby posiąść ubóstwo i Chwałę Służby Bożej. Klasztor ów stał się wkrótce na kształt kasyneńskiego, wzorem dla wszystkich innych, a przewodniczący mu Placyd, odbijał w sobie cnoty Wielkiego Zakonodawcy. Jakkolwiek słabego zdrowia i wątłej budowy ciała, w surowości życia przewyższał wszystkich braci. Ścisły post zachowując zawsze, raz na dzień jadał i to jedynie trochę mleka lub jarzyny; chleba trzy razy tylko w tygodniu sobie pozwalał, a w Wielkim Poście po dni kilka z rzędu bez pokarmu się obchodził. Sypiał na twardym stołku bez poręczy, opierając o mur głowę i to zaledwie od dwóch do trzech godzin. Resztę nocy przepędzał na modlitwie w kościele, zwykle przed obrazem Przeczystej Bogarodzicy, którą najżywszą czcił miłością. Obarczony wielkimi zgromadzenia swojego zajęciami, nie tracił wszakże nigdy wewnętrznego skupienia w Panu Bogu, Który go i tam Łaską czynienia cudów obdarzał. Przyprowadzono mu raz do klasztoru wielką liczbę chorych; Święty wyjść do nich od razu nie mógł, aż nareszcie, gdy przyszedł, przeżegnał ich i wszystkich tejże chwili uzdrowił.

Pięć lat już upłynęło jak Placyd w klasztorze sycylijskim mieszkał, gdy siostra jego Flawia i dwóch braci którzy go nawet nie znali Eutyhiusz i Wiktoryn, ściągnięci odgłosem świątobliwości jego, przybyli z Rzymu ażeby go odwiedzić i czas z nim jakiś przepędzić. Niezmiernej wspólnie z owego widzenia się doznali wszyscy pociechy, a rozmowy z Placydem i przykład życia jego tak wielki na rodzeństwo jego wpływ wywarły, iż postanowili w ślad idąc za swym bratem, wstąpić do Zakonu. Spodobało się jednak Panu Bogu inną ich drogą poprowadzić do Nieba.

W owym właśnie czasie pojawił się był na morzu Śródziemnym, wysłany przez jednego z królów afrykańskich korsarz, nazwiskiem Manuka. Znany z okrucieństwa poganin i wróg imienia chrześcijańskiego, przybił do brzegów Sycylii, i napadłszy ze swą hordą na klasztor Św. Placyda, uwięził wszystkich zakonników, a z nimi siostrę i braci Świętego. Pierwszego zaś przywoławszy do siebie Donata, pytał go groźnie, czyli jest Chrześcijaninem? – Jestem nim, odpowie, a nadto jestem i mnichem. Na te słowa barbarzyniec chcąc postrach rzucić na innych, dobył miecza i głowę mu rozplatał. I kiedy jeszcze krwią zbroczone ciało Św. Męczennika leżało, kazał przywołać wszystkich więźniów, i łagodnymi słowami, a na koniec i groźbą chciał ich przywieść do zaparcia się Chrystusa Pana. Ale to wszystko było nadaremne, oznajmili mu oni jednogłośnie, że ich żadnymi mękami do tego nie skłoni; że są raczej gotowi tysiąc ponieść śmierci, aniżeliby mieli Pana Boga swojego odstąpić. Placyd zagrzewał bracią do wytrwania w tej Świętej o wyznanie wiary żarliwości, a korsarz uniesiony wściekłością, straszne im zaczął zadawać męczarnie. Zbito ich najpierw, i okutych w kajdany, do więzienia wtrącono. Tam przez tydzień głodzonych posilono nieco, i wyprowadziwszy ich katowano znowu okrutnie. Zawieszono ich potem za nogi, a podpaliwszy pod nimi ogień, chciano ich dymem podusić, wołając ciągle, aby się Wiary wyrzekli. Lecz Placyd, nad którym najwięcej pastwił się barbarzyniec, zachęcał innych do wytrwałości. Siostra jego Św. Flawia nie mniej też okazała męstwa, bo gdy ją w powietrzu zawieszoną żelaznymi darto hakami, a Manuka dziwił się, iż tak wielkiego rodu kobieta, na podobne wystawiać się może cierpienia i zniewagi, gdy jednym słowem uwolnić się z nich powinna, ona odpowiedziała: – Dla miłości Chrystusa męki są dla mnie rozkoszą, a śmierć za Niego, życiem. Wstrzymał natenczas poganin dalsze nad męczennikami pastwienie i znowu do odstępstwa skłonić ich próbował. Lecz Placyd rzekł: – Na próżno kusisz się o to, lepiej uczynisz ratując własną duszę. Zrzeknij się twych zabobonów pogańskich, bożyszcze twoje są to wymysły zbrodnicze, które z niej czynią niewolnicę szatana, gdy Bóg prawdziwy Stwórca Nieba i ziemi, Który po śmierci sądzić nas będzie, jest Bogiem Jedynym Świętym, Którego czczą Chrześcijanie. Rozgniewany okrutnik nie dał mu dalej mówić, ale mu kazał kamieniem pogruchotać szczęki i powybijać zęby, a gdy mimo to Święty przemawiał, kazał mu wyciąć język. Placyd tym głośniej i tym wyraźniej mówić wtedy zaczął. A cud ten tak wielu pogan obecnych nawrócił, że Manuka obawiając się, aby i żołdaki jego nie zostali chrześcijanami, rozkazał wszystkich więźniów pościnać. Poprowadzono ich wtedy na brzeg morza; tam wszyscy upadłszy na kolana, Chrystusowi Panu życie swoje w ofierze składali. A Placyd zachowaną sobie cudownie mową, modlił się głośno w imieniu swoim i swych towarzyszy: – Zbawco nasz, Jezu Chryste, Któryś dla zbawienia naszego na Krzyżu umarł, bądź miłościw nam sługom Twoim niegodnym, daj nam wytrwałość aż do ostatniej chwili, przyjmij ofiarę jaką ci składamy, i pomieść nas w gronie Twych Świętych Męczenników w Niebie na wieki. – A wszyscy dodali: Amen. I trzydziestu trzech czcicieli Pana Chrystusowych głowy spokojnie pod miecz podało 5-go Października 541 r. W czym uwielbiona Moc Pana nad pany, po nieskończone wieki wieków. Amen.

 

 

Pożytki duchowne.

 

 

O różnych godzinach czyli porach życia, powołuje Pan Bóg ludzi do Winnicy Swojej, to jest do dania mu świadectwa w sposób jakiś szczególny, o Wierze i miłości naszej. Tak oto 7-letni Placyd w niewinnym jeszcze wieku pracować zaczął dla Pana, i z udzielonej sobie od Pana Boga Łaski, bogate dla własnej duszy i dla zbawienia bliźnich zbierał owoce. Bracia i siostra. jego w ostatniej prawie dopiero godzinie życia swego powołani byli. Ale pierwszy jak i drudzy, ponieśli podane im z góry jarzmo; pierwszy jak i drudzy wychylili z równą żarliwością i wiarą kielich goryczy, a przyjmując w miłości koronę męczeńską, wspólną i tąż samą cieszą się na nieskończoność zapłatą.

Miejmy pilne baczenie, aby kiedy bądź powołani Głosem Bożym do spełnienia tego lub owego w życiu zadania, w wierności z jaką je wykonamy Pan Bóg w nas poznał prawe i posłuszne swe dzieci, a w wytrwałości z jaką pracować nad sobą i doskonalić się będziem, widział iż pamiętamy: że koniec dobry, jest uwieńczeniem całego życia człowieka.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

© salveregina.pl 2023