Św. Stanisław Kostka

13 LISTOPADA

Żywot Św. Stanisława Kostki.

(żył około r. 1560)

 

 

 

 

Źródło: Żywoty Świętych Pańskich Starego i Nowego Testamentu z dzieła Ks. Piotra Skargi, T. VI 1880r.

 

 

Święty Stanisław, syn Jana Kostki kasztelana Zakroczymskiego i Małgorzaty Kryski z Drobnina, urodził się 1550 r. w dziedzicznej wsi rodziców swoich Rostkowie, poprzednio Kostkowem podobno zwanej. Podrastając z dziecinnego wieku, dochował nienaruszenie młodzieniec wziętej ze Chrztu Świętego niewinności. Strzegł się najlżejszego grzechu, a Pan Bóg go też umiłował zaszczepiając w tym bujnym gruncie wysokie Łaski Swe i Dary. Pobożne zaś starania rodziców, kierowały szczęśliwie rozpoczętym Dziełem Bożym. Kiedy Stanisław miał lat piętnaście, wyprawili go rodzice wraz z bratem starszym Pawłem do kolegium OO. Jezuitów, założonego podówczas przez cesarza Ferdynanda w Wiedniu, i obu razem w konwikcie umieścili. Niedługo atoli bracia Kostkowie tam przebywali, bo gdy zniesiono zakład, musieli szukać pomieszczenia w mieście, i trafem zamieszkali w domu jakiegoś innowiercy.

Różnili się bardzo bracia w usposobieniach i zabawach swoich; o ile Paweł gonił za rozrywkami światowymi, którym się namiętnie oddawał, o nabożeństwo wcale się nie troszcząc, o tyle Stanisław lubił spokój, milczenie, a usuwając się od zgiełku ludzkiego towarzystwa, pościł dużo, modlił się i nadzwyczajną baczność nad zmysłami swymi w obcowaniu z drugimi roztaczał. Nie mógł Paweł patrzeć bez obruszenia na ów statek braterski, który go zawsze jakoby obwiniał. Prośbą i groźbą skłonić go usiłował, aby żył jak i on, wyszydzał pobożność jego, lżył go słowami, a niekiedy nawet i do bicia przychodziło. Ale Stanisław utwierdzony w cnocie, łagodnie i cierpliwie wszystko znosił, a złym przykładom zwyciężyć się nie dał. Panu Bogu za owo nawiedzenie dziękował, bratu na jego skinienie, jak sługa, wszelkie oddawał posługi, nie narzekał na niego, krzywdy swej nie pamiętał, a tylko własne dobre uczynki przed ludźmi ukrywał.

W początkach Stanisław małe zdał się czynić postępy w naukach, ale gdy doszedł do retoryki, stanął pomiędzy pierwszymi. Zwykle myślą w rzeczach niebieskich zatopiony i gorącym nabożeństwem czcząc Przeczystą Matkę Bożą, wszystkie ćwiczenia szkolne wyborowi uczniów samych zostawione, na pisanie pochwał Jej obracał. Wpisał się też do Bractwa Św. Barbary, Męczenniczki, i wziąwszy Ją za Patronkę, Jej obronie i modlitwie się polecał. A do Komunii Świętej jak mógł najczęściej przystępował.

Tak duchem przysposobiony, latami młodziuchny, ale mądrością dojrzały, uczuł w sobie Stanisław żywe powołanie do Zakonu. Przez sześć miesięcy taił myśl tę w samym sobie, aż nareszcie odkrył ją przełożonym Zgromadzenia OO. Jezuitów. Ci żadną miarą przyjąć go nie chcieli, dopóki by nie uzyskał przyzwolenia rodziców. Ale ta trudność nie zraziła go wcale, przeciwnie, w sercu swoim zobowiązał się ślubem: iż starań o to czynić nie przestanie i do Zakonu tego wstąpić musi.

W tym właśnie czasie ciężką i niebezpieczną chorobą złożony, mniemał się być bliskim śmierci, i niezmiernie się trapił iż bez posiłku Ciała i Krwi Pańskiej umrzeć mu przyjdzie. O pomocy w tym względzie brata, zwątpił; na gospodarza swego luteranina, rachować nie mógł, Pana Boga więc tylko o wspomożenie błagał, a wspomniawszy na swą Patronkę Barbarę Świętą, pełen ufności, począł się modlić: — Oto czas, dziewico moja, abym Twej opieki doznał! Uproś mi u Oblubieńca Twego, niech bez Ciała i Krwi Jego, bez tej Niebieskiej Potrawy, świata tego nie opuszczam. — I wśród modlitwy ukazała mu się Barbara Święta, a obok Niej dwóch Aniołów Pańskich Sakrament Przenajświętszy przynoszących, którzy zbliżywszy się do łóżka, ze czcią mu Go podali. Z pokorą i radością wielką przyjął młodzieniec ów Boski Pokarm, lecz coraz gorzej się czując zdawał się już dogorywać, gdy naraz ujrzał Najświętszą Bogarodzicę, Która go w tejże chwili uzdrowiła upominając, aby jak to był Panu Bogu ślubował, Jego się Służbie oddał.

Prowincjał wszakże na wszystkie prośby jego uszy zamykał, i bez przyzwolenia ojca do Zakonu przyjąć go nie chciał. Umyślił wtedy Stanisław udać się do innej Zakonu tego prowincji, a zasięgnąwszy w tej mierze zdania światłego kaznodziei cesarza Maksymiliana w Wiedniu, za jego radą postanowił pojechać do Augsburga, gdzie Piotr Kanizjusz, prowincjał wyższych Niemiec, podówczas przebywał.

Obchodzenie się z nim przez starszego brata Pawła, który go nie przestawał bić i prześladować, przyśpieszyło spełnienie owego postanowienia i rzekł mu raz młodzieniec: — Takim postępowaniem przywiedziesz mnie do tego, że ucieknę, a ty rodzicom sprawić się za mnie musisz. — Idź, choćby i na szubienicę, odrzekł Paweł. — Stanisław wtedy nie czekając dłużej, kupił i przywdział grubą płócienną siermięgę, po czym noc całą na modlitwie strawił, do dnia, gdy wszyscy jeszcze spali wyszedłszy do kościoła, Mszy Świętej wysłuchał i posiliwszy się Ciałem i Krwią Pańską, puścił się w drogę z zamiarem chodzenia od jednego do drugiego kolegium, aż dopóki przyjętym nie zostanie.

Brat spostrzegłszy się, że go cały dzień w domu nie było, zdjęty żalem, że sam był przyczyną jego ucieczki, szukać go począł, a nie znajdując nigdzie, puścił się konno w pogoń za nim wraz z dwoma towarzyszami. Już go dopędzić mieli, gdy raptem konie stanęły i iść dalej nie chciały. Następnie, gdy jadąc znowu, spotkali go na drodze, sam opowiadał Stanisław, iż go wcale nie poznali patrząc z bliska na niego, podczas gdy on ich dobrze poznał; i tym sposobem im uszedł. W drodze tej pobożny młodzian ujrzawszy otwarty kościół, wszedł do niego ażeby Mszy Świętej wysłuchać i Komunię Świętą przyjąć, ale poznawszy iż się omylił i był w luterskim zborze, rozpłakał się, że go zawiodła oczekiwana pociecha. Aż tu podobnie jak w Wiedniu Pan Bóg go cudownie nawiedził, Aniołowie Pańscy ukazali się jego oczom i Chleb mu Anielski podali.

Pod taką strażą przybywszy do Augsburga, przedstawił się Stanisław Kanizjuszowi, prosząc o przyjęcie go do Zakonu Jezuitów. Ten poznawszy w nim Moc Ducha Świętego, a wielką świątobliwość młodzieńca, wysłał go najpierw do konwiktu w Dóllingen, ażeby tam pierwszą swą próbę odbył. Pokora, słodycz i ochoczość wielka z jaką tu wszelkie obowiązki domowe sprawował, a rozkazy wypełniał, przymioty i cnoty jego, budowały wszystkich. Kanizjusz wtedy wyprawił go stamtąd do Rzymu, dając o nim najpiękniejsze świadectwo Franciszkowi Borgiaszowi, generałowi Jezuitów. Odbył Stanisław tę drogę pieszo 1567 roku, i niebawem do Zakonu przyjęty został. Tu w domu profesów jak i następnie w kolegium, najpierw najniższe posługi kuchenne czynił, a przeszedłszy potem do Św. Andrzeja w towarzystwie zacnością i uczonością wsławionych: Franciszka Turrianusa, ks. Stanisława Warszewickiego, Franciszka Leoniusa i Hieronima Olawiusa, nowicjat rozpoczął, najwyższymi przyświecając wszystkim cnotami. Przydany mu na przewodnika duchownego Klaudiusz Akwawiwa, poznawszy w nim wysoką świątobliwość, mówił do starszych: — Nie ja tego młodzieńca, ale on raczej moim duchownym powinien być przewodnikiem.

W tym właśnie czasie, ojciec jego Jan Kostka dowiedziawszy się, co się z synem działo, niezmiernie zasmucony, pełen wyrzutów i pogróżek list do niego napisał. Czytając go, rozpłakał się Święty, a gdy go spytano o przyczynę, rzekł: — Opłakuję ślepotę rodziców moich, iż się na Darach Bożych nie poznają. — I odpisał mu w pełnych uszanowania wyrazach przedstawiając: iż nie smucić się, ale radować raczej powinien, iż go Pan Bóg między sługi swoje policzył. Że i na ojca spływa szczęście, gdy ma na dworze Króla Niebieskiego syna bez troski i zachodów jakie ponoszą ci, którzy swoim ziemskim panom oddają. I prosił w końcu aby go dobrowolnie Panu Bogu ustępując, sobie też zbawiennej przyczynił zasługi.

Poprzestał na tym ojciec, a Stanisław podnosząc się w coraz wyższą doskonałość, stawał się żywym wzorem świętości dla tych, co go otaczali i dla Rzymu całego. Twarz jego wesoła i pełna wdzięku, nosiła piętno skromności, słodyczy i niebiańskiego spokoju. Spojrzenie, ruch i cała postawa jego dziwnym tchnęła urokiem, a patrzących nań, do zamiłowania cnoty i piękna pobudzała. Nigdy go nikt smutnym nie widział; ale zatapiając się bezustannie w pobożnych rozmyślaniach takim ogniem miłości Bożej gorzał, iż pałające serce jego musiano często zimną wodą okładać. Ku Przeczystej Matce Bożej, Którą zwykle Matką swoją nazywał, najżywsze miał nabożeństwo; wspominał Ją zwykle z taką czcią i tak wdzięcznie, iż tych, co go słuchali, do serdecznego ku Niej nabożeństwa pobudzał. Gdy o Niej mówił, wymyślał prześliczne tytuły i nazwania utyskując tylko, iż nie znajdował wyrazów na określenie stopnia należnej Jej Czci i Chwały.

Ciału swemu wszelakie zadawał umartwienia, żadna surowość go nie odstręczała; w najpodlejszych domowych posługach szczególnie się kochał. Łaskę powołania do Zakonu tak sobie wysoko cenił, iż mówiąc o niej obwiniał się nieraz z płaczem, iż Daru tego jako niewdzięcznik, uczcić dosyć nie umie. Reguły Zakonne jak najpilniej wypełniał, przestrzegając szczególnie, jak się to już wspomniało, posłuszeństwa. Wykonywał on wiernie, co mu kazano, jakkolwiek co innego lepszym mu się być zdawało. Raz z Klaudiuszem Akwawiwą drwa do kuchni nosząc, gdy tamten wiele brał na się, ten przeciwnie, brał mało. Zapytany o przyczynę, powiedział: — Brat kucharz tyle mi brać rozkazał, a ja tej liczby nie przestępuję. — Innym razem spowiednik jego bacząc na wątłe siły młodzieńca, powstrzymał go na czas jakiś w ustawicznej jego modlitwie. Wzruszyło to na chwilę Stanisława, ale niebawem poddał się woli starszego i posłusznie ją wypełnił. Pokorny w duchu, nadzwyczaj mało o sobie trzymał, a wszystkich wielce ważył, biorąc przykład z każdego jak sam miał postępować, aby się ćwiczyć w cnocie. Miał on przy tym rozum bystry i jasny: znalazły się po nim książki, w których zapisywał swe myśli i objawienia jakie od Pana Boga odbierał. A tak, w każdym kierunku szczęśliwie pracując, w krótkim przeciągu czasu długą cnót drogę przebieżał i po zapłatę podążył do Nieba.

W dziesięć miesięcy po wejściu do Zakonu, w dzień Św. Wawrzyńca zachorował Stanisław Święty, kazano mu się położyć, a chociaż to lekka tylko była febra i nic groźnego nie zapowiadało, on wchodząc w łóżko rzekł: — Jeśli się Panu Bogu podoba, żebym już z tego łóżka nie wstał, stań się Wola Jego. — Nazajutrz Święty zapadł znowu w gorączkę; i tak trzykrotnie powtórzyła się przemijająca febra, wśród której zapowiedział braci, że w dzień Wniebowzięcia Matki Bożej umrze. Jakoż w dniu tym uderzyły na niego mdłości, a siły widocznie upadać zaczęły. Prosił wtedy o Sakramenty Święte i na ziemię położyć się kazał. Co gdy uczyniono i Święty ujrzał niesione Ciało i Krew Pańską, porwał się radośnie, przyjął na klęczkach Przenajświętszy Wiatyk z wielkim wzruszeniem gorącej Pana Boga miłości, a obróciwszy się do rektora, rzekł słowa Pawła Świętego: „Czas jest krótki, gotujmy się“. I żegnając braci, a przepraszając, że im złe przykłady dawał, wziął krzyż w rękę i rozmawiając z Panem Jezusem, a dziękując Mu za odebrane od Niego Dobrodziejstwa, całował Święte Znamię zbawienia naszego i powtarzał: — Gotowe serce moje, Boże, gotowe serce moje. I wymawiając coraz ciszej Imiona Jezusa i Maryi, w Ich Ręce duszę swą oddał 1567 r. mając wieku lat 18.

Ciało Młodzieńca Świętego złożone zostało w kościele Św. Andrzeja na górze Monte Cavallo zwanej, a obraz przy grobie jego postawiony, wiernie rysy twarzy jego przedstawia. Licznymi wsławiony cudami, Św. Stanisław Kostka przez Papieża Benedykta XIII-go w poczet Świętych policzony został wraz z Św. Alojzym Gonzagą, i za Patrona Polsce przydany.

Między cudami tego Świętego pomieścić należy odmianę życia brata jego Pawła, który w pokucie i wielkiej pobożności żywot dalszy wiodąc, majętność swoją na ubogich i klasztory oddał; prócz kilku innych, klasztor w Przasnyszu Bernardynom wystawił i sam przykładnie dni swoich dokonał. Cześć Panu Bogu w Trójcy Jedynemu w zasługach Wielkich Świętych Jego na wieki wieków. Amen.

 

 

Pożytki duchowne.

 

 

Błogo temu, kto jak ten Św. Stanisław, w chwili rozstania się z tym światem, powiedzieć może: „Gotowe serce moje, Boże! gotowe serce moje”. Żyjmy więc tak, ażeby gdy nadejdzie i dla nas owa stanowcza chwila, równie znalazła nas gotowymi do rozpoczęcia wiecznego żywota, który nam nabyte w doczesnym zasługi przygotowały. Pamiętajmy tak starzy jak i młodzi: że jeżeli i najdłuższe tu życie w godzinie śmierci jedną zda nam się tylko chwilką, a więc do końca ustawać nie należy, a z każdą zbliżającą nas do ostatecznego kresu godziną, więcej i mężniej pracować potrzeba w urabianiu duszy dla Nieba, nie zrażając się trudnościami, pracować dla dobra bliźnich i dla własnego uświęcenia; o tyle też i w młodocianym wieku, niewinnym, a pełnym cnoty z gorącej miłości Pana Boga żywotem, stać się można dojrzałym do osiągnięcia przygotowanej zasłużonym nagrody. Mamy wzór tego w dzisiejszym naszym Świętym Patronie; starajmy się przeto naśladować Go, wzywajmy czystym sercem Jego świętej pomocy, a znajdziemy w nim troskliwego przyczyńcę, którego wsparcie i modlitwy, zbawienne przyniosą nam pożytki.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

© salveregina.pl 2023

Newsletter

Otrzymaj za darmo: Niezbędnik modlitewny za dusze czyśćcowe.
Jeśli chcesz otrzymywać żywoty świętych, codzienne rozmyślania, modlitwy za dusze czyśćcowe, nowenny przed świętami, wypełnij poniższy formularz.
Zaznacz: *
Regulamin *