Św. Wincenty a Paulo

19 Lipca.

Żywot Św. Wincentego z Pauli, założyciela Księży Misjonarzy.

(żył około roku 1600.)

 

 

 

 

Źródło: Żywoty Świętych Pańskich Starego i Nowego Testamentu z dzieła Ks. Piotra Skargi, T. IV, 1880r.

 

 

Św. Wincenty a Paulo urodził się we wsi Pui w południowej Francji dnia 24 Kwietnia 1576 roku z ubogich, ale wielce pobożnych, i Błogosławieństwem Boskim dostatnich wieśniaków. Dziecięciem będąc, jako niewinny Abel do pasienia trzody przeznaczony, gdy w pole wyszedł, a spotkał żebraka, odejmując od ust chleb sobie wydzielony, obdarzał nim go natychmiast. To znów uzbierane pracą własną kilka złotych ulitowawszy się nędzy jednego biedaka, z gorącem współczuciem mu oddał, okazując w każdej zdarzonej okoliczności, pełne miłości bliźniego, i miłosierdzia serce.

Widząc w nim rodzice bystrość i rozsądek niezwykły, umieścili go najpierw w mieście Dax w szkołach, pod opieką Ojców Franciszkanów. Następnie młodzieniec postanowiwszy poświęcić się Służbie Bożej, udał się do Tuluzy a stamtąd do Cezaroaugusty w Hiszpanii, i w obydwóch tych akademiach siedem lat na słuchaniu teologii spędziwszy, został doktorem Pisma Świętego, co się dopiero po śmierci jego, gdy patent znaleziono, odkryło; przez pokorę albowiem zataił to przed wszystkimi. Po ukończeniu akademickich nauk, wyświęcony na kapłana, dostał Wincenty zaraz probostwo; ale gdy spostrzegł jak inny ubiegał się o nie, natychmiast mu prawa swego ustąpił.

Wysoki rozum i pobożność Świętego kapłana, taką mu jednały miłość i powagę u ludzi, iż najznakomitsi panowie ubiegali się o to, aby mu powierzyć wychowanie swych synów. Umiał wywiązywać się z tego zadania mąż zacny; ale Pan Bóg szersze dla miłosierdzia i działalności jego miał otworzyć szranki. Pewna osoba w Tuluzie oceniająca zasługi Wincentego Świętego, zapisała mu umierając znaczne swe majętności, o czym zawiadomiony mąż Boży, puścił się do Marsylii, w celu rozporządzenia tym spadkiem. I gdy z powrotem żeglował ku Narbonie, wpadł w ręce rozbójników morskich, którzy rannego w kajdany okutego, w Afryce Turkom zasprzedali w niewolę. Święty nie tylko że sam w uczuciach miłości i ufności ku Panu Bogu, bynajmniej się nie zachwiał, ale jeszcze i pana swego, apostatę, Wierze Świętej Katolickiej przywrócił, i wraz z nim przez Francję podążył do Rzymu, dla złożenia hołdu ciałom Świętych Apostołów i Męczenników, których krwią świętą, ziemia owa przesiąkła. Powróciwszy potem do Francji, dostał najpierw probostwo w Clichy, a następnie opuściwszy takowe, został proboszczem w Chatillon; tak w jednym jak i w drugim miejscu, jako troskliwy i czujny pasterz, najzbawienniejsze słowem i przykładem, przyniósł owieczkom swoim korzyści.

Idąc później za radą ojca swego duchownego, kardynała Berulla, zrzekł się probostwa, a przyjął obowiązek nauczyciela dzieci księcia Emanuela de Gondy, jenerała wszystkich więzień we Francji, i Małgorzaty de Sylli żony jego, wielkich cnót pani, która mu powierzyła razem duchowną sumienia swego dyrekcję. Pobożność, skromność, nauka i wielkie cnoty świętego, nakazywały dla niego cześć i szacunek powszechny; uważano go za zesłanego z Nieba anioła pokoju.

Mieszkając w zamku Folleville, trafiło się jednego razu, iż wezwany był do łoża chorego wieśniaka, którego wszyscy za dobrego i pobożnego mieli. Namówiwszy go kapłan do uczynienia spowiedzi z całego życia, przekonał się, jak wiele grzechów przez wstyd i bojaźń ukrywał, popełniając świętokradztwo. A gdy sam umierający wyznał to z głębokim żalem przed panią swoją, wzruszona do głębi duszy księżna, rzekła z boleścią: Przebóg! księże Wincenty, co my tu słyszymy? Cóż się to dzieje z większą częścią prostaczków, gdy ten co za cnotliwego był miany, spokojnie prawie szedł potępienia drogą? Jakby tu radzić, jak zapobiegać takiemu nieszczęściu? I prosiła Św. Wincentego, aby w nadchodzącym dniu nawrócenia Św. Pawła, powiedział kazanie, zachęcające do dożywotniej Spowiedzi. Uczynił to Święty, a Pan Bóg tak słowu jego pobłogosławił, że wzruszeni słuchacze, tłumem cisnęli się do konfesjonałów. Taki to był początek owych misji, które roznosiły po wsiach biednemu, i w rzeczach Wiary ciemnemu ludowi naukę i pociechę przez usta księży Misjonarzy, które to Zgromadzenie ów Święty w tym właśnie celu założył.

Po niejakim czasie, Św. Wincenty mianowany przez Ludwika XIII króla francuskiego jałmużnikiem więzień we Francji, pracował z trudną do wyrażenia gorliwością, tak nad skazanych, jak i nad ich stróżów zbawieniem. A gdy wkrótce potem i Św. Franciszek Salezy zdał na niego kierunek duchowny zakonnic Nawiedzenia Najświętszej Maryi Panny, sprawował go przez lat 40 z niezrównaną roztropnością; a święty biskup zwykł był o nim mawiać, iż nie znał godniejszego nadeń kapłana.

Ufundowawszy Kongregację Misjonarzy od Stolicy Apostolskiej potwierdzoną, założyciel święty zobowiązał braci ślubem dożywotnim, do opowiadania Ewangelii Świętej wieśniakom i ubogim po całym świecie. Pobudzając ich zaś do tego z wielką żarliwością ducha, rzekł im w jednej rozmowie: – Najmilsi moi, trzeba nam żyć całkowicie dla Pana Boga i bliźnich; być gotowymi wszystko uczynić dla ich miłości; nie wzdragać się iść choćby na skraj ziemi i tam, zdrowie położyć dla zaszczepienia w duszach braci naszych, Królestwa Chrystusowego. Choć żem stary i zgrzybiały, ale nie wahałbym się bieżyć i do Indii dla pozyskania dusz Panu Bogu. O! jakże bym się za szczęśliwego poczytał, gdyby mi Pan Bóg dał Łaskę skończyć mój żywot pod jakim płotem, słuchając Spowiedzi!

Wiedząc dobrze, iż zbawienie całego Chrześcijaństwa od pobożności i gorliwości kapłanów zawisło, największe łożył starania o wykształcenie umysłowe i świętobliwość duchowieństwa. Za jego to pomysłem i radą założone zostały z przyzwoleniem Richelieugo seminaria starszych kleryków, którzy wyćwiczeni rozmowami o rzeczach Boskich, wyższą nauką teologii, Pisma Świętego i wszelkich obowiązków kapłańskich, wychodzili stamtąd odpowiednio usposobieni do spełnienia wielkiego urzędu swego. Błogosławione owoce jakie ta instytucja wydała, odznaczają po dziś dzień francuskie duchowieństwo, Wprowadził on także tak między duchownymi jak i między świeckimi zwyczaj odprawiania w pewnych czasach rekolekcji, czyli rozmów duchownych. A na rozkrzewianie Zasad Wiary Świętej i pobożności, wysyłał swych misjonarzy do Włoch, do Polski, Szkocji, Algierii i do Indii; na wyspę Madagaskar itd., gdzie wielu bardzo z tych opowiadaczy Wiary Świętej poginęło.

Po zgonie Ludwika XIII, którego na śmierć dysponował, Św. Wincenty wezwany był do królowej wdowy, Anny Austriaczki, matki Ludwika XIV-go w celu naradzenia się o rozdanie beneficjów kościelnych. Pod jego wtedy wpływem, obsadzone zostały diecezje i wszelkie duchowne urzędy najgodniejszymi ludźmi, i wiele wydano praw, dotyczących poprawy obyczajów. Pojedynki, błędy kacerskie, wojny domowe starał się Wincenty Święty wykorzeniać; a nie było między ludźmi tego rodzaju nędzy, której by ulgi nie przyniósł, albo jej nie zaradził. Będąc w Afryce więźniem tureckim, i wyprosiwszy sobie wolność u dość łaskawego na siebie pana, zasprzedał się w niewolę w zastępstwie jednego Chrześcijanina, syna ubogiej wdowy, który w kajdanach wielką biedę cierpiał. Miał on bowiem zasadę, iż należało bliźniego z uszczerbkiem własnego zdrowia ratować.

W Chatillon jeszcze mieszkając, założył Św. Wincenty Bractwo Miłosierdzia z niewiast złożone, wsparte później współudziałem panny Legras, wielce świętobliwej osoby w Paryżu. Zadaniem Bractwa było: zbieranie jałmużny, nawiedzanie ubogich i pielęgnowanie chorych. Usługi tych dobroczynnych niewiast, pokazały się tak zbawiennymi i pożądanymi wszędzie, iż Święty Założyciel Bractwa zamienił je w Zgromadzenie, któremu nadano nazwę Zgromadzenia Sióstr Miłosierdzia, tak słusznie, i tak wysoko cenionych i szanowanych. Założył także mąż święty przytułek dla podrzutków; inny dla zepsutej młodzieży i dla nawracających się złego życia niewiast; dla starców, kalek, dla podupadłych rzemieślników. Dom schronienia dla zakonnic które wojna, głód i powietrze z własnych wygnały klasztorów; domy dla podróżnych, szpitale dla wariatów i dla nieprzeliczonych żebraków. To wszystko niezmiernych wymagało kosztów, a przecież gdy Lotaryngię, Szampanię i Pikardię głód, wojna i powietrze spustoszyły, posłał tam Wincenty Święty przez misjonarzy swoich kilka milionów franków, aby według potrzeby wspomagali zniszczonych. Oprócz wyżej wymienionych, założył on jeszcze, Siostry od Krzyża Świętego, Siostry Opatrzności i Siostry Św. Genowefy, trudniące się wychowaniem ubogich panienek.

Na ogromne nakłady jakich wymagały olbrzymie dzieła jego miłosierdzia, nie zabrakło mu nigdy funduszów. Znana dobroczynność jego otwierała mu serca i kieszenie najmożniejszych domów, począwszy zaraz od rodziny królewskiej. Zdarzyło się, iż raz królowa proszona przez niego o wsparcie dla ubogich, powiedziała, że dopiero co na prośbę jego oddała wszystko co mogła. – A te klejnoty? – rzecze Święty, wskazując na bogate ozdoby w które przybrana była. Na te słowa zdjęła je królowa i Świętemu podała. Innym znów razem dostawszy w upominku od niej wielki brylantowy pierścień, sprzedał go dla biednych. Dowiedziawszy się o tym dawczyni, wykupiła go, a zwracając mu, rzekła: – Proszę go więcej nie zastawiać. Trudno mi będzie spełnić rozkaz waszej królewskiej mości – odpowie Święty. Proszę więc, abym o tym zaraz wiedziała, rzecze królowa, i tak jak teraz zaradzić temu mogła.

— Wśród natłoku tak ważnych, a rozlicznych zajęć, Wincenty Święty zawsze w duchu ściśle złączony z Panem Bogiem, zawsze jednako łagodny i uprzejmy dla wszystkich, szczery był i pokorny, a gardził dostatkiem i honorami. Nieprzyjaciół swych serdecznie kochał, nigdy o nich źle nie mówił, i owszem, największą okazując im życzliwość, w każdej potrzebie przysługi im świadczył. A kiedy spostrzegł, iż mu kto był niechętny, choć mu do tego przyczyny nie dał, padał zaraz na kolana i o przebaczenie prosił.

Jakkolwiek ten Święty silnej był kompleksji, podobało się jednak Panu Bogu dla przymnożenia mu zasług, ciężkimi nawiedzać go chorobami. To cierpliwości jego nie nadwyrężać bynajmniej. Z pogodną zawsze twarzą zajęcia i pobożne ćwiczenia swe odprawiał i mawiał często: że gdyby ludzie wiedzieli jakie zasługi zebrać mogą cierpieniem, z pewnością ubiegali by się o choroby. Miał już Wincenty Święty lat 85, gdy pełen dni dobrych i Łaski Bożej, śmiertelną złożony chorobą, z upragnieniem gorącym, lecz w pokorze i spokoju czekając ostatniej chwili, nie przestał słuchać codziennie Mszy Świętej i przy niej komunikować. Nareszcie, dn. 27 września 1660 r. w domu Św. Łazarza, gdy Zgromadzenie Księży  Misjonarzy w Paryżu, mówiło słowa: ,,Boże! ku wspomożeniu memu wejrzyj. Panie ku ratunkowi memu pokwap się!” siedząc w krześle, spokojnie zasnął w Panu. Ciało jego długo było wolne, a twarz wdzięczny i wesoły wyraz swój jak u żywego, zachowała. Papież Klemens XII w poczet go Wyznawców Świętych zaliczył. Obyśmy naśladując tak wielkie cnoty Świętego Sługi Bożego i wsparci jego przyczyną, mogli też nieść cześć i Chwałę Panu nad pany, po wszystkie wieki wieków. Amen.

 

 

Uwaga.

 

 

Zgłębiajmy Naukę Pana Chrystusową, czytajmy Żywoty owych wielkich Wyznawców Pańskich, abyśmy napełniając dusze nasze uczuciami, które ich do tak wysokiej doprowadziły doskonałości, mogli choć w jakiejś cząsteczce naśladować ich według sił i umiejętności naszej. A jako Pan Bóg jednego ubogiego kapłana, uczynił szafarzem nieprzeliczonych Darów i Dobrodziejstw Swoich dla milionów ludzi; a dzieła jakie tu spełnił Wincenty Święty, opowiadają, przez wieki opowiadać będą miłosierdzie jego, tak też i nas Pan Bóg wesprzeć nie omieszka, jeśli na wzór jaki nam w nim zostawił, starać się będziemy każdej potrzebie bliźniego zaradzić pomocą i pociechą, jakich tylko nędza jego moralna lub fizyczna od braci jego w Chrystusie Panu wymagać może. Miłość Stwórcy jest najwyższym Przykazaniem, jest ona początkiem i ma być ostatecznym końcem człowieka. A czyliż kocha Pana Boga, kto nienawidzi bliźniego? Kto mu źle czyni, lub go na sercu i sławie zabija? O! miłość tylko dzieła szczęścia i pociechy spełnia; a takiej Pan Bóg zawsze błogosławi; i jeden człowiek tą drogą, krocie dusz do pomyślności w tym życiu, i do Nieba prowadzi.

 

 

 

 

 

 

 

© salveregina.pl 2023